ARTYKUL O NASZYM FORUM I O KRADZIEZ ZDJEC

Postów wyświetlanych: 1 (wszystkich: 1)
  • Autor
    Wpisy
  • #77191

    aggi

    To jest artykuł między innymi o naszym forum i o nieszczęsnej kradzieży zdjęc dzieci.
    Jeśli czyta to jego autorka Goss to bardzo bardzo Ci za niego dziękuje.Kawał dobrej roboty nawet jeśli nie dokońca jestes zadowolona 🙂
    BRAWO GOSS!!!

    Wirtualny kidnaping

    Kiedy zobaczą w Internecie zdjęcie swojego dziecka, najpierw przeżywają szok, później ogarnia je strach

    Żaden poradnik nie odpowie na pytanie o niespokojny sen, ząbkowanie czy pierwsze kroki tak wyczerpująco, jak dziesięć innych mam, których pociechy już przez to przeszły. Gdzie znaleźć dziesięć innych mam? A nawet sto, tysiąc i więcej?

    Fora internetowe dla młodych rodziców – to kopalnie wiedzy i doświadczeń, nie tylko związanych z dziećmi. Składają się z tzw. kącików dotyczących ciąży, porodu, dzieci od noworodków do kilkulatków, karmienia, zdrowia, urody, hobby. Są kąciki integrujące mamy z poszczególnych miast Polski, Europy i świata, są kąciki, w których handluje się lub oferuje zbędne już przedmioty, kąciki z dowcipami, z przepisami kulinarnymi. Na jednym forum stworzono specjalny kącik „ostro i kontrowersyjnie”, gdzie bez oporów można nabluzgać na szefa, na świekrę, na kredyty, na politykę.

    Najaktywniejsze rekordzistki (np. na dziecko-info.com zwanym „DI”) mają na swoim koncie nawet kilkanaście tysięcy wypowiedzi. Dzielą się swoją wiedzą, doradzają. Piszą o radościach i wspierają się. Niekiedy pomagają sobie również materialnie, chociaż chyba ostrożniej, odkąd wyszło na jaw, że kobieta otrzymująca od koleżanek z noworodek.pl pieniądze i ubranka otworzyła sklep z używanymi rzeczami dla dzieci.

    Żerowanie na miękkim sercu młodych matek to nie jedyne zagrożenie na internetowych forach. Niepokoi coraz częstsze wykorzystywanie fotografii cudzych dzieci. Zdjęcia z reguły przedstawiają maluchy, niekiedy z rodzicami. Zdarza się też tematyka niezwiązana bezpośrednio z macierzyństwem, a nawet zupełnie odległa – np. umieszczone dla żartu na jednym forum akty paru matek i jednego wytatuowanego ojca, wszystkich w wersji topless. Golizny dzieci raczej się unika, aby nie wzbudzić przypadkiem niezdrowego zainteresowania pedofili. Wydaje się, że „zwykłe” zdjęcia nie powinny nikogo kusić, a jednak…
    Wirtualna osobowość Sylwii

    Ofiarą kradzieży padła Joanna, która w ogóle chyba ma pecha. Rok wcześniej na forum maluchy.pl niejaka Laurien „pożyczyła” od niej fragmenty opisu porodu, popularnego na jej macierzystym „DI”. Ukradła też zdjęcie znajomej Joanny z córeczką. Po upomnieniu usunęła je. Niektóre forumowiczki zachęcały, by jednak zgłosić to na policję: Przecież „Larien” to może być pedofil, który stworzył sztuczny wizerunek siebie jako matki posiadającej „normalną” rodzinę. W ten sposób miał choćby dostęp do Waszych zwierzeń oraz zdjęć – tych tutaj oraz z e-maila – wysyłanych do niego na jego prośbę – pisała Tatiana. Niestety, policjanci, którym ostatecznie zgłoszono sprawę, rozłożyli bezradnie ręce. Podali poszkodowanej IP oszusta (pisał z kafejki internetowej) i powiedzieli, że nie mogą zrobić nic więcej. Powołali się na niską szkodliwość społeczną czynu, dodając, że co innego, gdyby ktoś groził matce lub dziecku… Z czasem sprawa przyschła.

