Dzień zaczyna się o 4.30, gdy Elżbieta Denysenko wstaje cichutko, parzy kawę, przegląda wczorajsze gazety i zabiera się za górę prasowania. Potem przygotowuje śniadanie. Mąż i ośmioro dzieci wstają o 6.30 i wtedy dwupiętrowy rodzinny dom dziecka wypełnia się gwarem.
Elżbieta Denysenko nie miała jeszcze dwudziestu lat, gdy zadzwoniła do domu dziecka i zapytała, czy mogłaby przyjąć któregoś z wychowanków na Boże Narodzenie. Usłyszała, że na święta zostaje w ośrodku tylko trzyletni Sławuś i pięcioletni Piotruś. Wzięła więc obydwu. A potem zabierała ich na weekendy i kolejne święta… Dzisiaj sama nie wie, skąd wzięła się w niej taka silna potrzeba pomagania dzieciom. – Może wrodziłam się w moją babcię, która społecznie robiła makatki dla całej wioski – śmieje się.
Marzenia się spełniają
Pobrali się z Bohdanem prawie 30 lat temu, mieszkali wówczas w Warszawie. Na świat przyszły ich własne dzieci: dwóch synów i dwie córki. Karol jest dzisiaj 27-letnim żonatym mężczyzną. Marcin ma 24 lata, studiuje i pracuje w Edynburgu, Justynka ma 12 lat, a Adela 9 lat.
Elżbieta od dawna myślała o założeniu rodzinnego domu dziecka. Zwróciła się w tej sprawie do Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. Prezes ucieszył się z jej chęci, ale nie mógł zapewnić większego mieszkania, w którym taki dom mógłby funkcjonować. Wtedy sami zaczęli szukać takiego miejsca. Warszawa ich męczyła, marzyli o domu z dala od miejskiego zgiełku. Gdy odwiedzali mamę Elżbiety w Wołominie, zwrócili uwagę na duży budynek blisko lasu, w którym nikt nie mieszkał. Okazało się, że właściciele wyjechali do Ameryki i chcą go sprzedać. – Kupiliśmy dom w stanie surowym i zaczęliśmy go wykańczać – opowiada pani Elżbieta. – Ten dom pozwolił mi zrealizować marzenia. Odtąd w Centrum Pomocy Rodzinie rozmawiano ze mną inaczej…
Synowie pochwalili decyzję rodziców. Byli już dorośli i żyli własnym życiem. Dziewczynki – Justynka miała wtedy 8 lat, a Ada 5 lat – myślały, że czeka je fajna zabawa. – Będzie dużo dzieci i zrobi się wesoło – mówiły. Dziś Elżbieta przyznaje, że nie zdawali sobie sprawy, co ich czeka. Teraz wiedzą, że lepiej przyjmować dzieci młodsze niż te „domowe”. Ale wtedy tego nie wiedzieli… Szóstka smyków przyszła 23 grudnia 2004 roku i została już nie tylko na święta. Tak powstał Publiczny Rodzinny Dom Dziecka nr 1 w Wołominie. Elżbieta od razu zaczęła prowadzić kalendarz biznesmamy. Wizyty w urzędach, sądach, przychodniach. Jest w ciągłym biegu. Mąż stara się jej pomagać, ile może. Ma jednak firmę meblowo- budowlaną i często musi być poza domem.






Ciekawy i godny poleceni artykuł. Czytałam o rodzinach zastepczych ostatnio też ciekawy artykuł na http://kobieta.netbird.pl/?app=313 i zmieniło to w pewien sposób mój punkt widzenia na pewne aspekty związane z tym tematem. Byłabym bardzo wdzięczna jeśli ktoś podzieliłby się ze mną swoimi przemyśleniami w tej kwestii.
(1 Komentarz)