Chcę zostać nauczycielką

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)
  • Autor
    Wpisy
  • #52411

    mura

    Witam Dziewczyny 🙂

    wiele razy pomagałyście i podpowiadałyście rozwiązania w nietypowych sytuacjach.
    Mam 8-mies brzdąca i gdy miał 5 mies musiałam wrócić do pracy. Pracuję w małej firmie i często muszę zostawać w pracy dłużej. Wiadomo, najbardziej na tym cierpi dziecko i … ja.
    Skończyłam studia na Akademii Ekonomicznej ale właściwie już od dawna myślę o tym, że praca w księgowości nie jest dla mnie.
    Chciałabym uczyć w szkole albo przedmiotów zawodowych (związanych z ekonomią) albo matematyki (mój konik).
    Zupełnie nie wiem czy mam jakieś szanse zostać nauczycielką i co powinnam w tym kierunku zrobić.
    Pomożecie?

    kasia i Tomcio

    #672868

    Anonim

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    Aby uczyc trzeba miec przygotowanie pedagogiczne to na pewno. Chyba wiec jakis kurs pedagogiczny trzeba skonczyc, kolezanka jest teraz na takim rocznym, po psychologii.

    Jaś9m+8.02.05



    #672869

    ciapa

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    po pierwsze kurs pedagogiczny ale to jest koszt około 2000
    musiałabys sie przejść po jakis szkołach, i popytać, mozesz sie też załapać do prowadzenia różnych kursów

    Kaska i Mikołaj 18.09

    #672870

    karolcia

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    A pewnie, że masz szanse!
    W Polsce sprawa wygląda tak (nad czym gorąco ubolewam), że wystarczy skończyć jakiekolwiek studia, później wybrać specjalizację nauczycielską (czy jakoś tak), gdzie przez jeden semestr będziesz mieć zajęcia z pedagogiki (oczywiście pomijając tak „nieistotne” dziedziny jak np. psychologia rozwojowa) lub robisz jakiś kursik pedagogiczny i już możesz uczyć w szkole! Nic prostszego…

    Serdecznie Pozdrawiam,
    Karolcia_

    #672871

    hania17

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    Witam:)
    To miłe że wiesz co chesz w życiu robić i czym sie zjamować. Teraz niewiele osobma tak naprawdę sprecyzowane cele – pracuję z ludźmi bez pracy na co dzień.
    Jesli chodzi o kurs pedagogiczny popytaj w instytucjach szkolących a przede wszystkim na uczelni.
    Pozdrawiam i życze powodzenia w osiągnięciu celu.

    Wiola z Marysią 16.03.2004.

    #672872

    mayorka

    Byle jakie studia?

    Widzę, że masz dużą orientację w temacie….
    Powiedz mi tylko, czego mozna uczyć po tych jakichkolwiek studiach? Wszystkiego?
    I w których rejonach Polski jest tak łatwo? Bo tam gdzie mieszkam to sprawa wygląda tak, ze po ukończeniu fizyki teoretycznej na uniwersytecie i uzyskaniu w trakcie studiów przygotowania pedagogicznego w wymiarze 360 godzin, zaliczeniu 150 godzin praktyki mam kwalifikacje do nauczania fizyki (co chyba zrozumiałe) oraz teoretycznie i z tego co wiem tylko do roku 2006 matematyki. Teoretycznie, bowiem mimo ze na studiach miałam ogrom matematyki a moja praca magisterska była z pogranicza fizyki i matematyki moje uczenie matematyki ograniczyło sie do nauczania indywidualnego tego przedmiotu w gimnazjum w wymiarze kilku godzin. W liceum by uczyć matematyki nie mam szans w ogóle. Może gdy skończę studia podyplomowe z matematyki, choc nie wiem czy i to cos da bo ludzi po studiach o kierunku matematyka jest sporo, a w szkołach stos podań…
    A co do tego kursiku pedagogicznego, to nie moze byc on byle jaki bo nie da on zadnych kwalifikacji. Są ścisle określone wymagania, które reguluje rozporządzenie. Proponuje wejść na strone ministerstwa edukacji, poszukać i przeczytać:
    Milej lektury!
    pozdrawiamy

