8-latek sam w mieście.

Napiszcie, co o tym myślicie, bo m. mnie lekko wysmiał – “na jakim świecie ty żyjesz”….
Dziś o 16 zaczepił mnie chłopczyk, żeby przeczytać mu, o której ma autobus, bo nie dosięgnie do rozkładu jazdy. Autobus był 5 min temu, następny za godzinę, ciemno, zzzzzimno, wieje, dziecko zmarznięte, z sinym nosem…
Od słowa do słowa – chłopczyk ma 8 lat i wraca autobusem ze szkoły, w zasadzie na drugi koniec miasta.
Pytam, czy zna telefon do domu, to zadzwonimy z mojej komórki po rodziców, mówi, że nie zna do taty, a do mamy? – mama za granicą…
Strasznie żal mi się go zrobiło, zaproponowałam, że go odwiozę, ale on nie chciał, powtarzał, że musi skasować bilet :Hmmm…: Wydedukowałam, że tatuś sprawdza, czy nie jechał na gapę :Hmmm…:
Zabrałam go do domu (widzę przystanek z okien) żeby się zagrzał choć trochę, przyszedł, posiedział,pobawił się z dziećmi, pojechał o 17…..Noc już ciemna całkiem…. Nie dał się namówić, żeby go podwieźć….. 🙁
Kurcze, to tylko 8 latek 🙁

35 odpowiedzi na pytanie: 8-latek sam w mieście.

dorotka12009-12-11 18:09:37

sadze ze tak nie powinno byc ale pewnie jest i to nierzadko gdyby cos sie stalo takiemu dziecku rodzice ponosza zdaje sie odpowiedzialnosc karna ale jaka to pociecha – kiedy juz doszloby do jakiejs tragedii ani pociecha ani straszak

sole2009-12-11 18:20:40

JA majac 6 lat sama wracalam ze szkoly do domu. Moi rodzice oboje pracowali, nie dawali mi klucza do domu wiec wystawiali mi przed dom ( w bloku) czyli przed drzwi do mieszkania taboret i ja siedzialam na nim do powrotu rodzicow z pracy. O 18 .
W drugiej klasie dostalam klucze na szyje.
Przychodzilam i musialam podgrzac sobie obiad i siostrze i czekac w mieszkaniu na rodzicow.
Niestety takie czasy byly i oboje rodzicow pracowali, nie bylo wyjscia a swietlicy nie bylo w szkole .
Tyle ze zawsze rozsadnym dzieciakiem bylam i w klopoty sie nie pakowalam.
Ale ja bym na lbie stanela a sama bym z mojea tak nie zrobila.
NIGDY

beamama2009-12-11 18:28:37

Zamieszczone przez sole:JA majac 6 lat sama wracalam ze szkoly do domu. Moi rodzice oboje pracowali, nie dawali mi klucza do domu wiec wystawiali mi przed dom ( w bloku) czyli przed drzwi do mieszkania taboret i ja siedzialam na nim do powrotu rodzicow z pracy. O 18 .
W drugiej klasie dostalam klucze na szyje.
Przychodzilam i musialam podgrzac sobie obiad i siostrze i czekac w mieszkaniu na rodzicow.
Niestety takie czasy byly i oboje rodzicow pracowali, nie bylo wyjscia a swietlicy nie bylo w szkole .
Tyle ze zawsze rozsadnym dzieciakiem bylam i w klopoty sie nie pakowalam.
Ale ja bym na lbie stanela a sama bym z mojea tak nie zrobila.
NIGDY

Sole, ale pewnie miałaś niedaleko do szkoły…?
Ten mały jechał na drugi koniec miasta 🙁
Swoją drogą dziwne, przecież wszędzie w mieście są szkoły, czemu dojeżdża tak daleko…..

ulaluki2009-12-11 18:33:35

Zamieszczone przez beamama:Sole, ale pewnie miałaś niedaleko do szkoły…?
Ten mały jechał na drugi koniec miasta 🙁
Swoją drogą dziwne, przecież wszędzie w mieście są szkoły, czemu dojeżdża tak daleko…..

