Rodzina jak Twoja - reportaż

Wspólne święta - dwie tradycje

Prześlij dalej Drukuj
Rodzina jak Twoja - reportaż: Wspólne święta - dwie tradycje

fot. archiwum domowe

Anna i Lutz dopiero po wielu latach małżeństwa wypracowali model związku ponad wszelkimi podziałami. Mimo iż dzieli ich nie tylko wyznanie religijne, stworzyli wyjątkowy dom z nowymi tradycjami dla swoich dwóch córek.

Jedenastoletnia Julia i pięcioletnia Marysia to córki Anny i Lutza. Są dwujęzyczne. Nic dziwnego: ich tata jest Niemcem, mama Polką. Tych różnic jest więcej: ona jest katoliczką, on ewangelikiem. Mają nie tylko różne święta, ale też inny sposób pojmowania religii. Ale po 12 latach małżeństwa udało im się wypracować model związku ponad podziałami. – Bywało trudno – śmieje się Anna Regel, poznanianka, tłumaczka z języka niemieckiego. – I to już na początku małżeństwa: najpierw mieliśmy kłopoty z załatwieniem formalności związanych ze ślubem w katedrze, potem musieliśmy znaleźć księdza, który odprawi mszę w języku niemieckim. Ten sam ksiądz chrzcił później naszą pierwszą córkę, Julię. W urzędzie stanu cywilnego nie mieliśmy wyjścia i zostaliśmy skazani na obecność tłumacza.

Anna przyznaje, że Święta Bożego Narodzenia to papierek lakmusowy, na którym widać różnice między polską i niemiecką tradycją. – Początkowo wydawało mi się, że dzielą nas lata świetlne – śmieje się Anna. – W domu rodzinnym Lutza w Eibau, w Saksonii, Boże Narodzenie nigdy nie było uroczystością kościelną, ale okazją do spotkań z bliskimi i przyjaciółmi. W każdą niedzielę adwentu teściowa organizowała podwieczorek przy kawie. Stałym elementem takich spotkań było zapalanie świec na wieńcu. W Wigilię na stole lądowała pieczona gęś albo karp. O poście nie było mowy! W pierwsze święto zamiast siedzieć przy suto zastawionym stole, cała rodzina szła na obiad do restauracji. U nas to nie do pomyślenia!

Nawet najdalsze tradycje mają coś wspólnego: w tym przypadku tym „czymś” jest choinka. Mało kto wie, że tradycja ubierania drzewka narodziła się w Alzacji, gdzie iglaki wstawiano do domu i ubierano ozdobami z papieru i jabłkami (nawiązanie do rajskiego drzewa). Wielkim zwolennikiem tego zwyczaju był Marcin Luter, który zalecał spędzanie świąt w domowym zaciszu. Choinki szybko stały się popularne w protestanckich Niemczech i właśnie stąd trafi ły do Polski. Drugim łącznikiem jest Gwiazdor, czyli Weihnachtsmann. W Poznaniu, podobnie jak w Niemczech, dzieci nie wierzą w Mikołaja. Wielkopolski Gwiazdor to nasz spadek po zaborze pruskim. – I na tym podobieństwa się kończą – śmieje się Anna. – Mieszkamy w Poznaniu, tutaj dorastają nasze dzieci, chodzą do szkoły i przedszkola, dlatego nasze święta mają bardziej polski niż niemiecki charakter. Zachowaliśmy wspólne dla obu krajów cechy Bożego Narodzenia, dodaliśmy akcenty ściśle związane z tradycją katolicką. Mąż uczestniczy w świętach, łamie się z rodziną opłatkiem, ale nie modli się z nami, nie idzie na Pasterkę i mszę w pierwszy i drugi dzień świąt. Od dwu lat, podczas Wigilii Ewangelię czyta starsza córka, Julia. Akompaniuje też na keyboardzie, kiedy wspólnie śpiewamy polskie i niemieckie kolędy. Ale chcemy, żeby dziewczynki wiedziały, że można się pięknie różnić. Dlatego w drugie święto jedziemy do Eibau, do rodziny męża. Tam po raz kolejny śpiewamy kolędy, tyle że do pianina zasiada niemiecka babcia dziewczynek.

