Shepard Dodd miał zaledwie 11 tygodni, gdy zmarł w swoim foteliku samochodowym. I to nie w wyniku wypadku, a śpiąc sobie spokojnie w domu opiekuna! Jak do tego doszło? Jego rodzice ostrzegają innych, którzy być może są nieświadomi zagrożenia.

Malutki Shepard miał katar, więc by zapewnić mu większy komfort oddychania opiekun umieścił niemowlę w foteliku samochodowym. Nie zapiął jednak pasów bezpieczeństwa. W trakcie snu niemowlę zsunęło się, a jego główka opadła na podbródek. Tak małe dziecko nie potrafi poradzić sobie w takiej sytuacji. Nie podniesie samodzielnie główki, by tym samym odzyskać możliwość oddychania. Shepard zmarł z powodu uduszenia.

Rodzice dziecka chcą przestrzec innych, by dochodziło do jak najmniejszej ilości tego typu wypadków. Niemowlę pozostawione w foteliku powinno mieć zapięte pasy w sposób opisany przez producenta fotelika. Nie mogą być ani za luźne, ani zbyt mocno ściągnięte. Nigdy też nie należy zostawiać małych dzieci bez opieki.

Trudno mi wyobrazić sobie tak ogromną tragedię i niesamowicie współczuję rodzinie maleństwa. Jednocześnie podziwiam ich za to, że pomimo traumy zdecydowali się podzielić tą historią z innymi rodzicami, dzięki czemu być może inne dzieci unikną podobnego zagrożenia…