ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 27)
  • Autor
    Wpisy
  • #72577

    kata

    Ciężki los cudzoziemca….. mój mąż jako że jest w Polsce ponad 2 lata a żonaty ponad 3 łąpie się na możliwość składania wniosku o stały pobyt w sposób ułatwiony. Do wniosku jest potrzebna oczywiście teka papierów, i to wszystko kosztuje: zaświadczenia różne, odpisy aktów itp., a to z urzędu skarbowego, a to tłumaczenie i oryginał dyplomu, a to papiery z kraju pochodzenia, których sprowadzenie to niezły problem kasowo – czasowy, w międzyczasie niektóre papierki tracą ważność i trzeba od nowa, a decyzja o pobycie kosztuje tylko 600 zł plus 50 za kartę pobytu – to tak tytulem wstępu dla niezorientowanych

    Teraz wspominki z 22 września, kiedy to zebralismy się, ja latałam po kierowniczkach i dyrektorach, pisałam pisma i wnioski żeby pozwolili złożyć wniosek bez tych papierów z kraju pochodzenia, i donieść je potem, poza tym nie było pewność czy jakieś tam odpisy jeszcze są ważne, ale nic, otwarte dłużej więc idziemy, niech nas przesłuchają (przy pierwszym składaniu o pobyt tymczasowy no i przy stałym robią przesłuchanie żeby sprawdzić czy małżonkowie nie ściemniają), bo tam musimy być oboje a z dzieckiem byłoby ciężko

    „witam, tak mnie wczoraj żmija w urzędzie wkur******ła że zrobiłam jej dziką awanturę a sama płakałam z wściekłości, na razie powiem tylko że wczoraj było otwarte do 17 więc mogliśmy DoDo zostawić i iść spokojnie na cholerne przesłuchanie, wchodzimy o 16 a ta krowa mówi że przesłuchania do 14 i ona nas nie przesłucha na co ja się wściekłam totalnie bo jak to????do 17 otwarte a tu do 14 przesłuchania?????o czym nigdzie nie jest napisane i nikt mnie przez dwa lata nie poinformował i po co wobec tego jest otwarte do 17, ona mówi że jest sama, a ciekawe co robili ci urzędnicy których na korytarzu widziałam, w ogóle to otwarcie do 17 to przeżytek z czasów milicji , a co mnie to kurde obchodzi????ja tu organizuję i planuję wszystko od nie wiem jak długo, chodzę pytam ,upewniam się, kombinuję, w końcu przychodzę godzinę przed zamknięciem akurat tyle czasu ile na przesłuchanie trzeba a ta krowa mówi że do 14………….szlag mnie trafił, całą drogę do domu przepłakałam z wkurzenia jak głupek jakiś”

    to było z 22 września, przez tą małpę straciliśmy miesiąc bo nie tak łatwo jest się zebrać i iść tam wystawać no i kasa też nie zawsze jest