Katarzyna i Tomasz są wyznawcami dwóch różnych religii. Swojego syna Rafałka zapoznają z obiema tradycjami. Wierzą, że dzięki temu w przyszłości sam podejmie decyzję, co ma wybrać.

Rafałek Pietrzak (1,5), syn Katarzyny i Tomasza, ma szczęście: Święty Mikołaj przychodzi do niego dwa razy. Najpierw w katolickiej rodzinie dziadków ze strony taty, a po 13 dniach w rodzinnym, prawosławnym domu mamy. – Okazało się, że nasze tradycje się pokrywają – uśmiecha się Katarzyna Rydzewska– Pietrzak, mama Rafałka. Na co dzień pracuje jako spedytor w firmie transportowej, dodatkowo jest dyrygentem chóru dziecięcego w prawosławnej parafii i Świętego Ducha w Białymstoku. Jej mąż jest inżynierem, pracuje w branży mostowej. – Mamy podobne wigilijne potrawy modlitwę przed rozpoczęciem kolacji, tradycję wręczania prezentów i uczestnictwa w wieczornym nabożeństwie. Tyle że w moim domu dzielimy się przyniesioną z cerkwi prosforą, czyli małą bułeczką na zakwasie używaną do komunii świętej. Po kolacji idziemy do cerkwi na nabożeństwo.

Katarzyna przyznaje, że nawet w tak bliskich sobie wyznaniach potrzebny był kompromis. Dotyczył postu. W jej rodzinie był ściśle przestrzegany: przez 40 dni przed świętami nie jadło się mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Tomasz pości w środy i piątki, ale w czasie świąt, tak jak wszyscy, je mięso. A ona nadal jest na ścisłej diecie: do Bożego Narodzenia w prawosławiu zostaje przecież jeszcze ponad tydzień! Tu niezawodna okazuje się teściowa, która tak dobiera potrawy, aby na świątecznym stole nie zabrakło również czegoś dla Kasi. – Po świętach katolickich i zakończeniu starego roku przygotowujemy się do świąt prawosławnych. I wtedy to ja przejmuję nasze rodzinne stery – uśmiecha się Katarzyna. – Mieszkanie jest już wysprzątane po katolickich świętach. Zostaje pieczenie ciasta i pakowanie prezentów. Mąż korzysta z przysługujących mu dni wolnych i 6 stycznia zaczynamy trzydniowe obchody świąt Bożego Narodzenia w obrządku prawosławnym. Odkąd jesteśmy małżeństwem, spędzamy te święta w domu mojej mamy.

Rafałek jest jeszcze za mały, aby zrozumieć, na czym polega różnica między świętami katolickimi a prawosławnymi. Rodzice ochrzcili go w cerkwi. – Chciałam, żeby poznał tradycję i wyznanie prawosławne – przyznaje Kasia. – Pewne rzeczy (symbolika, język, w jakim odprawiana jest liturgia itp.) nie są tu tak oczywiste jak w wyznaniu katolickim. Tam forma przekazu jest bardziej zrozumiała i łatwiejsza do przyswojenia. Ale niezależnie od decyzji jaką podjęliśmy, wiemy, że nikogo nie można zmusić do wyznania i wiary. Dlatego Rafałek będzie zapoznawany zarówno z wiarą prawosławną, jak i katolicką. Co wybierze w przyszłości? Czas pokaże.

