Do tragedii doszło we wrześniu ubiegłego roku. Pędząca na sygnale karetka, którą jechało czterech ratowników i noworodek, zderzyła się z taksówką. Dziecko zmarło w szpitalu. Teraz postawiono zarzuty: zdaniem prokuratury obaj kierowcy są winni.



Tragiczny wypadek, w którym zginął noworodek

Noworodek, który zginął w wypadku, był przewożony ze szpitala w Węgrowie do Warszawy. Chłopczyk był wcześniakiem, a w szpitalu, w którym się urodził, nie było odpowiedniej aparatury medycznej. Trasa z Węgrowa do Warszawy wynosi 90 kilometrów. Do wypadku doszło już w stolicy, na skrzyżowaniu ulicy Jagiellońskiej z Solidarności. Karetka zderzyła się z taksówką ok. godziny 1:40. W wyniku uderzenia, karetka dachowała. Chłopczyk zmarł w szpitalu parę godzin po zdarzeniu. Trzech ratowników ambulansu miało lekkie obrażenia, jedna osoba ciężkie, a kierowca taksówki nie ucierpiał w wypadku.

Sprawdź też:

Prokuratura twierdzi, że obaj kierowcy są winni

Jak podaje prokuratura, kierowcy prowadzili prawidłowo. Zachowując odpowiednią prędkość, obaj byli też trzeźwi. Jednak zarówno kierowca karetki, jak i taksówki dopuścili się błędów, które czynią ich winnymi wypadku.

Kierowca samochodu osobowego marki peugeot usłyszał zarzut nieumyślnego naruszenia przepisów o ruchu drogowym, polegającym na niezachowaniu ostrożności w pobliżu skrzyżowania, co spowodowało nieumyślne spowodowanie wypadku – mówił Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga dla portalu tvn24.pl o wykroczeniach taksówkarza.

Ratownik prowadzący karetkę również dopuścił się nieprawidłowości:

Uczestnicząc w akcji ratowania życia, wysyłał tylko sygnały świetlne, co skutkowało tym, że nie miał statusu pojazdu uprzywilejowanego. Ponadto nie zastosował się do znaku sygnalizacji świetlnej.

Mimo, że obaj kierowcy wypierają się winny, śledczy na podstawie oceny biegłych i nagraniu z monitoringu ustalili, że obaj są odpowiedzialni za spowodowanie wypadku. Teraz grozi im do 8 lat więzienia.

[Zdjęcie główne: depositphotos.com]