Dlaczego wyprawkę do porodu powinien spakować tata?

Wkrótce przygotuję szczegółową listę tego, co zabraliśmy ze sobą do szpitala.
Opiszę także co było mastem (obowiązkowe), szudem (przydało się), a co zwyczajnie zawalało miejsce w walizce.
Edit: Tutaj znajdziesz wpis dotyczący wyprawki dla noworodka.

Dziś jednak chciałbym przybliżyć historię naszej, a w zasadzie mojej pierwszej dużej wpadki w ciągu tych ostatnich dni.
Jak się zapewne domyślasz: wpadka była związana z wyprawką.

 

Zakurzona wyprawka do porodu


Historia naszej wyprawki szpitalnej jest dość „wiekowa”.
Walizka oraz torba z rzeczami dla Zuzi i Sylwii czekały w szafie od dwóch miesięcy.

Powód? Zuzia w siódmym miesiącu miała hipotrofię.
Ze zwykłej wizyty kontrolnej przetransportowano moje kobiety karetką do szpitala.

Sylwia musiała czekać kilka godzin zanim moja siostra dostarczyła jej piżamę i inne akcesoria. Oczywiście wyprawka była niekompletna i chaotyczna.
Lekarze postraszyli nas, że Sylwia może nie wyjść ze szpitala aż do rozwiązania.
Dwa miesiące w szpitalu?

Wyprawka szpitalna do porodu

Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne. Miło jednak, że lekarze dmuchają na zimne.


Tak czy inaczej pierwszego dnia po powrocie ze szpitala Sylwia przygotowała wyprawkę do porodu.
Taką z prawdziwego zdarzenia.

I tak sobie stała ta zapomniana wyprawka aż do czwartku 12go listopada.
 


Czwartek, 12 listopada, godzina 17:30

Zaczęło się!

Wszystko pięknie, ładnie. Walizka i torba wrzucone do samochodu. Jedziemy do szpitala.

I tutaj zaczynają się problemy.
Skurcze dały o sobie znać. Sylwia średnio kontaktuje.
Pielęgniarka mówi do mnie:

  • „Daj pan gacie tej pani na zmianę!”
  • „A klapki gdzie?”
  • „Pieluchy też potrzebne!”

Stoję ja biedny w tym gabinecie.
Patrzę na walizkę oraz torbę i minę mam nie lepszą niż zwijająca się z bólu Sylwia.

Jak ja do ch..a mam tu znaleźć piżamę?

Sylwia pomożesz? O nie! Nie pomoże.

I grzebię jak głupi w tych tobołach.
Przewalam wszystko, wywalam na podłogę, krzesła i gdzie się da.
Zająłem chyba z pół gabinetu.

 

JEST! Mam piżamę.
Wyciągam zadowolony, podaję Sylwii i widzę wzrok: „Poje*ło Cię?”.
Wiem już, że to nie jest TA piżama i szukam dalej.

Koszmar trwał dobrych parę minut. Potem kolejnych parę minut pakowania walizki od nowa i biegiem na porodówkę, gdzie Sylwia udała się z pielęgniarką znacznie wcześniej.

I ta myśl w windzie: „A jak już urodziła, a ja tu jakieś pieluchy układałem?”.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że przed nami sześć godzin „zabawy”.


 

Nie polecam takich przeżyć!

Bardzo łatwo było temu zapobiec.
Nawet jeśli sam bym tego nie pakował to powinien przynajmniej się przyglądać.
W najgorszym wypadku mogliśmy przegadać co i gdzie się znajduje.

Panowie! Pakujcie wyprawkę do porodu zamiast lub przynajmniej razem z Waszymi partnerkami!