Każdy maluch to mały spryciarz! Doskonale wie, kiedy opłaca się iść do mamy, a kiedy do taty. I choć każda rodzina jest inna, można zauważyć pewne prawidłowości… Przynajmniej ja wiedzę je u siebie i moich znajomych. U Was też tak jest?

Z czym do mamy?

Nie ma to jak mama, kiedy…

  • potrzebny jest ktoś, kto wysłucha nie szukając od razu gotowych rozwiązań;
  • pani od plastyki zadała czasochłonną pracę domową lub gdy zbliża się konkurs dla ochotników;
  • nie wiesz co na obiad/śniadanie/kolacje;
  • skończyły się czyste ubrania w szafie;
  • świat wydaje się zły i podły albo po prostu zmęczenie po całym dniu wymaga porządnego utulenia.

Kiedy tata jest niezastąpiony?

Mama to często lek na całe zło, ale bywają sytuacje, gdy męski pragmatyzm jest nieoceniony. Spojrzenie taty na otaczającą rzeczywistość bywa zupełnie inne niż mamy. Dlatego dziecko biegnie do niego, gdy…

  • chce wiedzieć, jak następnym razem poradzić sobie z kolegą, który notorycznie zabiera mu zabawki;
  • cierpliwość mamy się wyczerpała, a zadanie z matematyki nadal nie zostało rozwiązane;
  • nie wie, co na obiad/śniadanie/kolację, a mamy nie ma w pobliżu;
  • skończyły się czyste ubrania w szafie – może tata wie, gdzie mama je trzyma?
  • odrobina dobrej zabawy i duża dawka szaleństwa wydaje się być najlepszym lekiem na całe zło świata.

Skąd te różnice?

Mama i tata zupełnie inaczej podchodzą do wychowania dziecka! Często wygląda to mniej więcej tak:

Mama: musi być idealnie!

  • Doskonale zna wszelkie zalecenia lekarskie i instrukcje obsługi zabawek i sprzętów.
  • Jeszcze przed porodem przeczytała kilka książek, z których jasno wynika, jak karmić, ubierać i pielęgnować dziecko.
  • Zdobytą wiedzę stosuje w praktyce: w wieku niemowlęcym wyparza butelki i smoczki, następnie podaje we właściwej kolejności pierwsze pokarmy i dość trafnie stawia diagnozy jeszcze zanim dziecko zobaczy lekarz.
  • W razie tragedii przytuli i wysłucha całej historii.
  • Do perfekcji opanowała plecenie warkoczy, pilnowanie wszystkich ważnych dat w kalendarzu, a także mapę najbliższych szpitali i przychodzi lekarskich.
  • Pamięta o zdrowym odżywianiu oraz dostosowanym do pory roku ubraniu.

Tata: i tak będzie dobrze!

  • Po co miałby czytać instrukcje obsługi – w końcu zabawki dla dziecka to nie samolot! Nawet te edukacyjne albo na pilota można obsłużyć intuicyjnie.
  • Czytanie książek „na zaś” uważa za całkowicie zbędne. W razie czego wszystko można dość szybko znaleźć w internecie.
  • Nie ma pojęcia o tym, że pięciomiesięczne niemowlę, które i tak wkłada wszystko do buzi powinno mieć wyparzone butelki.
  • Gdy dziecku jest źle i czuje się pokrzywdzone, natychmiast zaproponuje rozwiązanie.
  • Choć nie umie zrobić córce kucyka, na pewno znajdzie jakieś wyjście z sytuacji. Nie tylko w przypadku problemu z fryzurą – wybranie z każdej sytuacji! Czasami dość niekonwencjonalnie, ale jednak.
  • Nie ma problemu z tym, że dziecko nie chce jeść: gdy jest głodne samo mówi i wtedy dostaje ulubioną potrawę. Podobnie z ubraniem: jak zmarznie, to powie!