Kwestia nazewnictwa miejsc intymnych jest dosyć trudną sprawą. Polski język nie pozostawia dużego pola wyboru w stosowaniu nazw, które nie brzmią infantylnie, a z drugiej strony nie są nazbyt fachowe i podręcznikowe. Z kolei określenia, które znajdują się pomiędzy wymienionymi wyżej grupami bywają wulgarne i nie nadają się do stosowania ich przez dzieci.

Już ponad sto lat temu słynny polski poeta, Tadeusz Boy-Żeleński, pisał o braku wymowności pewnych rzeczy. Minął kolejny wiek, a w naszym języku nic się nie zmieniło w tej materii:

„To, co ziemię w raj nam zmienia,

Życia cały wdzięk stanowi,

Na to – nie ma wyrażenia,

O tym – w Polsce się nie mówi”

Sporo w tym prawdy. Jak więc nazywać miejsca intymne kobiety i mężczyzny z rozmowach z dziećmi?

Myszka kobieca i ptaszek męski

Psychologowie zgadzają się co do tego, że nazewnictwo miejsc intymnych rzeczywiście jest trudną sprawą, ale powinna zostać zachowana podstawowa zasada: jakkolwiek nienazywane by były te miejsca, to dziecko musi mieć wiedzę o nazewnictwie fachowym. Terminy typu: pochwa, srom, penis czy prącie nie mogą być mu obce. Musi również wiedzieć, że oznaczają one te miejsca, które w domowym zaciszu nazywane są pieszczotliwe muszelką, wacusiem czy innymi określeniami forsowanymi przez rodziców.

Ta cała otoczka krygowania się w związku z nazywaniem narządów płciowych jest efektem zakorzenionego wstydu, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Seksualność człowieka jest nadal tematem tabu i w takim duchu wychowywane są kolejne pokolenia. Domów, w których bez skrępowania rozmawia się o „tych sprawach” jest nadal niewiele. Rodzice z trudem oswajają się z myślą, że ich dziecko jest istotą seksualną. Wszelkie pytania o rzeczy związane z seksem i intymnością wywołują w nich panikę. Nigdy nie zostali nauczeni przez swoich rodziców, jak kierować rozmowami tego typu, przez co sami nie będą potrafili nauczyć tego swoich dzieci. Uciekanie w opowieści o noworodkach znajdowanych na polu kapusty czy o bocianach jest pokłosiem takiego wychowania i kompletnego braku swobody w tematach związanych z seksualnością człowieka.

Jeżeli decydujecie się na używanie nazw zamiennych wobec narządów płciowych, pamiętajcie, by nie robić tego w sposób wstydliwy, sugerując dziecku, że temat nie powinien być poruszany. Mówcie o tym otwarcie, pewnym głosem, bez skrępowania.

Jak nazywać cipkę?

Jak więc rozmawiać z dziewczynką o jej waginie? Zdecydowanie nie na miejscu wydaje się mówienie do malutkiej córeczki o konieczności umycia pochwy czy sromu. Wielu rodzicom wyraz „cipka” wydaje się zbyt wulgarny i również jego wolą unikać.

Najczęściej używane są określenia typu: pusia, myszka, cipcia, muszelka, perełka, psipsia, pisia, kuciapka czy pierożek.

Siusiaki chłopaków

Wydaje się, że w przypadku męskich penisów jest nieco łatwiej niż w przypadku wagin. Wyraz „siusiak” nie wydaje się być ani szczególnie infantylnym, ani też z pewnością wulgarnym. Oprócz niego można stosować określenia, takie jak: pisiorek, ptaszek, siurak, siusiorek, wacuś, fujarka. Wątpliwe jest używanie słowa „fiutek”, ponieważ ma lekkie zabarwienie wulgarne.