A ja mam problem z Tusiakiem

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)
  • Autor
    Wpisy
  • #68550

    oliweczka

    Chociaz Tusinek ma juz skonczone 18 mcy i moze powinnam w innym kaciku tego posta umiescic, to licze jednak na Wasze zrozumienie – wiadomo, ze tutaj mamusiek jest najwiecej.
    Od tygodnia mam problem z Natka. Chcialam go opisac juz wczesniej, ale forum splatalo mi figla i czekalam z tym w zasadzie do dzisiaj.
    Pisalam jednak na biezaco na swoim blogu i pozwole sobie wobec tego skopiowac owe dwie notki – tak chyba bedzie prosciej, bo drugi raz tego samego opisywac juz nie mam sily.
    Bardzo Was prosze, przeczytajcie ponizsze dwa teksty, oddajace prawie doslownie cala sytuacje.
    Pomozcie mi odpowiedziec na pytanie: ”Co sie dzieje z moim dzieckiem”?

    Notka pierwsza:

    Zaczęło się we wtorek około południa, kiedy to układałam Natkę do snu. Leżymy sobie obok siebie, ona jak zwykle skubie mi dłoń.
    Mówię więc spokojnie:
    – „Tusiu, nie skub mamie rączki, bo to boli. Jak chcesz, to trzymaj mnie, ale nie skub”.
    Dziecię lekko zdezorientowane, bo przecież ZAWSZE miała przyzwolenie. Przestała.
    Za chwilę próbuje znowu, delikatnie. Upominam ją spokojnie, ona się zaczyna lekko denerwować.
    Chwila spokoju i zaczyna znowu. Ja z uporem maniaka powtarzam tę samą formułkę. Wiem, że ją doskonale zrozumiała, ale z przystosowaniem się miała problemy.
    Po dłuższej chwili wspólnych przepychanek dała upust swoim emocjom. Zaczęła się prężyć, odwracać ode mnie, krzyczeć na cale gardło. Próbowałam ją głaskać, mówiłam do niej, chciałam przytulić, ale ona ode mnie uciekała. Jakby mnie nie znała, jakby chciała mnie ukarać.
    Przeżyłam już dwukrotnie taki bunt wcześniej i wiem, ze należy w takich sytuacjach przeczekać, być blisko, ale nie interweniować.
    Dziecko zrobiło się purpurowe, z trudnościa łapała oddech. Zdołała tylko przerywanym głosem powiedzieć: „a a a aj du” (ajdu), co oznacza, że chce gdzieś iść.
    Zaskoczyła mnie tym strasznie, bo nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przerabialiśmy.
    Tusia schodziła z łóżka kilkakrotnie – z rykiem, z paniką w oczach, zalana łzami i powtarzała „ajdu”. Brała mnie za rękę i prowadziła do drzwi. Patrzyłam na nią zdumiona. Zatkało mnie.
    Otworzyłam drzwi, wyprowadziła mnie do drugiego pokoju i podniosła w górę ręce. Przykucnęłam i przytuliłam ją mocno. Cała się trzęsła, podobnie jak ja.
    Spróbowałam ponownie położyć ją spać – zaczynało się to samo z chwilą, kiedy tylko dotknęła poduszki. Szarpałyśmy sie tak 3,5 godziny zanim zasnęła…
    Przed spaniem wieczornym odstawiła identyczny cyrk. Próbowałam tłumaczyć, że teraz idziemy spać, ze noc już za oknem, że zwierzątka śpią, książeczki i tak dalej. Wrzaskom nie było końca.
    Kursowaliśmy więc oboje z M. – on za jedną rękę, ja za drugą – z pokoju do pokoju, próbując zbliżyć dziecko choć trochę do łóżka.
    Po godzinie wreszcie, totalnie wyczerpana, położyła się sama, poskubała mi dłoń i zasnęła. A ja dostałam bólu głowy i niestrawności żołądka.
    Pobudka była już o 6 rano, a nie jak zwykle o 7 czy 7.30. Tusia tylko otworzyła oczy – od razu wrzask, schodzenie z łóżka, branie nas za ręce ze słowami: „ajdu” i prowadzenie do drzwi. Na nic moje prośby i łagodna perswazja.
    Wyszłam z pokoju, usiadłam na sofie na wpół przytomna. Tusia przyszła, wdrapała się obok mnie i przytuliła tak czule. Aż mi się coś zrobiło – jakby wiedziała, że czymś zawiniła, jakby chciała przeprosić…
    Koniec końcem myslałam, że to tylko jednorazowy epizod, że coś jej się przyśniło, albo, że tak bolą wychodzące najprawdopodobniej piątki.
    Następny dzień był spokojny, drzemka popołudniowa ładna, noc w miarę przespana. Wczoraj podobnie – ale tylko do wieczora.
    Oszczędzę Wam nieprzyjemnych detali, a sobie raniących wspomnień – bo boli mnie już sama o „tym” myśl.
    Spałam dzisiaj może łącznie ze 4 godziny. Do 2 nad ranem w ogóle, bo darła się przez 2 godziny od północy, pomiędzy 2 a 4.30 kamiennym snem, a później przez kolejne 30 min. układałam ją ponownie do snu, zabierałam z podłogi, tuliłam i nosiłam na rękach.
    Pospałysmy jeszcze ze 2 godziny i o 7 zaczełyśmy nowy dzień. Ona najzupełniej normalna, uśmiechnięta, rozrabiara na maxa. Ja z podpuchniętymi oczami i mętlikiem w głowie.
    Bałam sie drzemki popołudniowej – były problemy z zaśnięciem, był wrzask, rzucanie smoczkiem, prężenie się. Nie takie, jak w nocy, ale jednak.
    Zasnęła pół godziny temu, a ja sama nie wiem, czemu piszę tę notkę…
    Może chcę się wyżalić?
    Może muszę pogadać?
    Może powinnam zrobić rachunek sumienia?
    Może liczę na pomoc?…