    Sylwia, która wykorzystała zdjęcia synka Joanny, prezentując go jako swoje dziecko, pojawiła się w grudniu na forum dla rodziców bizz.pl w. Napisała: Mam na imię Sylwia, mam 33 (już?) lata, jestem mężatką i mamą 3-letniego Dantego. Mieszkamy sobie w Londynie. W kolejnych 73 wypowiedziach dzieliła się wymyślonymi historiami o „swoim” synku, wspominała karmienie, opisywała, jak go kąpie, komplementowała cudze dzieci – i tak przez trzy tygodnie. Traf chciał, że znajoma Joanny rozpoznała chłopca. Zbulwersowana Joanna natychmiast napisała na bizz.pl, że to ona jest matką widocznego na zdjęciach Filipka. Matki początkowo nieufnie potraktowały ten komunikat. Potem część podzieliła jej oburzenie, inne skupiły się na besztaniu Joanny za wyzwiska pod adresem oszustki (padły epitety „pedofil”, „świnia”, „debilka” i życzenia, żeby tamta nigdy nie była niczyją matką). Podejrzewały, że Sylwia to osoba chora psychicznie, która nie może mieć dzieci albo je straciła – a wówczas powinno się jej pomóc. Joanna tłumaczyła, że kieruje nią nie tylko zdenerwowanie, ale obrzydzenie… ktoś zabawił się kosztem najwyższych dla mnie wartości w życiu – kosztem mojej rodziny, mojego dziecka, mojego macierzyństwa… ja to tak odbieram… czuję obrzydzenie na myśl, że jakaś szajbuska przywłaszczyła sobie moje dziecko i myślała jak o własnym, by zaspokoić swoją płyciznę emocjonalną! Kilka uczestniczek forum uważało, że każdy umieszcza zdjęcia w Internecie na własne ryzyko, inne prostowały, iż każde wykorzystanie fotografii bez zgody autora stanowi kradzież. Pozostałe, nie biorąc udziału w tej prawniczej dyskusji, w popłochu usuwały z Internetu pojedyncze zdjęcia swoich dzieci, a nawet całe albumy.

    Joanna, mimo zdobycia IP Sylwii, zrezygnowała z dalszych działań. – Odpuściłam – mówi. – Nie zamieszczam już zdjęć dziecka na forum i myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Bo złapiesz jednego wariata, będzie drugi. I tak dalej.
    Nikt nie odbierze mi Julci!

    Agnieszka, użytkowniczka m.in. dzieckoinfo.fora.pl, w lutym przeglądała cudze blogi, żeby podpatrzyć ciekawe pomysły na własny, poświęcony jej córeczce. Kiedy ujrzała fotografie Hani na monitorze, przeżyła szok: – Zaczęłam się trząść. Chaotycznie oglądałam te zdjęcia i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.

    Najpierw poczuła wyrzuty sumienia: Co ja najlepszego zrobiłam, tworząc bloga i pokazując światu moje dziecko?! Potem pojawiły się przerażające wizje psychopatki, która zamierza ukraść Hanię. Po kilku głębokich oddechach zaczęła czytać. Zgadzała się data urodzenia jej córki, waga, wzrost, to, że jest niejadkiem i opisy tego, co lubi robić najbardziej. Nie zgadzało się imię: Juleczka.

    – Kiedy to przeczytałam, zaczęłam płakać – wspomina. – Z emocji nie mogłam utrzymać myszki. Czułam jakby ktoś naprawdę ukradł mi dziecko. Upewniłam się, że Hania śpi w łóżeczku i przeczytałam resztę. Ta bezczelna oszustka opisywała, jak to ją kocha, jak to moja córka jest podobna do jej męża. Część opowieści żywcem ściągnęła z mojego bloga, do zdjęć dorobiła tekst. Rany, na samo wspomnienie znów zaczynam się trząść…

    Kiedy mąż wrócił do domu, pokazała mu, co odkryła. – Boże, jak on się zdenerwował – mówi. Oboje przejrzeli tego bloga. Kilka razy, żeby trafić na jakiś punkt zaczepienia.