My jeżdziliśmy z bratem, w podobnym wieku, sami do babci 40 km:Strach:
Wiedzieliśmy w który autobus wsiąść, na którym przystanku wysiąść.
Wszyscy się dziwili, że takie rezolutne dzieci.

Tak sobie myślę, czy to dobrze że zaprosiłaś dziecko do domu.
No bo dzicko nie powinno ufać obcym, ty chciałaś dobrze, inny może mieć złe zamiary.
Dziecko albo nieprzeszkolone, albo zapomniało, żeby do obcych domów nie wchodzić.

beamama2009-12-11 18:40:06

Zamieszczone przez ulaluki:My jeżdziliśmy z bratem, w podobnym wieku, sami do babci 40 km:Strach:
Wiedzieliśmy w który autobus wsiąść, na którym przystanku wysiąść.
Wszyscy się dziwili, że takie rezolutne dzieci.

Tak sobie myślę, czy to dobrze że zaprosiłaś dziecko do domu.
No bo dzicko nie powinno ufać obcym, ty chciałaś dobrze, inny może mieć złe zamiary.
Dziecko albo nieprzeszkolone, albo zapomniało, żeby do obcych domów nie wchodzić.

Ula, myślałam o tym……
Kurcze, gdybys go widziała, jaki był zmarznięty……

jaga2009-12-11 18:51:50

Zamieszczone przez ulaluki:
Tak sobie myślę, czy to dobrze że zaprosiłaś dziecko do domu.
No bo dzicko nie powinno ufać obcym, ty chciałaś dobrze, inny może mieć złe zamiary.
Dziecko albo nieprzeszkolone, albo zapomniało, żeby do obcych domów nie wchodzić.

Też o tym pomyślałam.

Z jednej str. do obcego auta nie wsiadł, bo tata kontroluje bilety (może to sposób na to, aby obcym nie ufał), a z drugiej – poszedł do obcego domu….

A może dzieć wcale ze szkoły nie wracał, bo chyba miałby miesięczny…. Może się wybrał na wycieczkę….

Nie wiadomo, jak na prawdę było. ALe moim zdaniem samotny 8-latek podróżujący autobusem to – moim zdaniem – rzecz, która nie powinna się dziać.

A jak przeczytałam to, co napisała Sole… przykro mi się zrobiło. Historia z taboretem nie mieści mi się w głowie :Szok:

ivoonna2009-12-11 19:05:03

Zamieszczone przez Bronia:Też o tym pomyślałam.

Z jednej str. do obcego auta nie wsiadł, bo tata kontroluje bilety (może to sposób na to, aby obcym nie ufał), a z drugiej – poszedł do obcego domu….

A może dzieć wcale ze szkoły nie wracał, bo chyba miałby miesięczny…. Może się wybrał na wycieczkę….

Nie wiadomo, jak na prawdę było. ALe moim zdaniem samotny 8-latek podróżujący autobusem to – moim zdaniem – rzecz, która nie powinna się dziać.

A jak przeczytałam to, co napisała Sole… przykro mi się zrobiło. Historia z taboretem nie mieści mi się w głowie :Szok:

Tez mam takie mysli. I o chlopcu i o Sole.

ulaluki2009-12-11 19:10:54

Zamieszczone przez beamama:Ula, myślałam o tym……
Kurcze, gdybys go widziała, jaki był zmarznięty……

Ja Cię rozumiem, chciałaś dobrze.