    Jeżeli cokolwiek przychodzi Wam do głowy – proszę, napiszcie. Będę wdzięczna za każde słowo…

    P.S. Tusia skończyła 18 mcy – wiem, że weszła w okres tzw. buntu dwulatka, ale AŻ tak ma być źle??
    Nie przechodziła ostatnio żadnej choroby, żadne istotne zmiany nie zaszły w jej/naszym życiu.
    Koszmarów sennych raczej wcześniej nie miewała, a jeśli już coś nieprzyjemnego jej się śniło, to popłakała tylko trochę, pomarudziła bardziej niż zwykle, ale pozwalala w końcu ponownie się utulić. NIGDY nie przerabialiśmy takich scen, jak powyższe.
    Rytuały dzienne i wieczorne ma raczej stałe – spacerki, zabawy, kolacja, kąpiel, książeczki, spanie.
    Co jest nie tak? :(((((((((((((((

    Notka druga: (z przedwczoraj)

    Dzisiejszy dzień po raz pierwszy cały nieprzespany. Tuśka, pomimo że zmęczona i trąca oczy, nie położyła się po kilku próbach z mojej strony. Zrezygnowałam.
    Wytrzymała do wieczora.
    Łudząc się, że zmęczenie da jej się we znaki i zaśnie odrobinę wcześniej, zaczęłam „rytuały przygotowawcze”. Książeczki, przytulanie, babskie pogaduchy…
    Odstawiła cyrk na całego, drąc się wniebogłosy i schodząc z łóżka. Protest przeciwko spaniu? Przemęczenie? A może te nieszczęsne zęby, których do tej pory nie widać?…
    Tym razem powiedziałam sobie i jej „nie”. Nie reagowałam na płacz, na wrzaski, rzucanie się po podłodze. Na stanie przy drzwiach i strumienie łez na policzkach.
    W furii zaczęła rzucać smoczkiem, drapać mnie po twarzy. Stanowczo mówiłam, że mnie to boli, ale nigdzie się nie ruszam, że jak chce, niech idzie sama, bo teraz jest pora snu.
    Po pół godzinie przyszła, położyła się obok i zamknęła oczy. Skubała mi dłoń i wydawała się uspokajać. Miałam nadzieję, że zaśnie.
    Po chwili jednak zaczęła ponownie wrzeszczeć, wstawać i schodzić z łóżka. Nie reagowałam.
    Po 5 minutach położyła się znowu i po 30 sekundach już spała. Taka biedna, upłakana, umęczona…
    Przykryłam jej stopki i wycałowałam czółko. Oczy miała spuchnięte od płaczu.
    I ja gdzieś w środku płakałam. Po cichu jednak, aby jej przypadkiem nie zbudzić…

    Odchodzę od zmysłów, co to za cholera zabrała mi moją Tuśkę. Dlaczego moje dziecko się tak zmieniło? Dlaczego wrzeszczy i przejawia agresję? Dlaczego na każde nie-po-jej-myśli pręży się i czerwienieje od krzyku?
    Chcę wykluczyć możliwość manipulacji z jej strony. Dlatego dziś zignorowałam jej zachowanie, nie dając jej tego, czego się spodziewała – moich rąk przez kolejną godzinę.
    Nie jestem z siebie dumna. Jest mi za siebie wstyd.
    Ale próbuję, bo tylko tak mogę nam pomóc…

    Myslicie, ze to przejawy buntu? Agresji? Trudnosci z zasypianiem? Przemeczenie?
    Czy moze to cos glebszego – jakies nocne leki, koszmary, lek separacyjny (z ktorym nota bene powinnismy sie powoli zegnac), moze duchy?
    Glupieje i nie wiem, co robic. Wzielam na rece po pierwszym napadzie szalu, obnosilam po mieszkaniu, uciszylam, wycalowalam. Przy probie polozenia ponownie do lozka te same wrzaski. W nocy powtorka, nad ranem powtorka. Dwa dni spokoju i ni stad, ni zowad – powtorka.
    Nasze spanie to teraz jedna wielka loteria – nigdy nie wiem, na co trafie :(((((
    Powoli zaczelam dochodzic do tego, ze moze ona tak bardzo sobie raczki upodobala, ze wynalazla na mnie sposob – wrzaski doprowadzajace nas do szalu?
    Jak mam sie zachowac? Brac na rece, czy starac sie ignorowac? Nie chce znowu, by dziecko nabawilo sie jakis urazow psychicznych w zwiazku z nieodpowiadaniem na jej wezwania. Chociaz, jak widac w drugiej notce, „cos” tam na nia podzialalo.
    Co byscie zrobily? Pomozcie !

    Ania i Natunia (18 m-cy)

    #878503

    Anonim

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    My mieliśmy podobne problemy z Niną – tylko że nie była to nagła zmiana bo ona od zawsze trudno zasypia – do roku usypiałam ją na rękach, przestawienie jej na zasypianie ze mną w naszym łóżku było baaaardzo trudne.Dopiero niedawna zsypia w swoim łóżeczku….
    Napiszę Ci co działo się kiedy odzwyczajałam ją od usypiania na moich rękach bo to wyglądało podobnie jak u Was. Też były wrzaski, rzucanie smoczkiem, bicie mnie po twarzy w napadzie złości, schodzenie z łóżka, próby wyciągnięcia nas z pokoju. Potrafiła godzinę siedzieć i wrzeszczeć – w żaden sposób nie dało się jej uspokoić bo po pewnym czasie wpadała w totalną histerię i nie chciała zasypiać ani na łóżku, ani na rękach, ani w ogóle.W końcu padała – zapłakana, zmęczona… Tak samo było rano – wrzask od razu po obudzeniu, musiałam nosić i tulić – dopiero wtedy się uspokajała. U nas to była reakcja na zmianę sposobu usypianie.Ostatecznie udało się. Nina była wtedy młodsza – ok. 13 m-cy ale to był według mnie klasyczny bunt, wymuszanie. Wydaje mi się że u Was może być podobnie – Natka jest zdziwiona że stawiasz jej granicę skoro do tej pory tak nie było – buntuje się. No i jeszcze ten trudny wiek…..Ninie teraz też zdarzają się napady złości, wrzaski, próby manipulowania nami w ten sposób. Staram się uświadomić jej że w ten sposób niczego na nas nie wymusi. Jestem blisko, mówię do niej ale staram się nie ulegać.

