– Wojtuś, a czy ty chciałbyś wstawać co rano, jak twój daleki afrykański kuzyn Bamako, żeby brodzić w rzece w poszukiwaniu ryb? – pytam pierworodnego.
– Nie! – kategorycznie odpowiada mój synek. – Ja wolę co rano ogladać w łóżku bajki i czekać aż mama poda mi pyszne śniadanko.
No, pomyślałem, ładne wychowujemy pokolenie – wygodnickie, nawykłe do luksusu oraz 24-godzinnej służby.
Po kilku dniach od tej smutnej refleksji spotkałem kolegę, który ma dwuletniego synka Tymka. Zapronowałem, że oddam mu rowerek, z którego Wojtuś już wyrósł.
– Ma pedały? – zapytał rzeczowo kumpel.
– No, jasne. Jest w idealnym stanie. – zapewniłem.
– A nie, w takim razie dzięki. Jak ma pedały, to ja nie chcę. Tymek ma taki rowerek z silniczkiem. No, w zasadzie motorowerek. Sam jeździ, więc Tymek nie musi się męczyć – wyjaśnił.
Zrozumieałem wtedy, że to rozpuszczone pokolenie. Siedzi całymi dniami przed ekranami telewizorów, bądź komputerów, a jedynym ruchem tych dzieciaków jest czynność potrzebna do kliknięcia myszką. Przynajmniej kiedyś – gdy nie było pilotów – wysyłało się dziecko, by przełączyło kanał, więc miało trochę ruchu. A dziś? Dziecko uczy się, szybciej, gdzie nacisnąć niż wierszyka. Może dla tych cyberdzieciaków my rodzice jesteśmy jakimiś chodzącymi serwerami?! Loguja się do nas na chwilę, żebyśmy dali im jeść i kupili zabawkę, a potem sprawnie i szybko się wylogowują, kiedy prosimy ich o posprzątanie, czy umycie rąk? Uważajmy więc, żeby kiedyś nie wyklikali nas że swojego życia.
Zdecydowałem, że to zmienię. Na początek zacznę z Wojtusiem wędkować, żeby zrozumiał, co to znaczy zdobyć rybę na obiad. Albo nie, nie chce mi się. Zamówię coś na telefon. A wieczorem pogram z nim w wirtualnego wędkarza.
Źródło artykułu: Rodzice 04/08
Autor: SEBASTIAN ŁUPAK



Dodaj artykuł do…