A nie miał ciepłych ubrań na sobie?

kotus2009-12-11 19:14:55

Beatka-szok
Zamieszczone przez sole:JA majac 6 lat sama wracalam ze szkoly do domu. Moi rodzice oboje pracowali, nie dawali mi klucza do domu wiec wystawiali mi przed dom ( w bloku) czyli przed drzwi do mieszkania taboret i ja siedzialam na nim do powrotu rodzicow z pracy. O 18 .
W drugiej klasie dostalam klucze na szyje.
Przychodzilam i musialam podgrzac sobie obiad i siostrze i czekac w mieszkaniu na rodzicow.
Niestety takie czasy byly i oboje rodzicow pracowali, nie bylo wyjscia a swietlicy nie bylo w szkole .
Tyle ze zawsze rozsadnym dzieciakiem bylam i w klopoty sie nie pakowalam.
Ale ja bym na lbie stanela a sama bym z mojea tak nie zrobila.
NIGDY

Tak, kiedys były inne czasy i było to normalne.Dzieci musiały byc bardziej samodzielne.teraz nie pozwoliłabym sobie na coś takiego stanęłabym na rzesach,żeby to zmienić,ale niestety czesto pogoń rodziców za kasą skazuje dzieci na samotnosc i tak drastyczna samodzielnośc,a ja uważam,że lepiej miec mniej,ale być z dzieckiem

kotus2009-12-11 19:16:41

Zamieszczone przez ulaluki:
Tak sobie myślę, czy to dobrze że zaprosiłaś dziecko do domu.
No bo dzicko nie powinno ufać obcym, ty chciałaś dobrze, inny może mieć złe zamiary.
Dziecko albo nieprzeszkolone, albo zapomniało, żeby do obcych domów nie wchodzić.

też o tym samym pomyślałam….,ale jednak zasady zasadami,a serce nie sługa.tez bym sie rozkleiła

redyna2009-12-11 19:45:47

Wydaje mi się, że kiedyś pomimo wszystko było bezpieczniej, pamiętam czasy szkoły podstawowej w mojej miejscowości – wszyscy, choć samochody były – od przedszkola do 8 klasy chodzili na nogach, dzisiaj mało kto puszcza dziecko samo i nie zawsze jest to kwestia czasu czy wygody.
Zdarzyło się parę incydentów, wypadków (kierowca wjechał na chodnik i potrącił pieszych, gimnazjaliści komuś żyć nie dali), które sprawiły, że ludzie bardziej niż kiedyś boją się o swoje dzieci.

Sytuacja ośmiolatka na pewno jest trudna, musi sobie radzić, bo pewnie nie ma innego wyjścia. Smutne, ale prawdziwe, niestety.

ja32009-12-11 20:38:46

Za fajnie się tego nie czyta.
A miał chociaż tornister? U nas wymagają wpisów w dzienniczku z kontaktem do rodziców. Zresztą mam jej napisane nie tylko tam. Tak na zapas.
Z tym wchodzeniem do domu to taka trochę śliska sprawa. Zaufał Tobie, może zaufa innemu, nie tak dobremu człowiekowi.
Z perspektywy krzesła, wieczorkiem w ciepłym doku to chyba bym dowiedziała się o adres i odwiedziła ojca. Jednak tak na miejscu to tez bym zaproponowała ogrzanie. Szkoda dzieciaka.

beamama2009-12-11 21:08:00

Zamieszczone przez ja3:Za fajnie się tego nie czyta.
A miał chociaż tornister? U nas wymagają wpisów w dzienniczku z kontaktem do rodziców. Zresztą mam jej napisane nie tylko tam. Tak na zapas.
Z tym wchodzeniem do domu to taka trochę śliska sprawa. Zaufał Tobie, może zaufa innemu, nie tak dobremu człowiekowi.
Z perspektywy krzesła, wieczorkiem w ciepłym doku to chyba bym dowiedziała się o adres i odwiedziła ojca. Jednak tak na miejscu to tez bym zaproponowała ogrzanie. Szkoda dzieciaka.

Adres znam! O ile chłopczyk prawdziwy podał….
Myślicie, żeby się z tatusiem kontaktować?

Miał tornister….

2009-12-11 21:13:21

Zamieszczone przez beamama:Adres znam! O ile chłopczyk prawdziwy podał….
Myślicie, żeby się z tatusiem kontaktować?

Miał tornister….

