Zajęcia do wieczora, nawet 10 godzin jednego dnia. Tegoroczne plany lekcji to koszmar dla uczniów

Końca problemów z polskim systemem oświaty nie widać. Braki kadrowe, przepełnione klasy, nieprzemyślane reformy to tylko część kłopotów, które stale się mnożą i pogłębiają kryzys. W szkołach nie ma kto uczyć, a dyrektorzy robią wszystko, aby jakkolwiek dopiąć plany lekcji. Z tego względu niektórzy uczniowie muszą przebywać w szkole od rana do wieczora, a jednego dnia mogą mieć nawet 10 godzin zajęciowych. Nadchodzące miesiące mogą być prawdziwym wyzwaniem.

Braki kadrowe powodem chaosu w szkole

Kryzys w oświacie staje się coraz bardziej odczuwalny dla uczniów oraz ich rodziców. Zdecydowanie najbardziej problematyczny jest w ostatnim czasie brak nauczycieli. Z powodu skandalicznie niskich zarobków, zupełnie nieproporcjonalnych nie tylko do nakładu pracy i ilości obowiązków, ale także do poziomu wykształcenia, niezwykle ciężko jest znaleźć chętnych do rozpoczęcia kariery w szkole. Tymczasem kolejni nauczyciele decydują się zrezygnować z zawodu i spróbować swoich sił w innej, najczęściej lepiej płatnej i obciążonej mniejszą odpowiedzialnością, branży. Z powodu wieku wielu pedagogów odchodzi na emeryturę, a niestety nie ma ich kto zastąpić – nie ma mowy o naturalnej wymianie pokoleniowej.

Każdy kolejny rok szkolny to prawdziwe wyzwanie dla dyrektorów. Aby ułożyć plan zajęć, trzeba się niekiedy nieźle nagimnastykować. Problemy pojawiają się już przy braku nawet jednego nauczyciela, a są placówki, w których brakuje kilku kluczowych pedagogów – matematyka, biologa, anglisty. W takiej sytuacji łata się dziury nadgodzinami, a część nauczycieli pracuje nawet w kilku szkołach, dojeżdżając po kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Dlatego dopasowanie siatki godzin bywa naprawdę skomplikowane, a cierpią na tym również uczniowie, którzy kończą lekcje późnym wieczorem lub mają ich jednego dnia nawet 10.

W piątek wieczorem dyrektor zadzwonił, że cudem znalazła się nauczycielka, emerytka. To nas uratowało. Wzięła od nas po jednej klasie, ale mogła tylko w wybrane dni, bo uczy jeszcze w innej szkole. Stąd np. matematyka jest na siódmej godzinie lekcyjnej do 15.30.Cytat za wiadomości.radiozet.pl

Niektóre plany zaskoczyły nie tylko uczniów, ale i ich rodziców, którzy zastanawiają się, jak dziecko poradzi sobie ze wszystkimi obowiązkami, kończąc zajęcia o godzinie 20.00. Pojawia się też pytanie o efektywność zajęć – co uczniowie są w stanie wynieść z lekcji matematyki, która jest ich dziewiątą godziną tego dnia?

Dyrektorzy rozkładają ręce i twierdzą, że inaczej lekcje w ogóle nie mogłyby się odbywać, ponieważ zwyczajnie nie ma kto uczyć. Największy problem dotyczy nauczycieli języków obcych oraz przedmiotów ścisłych i zawodowych. Jeśli uda się znaleźć kogoś na brakujący etat, plan zajęć trzeba najczęściej dostosować pod jego dostępność. Przykładowo nauczyciel chemii pracuje jednocześnie w trzech szkołach, w jednej z nich zajęcia prowadzi od 8.00 do 14.00, ale do drugiej musi jeszcze dojechać kilkanaście kilometrów, więc zajęcia może zacząć dopiero około 16.00 – w takiej sytuacji chemia musi odbywać się na ósmej czy dziewiątej godzinie lekcyjnej. W przeciwnym razie nie będzie jej wcale. A to niestety nie są odosobnione przypadki.

Zobacz: Szkoły nie chcą książki Roszkowskiego. “Na 2336 sprawdzonych szkół tylko 53 zdecydowały się wybrać ten podręcznik do HiT”

W szkole od rana do wieczora

Sytuację pogarsza jeszcze ogromna liczba uczniów i kolejne kumulacje roczników. W tym roku naukę w szkołach średnich rozpoczęło 1,5 rocznika, co było efektem reformy wprowadzającej obowiązek szkolny dla sześciolatków. Kilka lat temu z kolei kumulacja roczników nastąpiła wskutek likwidacji gimnazjów. Te wszystkie czynniki zmusiły dyrektorów oraz organy prowadzące szkoły (samorządy) do tworzenia dodatkowych klas, aby pomieścić wszystkich chętnych. W związku z tym konieczne było także zatrudnienie nowych nauczycieli, a z tym dalej jest problem.

W szkole mojego syna jest 1500 uczniów. Pewnie ciężko jest stworzyć dobry plan dla wszystkich, ale jak dla mnie, wygląda to bardziej jak maraton. Jednego dnia na godz. 12:15, drugiego dziesięć godzin lekcyjnych do godz. 16:50. Do tego dwa dni po siedem godzin lekcyjnych.Cytat za kobieta.wp.pl

Zmartwieni uczniowie oraz ich rodzice zaczęli dzielić się zdjęciami swoich planów lekcji w mediach społecznościowych. Rekordziści mają nawet po 10 godzin jednego dnia i kończą rozpoczęte od rana lekcje dopiero wieczorem lub późnym popołudniem. W innych szkołach zajęcia muszą zaczynać się już o 7.00, od tzw. “zerówki”, tak aby plan był dopasowany do wszystkich. Z tego powodu uczniowie dojeżdżający z dalszych miejscowości wstają nawet o 4.00.

Niestety obraz wynagrodzeń, systemu kształcenia od zawsze kulał. Teraz zbiera to żniwo i nie zanosi się na poprawę. Mój podopieczny 17lat chłopak mówił że nie mają informatyki, bo nie ma nauczyciela od tego przedmiotu…Angielskiego też. Za to…. uwaga… wdrażane uczenie ukraińskiego…Komentarz internauty

Niestety wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie sytuacja nie ulegnie poprawie. Minister edukacji Przemysław Czarnek problemu nie widzi i twierdzi, że za źle skonstruowane plany lekcji odpowiedzialność ponoszą dyrektorzy oraz jednostki prowadzące, czyli samorządy. W kolejnych latach jednak braki kadrowe mogą się stać jeszcze bardziej dotkliwe. Tym bardziej jeśli nauczyciele zaprotestują i nie będą już chcieli brać nadgodzin.

Sprawdź też:

Źródła:

Dodaj komentarz

Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
Logo