    asia i grudniowy szymuś



    #672873

    mayorka

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    Mam nadzieję, że chcesz uczyć w szkole nie tylko z powodu dużej ilosci wolnego, tylko ze rzeczywiście coś cie ciągnie do tego zawodu!
    Bo nauczyciel wbrew powszechnej opinii ma ciężka pracę, zwłaszcza nauczyciel początkujacy. I w roku szkolnym na brak pracy nie narzeka…
    Fakt są wakacje letnie, czyli około dwóch miesięcy wolnego. Około, nie ponad, bo w szkole w której ja pracuję ostatni tydzień jest roboczy i spedzmy go juz w szkole (konferencje, porządkowanie sal itd)
    Są ferie zimowe- dwa tygodnie wolnego, chyba ze sie ma w szkole dyżury lub jest sie nauczycielem w-f i organizuje sie zajecia sportowe.
    Jest przerwa świateczna zimowa -ok 1,5 tygodnia
    I poza innymi dniami światecznymi, w które wszyscy mają wolne od pracy to wszystko
    Dzień nauczyciela – nie ma lekcji, ale trzeba byc w pracy
    Rekolekcje- tragedia, najpierw opieka nad dziećmi w kosciele, a potem jakieś konferencje- ja wolę uczyć
    Wymiar godzin pełnego etatu u nauczyciela wynosi 18 godzin tygodniowo, czyli srednio 3,6 godziny dziennie. Gdyby tyle spedzać w szkole, to rzeczywiscie niewiele,ale tak nie jest! Moze tak bylo kiedyś, ale nie teraz.
    Spedzamy w szkole więcej czasu, bo:
    – konferencje- zdarza sie, ze nawet po kilka miesięcznie i wtedy spedzam w szkole praktycznie cały dzień, bo najpierw lekcje, potem czekanie na konferencję, a sama konferencja trwa kilka godzin (kiedyś wrócilam do domu po 19)
    – spotkania i konsultacje z rodzicami – w mojej szkole raz w miesiacu- znowu rano lekcje, a o 17 wywiadówka (często nie oplaca sie wracać)
    – dodatkowe zajecia pozalekcyjne z uczniami słabymi oraz zdolnymi (charytatywne ma sie rozumieć)-kilka godzin tygodniowo- jak sie chce byc dobrym nauczycielem to bez tego ani rusz, w niektórych szkołach to nawet wymagane przez dyrektora prowadzenie dodatkowych zajec np wyrównawczych, przygotowawczych do matury itd. bo inaczej out
    – wycieczki całodniowe (kilka razy w roku), kilkudniowe (raz w roku)- w sam raz dla mlodej mamy – jak jestes wychowawcą to raczej musisz jechać
    Więc troche sie tego w sumie uzbiera…
    Najgorzej jak sie ponakladają różne rzeczy tym samym tygodniu….Ja niestety jeszcze nie mam dziecka, ale moje koleżanki maja duży problem.
    A jeszcze jedno: w planie mozna mieć też okienka, czyli wolne godziny, które faktyczne wydłuzają czas pracy. Wszystko zależy od układajacego plan.
    Przy 18 godzinach tygodniowo, to ma sie okropnie niską pensję zwłaszcza w pierwszych latach pracy, wiec nauczyciele w miarę mozliwosci często decydują sie na tzw. nadgodziny (platne jak zwykłe godziny), wiec znowu troszke więcej czasu spedza sie w pracy. Oczywiscie tych nadgodzin nie musisz brać (mozesz nawet pracować mniej niz 18 godzin), ale mozesz też być zmuszona – wszystko zależy od dochodów Twojego męża.
    Do tego wszystkiego dochodzi ogrom pracy w domu oraz pozaszkolne konferencje, warsztaty, szkolenia, które odbywaja sie w godzinach popołudniowych i wieczornych…
    Ja jestem osobiście zadowolona z pracy nauczyciela, bo uwielbiam kontakt z młodzieżą, ale jest to zawód do którego trzeba niec powołanie, inaczej to nie ma sensu.
    A czasu nie mam wiele, ciagle jest cos do roboty (poza wakacjami) i pracuje sie na wysokich obrotach (ja to akurat lubię!).
    W szkole panuje niestety okropna biurokracja i duzo czasu spedza sie w domu na konstruowaniu róznego rodzaju papierków, czego osobiscie nie lubie, ale jak trzeba to trzeba…
    Wiem, ze sie rozpisałam nie odpowiadajac na Twoje pytanie, ale chciałabym abys dobrze to sobie przemyślała, zanim podejmiesz odpowiednie kroki, zainwestujesz w to czas i pieniądze.
    Najlepiej zebys pogadała sobie jeszcze z innymi nauczycielami. Bo to co wypisuja w prasie i wygaduja w telewizji to często głupoty….
    A teraz odpowiadam: tak jak Ci napisały dziewczyny musisz mieć tzw. przygotowanie pedagogiczne. Nie wiem dokladnie ile trwa taki kurs i za jakie pieniadze mozna zdobyc to przygotowanie, bo ja je uzyskałam na studiach dziennych. Wiem, ze czesto organizuja takie przygotowania uczelnie wiec tam bym Ci radziła zadzwonic i zapytać. Uważaj, bo to nie moze być byle jaki kurs tylko dajacy kwalifikacje. Musi byc okreslona liczba godzin i praktyki w szkole. Zanim zaplacisz, to lepiej to sprawdz.
    Z twoim wykształceniem najłatwiej znajdziesz prace jako nauczyciel przedmiotów ekonomicznych. Żeby uczyć matematyki nie masz raczej szans (chyba, ze masz bardzo dobre znajomosci). W tym celu musiałabys skończyć studia na kierunku matematyka. Są studia podyplomowe dla nauczycieli, które daja kwalifikacje do nauczania matematyki, ale to chyba trzeba juz byc nauczycielem (tego nie jestem pewna, musiałabyś spytać na uczelni).

