Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)
  • Autor
    Wpisy
  • #49211

    zielona7

    Wkurzyłam się! Co jakiś czas do drzwi dzwoni ładnie ubrana osoba z identyfikatorem i prośbą o wsparcie np. domu dziecka. Zawsze w miarę możliwości starałam się pomagać innym, czasem wysyłałam na jakieś konto pieniążki (nieduże kwoty, ale wierzę że ziarno do ziarnka….). Jednak rozmowa jaką odbyłam z ostatnim Panem, który przyszedł w sprawie wsparcia dzieci wyprowadziła mnie z równowagi. Jestem 8 miesiąc (i ostatni) na bezpłatnym urlopie wychowawczym. Mąż co prawda pracuje, ale połowa kasy idzie na opłaty (mieszkamy z teściami w domku jednorodzinnym i płacimy z nimi rachunki 50%/50%), raty, studia a reszta na pieluchy, jedzonko itd. Ledwo nam starcza od 1 do 1 (najczęściej brakuje np. na pieluchy i pożyczamy od teściów). Nic sobie nie kupujemy, zaciskamy pasa i czekamy na 1 września kiedy to dostanę pierwszą wypłatę i spłacimy część długów. Na uczelni piszę podanie o możliwość zapłaty za wakacje we wrześniu a nie na początku lipca. I z niecierpliwością czekamy na zwrot z Urzędu Skarbowego, bo nie mamy na wakacje a kwatera już była wcześniej opłacona. Przepraszam rozpisałam się…
    Ale do rzeczy: więc ten Pan mówi mi, że dzieci potrzebują pomocy itd. Ja mu na to, ze nie mam teraz pieniędzy i chętnie pomogę ale jak wrócę do pracy, bo jestem na wychowawczym. A on jakby nie słuchał i dalej – „ale ja mam listę, zbieram po 20zł, w zamian dostaje pani płytę z pieśniami papieża ….” Powtarzam mu więc, że nie mam pieniędzy a on z oburzeniem w głosie i ironicznym uśmiechem – „to co? Nie pomożemy dzieciom?” Normalnie coś się we mnie zagotowało, ale grzecznie i uprzejmie zapytałam „ja Panu dam teraz 20zł a jak mi braknie na pieluchy dla małego dziecka, to co wtedy zrobię? 20zł to są pieluchy na tydzień”.
    Poszedł sobie.
    A ja wróciłam z podwórka do domu wściekła, bo rozmawiał ze mną tak, żeby wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy, ze nie chce pomagać innym. Przecież takich ludzi chodzi wiele, oprócz tego tacy którzy chcą np. jedzenie. Zawsze jak coś mamy to dajemy, choć jest nam ciężko (teściom też). Jakbym tak chciała każdemu pomagać to musielibyśmy mieć dwa razy większe dochody…
    Aha, słowo „naciągacze” tyczy się wyłącznie osób bardzo natrętnych nie dających za wygraną a nie ludzi działających charytatywnie, ale z umiarem.
    Przypomniała mi się jeszcze sytuacja, która miała miejsce na dworcu PKS: jechałam odwiedzić mamę, na przystanek podszedł mężczyzna biednie ubrany i pytał o pieniądze. Mówił, że zbiera na jedzenie. Miałam przy sobie pieniądze jednak po kilku incydentach pieniędzy ludziom nie daję. Naprzeciwko był bar i napis na szybie: ”kurczak, ziemniaki, surówka i herbata za 10zł”. Myślę sobie: „do autobusu jeszcze 10min, jak wydam 10zł to tak bardzo nie zbiednieję (pracowałam wtedy)”, wiec mówię do tego Pana „jeśli jest Pan głodny to proszę iść ze mną – kupię Panu obiad”. A on na to: „ co ty sobie taka i owaka myślisz, pieniądze mi daj!” Zatkało mnie. Powiedziałam ‘ pieniędzy Panu nie dam i odwróciłam się na pięcie”. Dużo ludzi to widziało – nikt nie skomentował. Każdy tylko patrzył zniesmaczony.
    Druga sytuacja – byłam w 8 m-cu ciąży, jechałam z mężem autobusem, na którymś przystanku wsiadła podpita kobieta i podchodziła do każdego prosząc o złotówkę, bo zbiera na jedzenie (miała zrywkę, w której były papierosy – nowa paczka). Podeszła w końcu i do nas i jak powiedzieliśmy, ze nie damy to zaczęła się drzeć do mnie „ty nie urodzisz tego dziecka, przeklinam cię!!! Itp. Itd.”. Nie muszę Wam pisać jak się zdenerwowałam. A mąż chciał ją dosłownie wykopać z autobusu! Ale poprosiłam go, żeby ją olał i siłą trzymałam za dłoń (jest bardzo nerwowy w takich sprawach). Ostatnio widziałam tą „kobietę” i szczerze Wam powiem, że pomimo ze minął prawie rok od tamtego zdarzenia, to miałam ochotę jej oczy wydrapać za to co wtedy czułam i przeżyłam! Olałam ja, stwierdzając w myślach, że i tak jako pijaczka przegrała już swoje życie (czasem leży pijana na przystanku…).
    Podobnych sytuacji zdarzyło mi się kilka. Czy tylko ja mam do takich zdarzeń „szczęście”? Czy Was tez takie rzeczy spotykają? Jak reagujecie?
    Dzięki za cierpliwość i doczytanie do końca!