Hej Bea, ale miałaś przejścia. Myślę i myślę i pojęcia nie mam, co bym zrobiła.
Często się zastanawiam, gdzie jest ten wiek, kiedy można dziecko samo puścić na podwórko, samo do szkoły, samo na wakacje…
Hmm… pewnie wiele zależy od dziecka. Na ile jest samodzielne, rozsądne…
W mediach słyszymy często, że dziecko np. z okna wypadło, bo zostało samo w mieszkaniu, gdy mama po zakupy poszła.
Rodzice są pociągani do odpowiedzialności. Wtedy się zawsze zastanawiam, jak to jest rozstrzygane…
Przecież do 18 roku życia rodzice są odpowiedzialni za dziecko, de facto do tego wieku powinni go nie spuszczać z oka…
Jak to jest? Jest to gdzieś określone? Parę razy się już nad tym zastanawiałam…

malina2009-12-11 21:20:06

Heh, no jak tu takiemu dziecku nie pomóc…też pewnie bym zabrała…co do telefonu do ojca to w sumie też ciężko, bo nie wiadomo jak zareaguje, czy przejmie się losem syna, czy też “go spierze, bo się włóczy po obcych domach”…

gosik2009-12-11 23:43:24

Zamieszczone przez kotuś:Beatka-szok

Tak, kiedys były inne czasy i było to normalne.Dzieci musiały byc bardziej samodzielne.teraz nie pozwoliłabym sobie na coś takiego stanęłabym na rzesach,żeby to zmienić,ale niestety czesto pogoń rodziców za kasą skazuje dzieci na samotnosc i tak drastyczna samodzielnośc,a ja uważam,że lepiej miec mniej,ale być z dzieckiem

tez mam wrażenie że kiedys były ,,inne czasy”
siostra w wieku 7 lat dojeżdżała do szkoły 2 autobusami (sama) ok 20 km, ja chodziłam do zerówki ok 3 km na piechotę.

Klucz na szyi.

gablysia2009-12-12 00:12:05

U nas w mieście dwa dni temu zgineła na pasach 7 letnia dziewczynka o 17. Wracała sama ze szkoły.
Może kiedyś były inne czasy, ale ja nie chodziłam sama do szkoły w tym wieku, bo musiałam przejśc przez wiele ulic zanim do szkoły dotarłam. Własnie przez ilośc tych ulic zawsze był ktoś kto mnie odprowadzał.
Rodzice sa zapracowani, zabiegani wiedzą,ze powinni być tam z dzieckiem, ale nie mogą inaczej. Świat jest pokręcony.
Ona weszła kierowcy na pasach na jezdnię. Ten człowiek tak strasznie płakał, ze słyszała go cała ulica, nie wiem, jak poradzi sobie z tym, co zrobił.
Strasznie mi szkoda tych biednych dzieci.
Mama za granicą….
o jak ja to dobrze znam.
Taka mama jest….. a jakby jej nie było.

superbasiek2009-12-12 08:14:16

ja pierwszy klucz do domu dostałam po przeprowadzce, w lutym 1986 (w październiku 85 skończyłam 7lat), do szkoły miałam blisko i sama wracałam, czasem z bratem…. mój tymek ma 8 lat, nie dałabym mu klucza do domu, ma w głowie pstro, nie pilnuje niczego, gubi dosłownie wszystko (czapki, zabawki, przybory szkolne… dziś rano zapodział gdzieś okular od mikroskopu, do teraz szuka), nie dorósł do posiadania klucza od domu….

…. no i uwazam że 8 lat to stanowczo za mało na lazenie wieczorami…

Pozdrówki 🙂

2009-12-12 08:39:49

ale dziewczyny-jak to jest? u mojego Jasia w szkole, zresztą w poblikskiej podstawówce też, dziecko MUSI byc odebrane przez rodzica lub inną osobę do drugiej klasy włącznie…

Bea- u Was inaczej??