    Życzę podjecia właściwej decyzji
    Pozdrawiamy

    asia i grudniowy szymuś

    #672874

    mayorka

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    P.S. Zapomniałam jeszcze dopisać, a wiem ze niektórzy nie zdaja sobie sprawy, ze wakacje letnie i zimowe to nasz urlop wypoczynkowy, nie mozemy wybrac sobie urlopu kiedy chcemy tak jak „normalni” pracownicy. Czasami sprawia to nam ogromny problem : np. pogrzeb dobrej znajomej, wyjazd na wesele w dalekie strony…
    I jeszcze taka moja rada: jeżeli zdecydujesz ze jest to to co chcesz robić, to zanim wybierzesz sie na kurs zorientuj sie jak wyglada mozliwosc pracy w szkołach w poblizu Twojego miejsca zamieszkania. Tu tez panuje bezrobocie i nie dostaje sie pracy z marszu – ja musiałam sie niezle nachodzić. Po co tracić kasę jezeli mozliwosci pracy nie ma…

    #672875

    karolcia

    Re: Byle jakie studia?

    1) Jeśli chodzi o te „jakiekolwiek studia”, o które tyle zamieszania, to za takie uważam każde studia „niepedagogiczne” (np. z zakresu fizyki). Nie oznacza to oczywiście, ze są GENERALNIE gorsze od innych, jednak w tym konkretnym przypadku… tak!

    2) Dla mnie 360 godzin przygotowania pedagogicznego, o którym piszesz to stanowczo za mało!

    3) Wg mnie ludzie którzy przychodzą (po ukończonych studiach i rzekomym przygotowaniu pedagogicznym) do szkoły, aby nauczać tak wrazliwe istoty, jakimi są dzieci (zwłaszcza te młodsze), są najzwyczajniej w świecie do tego NIEPRZYGOTOWANI! Oczywiście nie wszyscy, ale większość!

    4) Fakt, zdarzają się (mam nadzieję) tzw. „nauczyciele z powołania” i wierzę, że dla nich większe przygotowanie nie jest niezbędne (choć na pewno by nie zaszkodziło). Ale ponieważ nie da się tego stwierdzić na „pierwszy rzut oka” (np. przyjmując nauczyciela do pracy), to w ramach prewencji, zalecałabym konieczne doszkalanie kandydatów na nauczycieli!