    Ewa i Dziubasek (2003)

    #634972

    teo

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    och wiem dobrze o czym piszesz…..dodam do tego jeszcze zbieraczy na dziecko (jakies – okreslone, najczesciej na zdjeciu) – sprzedających krzyżówki charytatywne ( to jest dopiero naciaganie – a ile oni na tym zarabiaja – wiem – bo osoba z mojej rodziny pracuje w tym jako kierowca-tzn wozi te kwestujace/sprzedajace po różnych miastach – rozpiska w zaleznosci kiedy gdzie sa dni targowe, kiedy maja wypłaty…… a dziecko ma z tego na 1 grosz (teraz strzelam-bo nie wiem ile dokładnie – ale cos koło tego) z kazdej krzyzówki – która kosztuje 5 zł a ludzie daja o wiele wiecej….

    poza tym ci wszyscy którzy podszywaja sie pod „coś’ – dom dziecka, dom starców, szpital…..wszystko nielegalne – kiedys ogladałam program w tv – i ochojska sie wypowiadała jak to wszystko wyglada od strony legalnosci i formalnosci……och szkoda gadac…..

    ja i maż staramy sie nie dawac pieniedzy – ale jak ktos prosi o jedzenie – i chce je przyjać to dajemy!!!!
    pamietam jeszcze z czasów zycia w krakowie jak sie dowiedzielismy ze ci bidni co chodza po mieszkaniach – to maja spis mieszkan które im pomogły i potem chodza tylko po tych – a czasem „sprzedają” adresy innym potrzebujacym…..och czasem brak słów……

    ILONA I KUBEK(21.02.02)



    #634973

    Anonim

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    nie wrzucam pieniędzy do puszek (wyj. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy)
    jest przecież tyle innych form pomocy…

    [i]Ewa i Krzyś (18 mies.)

    #634974

    akacja

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Od pewnego czasu nie wrzucam pieniędzy do puszek. Oglądałam kiedyś program i trochę otworzyły mi się oczy. Jeżeli podejdzie do mnie dziecko i poprosi o pieniądze na jedzenie to jak mam pieniążki to kupuję jedzonko. Kiedyś czekałam na przystanku pks i miałam przy sobie tylko pieniążki na bilet – dosłownie i podszedł do mnie chłopak ok. 13 lat z prośbą o 50 groszy na bułkę. Powiedziałam, że nie mam, on mi na to, że jest głodny i mam z nim iść do barku – był naprzeciwko i mu kupić tą bułkę jak nie wierzę – ja mu na to, że nie mam pieniążków – jejku co ja wtedy od niego usłyszałam:( byłam wtedy w 8 m-cu ciąży i nieżle się wtedy wkurzyłam, aż się telepałam. Okazuje się, że niektórzy nie przymują do wiadomości, że inni też mogą nie mieć głupich 50 groszy…


    akacja i Martunia (17 marca 2004)

