Jak tylko Sylwia zaszła w ciążę zacząłem przeglądać blogi parentingowe, głównie ojców.

Mój znajomy twierdzi, że blogowanie powinno być zakazane, a mnie za tatasap.pl chciał zastrzelić.:)
Blogowanie według niego zabija dziennikarstwo. I coś w tym jest. Chociaż wielu dziennikarzy popełniło samobójstwo zanim pojawiły się blogi.
Mimo wszystko jednak na blogach da się znaleźć ciekawe treści. Faktem jest jednak, że bardzo rzadko.

 

Prawdziwą perełką wśród wszystkich wpisów jakie przeczytałem był „a Father’s Bucket List”, który przygotował Dr. Kelly Flanagan.

 

Czym jest Bucket List?

Jeśli oglądałaś/eś Choć goni nas czas” (tyt.org. „The Bucket List”) to wiesz, że była to lista rzeczy, które główni bohaterzy chcieli zrobić przed śmiercią.
Jeśli nie znasz tego filmu to szczerze polecam.

Jestem osobą, która woli stawiać sobie cele niż marzyć. Od kilku lat mam podobną listę i powoli ją realizuję.

Za namową Dr. Flanagana przygotowałem drugą.
Jest to lista rzeczy które chciałbym pokazać córce lub wspólnie z nią przeżyć.

Nie ukrywam, że moim marzeniem jest nauczyć ją „ćpać życie”. Chciałbym, żeby znalazła swoje miejsce w świecie i umiała doceniać małe rzeczy. Chciałbym pokazać jej jak największą liczbę pasji, aby mogła znaleźć swoją. Życie bez pasji jest smutne i niebezpieczne.

Chciałbym pokazać Zuzi rzeczy, które zaparły mi dech w piersiach lub w jakikolwiek inny sposób zmieniły moje życie.

Wracając jednak do artykułu, który mnie zainspirował.
Zarówno z jego treści, jak również z treści filmu, do którego się odnosi płynie jedno ważne przesłanie:
Czas ucieka i trzeba go wykorzystywać na 100%.

Zainstalowałem aplikację, o której wspomniano w artykule.
Ustawiłem szacowaną datę pójścia Zuzi na studia, czyli teoretycznie opuszczenia rodzinnego gniazda.
Piszę teoretycznie, ponieważ my jako słoiki uciekliśmy z domu w wieku 18-19 lat.
Pamiętam jednak jak bardzo przechlapane mieli znajomi ze studiów, którzy słoikami nie byli.
Biedni musieli po imprezie wracać do mamy i tłumaczyć się z woni alkoholowej oraz późnej godziny.
Bycie słoikiem jak widać ma także swoje plusy.

Załóżmy jednak, że Zuzia usamodzielni się w październiku 2034 roku.
Mam zatem 18 lat, 9 miesięcy, 26 dni, 8 godzin, 52 minuty od teraz.
Wydaje się dużo, ale ten czas topnieje bardzo szybko.

 

Zanim aplikacja pokaże same zera chciałbym:

  • Przeżyć z nią wschód i zachód słońca nad wielką wodą.
  • Przeczytać jej wszystkie baśnie braci Grimm (i nie tylko). Fragmenty tych baśni to moje najwcześniejsze przebłyski z dzieciństwa. Jestem bardzo wdzięczny tacie za to, że mi dużo czytał.
  • Zarazić ją miłością do matematyki. Nie wiem jeszcze jak to zrobić, ale będę się starał. Matematyka to królowa nauk i pomaga w każdej dziedzinie życia. Niestety w szkołach ciężko o nauczycieli z pasją. Większość dzieci nie lubi tego przedmiotu i jest to wina systemu edukacji.
  • Zabrać ją do muzeów: Archeologicznego w Atenach, Historii Sztuki we Wiedniu, Luwru w Paryżu oraz Muzeum Sztuki w Nowym Yorku, ale nie „od tak, na odwal się”. Z ciekawym przewodnikiem, który będzie potrafił wytłumaczyć dlaczego ludzie kochają sztukę i dlaczego te eksponaty są tak cenne.
  • Pokazać jej największe religie świata, wraz z ich wadami i zaletami. Ja swojej do tej pory nie znalazłem. Może jej pójdzie łatwiej.
  • Odwiedzić NASA Kennedy Space Center lub chociaż Obserwatorium Astronomiczne w Rzepienniku Biskupim, żeby zobaczyła jak drobnym okruszkiem w wszechświecie jesteśmy.
  • Obejrzeć z nią „Dziadka do orzechów” w Teatrze Bolszoj, a przynajmniej w Sali Kongresowej.
  • Wysłuchać wspólnie koncert Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach.
  • Uczestniczyć w koncercie którejś z legend jazzowych (niestety jest ich coraz mniej), a także w jam session.
  • Znaleźć wspólną ulubioną piosenkę i zagrać ją razem na jakiś instrumentach.
  • Wziąć udział w zawodach sportowych (rowerowych, biegowych lub pływackich), żeby zrozumiała, że najgorszą walkę toczymy z samym sobą. I da się ją wygrać!
  • Spróbować jak najwięcej różnych potraw/kuchni świata. Zapewne odwiedzić Jiro w Tokyo nie zdążymy, ale może przynajmniej Nomę,  Delicatessen lub El Bulli.
  • I najważniejsze: pójść razem na studia. Do tej pory ciągle było mi nie po drodze. Pracuję w tygodniu i w weekendy. Przez następne 18 lat nie zanosi się na zmiany, ale jeśli do tego czasu nie obronię pracy magisterskiej to zrobię to najpóźniej razem z Zuzią.Spokojnie, zakładam, że kierunki będą różne. Nie będę jej robił wstydu dosiadając się na sali wykładowej.
    Wystarczy, że przez tego bloga będzie się ojca wstydzić 🙂

A na koniec utwór, który sam z siebie zaczął mi wybrzmiewać w głowie gdy rozpocząłem tworzyć ten wpis: