a jednak to smoczek…

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)
  • Autor
    Wpisy
  • #16054

    madzik

    jest winowajcą wszystkich awantur z jedzonkiem.Dwa tygodnie temu nie chciał jeść-tj. wciąz wypluwał cyca i krzyczał w niebogłosy-więc po rozmowie z panią z poradni laktacyjnej odstawiliśmy smoka.Było i jest bardzo ciężko, bo Michałek jest 100% ssakiem i bez czegokolwiek w buzi strasznie krzyczy, nie chce spać, no i ogólnie tragedia.Ale zaczął normalnie jeść o ile jedzenie co chwilę jest normalne.Po 1,5 tygodniowym zatrudnieniu na etacie smoczka spróbowaliśmy jeszcze raz no i … po dwugodzinnym cycaniu smoka znowu nie umiał ssać.Robił dokładnie to samo co wcześniej.Aż się boję co będzie dalej.Może jakieś mamy bezsmoczkowch dzieci coś doradzą-jak tu takiego małego łobuziaczka uspokoić, uśpić i odzwyczaić od wiecznego wiszenia przy cycusiu.

    madzik z michałkiem /30.01.03/

    #233405

    Anonim

    Re: a jednak to smoczek…

    Witaj !!
    Moją córcię karmiłam piersią do 1,5 roku.Nigdy nie miała smoczka i nie miałam problemów z ssaniem.Czytałam że technika ssania piersi różni się od ssania smoczka i dlatego masz problemy.Ja odstawiłabym smoczek .Moja mała też ciągle wisiała przy cycu,ale im była starsza tym mniej.Powodzenia!!!



    #233406

    izolda

    Re: a jednak to smoczek…

    Ja tez bardzo boje sie smoka totez używam go sporadycznie. A uspokajanie– przy silnym krzyku gdy noszenie nie pomaga rozbieram mała od pasa w dół i kładę . Ona fika nóżkami i jest zadowolona. Trzeba ja oczywiście zagadywac. Czasem ucisza sie na głośny dżwiek grzechotki.
    Ostatnio wkładam ja do fotelika sam. i biore z soba do kuchni ,łazienki itp. Ja robie swoje i głośno do niej mówie co robię albo jej spiewam–ostatnio z cyklu ” raz na ludowo”–„kukułeczka kuka”– robi furrorę. Ale do zasypiania nie ma jak cyc…. Pozdrawiamy

    Izolda i Agatka (26.02.03)

    #233407

    olasz

    Re: a jednak to smoczek…

    Z przyzwyczajeniem do cycusia to ciężka sprawa – sama miałam ten problem, bo chcąc wrócić do pracy (tzn. raczej musząc) musiałam nauczyć Domisię pić z butelki – początkowo było tragicznie, ona siniała ze złości przy każdej próbie włożenia jej do buzi czegoś gumowego czy kauczukowego, płakała tak, że się dławiła, ja płakałam razem z nią, ale nie poddawałam się tylko próbowałam codziennie po trochu – chociaż nie raz byłam już u kresu wytrzymałości i prawie wyrzucałam butelkę przez okno. Okazało się, że musiałam tylko trafić ze smokiem – po przetestowaniu batalii smoczków doszliśmy wreszcie do tego, który jej jako tako leży. O Avencie zapomniałam, bo spotkał się z największą niechęcią – teraz butelka leży w służbowym biurku, w razie gdybym miała przepełnione w pracy piersi… Co do ssania smoka uspokającego, to do dziś nie ssie, bo chociaż mam ich w domu z sześć – żaden do gustu jej nie przypadł – lubi ewentualnie nimi rzucać. W sumie to się cieszę, bo po co jej smok, skoro daje sobie rade samam ssąc do uspania swojego kciuka – oczywiście teściowa strasznie narzeka, ze będzie miała chudego, powykrzywianego palca, ale jakoś mie tylko ona ssie paluszki i dzieci jakoś wyglądają normalnie, więc wierzę, że jej też od tego nic nie będzie.
    Pozdrawiam i życzę anielskiej cierpliwości.

    Ola i Dominika ur. 8 grudnia 2002 r.

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close