I tez bym tak postąpiła, ale chyba skontaktowałabym się z Ojcem…

2009-12-12 09:24:38

Zamieszczone przez aba:ale dziewczyny-jak to jest? u mojego Jasia w szkole, zresztą w poblikskiej podstawówce też, dziecko MUSI byc odebrane przez rodzica lub inną osobę do drugiej klasy włącznie…

Bea- u Was inaczej??

I tez bym tak postąpiła, ale chyba skontaktowałabym się z Ojcem…
u nas do trzeciej włącznie

nie wiem jak to będzie teraz z odbieraniem dzieci zaprzyjaźnionych, po ostatnim numerze chyba pisemne oświadczenia rodziców będą wymagane :Fiu fiu:

superbasiek2009-12-12 09:59:01

po jakim numerze?

kama282009-12-12 10:26:47

wg mnie chopiec jest niedopilnowany, takie rzeczy nie powinny się zdarzac 8-miolatkom.

I choć rozumiem twoją postawę, tez chciałabym go odwieźć lub zaprosić do domu, to zły znak, że zgodził się na to zaproszenie. Jako jego rodzic nie byłabym z tego zadowolona.

ja również jestem dzieckiem z kluczem na szyi, sama robiłam śniadania i obiady w podstawówce, ale miałam blisko do szkoły, wszyscy sąsiedzi żyli blisko siebie i wiedzieli że dziecko sąsiada właśnie wraca ze szkoły, no i truizm – były inne czasy, pod moją szkołą nie stał diler narkotyków ;-(

jaga2009-12-12 12:28:19

Zamieszczone przez kotuś:

Tak, kiedys były inne czasy i było to normalne.Dzieci musiały byc bardziej samodzielne.teraz nie pozwoliłabym sobie na coś takiego stanęłabym na rzesach,żeby to zmienić,ale niestety czesto pogoń rodziców za kasą skazuje dzieci na samotnosc i tak drastyczna samodzielnośc,a ja uważam,że lepiej miec mniej,ale być z dzieckiem

A ja się z tym nie zgodzę. Gdy miałam 8 lat, moja mama pracowała za granicą, a nigdy nie chodziłam do szkoły sama z kluczem na szyi. Do szkoły jeździłam dwoma autobusami. Tata zawoził mnie zawsze. To nie inne czasy, a sprawa odpowiedzialności rodziców.

ahjp2009-12-12 15:16:40

ja mojej prawie 10-latki nie puszczam samej nigdzie autobusem, czy metrem…. nawet ten jeden przystanek na religie
a jak miałam może 8lat chodziłam sama z 5-letnim bratem i koleżankami do lasu czy do babci na drugi koniec miasta

makaki42009-12-12 17:20:07

Zamieszczone przez EwkaM:u nas do trzeciej włącznie

nie wiem jak to będzie teraz z odbieraniem dzieci zaprzyjaźnionych, po ostatnim numerze chyba pisemne oświadczenia rodziców będą wymagane :Fiu fiu:

a co się stało?

agat792009-12-12 17:28:12

Mysle, ze nie powinno tak byc. Ja bym bala sie moje dzieci poscic same w tym wieku. Ja bylam dzieckiem wychowanym w malym miescie “pod kloszem” totalnej opieki, do centrum sama poszlam po raz pierwszy majac 10 lat, gdzie moje kolezanki smigaly same juz od pierwszej klasy (wszystko osiagalne na piechote). Klucz na szyi tez od 4. klasy. A moj maz, w pierwszej klasie dojezdzal sam kolejka z gdyni do sopotu. Co rodzina to inna sytuacja. Nie wiem, jak zareagowalabym na taka sytuacje, jaka mialas. Chyba nie zaprosilabym do domu. zreszta sama nie wiem…

makaki42009-12-12 17:28:53

Kiedyś było inaczej…
…albo nasi rodzice mieli mniej wyobraźni:(
dobrze, że nie byłaś obojętna,… ale źle, że dzieciak musi czegoś takiego doświadczać…

dziecko nie powinno iść z nikim obcym, zgadzam się z tym …ale w tym przypadku dobrze się stało, że dzieciakowi nie zapaliła się lampka ostrzegawcza… taka godzina na zimnie to okrucieństwo… poza tym ktoś mógłby mu zrobić krzywdę…

2009-12-12 22:11:24

Zamieszczone przez makaki4:a co się stało?

