Podobno mały Johann Wolfgang z zapartym tchem wysłuchiwał opowieści swojej matki. Nie była to kobieta wykształcona, lecz jej fantastyczne historie jeszcze na długo pozostały z małym Johannem. Wspominał je z wielkim uczuciem i wdzięcznością, gdy już stał się Goethem, geniuszem literatury niemieckiej. Świat fantazji, który roztoczyła przed kształtującą się jeszcze wyobraźnią dziecka, zaważył nie tylko na późniejszej twórczości pisarza, lecz także na jego sposobie odbierania świata.

To tylko anegdotka? W ostatnim badaniu na temat czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży (zrealizowanym przez Instytut Badań Edukacyjnych w 2015 roku) okazało się, że pierwsze usłyszane historie i samodzielnie przeczytane tytuły stanowią bardzo ważną część wspomnień z dzieciństwa. Dzieci pamiętają je jako doświadczenia zarówno przyjemne, jak i ważne ze względu na wysiłek włożony w lekturę i satysfakcję płynącą z pokonania trudności.

Nie gwarantujemy, że Wasze dziecko zostanie geniuszem literatury niemieckiej, jednak możemy z całą pewnością stwierdzić, że życie z książką pod pachą jest znacznie ciekawsze i przyjemniejsze, niż przedzieranie się przez nie w pojedynkę. Dzięki książkom nie tylko rozwijamy wyobraźnię czy poszerzamy słownictwo, ale również uczymy się wyrażać emocje i lepiej rozumieć świat.

Mimo tych niewątpliwych zalet każdy rodzic wie, że tak dobrane argumenty nie zawsze trafiają do dzieci. Jak więc zachęcić je do sięgnięcia po coś do czytania?

Po pierwsze – nie zapomnijcie o swoim autorytecie

Czytajcie książki. Wszędzie, na widoku, wobec kręcących się maluchów pod nogami – odczytujcie interesujące, ale niezbyt drastyczne oczywiście, wiadomości z czasopism przy śniadaniu, wybierzcie najnowszą książkę Fleminga podczas popołudniowego relaksu zamiast kolejnej ekranizacji Bonda. Po prostu dajcie się zobaczyć dziecku z książką. Ale to nie wszystko. Dobrym pomysłem jest rozmawianie o książkach, które Was interesują, dzielenie się opiniami między sobą, co niezawodnie podkreśli, jak ważna w Waszym życiu jest dobra lektura. Dzięki temu książka stanie się nieodłącznym atrybutem dorosłości – to tylko kwestia czasu zanim dziecko samo zacznie domagać się swojej własnej.

Po drugie – poznajcie swoje dziecko

Zanim kupicie maluchowi własną czytankę, poznajcie jego preferencje. Nie tylko zerknijcie na to, co lubi (czy będzie wolał detektywistyczne książeczki Widmarka, czy raczej fantastyczne przygody wikinga Tappiego), ale również upewnijcie się, że nie kupicie książeczki zbyt prostej lub zbyt trudnej. Nie ma nic bardziej frustrującego dla dorastającego człowieka niż zbagatelizowanie jego doniosłych umiejętności, ale też – przedzieranie się przez gąszcz zbitych ze sobą czarnych robaczków, które nijak nie chcą ułożyć się w porządną historię.

Ciekawą metodą i na poznanie dziecka, i na zachęcenie go do czytania jest sprawienie, by książki stały się elementem otoczenia. Podrzucajcie je gdzie się da i kiedy się da – nie rezygnujcie, nawet jeśli pociecha zignoruje pięćdziesiąt podłożonych do tej pory tytułów. Lew, Czarownica i stara szafa? Nie ma lepszego miejsca, by ją znaleźć niż ta duża, zakurzona szafa w przedpokoju!

Po trzecie – czytajcie dziecku i razem z nim

Julie Rodriguez, wiceprezeska organizacji „Reading Is Fundamental” opowiedziała historię swojego znajomego, któremu ojciec czytał rankingi baseballowe. „Podziel się z pociechą tym, co kochasz” – dodaje Rodriguez. Osiągniecie sukces absolutny, jeśli Wasze dziecko nie będzie znało życia bez książek i opowieści – czytanie rekomendowane jest już dwu- lub trzylatkom. Oczywiście ważna jest powtarzalność, poleca się spędzanie chociaż pół godziny dziennie na tej czynności – ale, jeśli chodzi o dzieci starsze, nie musi to być koniecznie czytanie do snu. Warto zaszczepić w dziecku nawyk sięgania po książkę także wtedy, gdy jest znudzone w ciągu dnia. Natomiast kiedy już czytacie, idźcie absolutnie na całość – bawcie się kwestiami bohaterów, zmieniajcie intonację. Zróbcie sobie też dyżury, by zaoferować dziecku inną perspektywę oraz inny głos.

By rozwijać wyobraźnię malucha, możecie też przerywać w kulminacyjnych momentach, a później podpytywać o to, jak historia powinna się zakończyć.

Po czwarte – bawcie się czytaniem

Nic bardziej nie odciąga od czytania niż obowiązek mycia rąk przed sięgnięciem po książkę. Tymczasem wiele tytułów pozwala na interakcję, zabawę w prawdziwym świecie, jest nierzadko inspiracją do tworzenia nowych gier – na przykład Dołek do kopania. Książka pierwszych definicji spełnia zarówno funkcję edukacyjną, jak i zachęca do wspólnego wymyślania nowych definicji przedmiotów wokół Was. Organizujcie przedstawienia i teatrzyki, wymyślajcie alternatywne zakończenia, a nawet przenoście się do świata ulubionej historii – czy to nie wspaniałe, by choć na kilka godzin znowu być Anią z Zielonego Wzgórza?

via GIPHY

Po piąte – do niczego nie zmuszajcie

Dziecko po raz dziesiąty czyta tę samą książkę? Macie już szczerze dość wymyślania nowego głosu żabie z męczonej co wieczór baśni? Cóż, zdajemy sobie sprawę z tej tortury, ale warto uświadomić sobie, że dziecko czasem po prostu musi usłyszeć daną rzecz pięć tysięcy razy zanim przejdzie do czegoś nowego. To naturalny proces – jeśli chcecie go przyspieszyć, nie ma niczego złego w podsuwaniu pozycji, które Wy lubicie, ale bez presji. Wyobraźcie sobie znajomego, który podtyka Wam pod nos jego ulubioną książkę i sytuacja robi się niezręczna, gdy okazuje się, że nie możecie znieść Bridget Jones. Dobrym pomysłem jest regularne odwiedzanie bibliotek i księgarni razem z dzieckiem – nie spieszcie się, oglądajcie dokładnie książki i wybierajcie to, na co Wasze dziecko zwróci uwagę.

Na koniec wywołajmy wreszcie słonia w salonie – czy książki mogą dzisiaj konkurować z grami komputerowymi i filmami? Oczywiście, że tak! Nie traktujcie jednak czytania książek jako czegoś w zamian, lecz raczej jako coś obok, alternatywę, kolejny miły sposób na spędzenie czasu. Nie denerwujcie się, jeśli dziecko bardzo chce przeczytać książeczkę o współczesnym bohaterze, o Star Wars czy My Little Pony – to na pewno ważne dla niego postacie, tak samo jak dla Was był Kot Filemon czy Reksio. Mamy dziś tyle możliwości uczestniczenia w kulturze, że animowana bajka spokojnie może zbawić i nauczyć, tak samo jak dobra książka.

Artykuł powstał przy współpracy z Księgarnią Internetową Ravelo.pl