    5) Zdaję sobie sprawę, że moje refleksje są utopią, ale gdyby to ode mnie zależało, to dopuszczałabym do nauki dzieci jedynie ludzi po ukończonych studiach pedagogicznych! Wówczas być może do szkół trafiali by ludzie naprawdę nadający się na nauczycieli, bo w praktyce (pewnie sama wiesz o tym najlepiej) sprawa wygląda tak, że ludzie kończą określony kierunek studiów (ten „jakikolwiek” :P) i z braku pomysłu na dalsze życie ruszają do szkoły! wrrrrr

    Na koniec mego wywodu pragnę podkreślić, że ja tylko wyrażam ubolewanie nad jakością kształcenia nauczycieli w naszym kraju w zakresie pedagogiki. I będę się upierać, że z tym jest fatalnie! Nie miałam na celu tego, aby ktokolwiek poczuł się urażony!

    Chciałabym tylko, aby Wasze i moje (przyszłe) dzieci spotykały się na drodze swej edukacji z ludźmi bardziej kompetentnymi niż ma to miejsce w chwili obecnej. Amen.

    Serdecznie Pozdrawiam,
    Karolcia_

    #672876

    karolcia

    Re: Chcę zostać nauczycielką

    A zresztą nie powinnaś chyba brać mojej wypowiedzi tak bardzo do siebie, bo z Twojej wypowiedzi (tej nie do mnie :)) wynika, że Ty jesteś tym „rzadkim okazem” nauczyciela kompetentnego…

    Serdecznie Pozdrawiam,
    Karolcia_



    #672877

    mayorka

    Re: Byle jakie studia?

    Jeżeli Ci sie wydaje, ze studia pedagogiczne przygotowują dobrze do pracy w szkole to sie grubo mylisz. Znam kilku nauczycieli po pedagogice, w tym pania pedagog w mojej szkole – bez komentarza….
    Co innego teoria na studiach, a co innego praktyka, która nabywasz tak naprawdę niestety dopiero w pracy…i to bez wzgledu na rodzaj studiów, ilosc godzin… etc
    Myślę, ze nie pracujesz jeszcze w szkole i chyba stąd Twoja opinia.
    Co do dokształcania, to nauczyciele dokształcaja sie cały czas, zwlaszcza w pierwszych latach pracy, również z dziedziny pedagogiki i psychologii. Przydatnosc tych szkoleń- niezbyt wielka
    Studiując podyplomowo matematyke miałam dodatkowe zajęcia z pedagogiki z wykładowcą z uczelni pedagogicznej- bez komentarza, strata czasu
    I jeszcze dydaktyke matematyki – z tych zajec jestem zadowolona, bo wiedzę z nich mozna wykorzystac w szkole.

    W szkołach jest wielu nauczycieli nie nadajacych się do tego zawodu, ale to nie ma żadnego zwiazku z ich wykształceniem…To juz są zupełnie inne sprawy…Długo by mozna pisać…A i tak trzeba przeżyć, zeby się przekonać.
    I jeszcze jedno: w ostatnim czasie w mediach było głosno o tym, ze zle sie dzieje w szkołach (przykład: sprawa w Toruniu). I zaczęło sie odwracanie kota ogonem, ze to wina niekompetencji nauczycieli, bo mają za mało przedmiotów pedagogicznych na studiach…
    Oczywiscie taka glupote moze stwierdzić tylko ktos z kuratorium (kto najprawdopodobniej nigdy nie uczył w szkole w ostatnich czasach), albo wszechwiedząca byla pani minister…Nie słyszałam, by jakis normalny nauczyciel miał takie zdanie…
    Problem jest zupełnie innej natury, a wine za taką sytuacje ponosi min. bezstresowe wychowanie, tak ostatnio modne w naszym kraju…

    asia z szymusiem

    #672878

    karolcia

    Re: Byle jakie studia?

