Ciężkie chwile

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 17)
  • Autor
    Wpisy
  • #93132

    misia27

    Nigdy nie sądziłam że trafię na tę stronę, a jednak…
    Minęły już 4 miesiące odkąd lekarz pozbawił mnie szczęścia. To miało być co miesięczne badanie, potwierdzające że wszystko jest ok. Dlaczego miałoby być inaczej? Czułam się bardzo dobrze, oprócz zgagi nie miałam żadnych dolegliwości ciążowych. Wszyscy mówili że pięknie wyglądam, ciąża mi służy.. W pamiętną środę jakbym obuchem dostała w głowę. Nidy nie zapomnę podejrzanej miny lekarza. Najpierw badanie ginekologiczne –już cos mu się nie podobało, potem usg. Powiedział, że podejrzewa że ciąża się nie rozwija, że coś jest nie tak. Jak to pomyślałam przecież 4grudnia słyszałam jego serce, przecież dr powiedział że wszystko jest w porządku. Wypisał mi skierowanie do szpitala na następny dzień. Ja nie mogła wysiedzieć w domu. Mąż był w delegacji, a ja już chciałam się uspokoić że wszystko jest dobrze, łudziłam się jeszcze…
    Pojechałam ok20.00 do szpitala. Przyszła Pani dr i zrobiła mi usg. Zapytała „czy pan dr dawał nadzieję czy od razu powiedział że płód nie żyje?” Kolejny cios. Wcześniej żyłam nadzieją, którą w tym momencie straciłam. Dali mi tabletki na uspokojenie. Kiedy dostałam antybiotyk, dotarło do mnie że to już koniec…
    Tabletki nie pomogły. Nie mogłam się uspokoić ani zasnąć. Wiedziałam że to ostatnie chwile z moją dzieciną. Nie umiałam przestać płakać. W końcu zasnęłam, zmęczona płaczem.
    Rano pobudka, temperatura, jakieś tabletki. Czekałam na usg jak na skazanie. Doczekałam się no znowu usłyszałam to samo: „płód obumarł w 13tyg”. Dla nich to płód dla mnie moje dziecko, moja kruszynka…Po badaniu wezwała mnie położna. Poinformowała o możliwości pochówku, staraniu się o zasiłek pogrzebowy itd. Czasem myślę, że lekarze, pielęgniarki nie powinny nic mówić, zamiast gadać takie głupoty, bo jak można powiedzieć komuś to właśnie dowiedział się że dziecko nie żyje, że dzięki zasiłkowi można sobie coś kupić do domu. Nie myślałam takimi kategoriami. Czułam się jakbym była w środku jakiegoś koszmaru. Zadzwoniłam do męża, powiedziałam o wszystkim. Powiedział, że lepiej pochować i zapytał co ja bym wolała. Najpierw powiedziałam, że nie chce pogrzebu, potem czekając na zabieg chodziłam po korytarzu i się zastanawiałam, co zrobić. Co zrobią z moją dzieciną? Spalą czy spłuczą w toalecie. Postanowiłam pochować.
    Przed zabiegiem czekałam dość długo. Jeszcze rozmowa z anestezjologiem i zaraz miało się skończyć. Weszłam na salę położyłam się na łóżku i pamiętam jak wdychałam tlen…
    Obudziłam się na sali. Moja sąsiadka z łóżka obok powiedziała że nie umieli mnie dobudzić. Nic dziwnego pomyślałam- nie chciałam się obudzić z tego złego snu. Przyjechał mój mąż- tak dzielnie się trzymał. Był dla mnie takim oparciem. Rozumieliśmy się bez słów. Przytulił mnie jakby chciał powiedzieć- kochanie ja cierpię z Tobą.
    Potem odwiedziny rodziców. Płacz mojej mamy, która straciła 2 dzieci, doskonale wiedziała co czuję.
    Dziś jestem po częściowych badaniach, które nie wskazały na przyczynę mojej tragedii. Przede mną kolejne tak dla pewności. Chce zrobić wszystko żeby się udało. Niestety okazało się że mam cystę i ze staraniami o dziecko musimy trochę zaczekać.. Strasznie się boję problemów jakie mogą się pojawić z leczeniem cysty czy z zajściem w ciążę…
    Jednocześnie mam nadzieję, że nasz Aniołek czuwa nad nami. Wierzę w to, chce wierzyć…