Zamieszczone przez SuperBasiek:po jakim numerze?
2 dizewczynki się umówiły, że jedna jedzie do drugiej po szkole; niby coś tam mamom wsomniały, ale mamy nic nie ustalily konkretnie; opowiedziały nawet pani, że razem dziś zostana odebranę przez mamę jednej z nich (powiedzmy panią A); ale pani A nie przyjechała, przyjechał mąż (pan A); wychwawczyni wydała mu obie dziewczynki (upewniając się, że dziewczynkę B zabiera do sibie do domu), dziewczynka B mówiła mu, że rodzice jej wiedzą że ona jedzie do dziewczynki A, że mamy przecież się tak umawiały; pan A niczego nie podejrzewając zabrał dziewczynki do domu; po czym w szkole pojawił się pan B i zaczął szukać córki; wychowaczyni już nie było, pani ze świetlicy też nic nie wiedziała (zgodnie z prawdą twierdziła, że dziewczynka B nie dotarła po lekcjach na świetlicę); pewnie szybciej by się sprawa wyjaśniła, ale pan B nie mógł się dodzwonić do pani B; dopiero po 15 minutach nerwówki pani B oddzwoniła do męża i zaczęła sie domyślać, że córka może być o koleżanki; problemem było namierzenie adresu do dziewczynki A (pani A poza zasięgiem)… i tu szkoła się nie popisała, bo wcale nie chciała w tym pomóc (a dane takie przecież w szkole się znajdują);
i w końcu nie wiem, czy szkoła ten adres wydała, czy pani A w końcu się odezwała (sama nie mając pojęcia o tym, czy dziewczynki są razem – bo była poza domem)… ale koniec końców dziewczynka B się znalazła;

ahjp2009-12-13 07:21:48

Zamieszczone przez EwkaM:2 dizewczynki się umówiły, że jedna jedzie do drugiej po szkole; niby coś tam mamom wsomniały, ale mamy nic nie ustalily konkretnie; opowiedziały nawet pani, że razem dziś zostana odebranę przez mamę jednej z nich (powiedzmy panią A); ale pani A nie przyjechała, przyjechał mąż (pan A); wychwawczyni wydała mu obie dziewczynki (upewniając się, że dziewczynkę B zabiera do sibie do domu), dziewczynka B mówiła mu, że rodzice jej wiedzą że ona jedzie do dziewczynki A, że mamy przecież się tak umawiały; pan A niczego nie podejrzewając zabrał dziewczynki do domu; po czym w szkole pojawił się pan B i zaczął szukać córki; wychowaczyni już nie było, pani ze świetlicy też nic nie wiedziała (zgodnie z prawdą twierdziła, że dziewczynka B nie dotarła po lekcjach na świetlicę); pewnie szybciej by się sprawa wyjaśniła, ale pan B nie mógł się dodzwonić do pani B; dopiero po 15 minutach nerwówki pani B oddzwoniła do męża i zaczęła sie domyślać, że córka może być o koleżanki; problemem było namierzenie adresu do dziewczynki A (pani A poza zasięgiem)… i tu szkoła się nie popisała, bo wcale nie chciała w tym pomóc (a dane takie przecież w szkole się znajdują);
i w końcu nie wiem, czy szkoła ten adres wydała, czy pani A w końcu się odezwała (sama nie mając pojęcia o tym, czy dziewczynki są razem – bo była poza domem)… ale koniec końców dziewczynka B się znalazła;