    1) Ja właśnie mam przyjemność studiowania na takowych studiach i uważam, że przygotowują one doskonale do pracy w szkole…

    2) Przykro mi, że masz złe doświadczenia z ludźmi po pedagogice, ale ja także kilku takich znam i mam dokładnie przeciwne odczucia. Przede wszystkim są wśród tych ludzi moi wspaniali wykładowcy, których mogę uznać za największe autorytety w swej dziedzinie!

    3) Oczywiście, że praktykę (tę właściwą) nabywa się pewnie dopiero w pracy, jak w każdym zawodzie zresztą, ale ilość praktyk z pewnościa pomaga. Ja u siebie odbywałam je już od I semestru I roku i śmiem twierdzić, że dużo pomagają. Więc liczba godzin chyba nie jest tu do końca tak nieistotna…

    4) Tak, masz rację, nie pracuję jeszcze w szkole i raczej nie zamierzam, bo mam całkowita świadomość, że się do tego nie nadaję, więc nie będę zmuszać dzieci do obcowania ze mną 🙂
    Zresztą po prostu innego rodzaju pracę uważam za swoje powołanie…

    5) A możesz zdradzić, z jakiej to uczelni był ów wykładowca, bo mam nadzieję, że nie z UW

    6) Widzisz, nasz spór wynika z innego podejścia. Ja uważam, że wykształcenie nauczycieli jest bardzo ważne, a Ty, że nie. Rozumiem, że masz swoje doświadczenia i przekonania, ale pozwól mnie także mieć swoje…

    7) Ah, i jeszcze sprawa Torunia… I znów mamy odmienne zdanie. Wg mnie to, o czym wspomniałaś to nie żadne odwracanie kota ogonem. Oczywiście, że to wina niekompetencji nauczyciela! A przede wszystkim jego nieumiejętności radzenia sobie z problemami młodzieży (tego np. ucza na studiach pedagogicznych).
    Gdyby ta sytuacja wydarzyła się na ulicy to nie miałabym najmniejszych wątpliwości, szedł sobie niczemu niewinny człowiek i wrzucili mu kosz na głowę. Wina ewidentnie po stronie młodych ludzi. Natomiast w szkole wina rozkłada się juz na dwie strony: fakt, że młodzież zachowała się karygodnie, ale ten pan w ogóle nie powinien uczyć w szkole! Skoro sam doskonale wiedział o tym, że się po prostu nie nadaje, bo ewidentnie sobie nie radził. Nie można pozwolić uczniom wejść sobie na głowę, bo to się zawsze źle kończy!
    I podobnego zdania są Ci moi wykładowcy (i wcale nie są idiotami), o których wspominałam na początku, a nie tylko Pani Minister, za którą delkatnie mówiąc nie przepadam…

    8) A co do bezstresowego wychowania to już z pewnością się nie zgodzę. Nie chcę mi się teraz wykładać całej teorii antypedagogiki, czy pedagogiki natuaralnej, więc dla jaśniejszego zobrazowania sprawy mogę tylko powiedzoieć, że ja sama jestem owocem takiego wychowania mnie przez moja mamę i uważam, że wyszło mi to tylko na dobre. I żeby było jasne: nie wrzucałam nauczycielom koszy na śmieci na głowy, więc chyba wszystko ze mną okej?

    Nawet jeśli nawet uwżasz, że studia pedagogiczne nie przygotowują do pracy w szkole, to na pewno uświadamiają jak odpowiedzialny jest to zawód! I zmuszają do refleksji nad tym, czy ja aby na pewno do takiej roli się nadaję? A to już bardzo dużo!

    Serdecznie Pozdrawiam,
    Karolcia_

    Edited by Karolcia_ on 2004/08/29 11:08.



    #672879

    karolcia

    Re: Byle jakie studia?

    Aha, i jeszcze jedno. Pewnie, że nie słyszałaś, żeby jakiś normalny nauczyciel miał podobne zdanie (nt. Torunia), bo wówczas musiałby się przyznać do własnej niekompetencji! To chyba oczywiste. Czy spotkałaś jakiegoś nuaczyciela (uczącego w szkole), który by się sam przed sobą (nie mówiąc przed innymi!) przyznał, że się do nauczania nie nadaje?
    A później skutki są różne…

    Serdecznie Pozdrawiam,
    Karolcia_

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close