    Dziś (2 listopad, nadzieja na mniej osób bo Zaduszki) o 10 wyjechalismy z domu z małym pod pachą, zakatarzonym, na czas jego drzemki i obiadu. Wchodzimy z dusza na ramieniu a tam…pusto!!!!!!!!!! hurrraaaaa, jeden fajny pan sprawdził papiery, brakowało dwóch, ale wiedziałam że jak się złoży niekompletny wniosek to potem trzeba przynieść to co brakuje, w międzyczasie okazało się radośnie że dokładnie wczoraj zmieniły się przepisy……..wniosek składający się z 5 czy 6 obustronnych kartek drukowałam w 3 egzemplarzach w domu…….a tu nowy wzór wniosku, troszkę inny………..więc poszłam wypełniać wniosek, zastanawiając się gdzie zrobię kopie bo kasa jest, foto jest a ksero niet. Pozostałe papiery spoczęły na kupie na biurku i miałam wrócić i wejść i kontynuować……..wracam obwieszona torbą moją, męża, kurtką moją, Dorianka, tubą z dyplomem i dwoma teczkami i tam już inny pan tzn. pierdoła siedzi ja mu szybko że ja tlyko wniosek wypelniłam nowy, że tu już gotowe ale pierdoła mnie przyhamował ze absolutnie, on musi sprawdzić jeszcze raz, bo on tego nie podpisze bez sprawdzenia, na co mnie się wszystko w cholerę rozsypało na podłogę spadło i chaos totalny. Ok., zasiadłam a pan zabrał się za sprawdzanie kopii stron paszportu (2 egzemlparze), i zaczęły się schooooooodyyyyyyy. Kserowała mi to mama obustronnie ponad miesiąc temu a w międzyczasie mąż był w Kolumbii więc ja dziś elegancko dokopiowałąm na kopiarko-skanero-drukarce w domu te strony co im przybylo pieczątek i zadowolona przypięłam zszywaczem. Wywołało to prawie atak apoleksji i oburzenia u pierdoły no bo JAK TAK MOŻNA!!!!!!!!!1????????/ przecież to idzie do strazy granicznej i musi być przejrzyste (jak by nie było). Jesooooooooooo 15 razy zaczynał sprawdzać te kopie z paszportem, ponad pół godziny mu zajęło to zajęcie, a to co ja drukowane przyczepiałam kazał kserować paniom obok. W tym czasie mąż z wyjącym głodnym i zmęcoznym DoDo łaził po korytarzu wśród dzikiego tłumu petentów z całego województwa który się zebrał pod drzwiami. Po paszporcie pierdoła czepiała się wszystkiego, np. odpis aktu małżeństwa mam ale z 2003, a musi być aktualny, nieważne w teczce którą mają są te akty sprzed 3 czy 4 miesięcy, tamta teczka się nie liczy, ani jej zawartość. To samo z zaświadczeniem o zameldowaniu, już chciał mnie odesłać i kazać wrócić jutro rano ale nie dałąm się spławić, przyszła nasza fajna pani i nas uratowała bo przekonała pierdołę że zameldowanie jest w teczce i chorobcia 3 dni temu straciło ważność ale ostatecznie posłużyło (oba papiery mam przynieśc aktualne). Pokazuję dziadowi umowę użyczenia lokalu znaczy mieszkania którą moi rodzice z mężem podpisali a ten ******* wyciągnął dziennik ustaw żeby sprawdzić czy teściowie mogą użyczyć mieszkanie!!!!!!! O dziwo nie wnikał w dyplom i jego tłumaczenie. No w końcu papiery zostały (po raz 3) sprawdzone i przesłuchali nas, najpierw mąż, a ja w tym czasie psioczyłam na korytarzu z wkurzonymi ludźmi, mały już był w agonii jakiejś i nie dawał się uspokoić, tyle godzin, już było po 13 kurde. W końcu „przesłuchał” mnie (mówił za mnie całe zdania kretyn jeden na podstawie zeznań męża) i nadeszłą ta chwila kiedy zabrałam graty i wyszłam w cholerę stamtąd, biedny DoDo usnął w samochodzie i potem w domu spał godzinę aż obudził się z głodu ze strasznym płaczem i dużo czasu zeszło aż się rozbawił (zjadł sporo obiadku nawet pod presją bo wył)

    Jak ktoś dotrwał to proszę o wybaczenie ze tak się rozpisałam ale szlag mnie trafił po prostu, za to jęczenie mojego dziecka i za całokształt postanowiłam zrobić aferę w mediach jak już dostaniemy kartę pobytu, nie daruję im takiego traktowania

