chory maluszek

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #13347

    carma

    Rodziłam w największym łódzkim szpitalu, do którego przyjeżdżają ciężarne matki z całej Polski… te matki, których jeszcze nienarodzone dzieci już w brzuchu walczą o życie. Jeszcze w ciąży leżałam tam ponad miesiąc i poznałam kilka takich przypadków.

    Ostatnio skontaktowałam się z dziewczyną, która urodziła swoją córeczkę 4. października. Mała dziewczynka dziś kończy pięć miesięcy i jeszcze nie była w domu, czeka na piątą już chyba operację jelitek. Oczywiście rodziła się przez cc, na szczęście USG w 30. tyg. ciąży pokazało, że jelita nie są schowane w jamie brzusznej dziecka. I pomyśleć, że są lekarze, którzy nie są zwolennikami USG, bo wg nich wszystko da się zdiagnozować bez tego badania. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby poród odbył się drogami natury!

    Tak jakoś mi dziś smutno… miałam nadzieję, że obie dziewczyny dawno są już w domu… Tak sobie pomyślałam, że czasami nie potrafimy się cieszyć tym, co mamy…
    To nic, że moja Nati ciągle wymiotuje…
    To nic, że przez dwa miesiące nie sypiała w nocy…
    To nic, że muszę ją rehabilitować…
    Ważne, że jest przy mnie… w domu… nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej!

    Carma i Natalka (4,5 miesiąca!)

    #203251

    kajak

    Re: chory maluszek

    Cos o tym wiem :-(( nie ma nic gorszego jak wrocic po porodzie do domu i patrzec na przygotowane lozeczko, ubranka poukladane w szafkach. czulam sie jak bez reki; urodzilam – a dziecka nie ma. dlatego teraz chociaz czasami mam go ochote za okno wystawic, ciesze sie ze jest juz w domu :-))

    Marta i Kubuś ur. 27.11.02



    #203252

    pikpok

    Re: chory maluszek

    Moja znajoma tez ma dzidzię w szpitalu, Agatka (tak ma maluszek na imię) waży już prawie kilogram i lekarze dobrze jej rokują:) Cały czas trzymam za nie kciuki.
    Bardzo współczuję mojej znajomej.
    Dziękuję Bogu za wszystko co mam…

    Agnieszka i Olo http://www.strony.wp.pl/wp/wieland/

    #203253

    o-d

    Re: chory maluszek

    Niestety wiele jest takich przypadków. Ja po urodzeniau Tadzia byłam 8 dni w szpitalu ze względu na żółtaczkę malucha i zaprzyjaźniłam się z jedną dziewczyną z sali – szalenie sympatyczna dziewczyna i fajny mąż. Niestety ona nie cieszy się Olkiem. Olek walkę w szpitalu przegrał… To smutne i zawsze, jak o tym myślę, to robi mi się tak jakoś…
    Cieszmy się naszymi maluchami – nieważne czy są bardziej czy mniej “grzeczne” – kochajmy je i dziękujmy Bogu, że z nami są!

    Ola i maluchy: Staś (9.12.98), Tadzio (15.01.01) i Basia (11.01.03)

    #203254

    kas

    Re: chory maluszek

    Mam podobne przemyslenia i to od dłuższego czasu. Wpierw leżałam na patologii ciąży tylko na badania i w tej samej sali leżała dziewczyna w 14 tygodniu z zagrożoną ciążą po dwóch poronieniach… Na dodatek była z drugiego końca Polski i mąż ją odwiedzał raz na dwa tygodnie. Czułam sie zupełnie nie na miejscu taka zdrowa. Jakbym zajmowała cudze łóżko.
    A teraz chodząc z Zuzką po lekarzach i szpitalach i widząc tyle chorych dzieci myślę o tym, że Zuza ma tylko rozszczep, nie ważne, że duży. Mogło być dużo gorzej. I tak mi szkoda wszystkich rodziców…
    Pozdrawiam
    KAS

    Kaśka mama Zuzanki

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close