Zaledwie 13 i 15-letni chłopcy są winni zabicia 60-letniego mężczyzny i brutalnego pobicia 50-letniej kobiety. Do zdarzenia doszło w Braniewie (woj. warmińsko-mazurskie). Opiekunowie nastolatków są w szoku, choć przyznają, że sprawiali kłopoty wychowawcze.



Henryk Hołysz to ofiara okrutnego mordu w wykonaniu dzieci. Wraz z braćmi mieszkał pod Braniewem. Utrzymywał się z renty. Dwa lata temu przeszedł udar.

Do tragedii doszło, gdy wraz z 50-letnią znajomą siedział na murku przy placu Piłsudzkiego w Braniewie. Jak wynika z zapisu kamer monitoringu, nieletni sprawcy mieli po nim skakać i bić na oślep – w tym gołymi rękami – po cały ciele, a także uderzać w głowę betonową płytą.

Podobnie postąpili z kobietą, która w stanie ciężkim trafiła do szpitala.

Zamordowali z nudy

Z zapisu kamer oraz relacji sprawców, którzy przyznali  się do zarzuconych im czynów i opowiedzieli, co zaszło na placu, wynika raczej, że nie działali według planu. Trudno też mówić jeszcze o motywach zbrodni. Czy takie w ogóle były?

Forma napaści oraz swoisty chaos zarejestrowanej przez monitoring tragedii mogą sugerować, że to była spontaniczna decyzja, podyktowana chęcią wyżycia się na niewinnych ludziach z ogromnym ładunkiem agresji. Prawdopodobnie niegrzecznie zaczepili siedzącą na murku parę. Pan Henryk coś odpowiedział i… lawina ruszyła.

Z doniesień osób z otoczenia chłopców wynika, że sprawiali problemy wychowawcze, jednak ciotka 13-letniego Dawida pochodzącego z rozbitej rodziny uważa, że był grzecznym i posłusznym dzieckiem. Dlaczego więc współuczestniczył w tak straszliwej zbrodni?

Starszy sprawca, 15-letni Michał, miał w środowisku naganną opinię. W rozmowach różnych osób ze śledczymi pojawiły  się głosy, że chłopiec brał narkotyki  i pił alkohol. Jego sąsiad zwierzył się, że kiedyś zwrócił mu uwagę i w odpowiedzi spotkał się z ogromną agresją.



Agresja i zobojętnienie przyczyną tragedii?

Ojciec chłopca przyznał, że syn, kilka miesięcy temu, nagle się zmienił.  „Nagle mu odbiło”, powiedział, jednak nie potrafi powiedzieć, dlaczego?

Ponoć chłopiec bardzo zobojętniał i robił wrażenie osoby, która na wszystko ma wywalone. Regularnie uciekał z ośrodka katolickiego, gdzie przebywał oraz w ogóle nie stosował się do reguł szkolnych.

Pomimo iż dyrektor gimnazjum, do którego uczęszczał zapewniał w rozmowie z mediami, że dziecko było objęte opieką pedagoga szkolnego, jak widać, nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów.

W tej chwili obaj nastolatkowie przebywają w schronisku dla nieletnich, gdzie czekają na rozprawę przed sądem rodzinnym. Trwa również intensywne śledztwo w sprawie.



JW