Statystyki są nieubłagane: Narodowy Program Prokreacji, czyli prawicowa odpowiedź na in vitro okazał się porażką. Program pochłonął ogrom pieniędzy, ale nie spotkał się z zainteresowaniem par.



In vitro zastąpił Narodowy Program Prokreacji

In vitro nie jest już refundowane z kasy państwowej. Jedynie niektóre samorządy nadal wspierają pary starające się o dziecko tą metodą. Następcą in vitro mianowano Narodowy Program Prokreacji. Jak się okazuje, program skupia się jedynie na diagnostyce, a nie szukaniu rozwiązań. W liście Ministerstwa Zdrowia do redakcji “Faktów” można przeczytać, że Narodowy Program Prokreacji skupia się na pomocy parom jeszcze niezdiagnozowanym.

Diagnoza nie leczy

Par, dla których jedyną nadzieją na posiadanie dziecka jest in vitro, jest w Polsce wiele. Jak podaje portal natemat.pl do refundowanego w minionych latach programu in vitro zgłosiło się 12 tysięcy par. Narodowy Program Prokreacji proponowany obecnie przez rząd nie jest tak naprawdę żadnym rozwiązaniem problemu, co również udowadniają liczby. Skorzystało z niego jedynie 107 par.

Finansowe fiasko

Nie do końca wiadomo też na co zostały wydane pieniądze przeznaczone na Narodowy Projekt Prokreacji, który kosztował aż 23 miliony złotych, a na diagnostykę wydano póki co 47 tysięcy złotych. 

Jak mówi „Faktom” TVN profesor Marian Szamatowicz z Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej w Białymstoku, który dokonał pierwszego udanego zabiegu in vitro w Polsce:

Między nauką a ideologią nie było porozumienia i nie będzie. A w Polsce ideologia chce zastąpić naukę.

Teraz projekt ma być poddany kontroli przez Najwyższą Izbę Kontroli, która żąda wyjaśnień odnośnie kosztownego programu.

Sprawdź też:



[Zdjęcie główne: depositphotos.com]