Czy szczepienia są bezpieczne? Czy nie zaszkodzą mojemu dziecku? Czy w ogóle są skuteczne? Rodzice coraz częściej zadają takie pytania – i dobrze, bo lepiej wiedzieć, co podaje się swojemu dziecku.

Przeciwnicy szczepień sieją zamęt w głowach rodziców, ale jednocześnie wykonują dobrą robotę. Naprawdę. Paradoksalnie to dzięki nim nie prowadzę syna na szczepienia bezrefleksyjnie. Dokładnie obserwuję jego stan zdrowia i zachowanie przed szczepieniem oraz po nim. Z lekkim lękiem wypatruję objawów NOP (Niepożądanego Odczynu Poszczepiennego), choć jak na razie – odpukać –organizm Stasia znosi wszystko dzielnie. Poszukuję informacji o korzystnym działaniu i zagrożeniach szczepień. W rezultacie coraz bardziej przekonuję się, że warto wykonywać nie tylko szczepienia obowiązkowe, lecz także zalecane. Co do tej pory wcale nie było dla mnie takie oczywiste, również ze względu na wysokie ceny szczepionek.

Czy szczepienia mogą zaszkodzić?

Statystycznie rzecz ujmując: nie. Patrząc na pojedyncze przypadki: niestety, czasami się to zdarza. Choć na ogół NOP-y ograniczają się do lekkiej gorączki i zaczerwienienia skóry wokół miejsca podania szczepionki, istnieje bardzo znikome – ale jednak – ryzyko wystąpienia np. wstrząsu anafilaktycznego. NOP może się pojawić również wtedy, gdy zaszczepimy chore lub osłabione dziecko. I tu jest cały pies pogrzebany, bo łatwiej jest wziąć samej tabletkę od bólu głowy – nawet po przeczytaniu ulotki z całą listą przerażających skutków ubocznych – niż narażać zdrowie swojego dziecka. Co gorsza, największa część szczepień obowiązkowych dotyczy niemowląt. Z wszelkich wiarygodnych badań naukowych wynika jednak, że jeśli nie zaszczepię syna, ryzykuję jeszcze bardziej.

Jaka jest skuteczność szczepień?

Chociaż szczepionki nie zapewniają stuprocentowej ochrony przed zarażeniem, to jednak ich skuteczność plasuje się na poziomie powyżej 85% i dochodzi do 98%. To całkiem sporo. Do tego u dzieci zaszczepionych choroba ma łagodniejszy przebieg.

Ktoś mógłby zapytać, jakim zagrożeniem może być dla dziecka świnka lub ospa w dobie tak świetnie rozwiniętej medycyny? Trochę pocierpi, posiedzi w domu i jakoś przechoruje. A co z wirusowym zapaleniem wątroby typu B, gruźlicą? Nazwy tych chorób już nie brzmią tak niewinnie.
Dlaczego jednak nie oszczędzić naszemu maluchowi bólu, skoro możemy to zrobić? Do tej pory pamiętam Dzień Dziecka, kiedy sama zachorowałam na świnkę, a miałam wtedy jedynie cztery lata (tak, naprawdę otrzymałam od kogoś taki „prezent”).

Do tego dochodzi niezaprzeczalny fakt, że szczepiąc dziecko, chronimy też innych. Najlepszym tego przykładem jest chyba różyczka, którą większość dzieci przechodzi bez większych problemów, jednak zarażenie wirusem kobiety w ciąży stwarza śmiertelne zagrożenie dla płodu. Wystarczy się zastanowić, jak łatwo nam, rodzicom małych dzieci, spotkać kobietę w ciąży. Przypuszczam, że większość naszych znajomych jest w tzw. wieku rozrodczym. Ja wolałabym nie mieć potem wyrzutów sumienia… Pamiętam również swoiste ospa party, które urządziłam swojemu młodszemu rodzeństwu – w tym kilkumiesięcznemu bratu – przynosząc do domu wirusa z zerówki. Oczywiście zaraziłam i siostrę, i brata.

Czy szczepienia są bezpieczne?

Przeciwnicy szczepionek przekonują, że zawierają one szkodliwe dla zdrowia substancje. Nie chodzi tu jedynie o same fragmenty wirusów czy bakterii, ale o rtęć i aluminium. Nie precyzują oni jednak najczęściej, że chodzi o łatwo wydalaną przez organizm człowieka etylortęć (w składzie szczepionek określaną jako tiomersal, służącą jako konserwant) oraz sól glinu, która dodatkowo pobudza układ odpornościowy. Z mojej perspektywy, w dobie żywności naszpikowanej chemią skład szczepionek nie wygląda aż tak bardzo groźnie.

Czy szczepienia są obowiązkowe?

Tak, i są podawane zgodnie z aktualizowanym co roku tzw. kalendarzem szczepień. Wśród szczepionek obowiązkowych znajdują się m.in. TBC (gruźlica), DTP (błonica, tężec, krztusiec), IPV (polio) i MMR (odra, świnka, różyczka). Nie podaje się ich jedynie w przypadku „konkretnych przeciwwskazań lekarskich”. Za uchylanie się od obowiązku zaszczepienia dziecka rodzicom grozi zaś kara grzywny, która może być nakładana nawet kilkukrotnie – aż zaszczepimy dziecko (nakłada ją wojewoda po otrzymaniu zgłoszenia z sanepidu).
Oprócz szczepień obowiązkowych istnieje również lista szczepień zalecanych na choroby takie jak WZW typu A i grypa lub zapobiegających zakażeniu rotawirusami, pneumokokami lub meningokokami. W tym przypadku możemy na spokojnie rozważyć wszystkie „za i przeciw”. Zapłacić za szczepienie lub z niego zrezygnować.

Wybór nie jest prosty, również ze względu na wysokie ceny szczepionek, które do tego trzeba powtarzać (kiedy zsumujemy ceny wszystkich szczepionek zalecanych, mamy już do czynienia nie z setkami, ale tysiącami złotych). Może dobrym rozwiązaniem, a do tego zachętą do wykonywania tych szczepień, byłoby ich dofinansowanie przez NFZ? (wiem, że to nierealne marzenie). Ja ze względu na koszty nie zaszczepiłam swojego syna na rotawirusy. Do tej pory był odporny na tego typu „żołądkowe przygody”, ale co będzie, gdy pójdzie do przedszkola?

Szczepionki są – jakby nie patrzeć – lekami, więc lepiej wiedzieć, że mogą wywołać powikłania. Gdy czujnie obserwujemy dziecko, szybciej zareagujemy w razie konieczności. Nie demonizowałabym jednak szczepień, bo niezaprzeczalnie dzięki nim znacząco spadła śmiertelność wśród dzieci (i nie tylko) wywołana chorobami zakaźnymi. Dla mnie to najlepszy argument za tym, by szczepić mojego syna.