Felieton

Skąd ta histeria?

Prześlij dalej Drukuj
Felieton: Skąd ta histeria?

fot. shutterstock

Jak co noc obudził nas tupot bosych stóp. Ponieważ to reguła, zrobiliśmy miejsce w środku łóżka i każdy wrócił do swoich snów.

Tupot ustał. Zatem Nela dobiegła do drzwi i po ciemku szuka klamki. Rozległ się trzask. Klamka przy otwarciu drzwi wali w ścianę, robiąc dziury w tynku. Teraz powinien nastąpić bieg do naszego łóżka zakończony skokiem. Zwykle po kokoszeniu się w pościeli, następowała błoga cisza. Nie tym razem. Gdy klamka nadkruszyła ścianę, Nela jęknęła. Wdrapała się między nas i zalała łzami. Zapaliliśmy światło. Zorientowaliśmy się, że trzyma się za nogę. Minęło dziesięć minut, zanim dowiedzieliśmy się czegokolwiek od łkającej Neli. Bolała noga. Richard Dawkins, ewolucjonista i ateista w ostatniej książce „Najwspanialsze przedstawienie w dziejach świata. Świadectwa ewolucji” zajmuje się cierpieniem. Pisze: „cierpienie, i to przerażające, jest w przyrodzie czymś tak powszechnym i tak przejmującym, że człowiekowi o wrażliwym sercu doprawdy trudno to znieść. Darwin dokładnie wiedział, co ma na myśli, gdy w liście do swego przyjaciela Hookera napisał kiedyś: <Cóż za księgę mógłby sporządzić kapelan diabła, gdyby chciał napisać o pokracznych, marnotrawnych, nieudolnych i wreszcie niewyobrażalnie wręcz okrutnych dziełach natury>”. Święta racja.

Nela płakała, wciąż trzymając się za nogę. Mimo stanu nieprzytomności przystąpiliśmy do akcji ratunkowej. Pomimo krzyków noga została wyprostowana. Potem dokładnie ją obejrzeliśmy. Zero zadrapań. Ale przypomniałem sobie, że dzień wcześniej Nela huknęła bosą stopą w drzwi. Popłakała się, poprzytulała i poszła bawić. Może to ukryte złamanie śródstopia?

fot. Shutterstock

Sprawdziliśmy stopę, ale to nie było to. Nela trzymała się za kostkę. Może ją zwichnęła, a my tego nie zauważyliśmy? Nie, przecież płakałaby od razu. A może ugryzł ją pająk? Co jakiś czas odkrywam pajęczyny, przesuwając zabawki. Ale pająk o tej porze roku?

Po dwudziestu minutach byliśmy zrozpaczeni. Nela łkała, trzymała się raz za lewą, raz za prawą nogę. Raz za kostkę, innym razem za piszczel. Coś ją bolało a mnie zaczęła świtać myśl, że ból to kompensacja innych potrzeb. Ale jakich do cholery? O drugiej w nocy?!

„Natura – pisze Dawkins – nie jest ani współczująca, ani bezduszna. Nie znajduje upodobania w cierpieniu żywych stworzeń, ale też się nimi nie przejmuje. Może starać się oddziaływać na cierpienie wyłącznie w sytuacji, gdy ma ono wpływ na przetrwanie DNA. Nietrudno byłoby wymyślić gen znieczulający gazelę tuż przed rozszarpaniem na strzępy przez geparda. Czy jednak miałby on szansę rozprzestrzenić się w następnych pokoleniach gazel w procesie doboru naturalnego? Nie, chyba że w jakiś sposób znieczulenie gazeli tuż przed śmiercią mogłoby zwiększyć szanse DNA na przetrwanie w organizmach potomków zwierzęcia, a raczej trudno sobie coś takiego wyobrazić. Mamy podstawy by przypuszczać, że gazele przed pożarciem nie są znieczulane i cierpią potwornie, rozszarpywane żywcem. Taki jest los większości z nich. Suma cierpień, jakich doznają żywe stworzenia, jest niewyobrażalna. W ciągu minuty, jaką zajęło mi napisanie tego zdania, tysiące zwierząt zostało zjedzonych żywcem, tysiące uciekało przed śmiertelnym niebezpieczeństwem (...). Tak musi być. Gdyby nastał czas powszechnej szczęśliwości i obfitości, automatycznie nastąpiłby wzrost populacji wszystkich stworzeń, co przywróciłoby naturalny stan zagrożenia głodem i śmiercią”.

Przypominało to horror. Za oknami mrok, na podłodze łazienki czerwone z bólu dziecko i pochyleni nad nią współczujący rodzice. Otwarte szafki, waciki, termometr. Czas płynie, ból nie mija. Ostukaliśmy, opukaliśmy, wymasowaliśmy każdą część jej chudych nóżek. Żadnych uszkodzeń, ran kłutych, szarpanych. Ogarniało nas szaleństwo. Dlaczego ta bezbronna istota cierpi?

fot. Shutterstock

„Dla teologów zło i cierpienie obecne w świecie od dawna stanowiło wielki problem, więc wymyślili nawet słowo „teodycea” („Boża sprawiedliwość”) na określenie wysiłków zmierzających do pogodzenia tych złych stron egzystencji z bożym miłosierdziem, dobrocią i wspaniałomyślnością, które przyjmują za pewnik. Biolodzy ewolucyjni nie mają takiego problemu, bo z perspektywy przetrwania genu zło i cierpienie w ogóle nie mają znaczenia. Więcej — w tej perspektywie one po prostu nie istnieją”. Tyle Dawkins.

Nela łkała. Gdy świtało i zaczęły działać środki przeciwbólowe, usnęła. Olśnienie przyszło nazajutrz. Nela rośnie. Widocznie jej mózg wydał polecenie kościom, aby właśnie tej a nie innej nocy ruszyły dziarsko do przodu. To znaczy, by zaczęły rosnąć szybciej niż organizm może to bezboleśnie znieść. Te bóle nazywają się „wzrostowe” i są... no właśnie: jakie? Bo to, że irracjonalne i bez sensu to dla mnie jasne. Po co dziecku cierpienie, gdy rośnie? Wiem, że potrzebne gdy, „dorastać zaczyna” (ta nauczka przydaje się głowie, by nie „szumiała”). Ale po co ból dwuletniej panience?

Hiob za nic w świecie nie mógł zrozumieć, za co obrywa od losu. Tak jak i wszyscy rodzice dwulatków. Wygląda na to, że siedzimy na tej samej gałęzi. Ewolucyjnej.

 

Autor: Michał Wójcik, redaktor naczelny miesięcznika FOCUS, ojciec 14-letniej Zuzi, dwuipółrocznej Neli i półtorarocznej Marianki
Źródło: Rodzice 01/10

Dodaj artykuł do

  • Wykop
  • Gwar
  • facebook
 
Napisz komentarz

Imię / Nick
e-mail

Komentarz (maks. 1000 znaków)

Dodaj zdjęcie (opcjonalnie)


Wpisz prawidłowy adres e-mail. Nie będzie on widoczny na naszej stronie. Aby uniknąć nadużyć, wyślemy do ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym. Kliknij w niego, aby opublikować swój komentarz.




Magazyn "Rodzice"

Polecamy najnowszy numer magazynu Rodzice.

Życzymy przyjemnej lektury.



rodzice.pl na Facebooku




Webstar 2009