Takie niedomówienie rodziców, ale nerwów kosztowało to sporo ojca tej dziewczynki. Dla dziewczy nek sprawa byla prosta, dzieci czasem potrzebuja konkretnych odpowiedzi.
A ten chlopczyk… kolejnym razem , moze zaufac niewłaściwej osobie 🙁
U nas rodzice dostaja liste z numerami telefonow wszystkich dzieci w klasie (oczywiscie pierw sie pani pyta czy moze)

awkaminska2009-12-13 08:15:35

Zamieszczone przez kotuś:czesto pogoń rodziców za kasą skazuje dzieci na samotnosc i tak drastyczna samodzielnośc,a ja uważam,że lepiej miec mniej,ale być z dzieckiem

tylko że jest pogoń za kasą “by mieć więcej” (wtedy zazwyczaj satć na jakąś opiekunkę) a jest też taka “by mieć wogle”…. oczywiście trudno powiedzieć gdzie granica… tam matka za granicą pracująca, być może nie zarabia na jakiś luksus tylko nie ma możliwości dostania pracy na miejscu a ojciec za mało zarabia by ona nie pracowała. Być może nawet ich sytuacja jest taka źe to co zarobią jest na styk i rezygnacja z pracy by więcej czasu poświęcić dziecku wiązała by się z ubustwem. Myślę że wiele tych niedopilnowanych dzieci tych skazanych na samodzelność jest gdzie rodzice gonią za kasą na podstwowe przeżycie a nie na luxus. szkoda że tak musi być :(.

awkaminska2009-12-13 08:32:51

my stawialiśmy na żęsach by J. w takim wieku nie jeżdziła? chodziła sama do szkoły

Dopiero od tego roku J. sama jeździe PKS-em (u nas nie ma autobusów) do sąsiedniej miejscowości do szkoły muzycznej (15 minut) zawsze ma mieć właczoną komurkę. Jak dajemy radę to jeździmy z nią ale nie zawsze się da. ma wtedy nam meldować jak skończy gitarę i meldować jak doszła na kolejne zajęcia (ma je jednego dnia ale w róźnych budynkach).

piszesz że chłopiec nie chciał byś go podwiozła i tłumaczył się potrzebą skasowania biletu, myślę źe ma zabronine wsiadanie do obcych samochodów bo zawsze bezpieczniej jak poczeka nawet godzinę na przystanku niź wsiądzie z niewiadomo kim do auta. W sumie chyba nie powiedzanu chłopcu źe niepowinien teź z obcym iść do mieszkania.. przcież on Ciebie nieznał…. być może bo tym jak był u Ciebie i nic mu się niestało będzie bardziej ufny i pójdzie do mieszkania z kimś kto go będzie chciał wykoźystać :(…

ja32009-12-13 20:09:06

Zamieszczone przez Malina.:Heh, no jak tu takiemu dziecku nie pomóc…też pewnie bym zabrała…co do telefonu do ojca to w sumie też ciężko, bo nie wiadomo jak zareaguje, czy przejmie się losem syna, czy też “go spierze, bo się włóczy po obcych domach”…

Własnie i tu też masz rację.
Sprawa naprawdę trudna. Pchać się z butami w czyjeś życie czy nie?
Zawsze jeszcze zostaje pedagog szkolny. On powinien wiedzieć , chociażby z opinii jakie jest dziecko może lepiej tam uderzyć? Może niech taka osoba pouczy rodzica, wskaże mu zagrożenia. Takie przekazanie prawdy, jednak nie ujawnianie całego zajścia. Coby się dziecku nie dostało a facet może się obudzi.

awkaminska2009-12-13 20:53:49

Zamieszczone przez ja3:Własnie i tu też masz rację.
Sprawa naprawdę trudna. Pchać się z butami w czyjeś życie czy nie?
Zawsze jeszcze zostaje pedagog szkolny. On powinien wiedzieć , chociażby z opinii jakie jest dziecko może lepiej tam uderzyć? Może niech taka osoba pouczy rodzica, wskaże mu zagrożenia. Takie przekazanie prawdy, jednak nie ujawnianie całego zajścia. Coby się dziecku nie dostało a facet może się obudzi.

