Cztery lata różnicy. To jak pogodzenie ognia z wodą. Gdyby chociaż były tej samej płci, w tym samym wieku – wtedy mogłyby same sobie wymyślać zabawy. A tak cały wysiłek spocznie na biednym ojcu. Tylko co tu zrobić? Ola całą energię spożytkowuje na raczkowanie i jeśli uda się ją posadzić choć na chwilę w jednym miejscu z zabawką w dłoniach, można odtrąbić sukces. Ten etap Igor ma już za sobą. On najchętniej cały dzień odgrywałby epizody z „Gwiezdnych Wojen” i walczył na świetlne miecze. Tylko że Ola nie nadaje się jeszcze na przeciwnika, chociaż wzrostem przypomina Mistrza Jodę. Kiedy zostaję z dziećmi, muszę jednak połączyć te dwa światy.
Gdzie się spotkać?
Wspólnej zabawy lepiej nie aranżować w pokoju przedszkolaka. Tam wszędzie poniewierają się drobiazgi. Wszędobylski bobas na pewno znajdzie coś, co nie powinno trafić do jego buzi. Poza tym kilkulatek nie będzie zachwycony, gdy raczkujące tornado dorwie się do jego skarbów. A trzymanie słodkiego (i ruchliwego) ciężaru non stop na rękach także nie załatwi sprawy. Będziesz rozmawiał ze starszakiem, odwrócisz na chwilę wzrok od machających rączek i możesz być pewien, że bobas dorwie upatrzoną zdobycz. To może być firanka, paprotka, kabel od lampy. Małe dłonie zaciskają się jak imadło, więc straty mogą być poważne. Pokój niemowlęcia mógłby być lepszy. Problem w tym, że nie ma tam nic interesującego dla przedszkolaka. A gdy ten zacznie znosić tam swoje zabawki, zagracony teren szybko przestanie być bezpieczny dla malucha. Proponuję więc kompromis, czyli spotkanie na neutralnym gruncie – w największym pokoju, zwanym salonem.

Fot. Shutterstock
Do dzieła!
Jak zagospodarować dwójkę w jednym pomieszczeniu? Najłatwiej posadzić je w dwóch kątach i kursować pomiędzy jednym a drugim. Inną metodą jest zainstalowanie starszego przy komputerze, w czasie gdy ty bawisz się z młodszym. A jeśli maluch ucina sobie drzemkę, zajmujesz się przedszkolakiem. To jednak kiepski pomysł. Dzieci nie zaznają wspólnej zabawy, a ty padniesz ze zmęczenia.
Wbrew pozorom, jest kilka sztuczek na wspólne zajęcie. Zacznij od piłek. Zgromadź wszystkie, jakie tylko wpadną ci w ręce. Mogą być duże, małe, do tenisa, do siatkówki. Ważne, by się turlały. Posądź malucha przed sobą i puszczajcie piłki do starszaka. Śmiechu będzie co niemiara, bo taka zabawa daje bobasowi sporo radości. Długo to nie potrwa, bo Ola już po kilku minutach rzuca się w pogoń za piłkami, a Igor zaczyna podrzucać piłki i wymyślać tysiąc nowych konkurencji. W ten sposób przejdziecie do kolejnych zabaw. Zamiast piłek możecie użyć balonów, ale tu czai się zagrożenie. Jeśli bobas ma już zęby, może się to skończyć głośnym hukiem i równie głośnym płaczem.

Fot. Shutterstock
Świetnie sprawdzają się wyścigi samochodowe. Młody znosi wszystkie swoje auta. Ola musi obejrzeć każdy z osobna, oceniając również ich smak. Gdy już skończy, ustawiamy je w jednej linii, a ponieważ wtedy mała zaczyna przesuwać je i rozrzucać, zabawa przeciąga się. W końcu puszczamy je po podłodze i sprawdzamy, który pojedzie najdalej. To impuls dla Oli, która za punkt honoru stawia sobie dogonienie autka. Na czworakach niezbyt jej to wychodzi, ale się stara. Sprawia to mnóstwo radości Igorkowi. A gdy już sam poczuje, ze mam dość zabaw, układam moją dwójkę na łóżku, zajmuję małej ręce jakąś zabawką lub gryzaczkiem i wyciągam ulubione książki Igora. Ola bardzo lubi słuchać, więc często po takim seansie wyciszona spokojnie zasypia.
Autor: Mariusz Nowik
Źródło: Rodzice 11/09






Wątpię aby po tak krótkiej zabawie młodsze dziecko zasnęło,ja mam 4-letnią Kingę,i 10-tygodniową Klaudię,kiedy karmiłam jeszcze piersią,to mogłam w międzyczasie układać puzzle,pisać,jeżeli piła z lewej piersi,układać klocki...Obecnie maleństwo karmione wyłącznie butelką,więc mogę starszej tylko poczytać,niestety jest zawiedziona,że mama już tyle nie potrafi naraz :-).
(1 Komentarz)