a teraz o moim porodzie…dluuuuuugie

Jak bylam w ciazy korzystalam wiele z tego forum, wiec odwdzieczam się tym oczekujacym swoim doswiadczeniem w kwestii porodu………a było tak:
Bylam już tydzien po terminie, a w zaszadzie to nawet 10 dni, zalezy jak liczyc…jezdzialm codziennie na KTG, duzo się ruszalam, robilam maratony po pobliskim lesie, bo twierdza wszyscy, ze to przyspiesza porod…niestety nic się nie dzialo. Trafilam do szpitala w 10dniu po terminie, zaczelo się od testu oksytocynowego…Szpital Brodnowski, warunki spartanskie, ale chcialam tam rodzic ze względu na bliskosc szpitala i polozna, która znalam, oraz nizsze niż wszedzie oplaty za dodatkowe atrakcje, oraz w sumie dobre zaplecze medyczne w razie komplikacji.
Wiec jestem na tescie oksytocynowym…kroplowka, strasznie niewygodne wyrko, chyba z epoki krola swieczka, niestey strasznie zaczyna bolec, a pielegniarki mowia, ze na zapisie to one zadnych specjalnych skorczow nie widza…4h pod KTG, taki standard, co zrobic trzeba to jakos przezyc…pozniej dowiaduje się, ze inne dziewczyny nic nie boli, to ja jestem jakims ewenementem…Test oksytocynowy nie chwycil…czyli porodu nie będzie. Laduje na patologii ciazy i widze dziewczyny, które leza tam tygodniami, by np. donosic choc do 37tyg. Wtedy je tna, albo wywoluja porod…dla nich jestem jak dinozaur.
Nastepny dzien-postanowilam chodzic do znudzenia, przy szpitalu jest park wiec chodze po nim szybkim marszem, biegam po schodach itd. Czuje lekkie napinanie się macicy, może cos ruszy…. Wieczorem kolezanki z pokoju dlugo ogladaja telewizje, ja w koncu odpadam w jak się pozniej okazalo ostatni ciazowy sen…Niestety sen był zbyt krotki, po 3h, kolo 2.30 budza mnie skurcze, dosc czeste i regularne, zaczynam chodzic po pokoju, troche się szykowac, probuje zasnac, ale to już jest nierealne…emocje i skurcze same w sobie już nie daja…Po jakichs 2h ide do dyzurnej pielegniarki, podlacza mnie pod KTG, sa rzeczywscie silne regularne skurcze, ale jak się pozniej okaze przynajmniej sa to moje skurcze, a nie jakies giganty rasowane oksytocyna szpitalna…
Po kolejnych 2h dzwonie po moja polozna, ktora radzi by budzenie meza odlozyc na jeszcze pozniej…nie ma się co spieszyc, przeciez jestem i tak w szpitalu…
O 9 laduje na oddziale porodowym, jest 25V, rano, 12dni po terminie.
Zapomnialam dodac, ze przy przyjeciu do szpitala nie ominela mnie przyjemnosc golenia(faktycznie beznadziejny pomysl…ale szpital jest jeszcze w starej epoce zdecydownie)] pozniej kolejna przyjemnosc, -lewatywa, jak się pozniej okazalo rzecz jednak zbawienna….bo nie znamy dnia ani godziny i na prawde w kwestii porodu ciezko jest cos zaplanowac.
Porod trwa, skorcze jeszcze nie psuja mi humoru, od czasu do czasu laduje pod KTG, chodze po korytarzu i staram się realizowac zalecenia poloznej, jest nniedziela, mój porod jest jedynym w tym czasie, nie kreca się szczesliwie zadni studenci i w ogole jest b. kameralnie,. Choc rodzimy na tzw. Sali ogolnej. Przyjechal maz…ma mgliste podejscie do porodu, wzial ze soba gazete, by wytracac czas, co jak się przekonal pozniej było powaznym bledem…
Rozwarcie mizerne, po jakims czasie pada decyzja o podlaczeniu oksytocyny w kroplowce i tu się zaczyna jazda, skurcze coraz bardzie bola, sa czeste, maz prowadza mnie po korytarzu, od czasu do czasu wchodze pod prysznic, to daje duza ulge i pozwala zapomniec na chwile o calej sytuacji, chetnie przesiedzialabym caly porod pod pryszniecem. Mijaja godziny, a rozwarcie nie postepuje…moja polozna, by cos w ogole się dzialo robi mi masarze szyjki na skurczu…stara się być delikatna, ale to bolo oblednie i niestety zaczyna być jedynym czynnikiem posuwajacym porod do przodu…samo nic się nie rusza, jak okreslaja poloznicy…beton.