    #1808351

    jolunia10

    Misia27-przeszłam to samo co ty-ciąża obumarła w 13 tyg-dzisiaj mija dokładnie miesiąc od tej tragedii-sama wiem po sobie że to ciężkie przeżycie-ja do dzisiaj nie potrafię sie pozbierać-zdarza mi się że płaczę przez cały dzień-tak bardzo brakuje mi mojego Aniołka,tak bardzo tęsknię-17 marca zostało wyrwane mi serce-wiem co jest prawdopodobną przyczyną tego co nastąpiło-moja silna infekcja którą przeszłam w styczniu nie wiedząc nic o ciąży-lekarka rodzinna zapisała mi antybiotyk i silny lek obkurczający oskrzele(przechodziłam wtedy ostre zapalenie oskrzeli z wysoka gorączką)dzidzie zabiła albo sama infekcja albo ten silny lek-dowiedziałam się o tym teraz w poniedziałek(szukałam przyczyny i ją znalazłam)od samego początku nie wierzyłam lekarzą że to spowodowały wady genetyczne itp.mam juz 8 letnia córke która jest okazem zdrowia a ciąża z nią była podrecznikowa!tą ciążę takze przechodziłam super-a tutaj nagle taki cios w samo serce!doskonale ciebie rozumiem co przeżywasz bo mój ból po miesiącu od straty jest taki sam jak w dniu kiedy dowiedziałam się że mój kochany Aniołek odszedł!



    #1808352

    misia27

    Wczoraj miałam chwilę załamania. Siedziałam i płakałam. Dlatego napisałam. Śledzę forum od grudnia, ale jakoś nie zabrałam się wcześniej do pisania. Ciężko było. Tu wiem, że ktoś mnie rozumie, że przeżywa to samo co ja.
    Przyjaciółki, koleżanki pocieszają, ale myślę że do końca nie potrafią zrozumieć. Myślę, że moja mama mnie rozumie. Sama przez to przeszła, nie mając nikogo kto byłby dla niej oparciem. Ciężko mi z nią o tym rozmawiać, bo wiem jak to przeżywa.
    Jolunia dobrze że znasz przyczynę, tak na przyszłość. Ja nie wiem dlaczego tak się stało. Mam jeszcze do zrobienia kilka badań. Zobaczymy czy coś pokaże. Najpierw muszę uporać się z cystą.
    (*) dla Twojego Aniołeczka.
    Pozdrawiam

    #1808353

    jolunia10

    Misia!przychodzą chwile zwątpienia ale musisz wiedziec że bedzie dobrze-musi tak być!jestem z tobą w twoim cierpieniu-nie jestes sama!u mnie minął dopiero miesiąc a mam wrażenie jakby to było wczoraj!nadal to przeżywam,nadal płaczę-nadal w to nie wierze!jesteśmy tutaj po to by sie wspierać-sama to przeszłam więc doskonale wiem co czujesz,jak to boli,co przeżywasz!jeśli chcesz to pisz-zawsze chętnie tobie odpowiem!ściskam mocniutko!

    #1808354

    misia27

    Dziękuję Ci. Jakoś sobie radziłam a przynajmniej tak mi się wydawało. Ciągle odliczałam czas do czerwca a tu okazało się że dopiero w sierpniu (jak wszystko dobrze pójdzie) będziemy mogli pomyśleć o następnym dzieciątku. Myślę że to mnie podłamało.
    Cieszę się że mogę się podzielić z innymi moimi problemami, wiedząc że te osoby wiedzą co czuję.
    Jeszcze raz dziękuję