    Uff to sobie pogadałam 😕

    ps. pierdoła w międzyczasie sprawdzał w paszporcie pieczątki czy się zgadzają i pokazywał jakimś praktykantkom (tak na początku był to wykład dla 2 dziewczyn) pieczątki wg standardów unijnych i stare (biedny nie mógł się połapać i upierał się ze ostatnie dwie cyferki – 03 – po 6 oznaczających datę to rok 2003, i żadne próby wyprowadzenia go z błędu nie zadziałały aż sam nie zaskoczył)

    jeszcze raz przepraszam za takie potworne dzieło 🙁


    17 m

    #944212

    madeline

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Oj Kasienko, duzo cierpliowsci, wytrwalosci i zaparcia zycze.Oby szybko sprawy sie teraz potoczyly.Powodzenia zycze…

    A w urzedach,to chyba tak juz jest,ze sie zawsze ktos oporny przytrafic musi.

    Madeline



    #944213

    edycja

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    ło boszzz
    dotrwałam do końca
    bardzo ci współczuje
    mam nadzieje ze jakos uda wam sie wszystko pozalatwic w miare szybko

    caluski z Lublina

    edycja i bąble <10-06-2005>

    #944214

    kokunia

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Szczerze współczuję latania po urzędach- a to co opisałaś to jest dowód na to, że żyjemy w chorym kraju.

    Agata i Wiktorek (13.04.2003)

    #944215

    olesia1

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Bardzo Ci współczuję..Sama nie cierpię latać po urzędach i mniejsze problemy niejednokrotnie wyprowadziły mnie z równowagi a i czasem do płaczu doprowadziły. Rozumiem więc Twoje zdenerwowanie. Jedyne co mogę – to życzyć Ci powodzenia, cierpliwości i mniej a najlepiej żadnych już przeszkód.
    Pozdrawiam cieplutko
    Ola & Ala

    #944216

    Anonim

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na te

    Ja też wiele razy mialam problemy z urzędami!
    Urzędasów nienawidzę jak….%$#^&^%*%$#$&!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Koralka i Dominika (05.03.2005)



    #944217

    beem

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    O rany!!!!!!!!! Współczuję Ci i podziwiam!!!!!!!!! Ja nienawidzę urzędów i urzędników niestety. W miarę jestem zrównoważoną osobą, ale jak mnie ktoś zdrzaźni w okienku to robię burzę z piorunami:(( Ale elegancko:))))
    Jak mam coś załatwić w banku, urzędzie, na poczcie – odrazu jestem chora – zawsze wysyłam męża. On to się lubi droczyć z urzędnikami, na szczęście jest mądry i zawsze ma ostatnie słowo. Z takich akcji wychodzi dumny jak paw, mimo, że nie zawsze załatwia, to, co chce – wtedy idzie wyżej, taką ma czelność:))))
    Ja się do tego nie nadaję, nie dlatego, ze nie umiem, tylko dlatego, że nie gadam z głupkami (sorry) i nic bardziej mnie nie irytuje niż nieuprzejmość i głupota ludzka:( Zawsze po elegenckim wyrażeniu swojego zdania – wychodzę! A resztę załatwia mąż:)))
    Dlatego podziwiam Ciebie, bo ja bym szału dostała!!!!!!!!!!!!!!
    Na szczęście jesteście już po, nie przed:))))

    Beata + Szymek (25.04.2004)

    #944218

    pasiasta

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    No niestety, tak to z urzędnikami jest – szczęśliwie nie wszystkimi, pozostaje się tylko uzbroić w cierpliwość i niezły prowiant, szkoda tylko dziecka, że tyle się naczekało.

    Dorota 08.08.04

    #944219

    gosik

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Mogę się domyślać (ja tylko pamiętam latanie z 2 miesięcznym Filipem i wyrabianie mu paszportu….)
    Mężu mój też cudzoziemiec, ale nam wszystko załatwia zakład pracy….(swoją drogą miło nie?) jedyne co musiałam zrobić to dać mój dowód, wziąźć aktualny odpis aktu małżeństwa i urodzenia Filipa. I Bogu dziękuję…..
    Właśnie jesteśmy w trakcie oczekiwań na kartę stałego pobytu.
    Zastanawiamy się też nad obywatelstwem, no ale to musielibyśmy sami sobie załatwiać….