    Podejrzewali, że strona „Juleczki” była dziełem zwykłej małolaty. Wskazywał na to nie tylko jej infantylny język: – Poszperałam w polecanych przez nią blogach, okazało się, że jej koleżanki prowadzą blogi swojego rodzeństwa. Pewnie im pozazdrościła.

    Natrafili na numer Gadu-Gadu (program do bezpośredniej komunikacji w Internecie) autorki strony i skontaktowali się z nią. – Emocje były takie, że jak bym dorwała tę osobę, to nie ręczę za siebie.

    Kazała jej zlikwidować bloga „Julki”. Udawała, że nie wie, o co chodzi; napisała, że „Julcia” jest jej i nikt jej nie odbierze. Potem zablokowała mamie Hani możliwość dostępu. Agnieszka zgłosiła sprawę administratorom Onetu. Nie było odzewu. Później na stronie jej córki zaczęły pojawiać się obraźliwe komentarze podpisane ktoś lub przyjaciele ktosia. – Pisali straszne rzeczy: że moje dziecko ma mordę jak traktor, że co za parszywa brzydota itp. Nie nadążałam z ich usuwaniem.

    W kolejnym piśmie do Onetu opisała sytuację, jako dowód podała adres swojej strony oraz kopię tamtej i poprosiła o zidentyfikowanie tej osoby i wyciągniecie od niej konsekwencji. W odpowiedzi poproszono ją o informacje, które już podała. Jednak już kilka godzin później otrzymała satysfakcjonującą dla niej wiadomość: zablokowano konto oszustki i jej wszystkie blogi. Agnieszka cieszyła się bardzo, dopóki nie skontaktowała się z nią kolejna mama, której przydarzyło się to samo.
    Pomogą albo nie pomogą

    Blog (prywatna strona internetowa) ze skradzionymi zdjęciami Ani, córeczki Agaty, też został skasowany, kiedy postraszyła jego autora policją i sądem. I w tym przypadku korespondencja z Onetem wyglądała podobnie; po zgłoszeniu sprawy otrzymała szablonowe pismo, w którym sugerowano, by najpierw poprosić o wyjaśnienie i usunięcie zawłaszczonych rzeczy autora blogu, a jeśli ta interwencja nie odniesie skutku, zgłosić łamanie praw autorskich Onetowi. Ostatecznie również zablokowano konto oszusta. Jednak Agata ma żal do Onetu: – Myślę, że mogliby zrobić więcej, na przykład zidentyfikować jego IP i uniemożliwić mu zakładanie kolejnych kont. I mogliby zgłosić sprawę prokuraturze.

    Nie rozumie też, dlaczego miała prosić przestępcę o zaprzestanie łamania prawa i dlaczego, jak ją poinformowano, jeżeli zechce wystąpić na drogę sądową, to wszelka archiwizacja treści leży po stronie osoby zainteresowanej. Rzecznik Onet.pl Piotr Tchórzewski przekonuje o dobrej woli, aczkolwiek podkreśla, że osoby udostępniające swoje prywatne fotografie w Internecie powinny liczyć się z różnymi konsekwencjami. Rzecznik Onetu potwierdza, że zablokowanie blogów z kradzionymi zdjęciami to jedyne, co mogą zrobić. – Jesteśmy tylko pośrednikiem; dostarczycielem usługi – wyjaśnia. – Jednak jeżeli ktoś poczuje, że jego sfera praw została naruszona, może zgłosić to do prokuratury. Jeżeli te organa wystąpią formalnie o ustalenie IP, to oczywiście się tym zajmiemy – zapewnia. Co do tego, że sfera praw została naruszona, wątpliwości nie ma Aneta Frań, prawniczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wyjaśnia, że zgodnie z artykułem 81. Prawa autorskiego rozpowszechnianie wizerunku, w tym fotografii, wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej, a w przypadku dziecka, zgody rodzica. Wyjątki to sytuacje, kiedy osobie tej zapłacono za pozowanie, jest ona powszechnie znana lub stanowi szczegół większej całości. – Naruszenie tego przepisu może być chronione na płaszczyźnie cywilnej i karnej – tłumaczy prawniczka. – W pierwszym przypadku można żądać od osoby, która bezprawnie wykorzystała fotografię, zaniechania takiego działania i usunięcia skutków tego naruszenia, np. poprzez złożenie odpowiedniego oświadczenia w gazecie. Można domagać się też zadośćuczynienia za doznaną szkodę na rzecz pokrzywdzonego lub na określony cel społeczny. Jeśli zaś chodzi o płaszczyznę karną, to ochrona praw twórcy zdjęcia jest zagwarantowana przez artykuł 115 i 116 prawa autorskiego. Przy czym ściganie przestępstwa, o którym mowa, następuje na wniosek pokrzywdzonego.