    Monika & Nina (20 m-cy)



    #878504

    Anonim

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Moge Ci odpowiedziec tylko pytaniami:
    Moze Natusia nie potrzebuje juz popoludniowego spania?
    Moze przydal by sie wieczorny spacer zeby malenka wymeczyla sie, wtedy jest lepsze spanie?
    Moze jest jej zagoraco?
    Moze za duzo przebywa w upalne dni na sloncu?
    Moze wystraszyla sie jakiejs bajki? osoby? zdarzenia?
    A moze poprostu ma taki etap ze potrzebuje bardziej niz zwykle mamy i… tego skupania mamusinej reki

    Zycze duzo dobrego!


    Iliana i Adrian (30.10.2000)

    #878505

    anastazja

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    To jest przejaw buntu !!! , ktrego samo dziecko tak do konca nie rozumie !!!
    Jagoda od pewnego czasu jest OKROPNA !!! wiecej na nia krzycze … nie daje rady … nie mam sily :(((( Bylam chora … do tej pory jeszcze nie doszlam do siebie :((( A Jagoda jak na zlosc weszla w okres buntu …
    Wstyd mi !!! bo Jagoda dostala klapa … zostala wyzwana i to zaczyna byc czesto !!! najgorsze jest to , ze zdarta plyta nic nie daje , NIC !!! Co moje dziecko robi jak matka mu tlumaczy ? – macha lapami i papuguje moje gadanie !!! Wtedy mowie jej , ze jak nie przestanie to dostanie w dupsko !!! Na co moje dziecko odwraca sie i wypina tylek mowiac NO …. ona wogole nic- malo mowi … ale jak sie zbubtowac doskonale wie !!! Dostaje klapa bo mnie krew wtedy zalewa !!! TO JA MAM PROBLEM ;)))))) bo mam dziecko diobla ;)))) o specyficznym charakterku ;)))) A Ty sie nie martw u Was wszystko w NORMIE :)))

    Buziaki i glowa do gory 🙂

    Jagoda 01.08.03.+ ? 22.10.05

    #878506

    kaszanna

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Cytat z broszurki Pampersa:

    „Nie zdziwcie się jeśli Wasza zazwyczaj przyjaźnie nastawiona do świata pociecha, nagle zacznie bić ludzi. Wiele dzieci w tym wieku zaczyna w ten sposób wyrażać swoje uczucia. Częściowo wynika to z chęci zwrócenia na siebie Waszej uwagi, a częściowo z tego, że ich mowa wciąż jeszcze jest dość ograniczona. Aby ukrócić takie zachowanie, głośno wychwalajcie momenty, kiedy malec zakomunikuje swoje potrzeby nikogo nie bijąc. Nagrody za dobre zachowanie przynoszą lepszy skutek niż kary, będące konsekwencją złego zachowania. Co możecie zrobić aby uniknąć konfliktowych sytuacji? Unikajcie angażowania dziecka w sytuacje społeczne wtedy, gdy chce mu się spać, lub jest zbyt głodne aby zachować spokój. Starajcie się też każdego dnia znaleźć trochę czasu, który spędzicie sam na sam ze swoją pociechą, poświęcając jej całą uwagę. Postarajcie się wytrwać. Już wkrótce Wasz mały szkrab na tyle rozwinie swoje umiejętności językowe, że sam zauważy, iż istnieją lepsze metody efektywnego komunikowania się ze światem, niż walka wręcz. ”

    Przeczekać nam trza. Tłumaczyć spokojnie, stanowczo aż przejdzie.
    Gaba też ostatnio takie cyrki odstawia. Najpierw czekam aż skończy całą szopkę a potem krótko tłumaczę.

    Kaszanna i Gabrysia (13.01.04)

