Dwie siostry, 8-letnia Julia i 4-letnia Monika, sprzeczają się o to, które albumy ze zdjęciami pokazać gościowi. Pokrzykują, trochę się szturchają. Patrząc na nie, wymieniamy z mamą dziewczynek uśmiechy. Mój jednak w pewnym momencie zamiera na ustach. Młodsza z sióstr ma na dłoniach, w zgięciach paluszków i nadgarstków, czerwone pręgi… Niektóre z nich to otwarte rany... Ciśnie mi się na usta pytanie: „Jak można beztrosko się bawić, kiedy ciało pęka i boli?”. Ale Monice atopowe zapalenie skóry (AZS) towarzyszy prawie całe życie. Jej mama twierdzi, że jest już bardzo odporna na ból. Ból, który towarzyszy jej każdego dnia i budzi ją każdej nocy.
Choroba Moniczki objawiła się, już gdy miała 3 miesiące. Początkowe zaczerwienienia na skórze zaczęły się zmieniać w łuszczące się rany. Dziewczynka cierpiała, a wraz z nią cała rodzina – bo atopowe zapalenie skóry nie pozwalało zapomnieć o sobie ani na chwilę. Rozdrapywanie ran, smarowanie, nieprzespane noce, dostosowywanie mieszkania do potrzeb alergika, okresy lepsze i gorsze dla skóry, testy, leki... Gorączkowe poszukiwanie skutecznego lekarstwa, a z czasem (gdy było wiadomo już, że takie nie istnieje) własnego sposobu na złagodzenie cierpienia dziecka. mama Moniki, pani Ilona Guzińska, lekarka, poruszyła niebo i ziemię, by jak najwięcej dowiedzieć się o chorobie córki. Mała jest uczulona na bardzo wiele alergenów pokarmowych (jej dieta to zaledwie kilka produktów, m. in. kasza gryczana, płatki owsiane, ryż, ziemniaki, indyk, cztery gatunki owoców) i wziewnych (pyłki roślin i kurz).
W sezonie pylenia alergia szczególnie się nasila. Mama Moniki twierdzi, że sposób radzenia sobie z alergią córki wypracowała na podstawie doświadczeń. Choćby pomysł z pokrowcami na fotele i kanapę. Są jasne, by pani Ilona nie darowała sobie wrzucenia ich do pralki w któryś weekend... Muszą być prane co tydzień, by nie gromadziły kurzu.
W białych rękawiczkach
U Weroniki Blechman najpierw pojawiły się na skórze zaczerwienienia, które szalenie swędziały. Na brzuszku, szyi, rączkach, nóżkach... 2,5-letnia wtedy dziewczynka nie mogła się powstrzymać przed drapaniem ich. Ranki swędziały i ropiały. Kiedy zrobiono testy skórne, nie było już wątpliwości – silna alergia na pyłki traw, drzew oraz sierść zwierząt. Nagle, pełna radości życia, towarzyska dziewczynka musiała zacząć omijać szerokim łukiem piaskownice, bo po zabawie w nich wracała opuchnięta. Jeszcze trudniejsze okazało się rozstanie z ukochanym króliczkiem – jest uczulona na jego sierść. To jednak był tylko wstęp do wyrzeczeń i utrudnień, jakie jeszcze miały stać się jej udziałem. Mama Weroniki nie zapomni smutku i poczucia krzywdy jaką czuły obie, gdy rodzice innych dzieci, widząc Weronikę w bawełnianych rękawiczkach, nie pozwalali maluchom bawić się z dziewczynką, bo… z nią jest „coś nie tak”. Rodzice Weroniki nie poddali się. Kiedy okazało się, że trudno o konwencjonalne lekarstwo, które wyraźnie i bez skutków ubocznych złagodzi dolegliwości dziecka, wypróbowali wszelkie metody, o jakich słyszeli! Ale okazało się, że także medycyna niekonwencjonalna jest wobec tak silnych objawów alergii bezradna...
Gdy uczulenie się nasila, dziewczynka bardzo cierpi. Ranki broczą, skóra nawet po nasmarowaniu kremem pęka i piecze. Weronika czasem pyta rodziców, dlaczego to ona tak choruje...



Dodaj artykuł do…