 

Mąż Joanny Nguyen Van Thuan jest Wietnamczykiem. Dziś w Polsce mieszka jego rodzeństwo oraz rodzice. Stanowią bardzo barwną, wielowyznaniową komórkę społeczną. Joanna jest katoliczką, zaś rodzice jej męża cenią sobie tradycje związane z wietnamskim kultem przodków. Mimo to Van Thuan chętnie chodzi z żoną i dziećmi do kościoła. Gdy wszyscy spędzają razem Boże Narodzenie, starają się łączyć tradycje polskie z wietnamskimi.

Nasze tradycje nie muszą ze sobą konkurować. Jedne drugim nie przeczą, ani nie szkodzą. Wszystkie są jednakowo cenne – mówi Joanna Nguyen, żona Van Thuana, mama Dawida (16), Kingi (11), Michała (5) i Mateusza (2). Jej mąż jest Wietnamczykiem, który już od 26 lat mieszka w Polsce. Wspólnie z Joanną prowadzi biuro rachunkowe. Początkowo w Polsce miał tylko brata, po kilkunastu latach ściągnął tu pozostałe rodzeństwo i rodziców. Dziś mieszkają razem z teściami: dzięki temu ich rodzina przypomina barwny, wyznaniowy patchwork.

Joanna jest katoliczką. W takiej wierze wychowuje dzieci. Dziadkowie pielęgnują tradycje związane z wietnamskim kultem przodków i przekazują je wnukom. Van Thuan chętnie uczestniczy w obrzędach przywiezionych z jego kraju rodzinnego. Ale nie przeszkadza mu to w cotygodniowych wyprawach do kościoła (ochrzcił się tuż przed ślubem) i uczestnictwie w świętach katolickich. – Jednak nie robi tego z pobudek ściśle religijnych – zaznacza Joanna. – Wierzy, że taka wspólnota przeżywania łączy rodzinę, jest dobra dla dzieci, buduje poczucie więzi i jedności.

Święta Bożego Narodzenia to jedno z ulubionych świąt rodziny. Van Thuan bardzo lubi polskie zwyczaje wigilijne, chętnie śpiewa kolędy. Jednak nie rozumie, dlaczego podczas łamania się opłatkiem, niektórzy płaczą. Krępuje go ta wylewność. Czuje się niezręcznie również podczas przyjmowania prezentów: w Wietnamie nie ma takiej tradycji, dorośli nie są tam obdarowywani. Dlatego w ich domu prezenty dostają tylko dzieci. Wietnamczycy nie przepadają również za ciastami, więc Joanna proponuje gościom (zawsze w Boże Narodzenie odwiedzają ich bracia i siostry Van Thuana) owoce i herbatę. I na tym różnice się kończą. – W Wigilię łamiemy się opłatkiem, potem z dziećmi śpiewamy kolędy. Córka gra na fortepianie, starszy syn na gitarze – uśmiecha się Joanna. – Cała rodzina chłonie magię świąt, które dla kogoś spoza naszego kręgu kulturowego jednak nie mają takiego blasku. Na przełomie stycznia i lutego obchodzimy wietnamskie Święto Nowego Roku (wg kalendarza chińskiego). Przygotowujemy kwitnące drzewko, ciasto ryżowe charakterystyczne dla tego święta (z mięsem w środku). To fajny układ: mamy więcej świąt i tradycji. To uczy nasze dzieci tolerancji dla innych i większej otwartości.

Autor: ELŻBIETA TURLEJ
Źródło: Rodzice 12/09

Dodaj artykuł do

  • Wykop
  • Gwar
  • facebook
 
Napisz komentarz

Imię / Nick
e-mail

Komentarz (maks. 1000 znaków)

Dodaj zdjęcie (opcjonalnie)


Wpisz prawidłowy adres e-mail. Nie będzie on widoczny na naszej stronie. Aby uniknąć nadużyć, wyślemy do ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym. Kliknij w niego, aby opublikować swój komentarz.




Magazyn "Rodzice"

Polecamy najnowszy numer magazynu Rodzice.

Życzymy przyjemnej lektury.




rodzice.pl na Facebooku




Webstar 2009