    #634975

    luczka

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Ja też nigdy nie daję pieniędzy i wrzucam tylko na WOŚP. Co do naciągania to u nas najwięcej pojawia się w okolicach Świąt Bożego NArodzenia. Jednego roku kupiłam kartki z rysynkami dzieci w swojej szkole. Były to kartki które rozprowadzało szkolne koło PCK – i na pewno były z PCK, były po 1 zł. Tego samego dnia w naszym bloku chodzili panowie z identycznymi kartkami, też niby z PCK po 10 zł za 3 sztuki. Powiedziałam ze już kupiłam taką kartkę tylko że taniej, nic nie odpowiedzieli tylko sobie poszli.


    Monika i Wiktoria 18.01.03

    #634976

    zabka

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Do nas ostatnio też zapuakała dziewczyna i mąż dał jej parę groszy. A ona na to: „tak mało, nie ma pan nawet 10 zł’. Wkurzyłam się maksymalnie i wygoniłam dziewuszysko. Szkoda że jej nie zabrałam tego co już zdążył dać jej mój mąż.
    Nigdy nie daję pieniędzy na ulicy. Jeżeli ktoś mnie poprosi o jedzenie to bardzo proszę. Kiedyś na dworcu kupowałam jakiemuś biedakowi hot-doga, bar był zamknięty, bo bym mu postawiła porządny obiad. Dałam też kiedyś komuś parę puszek, bo akurat mąż dostał w pracy i miałam zapas. Ale nigdy nie daję pieniędzy.

    Martyna i Maja ur. 17.07.2003



    #634977

    inti

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    nie daję.
    wolę kupić od biednej babci pęczuszek zdechniętych polnych kwiatków.
    jakies mam dziwne wrażenie, że wszyscy kwestujacy na ulicach, to naciągacze…poza tym, w Trójmieście stoją właściwie w tych samych miejscach od lat.. żebrają w kolejce skm.. ciągle ci sami. i jest ich tyle, że przestałm zwracać uwagę.
    poza tym, ma w otoczeniu kilka biednych osób. więc daję, co mam – chleb, ciuchy, herbatę itp
    kiedyś dałam pieniadze facetowi, ze strachu – był duży, poobijany i zastąpił mi drogę. dobrze, że miałam w kieszeni, bo jakbym sięgała do portfela, pewnie by mi go wyrwał..

    sylwia i JUlka 20.01.2003

    #634978

    lea

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Straszne, szczególnie to ostatnie.. musiałaś to mocno przeżyć 🙁

    A tego faceta trzeba było zapytać, ile sam przeznacza na te dzieci…

    Lea i Mateuszek (14.03.03)

    #634979

    Anonim

    Re: Charytatywni i nie tylko – ?naciągacze??.

    Nie daje pieniedzy. Kiedys dawalam, bo chyba nie potrafilam przejsc obok, ale z czasem sie uodpornilam i zwyczajnie mowie „nie” i nie wdaje sie w ogole w dyskusje. Moge kupic komus jedzenie. Co miesiac wplacam niewielkie pieniadze na konto pewnej fundacji, ale przypadkowym sepiacym na ulicy, ani tym, ktorzy pukaja do drzwi pieniedzy nie daje, bo nie mam pewnosci, ze nie daje takiemu na narkotyki czy alkohol.

    colora + Szymonek (22.10.03)

    #634980

    ciapa

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    NIE DAJE NIKOMU PIENIĘDZY
    1. czy wiecie że ci panowie w garniturkach, którzy sprzedają krzyżówki, płyty, kasety i wmawiają Wam że czynicie to dla dobra dzieci – nie działaja charytatywnie – oni mają założoną działalność gospodarczą, opłacają zus, wszystkie składki i swoją pensję (która wynosi 1200 zł – do łapki) a pozostałe pieniądze – zwykle 200 – 400 wędrują na jakąś instytucje charytatywną – więc ja nie widze w tym sensu
    2. Jak wyjechałam na studia do wiekszego miasta oduczyła mie dawać, bo na każdym rogu czekał „potrzebujący”, kiedś przyszła do mnie kobieta że ma chore dzieci i nie ma na jedzenie – to wygrzebałam z naszej studenckiej lodówy co lepsze kąski – i wiecie co później to wszystko zobaczyłam w koszu pod blokiem – chleb, konserwy, jajka – wszystko. Owszem kiedyś już w moim rodzinnym domu przyszła staruszka i powiedziała że jest głodna – to zjadła z nami obiad, daliśmy jej jakieś ubrania, buty i zaprosiliśmy na kolejny posiłek – taką pomoc rozumiem, ale nie menelom spod sklepu
    Ja nie mam już wyrzutów sumienia