    #878507

    marta-g

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Aniu u nas było wypisz wymaluj tak samo. Wrzask, nie wiadomo czemu, co wieczór to samo, w nocy mała budziła się i mówiła „tam” pokazując na drzwi. Trzeba było ją brać na ręce i wychodzić z pokoju, ale to nie pomagało, znów było „tam” (sama nie wiedziała, dokąd chce iść, pokazywała na drzwi, ze chce na dwór). Nie wiem, czy pamiętasz, ale pisałam o tym na styczniówkach, o nagłej przemianie aniołka w diabełka. Lenka, która nigdy wcześniej nie miała problemów ze spaniem (tzn problemy takie jek u większości dzieci, czyli standard), nagle zmieniła się w wrzeszczącego maluszka, do którego nic nie docierało. To trwało dwa miesiące. Uspokajała ją trochę bajka, co wieczór (właściwie co nos) musieliśmy jej puszczać bajkę (zawsze tą samą, innej nie akceptowała, zafascynowała ją ta bajka i w sumie dobrze…) i przy tej bajce usypiała. Bałam się, że przesadziliśmy, że mała się od tej bajki uzależniła, bo „baja” krzyczała zawsze, gdy czuła zmęczenie. Potrafiła nawet się obudzić w nocy i krzyczeć „baja”. Zdażyło nam się parę razy zasiąść przed telewizorem o 3 w nocy… Przestraszyłam się nie na żarty, bo naprawdę co wieczór do północy fundowaliśmy sobie serię bajek (właściwie jednej bajki). Naprawdę nie dało się inaczej. To była jakaś histeria, płacz, wrzask. Aż stopniowo coraz więcej do małej zaczęło docierać. W trakcie bajek wprowadzaliśmy inne zabawy, wyciszające, zazwyczaj czytanie książeczek. W końcu pewnego wieczora udało się nawówić dziecko na czytanie książeczek w łóżku. Zgodziła się. Ale bez przymusu (próbowaliśmy wiele razy, za każdym razem był wrzask, gdy tylko kierowaliśmy się w stronę sypialni). Od kilku dni gdy jest śpiąca mówi „pa” i idziemy do sypialni. Tam chwilka z książeczkami i mała zasypia. Ja myślę Aniu, że musisz to przeczekać. To bunt jak nic. Tego nie da się zrozumieć, ani przezwyciężyć (przynajmniej u nas tak było). Przeczekaliśmy i jest ok. Ale przez 2 miesiące mała dała nam popalić. Zasypiała zazwyczaj ok pólnocy, w nocy budziła się z płaczem i dziwnymi żądaniami (bajka, spacery), kilkugodzinny wrzask, odtrącanie nas, gdy chcieliśmy ją przytulić, przetłumaczyć (naiwni), wstawała różnie, ale ja pracuje, więć o świcie pobudka. W pracy spałam 🙂 Teraz jest o niebo lepiej, przeszło samo. Tak po prostu, aż w szuku jestem i nie chcę zapeszyć, bo to w końcu dopiero kilka dni… Czego i Wam życzę! Cierpliwości przede wszystkim 🙂

    Marta i Lenka 15.01.2004



    #878508

    oliweczka

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Tusia wprawdzie nie waży aż tak wiele (11,36 kg), ale wizja noszenia ją na rękach przez godzinę zupełnie mi się nie podoba (komu zresztą by się podobała?).
    Po pierwszym napadzie szału byłam przerażona, ale w miarę spokojnie czekałam, aż się wyciszy i podejdzie do mnie. Wtedy też, kiedy wyciągnęłam rękę, podeszła, a ja ją przytuliłam i zaczęłam obnosić po mieszkaniu. Uspokoiła się na dobre, ale gdy ponownie ją chciałam położyć, zaczynała wrzeszczeć i wyginać się do tyłu.
    Kiedy już było kilka takich akcji, zaczęłam powoli kojarzyć fakty, że może w ten sposób domaga się, bym ją nosiła? Nikt inny, tylko JA.
    Nosiłam po godzinie, aż nogi się pode mną uginały. 83 centymetrowego półtoraroczniaka 🙂
    Masz rację, że to najprawdopodobniej reakcja na zmianę. Musimy się trzymać, nie ma rady.
    A mogłabyś mi jeszcze podpowiedzieć, jak to zrobiłaś, że Nina zasypia w łóżeczku? Jestem o krok od tego przedsięwzięcia, ale nie wiem, jak się do tego zabrać.
    Tusia śpi od dwóch dni na swoim materacu, ja swój odciągnęłam nieco na bok, by była przerwa. Usypiam ją nadal, leżąc obok niej, a ona skubie mi rękę (!) W nocy po przebudzeniu najczęściej domaga się już nie tyle mojej ręki, co mojej przy niej obecności, dlatego też dzisiaj miałam do wyboru – albo nie spać pół nocy i czekać, aż się łaskawie ułoży, albo spać z nią. Wybrałam tę drugą opcję, ale to droga do nikąd :(((
    Jak Wy sobie radzicie?