    Co na to organy ścigania? Komisarz Zbigniew Urbański z Wydziału Prasowego Komendy Głównej Policji tłumaczy: – Jeżeli pokrzywdzony złoży wniosek na policję, ta wszczyna dochodzenie, o ile uzna, że zostało popełnione przestępstwo. Jeżeli nie, odmawia. Wszystko to oczywiście pod nadzorem prokuratury.

    – Czyli nic konkretnego nie wiemy – podsumowuje z goryczą jedna z matek. – Pomogą albo nie pomogą. Tylko same siebie możemy chronić.

    Być może jednym ze sposobów takiej ochrony jest strona założona przez anonimową mamę1 jako wyraz protestu przeciwko „kidnapingowi sieciowemu”. Na stronie umieszcza adresy blogów już zlikwidowanych oraz podejrzanych. W razie pomyłki, przeprasza i prosi o zrozumienie. Blog cieszy się sporym zainteresowaniem; w ciągu zaledwie kilku tygodni odwiedziło go ponad trzynaście tysięcy internautów, pozostawiono kilkaset komentarzy. Jedni krytykują pomysł, inni chwalą i zgłaszają namiary na strony potencjalnych oszustów, z reguły prawdopodobnie nastolatek, które zdradza język oraz skrajna niewiedza na temat macierzyństwa. Pod koniec lutego mama1 napisała: Jesteśmy przerażone. To, czego się naczytałyśmy i naoglądałyśmy w ciągu tych kilku dni, przechodzi ludzkie pojęcie. Najbardziej dotyka nas bezczelność i brak jakichkolwiek ludzkich uczuć u osób piszących fałszywe blogi. Bo jak można kpić z takich rzeczy jak gwałt, śmierć dziecka, choroba, przemoc w domu??? (…) Co będzie kiedy taka osoba zechce już nie tylko w świecie wirtualnym być matką „kradzionego” dziecka… Co będzie, kiedy komuś zniknie dziecko w świecie realnym i okaże się, że porywaczem była osoba prowadząca takiego bloga??!! Wtedy wszyscy załamią ręce…
    My, babki z forum

    Wróćmy do naszych prawdziwych mam. Joanna zaprzestała umieszczania zdjęć Filipka na forum. Agata nie zrezygnowała ze strony Ani (ale ma ją nie na Onecie), wprowadziła tam jedynie pewne zabezpieczenia. Agnieszka ostatecznie skasowała blog Hani, jak podkreśla, z wielkim żalem: – Ale to się stało nie do wytrzymania; ciągłe wchodzenie tam i sprawdzanie, czy nie ma czegoś obraźliwego. A teraz nie wkleję już zdjęć nigdzie. Nasza córka jest tylko nasza. No, chyba że na forum, takie malutkie… Bo my, babki z forum, to bez zdjęć żyjemy jak bez ręki.

    MAŁGORZATA

    GOSS-BEREŹNICKA

    A TU W GAZECIE .A R T Y K U L

    aga&hania26.03.05

Postów wyświetlanych: 1 (wszystkich: 1)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close