    Kaska i Mikołaj 18.09



    #634981

    kamelia

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Daję na WOŚP – z wiadomych wzglądów… Cel szczytny i mam dług wdzięczności za mojego Michałka…
    Daję jedzenie jak ktoś poprosi…
    Czasem prześlę kilka zł na konto potrzebującego (źródłem informacji o takich osobach jest często forum)…
    Zaczepiającym na ulicy odmawiam bez dyskusji, podobnie tym pukającym do domu…
    W okolicy domu moich rodziców często żebrzą małe dzieci z takiego nieciekawego starego osiedla… Nie raz widziałam jak wyrzucały podarowany im chleb… Wiem, że ci chłopcy wydają pieniądze na klej… Małoletni ćpuni najgorszego kalibru…

    Kamelia i Michałek 14.08.2003

    #634982

    Anonim

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    nie daję pieniędzy „ulicznym naciągaczom”. Wolę regularnie zasilać konta ośrodków leczniczych lub fundacji – wiem, że pieniądze będą przeznaczone zgodnie z celem…

    Kaśka z Natusią (2 lata + 3 miesiące 🙂



    #634983

    beatab

    uwaga na akcje Owsiaka!!!

    ja kiedyś dawałam często, zwłaszcza na pck.
    odkąd usłyszałam w radio ile osób kradnie pieniądze podczas akcji Owsiaka, zraziłam się do wszelkiej pomocy. i nie wrzucam już do puszek. proszę o numer konta, ale patrzą na mnie z politowaniem i nie dają. wolą gotówkę!
    ja wiem, ze akcja Owsiaka wielu dzieciom dała życie. dosłownie. ale radzę Wam nie wpłacać pieniędzy do puszek. warto przesyłac bezpośrdenio na konto fundacji. wtedy Wsaze pieniądze bezpośrednio trafią do fundacji, a nie będą łatwym łupem dla „wolontariuszy”.
    wolontariusze nie muszą zanosić do siedziby fundacji całej puszki. mogą ją otworzyć i wysłać pieniądze na konto. właśnie w radio słyszałam audycję o tym, jak to akcja staje się łatwym łupem dla złodziejaszków. podawali przykład chłopaków, którzy przez kilka lat uzbierali sobie na orkiestrze kwotę kilkunastu tysięcy złotych. oczywiście Owsiak o wszystkim wie. ale kalkuluje to w „koszty”.

    Beata&Patryk(03.03.03)

    #634984

    zielona7

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Spis mieszkań? Sprzedawanie adresów?…. to już przesada… Do głowy by mi nie przyszło, ze można się posunąć tak daleko!

    Ewa i Dziubasek (2003)

    #634985

    zielona7

    Re: Charytatywni i nie tylko – „naciągacze”….

    Co do takiego chłopca, to jak byłam w centrum Katowic podszedł do mnie taki 10-letni p prosił o pieniądze na chleb. Mówię – chodź to ci kupię, ale kątem oka zerkam na reklamówkę, którą trzymam a Tam 2 chleby?! Mówię „ale ty masz 2 chleby, na co ci 3?”. Zaczerwienił się i mówi „to niech mi pani kupi cos do chleba”. Nie odmówiłam i kupiłam mu jakąś puszkę. Ale do tej pory mnie zastanawia ile takich bochenków dziennie zbierał i po co mu one były…Bo najeść to się chyba można 2 co? Nie wiem, może rodzice kazali mu żebrać i znosic do domu…

    Ewa i Dziubasek (2003)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close