    Ania i Natunia (18 m-cy)

    #878509

    oliweczka

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Anastazjo – pocieszyłaś mnie, kobito kochana! Tzn. szkoda, że takie traumy przeżywacie obie, ale cieszę się, że napisałaś tego posta. Ulgę poczułam szczerze mówiąc – żem nie sama, że to taki okres, że nie tylko moje dziecko zmieniło się w diabła (chociaż do aniołków nigdy nie należała), że nie tylko ja mam problemy z opanowaniem sytuacji.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę cierpliwości (sobie również).

    Ania i Natunia (18 m-cy)

    #878510

    oliweczka

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Echhhh, ale jak mam spokojnie tłumaczyć o 4.30 nad ranem? Toż ja nieprzytomna jestem i wściekła na ten wrzask, który rozwala mi łepetynę. A sąsiedzi?… O nich staram się nie myśleć, tylko o mojej Tuśce wijącej się po podłodze i o tym, jak w końcu opanować tą histerię…
    Tak… Noce są zdecydowanie najbardziej stresującym dla mnie punktem całej doby.
    Dzięki, Kaszanno!

    Ania i Natunia (18 m-cy)

    #878511

    oliweczka

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Marta, od razu o tobie pomyślałam, kiedy tylko Tusia odstawiła mi cyrk przed wieczornym zasypianiem. Miałam nawet do Ciebie napisać prywatnie, ale w końcu wyklepałam tego posta – może więcej dziewczyn miało taki lub podobny problem.
    Widzisz, Natka uwielbia czytać książeczki – co wieczór (ba! nawet przed drzemką południową) zasiadamy ze stosem bajeczek i czytamy sobie u niej na łóżku. Ona to uwielbia. Z reguły prosi o smoczka i tak sobie siedzi, memla smoka, opiera główkę o moje ramię, aż w końcu robi się coraz bardziej senna. Później jednak muszę obok niej leżeć, a ona skubie mi ręke, albo trzyma mnie za ucho (!), albo przytula się do mnie mocno, mocno.
    Wiem, że bardzo mnie potrzebuje i że bardzo mnie kocha, ale ja coś muszę zrobić z tymi nockami, kiedy to po przebudzeniu najardziej potrzebuje mojego ciała w jej łóżku. Już nawet nie tej nieszczęsnej dłoni :((((
    Zdałam sobie sprawę, jak wiele „złych”, niepotrzebnych nawyków towarzyszy nam podczas zasypiania – smok, moja obecność, moja ręka do skubania. Dzisiaj próbowałam siedzieć obok łóżka i dać jej tylko rękę, ale wyłaziła, chciała się do mnie przytulać.
    Jeśli chodzi np. o wieczorne zasypianie, to staram się też żeby Natka nie była zbyt pobudzona przed pójściem spać – siedzimy więc w pokoju, czasem ukąłdamy klocki, czytamy książeczki, opowiadamy sobie jak minął dzień (tzn. ja pytam, a ona kiwa głową).
    Tylko jak sobie pomyślę, że u Was trwało to około 2 mcy…
    Ale nic, trzeba silnym być, nie miętkim :)))))
    dzięki!

    Ania i Natunia (18 m-cy)