dziewczyny wieszane są tu prawie psy na ojcu a nie wiemy jak sytuacja. Być może ma taką pracę, w której szefostwo krzywo patrzy na jakiekolwiek telefony nawet od dzieci, być może zarabia na styk i nie stac go na kogoś kto by odebrał, być może nia ma w pobliżu babci która by odebrała. Być może to dla niego bardzo tudne że dziecko musi dojeżdżać samo, ale nie ma wyjścia. (jego błąd taki że pewnie powiedział by dziecko z obcymi nie jeździło ale nie ostrzegł by do obch nie chodziło do domu i tu można zadzownić do szkoły by zwrócona uwagę na tego typu sytuację)…

nie wiem może ten ojciec w tym czasie siedział przed TV z puszką od piwa ale może jest w trudnej stytuacji i jest mu ciężko z tym że by było na życie (nawet nei na luksusy) żona musiała wyjechać a on został sam z dzieckiem i nie jest w stanie wszytskiego ogarnąć…

ja nawet nie wiem czy bym zabrała dziecko do domu, chyba że po kontakcie rodzicem i za jego pozwoleniem… bała bym się że jeśli dziecko zaufa mnie jako obcej osobie zaufa kiedyś innemu obcemu, który już nie będzie miał dobrych intencji :(.

żal mi dziecka ale żal mi i ojca i matki, która pewnie wolała by pracować na miejscu koło rodziny…

ja32009-12-13 21:24:59

[QUOTE=awkaminska;2316815]dziewczyny wieszane są tu prawie psy na ojcu a nie wiemy jak sytuacja. Być może ma taką pracę, w której szefostwo krzywo patrzy na jakiekolwiek telefony nawet od dzieci, być może zarabia na styk i nie stac go na kogoś kto by odebrał, być może nia ma w pobliżu babci która by odebrała. Być może to dla niego bardzo tudne że dziecko musi dojeżdżać samo, ale nie ma wyjścia. (jego błąd taki że pewnie powiedział by dziecko z obcymi nie jeździło ale nie ostrzegł by do obch nie chodziło do domu i tu można zadzownić do szkoły by zwrócona uwagę na tego typu sytuację)…

Jednak w takiej sytuacji dziecko by chodziło do najbliższej szkoły. Tak uważam. Moze się zadzyć, że jest trudna sytuacja, że dzicko zostaje samo ( nawet na noc, młodsze, – znam taki przypadek). Jednak w miastach szkół jest dużo i gdy nie mogę zapewnić bezpiecznego dojścia do szkoły jak i powrotu to wybieram szkołę z najkrótszą trasą. Takie jest moje zdanie.

A co do wieszania psów na ojcu. Nikt tego nie robi tylko roważamy wszystkie możliwe sytuacje.

Uważam jednak, że jest to niebezpieczne dla dziecka. Tym bardziej, że jest on bardzo łatwowierny. A podjęcie decyzji przez beamame jest zapewne trudne. Nigdy nie wiadomo jakie będzie miała ona skutki.

2009-12-14 07:35:38

Zamieszczone przez AHJP:
U nas rodzice dostaja liste z numerami telefonow wszystkich dzieci w klasie (oczywiscie pierw sie pani pyta czy moze)

tak było u nas w przedszkolu, dążę do tego, żeby było i w szkole :Hyhy:

(lista się robi :Cwaniak:)

Znasz odpowiedź na pytanie: 8-latek sam w mieście.?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tematy, których nie znalazłam w forum
Nasza mikolajkowa niedziela na intensywnej terapii :-(
Pewnie niektore dziewczyny sledzace moje watki widza, ze ostatnio dzieja sie u mnie ostatnio pasmo niepowodzen. W sobote mielismy z mezem rocznice slubu, zostawilismy dzieci na kilka godzin pod opieka
Czytaj dalej
STRATA DZIECKA
By ich światło mogło wiecznie trwać!
"Każdy z nas, rodziców po stracie, na co dzień samotnie zmaga się z żałobą, żałobą nie przemijającą, gdyż nikt z nas nie chce zapomnieć. Często spotykamy się z niezrozumieniem, szczególnie
Czytaj dalej