Kiedy nadchodzi godzina zero, przyszły tata powinien być doskonale przygotowany do tego, by natychmiast wkroczyć do akcji. To właśnie on ma wtedy otoczyć partnerkę najczulszą opieką i pomóc sprostać niełatwemu wyzwaniu, jakim jest poród. Musi wykazać się przy tym dużą inicjatywą!
Zanim wyruszycie w drogę...
To na przyszłym ojcu spoczywa obowiązek dopilnowania, byście zabrali ze sobą do szpitala wszystko, co będzie potrzebne (ty w tej pełnej emocji chwili nie będziesz miała głowy do "administracyjnych" czynności). Choć też jest przejęty, powinien upewnić się, czy macie pod ręką:
- Torbę z niezbędnymi rzeczami dla ciebie i noworodka, którą wcześniej spakowałaś.
- Wszystkie konieczne dokumenty (dowód osobisty, kartę ciąży, zaświadczenie z informacją o twojej grupie krwi).
- Telefon komórkowy (jeśli macie) - może się przydać, zarówno w drodze, jak i na miejscu.
- Pieniądze (dobrze je mieć przy sobie na wszelki wypadek, np. gdy podejmiesz decyzję o podaniu ci znieczulenia zewnątrzoponowego, które na ogół jest odpłatne).
- Klucze do mieszkania (a nuż zostały w zamku?).
Panika złym doradcą
Wydaje się, że mąż jest już wystarczająco przygotowany do porodu, bo przecież: przeczytał wszystkie książki dotyczące rodzenia i doszedł do wprawy, jak prawidłowo wykonywać masaż kojący bóle porodowe. A nawet razem z tobą podskakiwał na gumowej piłce na zajęciach w szkole rodzenia! Ty jednak ciągle masz obawy, że mimo starań, nie spisze się tak, jak powinien. Niestety, twoje obawy mogą okazać się uzasadnione. W dniu porodu emocje są bowiem tak silne, że często biorą górę nad rozsądkiem. Partner (nawet najlepiej przygotowany do wspólnego porodu) może w ostatniej chwili "spanikować" i w najlepszym razie stać obok rodzącej jak kołek, a w najgorszym - przeszkadzać personelowi szpitalnemu, ciągle ich o wszystko podpytując. Warto przygotować więc plan działania i na porodówce sięgnąć po ściągę. A potem punkt po punkcie prześledzić, czy wszystko przebiega dokładnie według ustalonego wcześniej scenariusza.




Dodaj artykuł do…