    #878512

    Anonim

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Nic nie robiłam. Nina pewnego dnia na moje słowa „wskakuj do łóżka” podeszła do swojego łóżeczka, kazała się do niego włożyć, pokręciła się trochę i zasnęła. Sama z siebie ! Byłam w szoku…Następnego dnia to samo i tak już zostało. Przez pierwszych kilka dni musiałam siedzieć obok łóżeczka – tylko siedzieć, nie głaskać, nie dotykać- wychodziłam dopiero jak całkiem zasnęła. Teraz siedzę z nią tylko chwilkę, troszkę sobie jeszcze pogadamy i jak widzę że Nina już zaczyna pomału zasypiać to wychodzę. A ona NIE PROTESTUJE. Wcześniej to było nie do pomyślenia….
    Ja też nie miałam pojęcia jak zabrać się do nauki spania w łóżeczku ale Nina postanowiła zrobić mi niespodziankę :-)))) Może u Was też tak będzie….Życzę Wam tego.
    Niestety, położyć ją do łóżka mogę tylko JA i tylko JA mogę siedzieć przy niej do momentu aż się wyciszy. Obecność taty nie wchodzi w grę 🙁
    U nas takie napady szału zdarzają się czasem w środku nocy, ni stąd ni zowąd Nina budzi się i wrzeszczy. Bardzo trudno ją wtedy uspokoić i też tylko mnie przy sobie wtedy toleruje. Nie wiem jaki jest powód tych nocnych histerii. Może złe sny? Nie mam pojęcia.

    Monika & Nina (20 m-cy)

    #878513

    kaszanna

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    Pomaga liczenie od 100 do 0, naprawdę 😉 Tylko spokój może Cię/Was uratować. Jeśli mała będzie widziała za każdym razem że histeria Cię nie rusza, nie denerwujesz się, spokojnie i rzeczowo przemawiasz to może zadziała. Na razie jakieś małe sukcesy mam. Kosztuje mnie to naprawdę wiele wysiłki ale warto.

    Kaszanna i Gabrysia (13.01.04)



    #878514

    marta-g

    Re: A ja mam problem z Tusiakiem

    No właśnie, u nas podobnie jak u Moniki, też wszystko samo przychodzi. Pewnego dnia spytaliśmy „Lenka idziemy spać do łóżeczka?” i mała powiedziała „ta, pa”. Tak po prostu jej się zachciało. Trudno zrozumieć te maluchy 🙂 Mają charakterki, nie ma co.

    Aniu, rzeczywiście tych nawyków (początkowo przyjemnych, później, gdy chiałoby się je zlikwidować, poważnie utrudniającym życie) jest mnóstwo. U nas teraz jest faza zasypiania przy mamie i tacie. Musimy być obydwoje w łóżku. Wierzę, że przejdzie. U nas cuda działa słowo „zaraz” lub „później”. „Tak zaraz włączymy bajeczkę, tylko najpierw się prześpimy” – chyba moje dziecko słucha tylko pierwszej części zdania, bo uspokaja się i mówi „ta”. Gdy tata znika na chwilę z sypialni, jest płacz, ale gdy mówię „Zaraz tatuś wróci” płacz mija. Trzeba jej po prostu obiecać, że to coś, co ona chce, kiedyś się wydarzy. Ja to w sumie jestem w szoku, że takie maluchy już wszystko pojmują, analizują słowa, zgadzają się lub nie. No poza momentami histerii… Aniu naprawdę jak opisujesz Natkę to mam przed oczami Lenkę. I widzę, że Nina też się nie wyróżnia 🙂 Także chyba zanim wprowadzicie jakiekolwiek zmiany, musicie przeczekać ten okres histerycznych wrzasków. A jeśli się mylę, to w sumie jeszcze lepiej. Może u Was pójdzie szybciej. U nas przez ostatni miesiąc już wrzasków aż tyle nie było. Musieliśmy po prostu dostosować się do dziecka, czyli ono tak naprawdę dyktowało warunki no i stawaliśmy na głowie, żeby dziecku urozmaicić wieczory i żeby nie miało czasu na płacz i marudzenie. To wyglądało tak, że wystarczył grymas niezadowolenia i minka świadcząca o tym, że mała zacznie zaraz płakać i już ktoś ją zagadywał, rozśmieszał, tłumaczył, biegł z książeczką (książki to też wielka miłość Lenki). Trudne to było, ale da się znieść 🙂 Oczywiście co kilka dni próbowaliśmy wrócić do normalności, ale tylko pytając dziecko (czy chce iść spać do łóżeczka). Gdy odpowiedź brzmiała „nie” nie zmuszaliśmy jej, bo znaliśmy skutek 🙂 Także przez 2 m-ce zasypiała mi na rękach.

    Powodzenia! Natka to mądra dziewczynka. Może Was oszczędzi 😉

    Marta i Lenka 15.01.2004

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close