Mijaja kolejne godziny, ja się zwijam, wyje do ksiezyca, maz stara się mnie jakos ulatwiac przezrzucajac mnie na worek sako(tez dobry wynalazek). Mam obiecane ZZO jak będzie odpowiednie rozwarcie…wiec meczymy to rozwarcie i ….wreszcie kolo godziny 17wzywaja anestezjologow i tu niespodzianka…Anestezjolodzy nie chca mi dac znieczulenia, mam maloplytkowosc i do tego jeszcze jakis czas przed porodem dostalam jakiejs wysypki, wiec oni twierdza, ze można zainfekowac kanal kregowy i nikt nie podejmie się dac mi znieczulenia…wpadam w autentyczna rozpacz, zwlaszcza ze wiem ,ze rozwarcie jest tylko na 4palce, a jest już 17… Kolejny problem, glowka Oli nie chce zrotowac się w kanale rodnym, to jest jak się okazuje najwiekszy problem, po prostu ciezko cos tu poradzic, jeśli skurcze i tak gigantycznie nie doprowadzaja do tego zrotowannia…W miedzyczasie niecierpliwy lekarz przebija pecherz plodowy, wody niestety sa już zielone…przywoluje obrazy niedotlenionych przy porodzie dzieci i jest mi jeszcze gorzej niż przed…wiec co teraz, skoro nic się nie rusza, wody zielone i nie dostane ZZO. Mecze się okrutnie kolejne godziny, ale nic to nie daje.
Zdaje się ze moje wycie slychac na caly szpital, niestety oksytocyna szpitalna robi swoje, jest strasznie rozkrecajaca skurcze, ale jak ktos jest oporny, to ma z tego tylko bol i niestety zadnego zysku…Postepuje zakazenie wewnatrzmaciczne, co godzine robia mi morfologie, faktycznie wzrasta leukocytoza i widac ze cos się niedobrego dzieje. Około 20. przychodza lekarze i wydaja zbawienny dla nas wyrok, jedziemy na sale operacyjna. Odetchnelam z ulga, może zdazymy zanim Oli się cos stanie, a ja się wykoncze do cna.
Znow mam przed soba anestezjologow, cala ekipe lekarska i poloznicza, moja polozna, maz zostaje za szyba. I tu film mi się urywa, operacja CC była w narkozie, wiec nic nie widzialam i nic nie pamietam. Maz zobaczyl Ole jak tylko przeniesli ja do pokoju noworodkow, ja zobaczylam ja dopiero nastepnego dnia rano. Jest 20.05, taka godzine urodzenia ma nasza coreczka Ola. Jest taka w sam raz- 3.250 i 55cm, 9/10 Apgar, miala w 1 i 3 minucie odjety punkt za napiecie miesni, szczesliwie nie widac oznak niedotlenienia i ze spokojem zostalam pozszywana i zawieziona do sali pooperacyjnej. Rano przyniesiono mi Ole i polozne pomogly przystawic mi ja do piersi, cos tam sobie poclamkala, jak się pozniej okazalo był to nasz sukces, bo inne mamy mialy wieksze klopoty z karmieniem.
Niestety tak porod nie daje tylu wrazen co normalnie zakonczony, bo w zasadzie widzi się dziecko po wielu godzinach i można zapomniec o ksiazkowym karmieniu na sali porodowej, 1szym kontakcie matki z dzieckiem itp. Nasza Ola sporo się nacierpiala w izolazji od mamy zanim dostalam ja na stale, a i tak w zasadzie chetnie oddawalam ja pielegniarkom na kilka h w nocy, bo zwyczajnie wyczerpanie i niemoznosc poruszania się uniemozliwialy mi skutecznie zajmowanie się mala. Teraz już 12dni po CC jest nienajgorzej, blizna goi się, powoli wracam do zywych i zajmowanie się Ola jest już duzo bardziej realne i możliwe.
Tak wiec w konkluzji tego dlugiego wywodu porodowego, którego ze wzgledow czasowych pisalam w kilku ratach powiem tak: Na prawde nie da się niczego przewidziec w kwestii porodu, choc niewatpliwie warto nastawic się na szybki i lagodny porod naturalny, warto cwiczyc i przygotowywac się, w razie czego zaowocuje to szybszym powrotem do formy, a CC z dwojga zlego tez jest do przezycia, choc jak dla mnie dosc ponuro maluje moja ciazowa przyszlosc, a myslalam jednak o jakims kolejnym dziecku…
Z rzeczy godnych polecenia-goraco polecam majteczki jednorazowe do uzytku na dluuuuugo po CC, bo nie można kisic szwow, ani blizny, a megaokres ciagnie się dluugo, wiec takie gatki sa niezastapione.
Pozdrawiam wszystkie oczekujace i przenosze się do innych watkow.
ALA, dawniej anakon

2 odpowiedzi na pytanie: a teraz o moim porodzie…dluuuuuugie

katrin Dodane ponad rok temu,

Re: a teraz o moim porodzie…dluuuuuugie

wszystkiego dobrego powodzenia
katrin

sroczka Dodane ponad rok temu,

Re: a teraz o moim porodzie…dluuuuuugie

Sporo się namęczyłaś, ale już wszystko za Tobą i upragnione dziecko jest z mamusią.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka.
Ela i Maluszek <03.08.2003>

Znasz odpowiedź na pytanie: a teraz o moim porodzie…dluuuuuugie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
relacja z wizyty...:-)
cześc, to ja ta od usg:-) ostatnio pisałam, że pani doktor zaobsewowała u mnie puste jajko. Ale na całe szczęście strasznie się myliła, bo zarodek jest i nawet z bijącym serduszkiem:-)) jestem
Czytaj dalej
Karmienie
co jedzą wasze maluchy?
Witajcie Ale upał czy w innych miastach też tak wam doskwiera upał jak mi we Wrocławiu? Moja córcia budzi wię w nocy prawie co 2 giodz. Jak była noworodkiem przesypiała dłużej bo
Czytaj dalej