    Współczuję bardzo… Trzymaj się ciepło – i daj znać jak już będzie po wszystkim

    Gosia

    Majowy Cud Filipek (13.05.2004) Kwietniowa Kruszynka (18.04.2006)

    #944220

    jane

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    bratam sie z Toba, droga Kolezanko, na calej linii… nie mam czasu opisywac teraz moich perypetii, powiem tylko, ze od kiedy wyszlam za maz za cudzoziemca i rodze „mieszane” dzieci i do tego nie w Polsce, mam full problemow we wszelkich mozliwych urzedach od ambasady (ktora przeciez jest po to, by pomagac… a moze sie myle?) po naszych krajowych biurokratów. Martynce, urodzonej w Pradze, do niedawna pesela nie chcieli dac ani u mnie zameldowac, wrrr…. a marudza, ze im sie liczba obywateli zmniejsza i apeluja o rodzenie dzieci, buhahaha. Wcale mi juz na polskosci nie zalezy. Dobrze, ze moj maz jest z cywilizowanego kraju, gdzie szanuja obywateli i wszystkie papiery, lacznie z paszportem, daja dziecku od reki i za symboliczna zaplate. Zaczelam nawet myslec o zmianie obywatelstwa, tak jestem wkurzona!

    Jane, Malgosia&Martinka



    #944221

    majarzeszow

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Kasiu! szlag by mniedawno trafil….
    ale musicie to zalatwic. a afera pozniej jest bardzo wskazana, np w uwadze w tvn. oni tylko tam czekaja na takie aferki. odcinek pt.”jak sie traktuje cudzoziemcow, ktorzy uczciwie pracuja, nie zebraja, maja tu rodzine”.

    wytrwalosci wam zycze, a potem ŁUP ! z armaty !

    maja i

    Adaś (19.05.2004)

    #944222

    kata

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    o proszę, a skad pochodzi twój mąż? długo wam zabrało oczekiwanie na stały pobyt?


    17 m



    #944223

    kata

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    o rany, to faktycznie masz przerąbane….

    a Polacy sie mają za niewiadomo kogo….szkoda gadać, wyobrażam sobie te problemy które wam robią, zmień obywatelstwo na lepsze jak masz możłiwość i podstawy


    17 m

    #944224

    adda

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na temat

    Czytam i oczom nie wierze, przecież to historia z mojego życia. Nic dodać nic ująć, mieliśmy swoje chwile załamania ale wszystko się skończyło. Mój mąż Artur ma już kartę stałego pobytu i niech urzędasy spadają na drzewo.
    Dodam tylko że nasza historia to taka która dla niektórych zdarza się tylko w telenowelach. Na prawdę, tyle dziwnych wydarzeń nie miał chyba nikt i wiecie co jak to w telenowelach wszystko się dobrze skończyło mimo tego, że wszystko było przeciwko nam.
    Zawsze trzeba wierzyć , ze wszystko będzie dobrze, i koniec końców w końcu nadejdzie 🙂
    Pozdrawiam
    ADDA, Lilka i Malwinka(05.10.2005)

    Lilianka 04.07.2002

    #944225

    cszynka

    Re: ciężki los cudzoziemca – b. długie i nie na te

    Jak słysze o takich urzędnikach to się normalnie zastanawiam czy oni przyjmując taka osobe do pracy przeprowadzaja jakąś specjalną rekrutację sprawdzając jego upierdliwość i czepialstwo NIe rozumiem jak sensem życia może być jakość ksero czy rodzaj pieczątki, a czasem ci ludzie tak sie sprzedają – przykre ale niestety prawdziwe
    A Tobie gratuluję, że już macie bliżej jak dalej (jeśli dobrze Cię zrozumiałam ) i może na tego gościa już nie traficie.
    Pozdrawiam

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 27)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close