    #1808355

    jolunia10

    Misia będzie dobrze nie załamuj się-ja o swoje dzieciątko walczyłam 4 lata(cykle bezowulacyjne)nie działały na mnie żadne leki regulujące płodność-ta ciąża była dla mnie szokiem i cudem-bo już przegrywałam tą walkę-poddałam się-i tutaj nagle taki cud!mam już 8 letnią córeczkę(ciąża podręcznikowa,dziecko zdrowe)ta ciąża też była super-żadnych kłopotów-gdyby nie zwykła kontrola u mojej gin-nic bym nie wiedziała bo nic się nie działo-wszystko było super!dlatego nigdy nie sądziłam że to skończy się tak tragicznie-nie sądziłam nigdy że strata dziecka kiedyś mnie dotknie!nie wierzyłam że mogę tego doświadczyć-nie dopuszczałam takiej myśli!wiem jak to boli,wiem jak sie cierpi i wiem jak się płacze i po tym rozpacza!



    #1808356

    oola32

    Witaj Misia. Wpółczuję. Ja swojego ostatniego Skarba straciłam trzy miesiące temu. Bywają dni, kiedy nie płaczę. Najczęściej jednak mam ochotę walić głową w ścianę i wyć na całe gardło. Życzę Ci z całego serca wygranej walki o szczęśliwe zakończenie. Ja nie mam odwagi na koleją próbę

    #1808357

    jolunia10

    oola32 dlaczego nie podejmiesz kolejnej walki?na pewno sie boisz,ale każda z nas sie boi by nie było powtórki!ja już szykuję się na następną walkę-nie moge tracić czasu i życia na czekanie-ja tak nie potrafię!

    #1808358

    misia27

    Zgadzam się z Jolunią. Warto walczyć. Żona kuzyna straciła dziecko, a z kolejnym nie czekali pół roku czy rok, w niecałe trzy miesiące zaszła w ciąże, a w zeszłym tygodniu zostali rodzicami. Gdybym nie miała cysty, która może zagrażać dziecku to chyba też bym nie czekała do czerwca. Zresztą miałam nadzieję, że szybciej będziemy mogli się starać. Poczekam parę miesięcy i znowu zaczniemy. Jestem pełna obaw, myślę jak każda z nas, ale warto podjąć próbę.

    #1808359

    olinja

    Zamieszczone przez oola32
    Witaj Misia. Wpółczuję. Ja swojego ostatniego Skarba straciłam trzy miesiące temu. Bywają dni, kiedy nie płaczę. Najczęściej jednak mam ochotę walić głową w ścianę i wyć na całe gardło. Życzę Ci z całego serca wygranej walki o szczęśliwe zakończenie. Ja nie mam odwagi na koleją próbę

    kiedy odczytałam test ciażowy to usiadłam i zaczełam płakac, ze strachu.
    Boze jak ja sie bałam tego koszmaru przez jaki przechodziłam wcześniej.
    Ciaza była od początku zagrożona ale brnełam, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiacu.
    I jest Jonatanek, nasz Promyczek ukochany 🙂

    Daj sobie czas,



    #1808360

    olcia

    Dziewczyny, przytulam Was do serducha…
    Smutno czytać o kolejnych takich przypadkach…

    ja straciłam trzy ciąże, ale mam jednego synka…
    i będę walczyć o rodzeństwo dla niego…
    Mam jeszcze duzo siły! Co nas nie zabije, to nas wzmocni…

    Życzę dużo wiary i wytrwałości w dążeniu do upragnionego celu…

    pozdrawiam cieplutko

    #1808361

    oola32

    Boję się, że kolejnej porażki nie zniosę.



    #1808362

    jolunia10

    Cieszę się dziewczyny że nie poddajecie się-jestem bardzo szczęsliwa kiedy dziewczyny po stracie na nowo są w ciąży-dla takich chwil warto żyć!

    #1808363

    misia27

    Ja nie poddam się do póki ktoś nie odbierze mi nadziei, że już nie powinnam próbować. O moim Aniołku zawsze będę pamiętać, będzie w moim sercu, ale mam nadzieję, że już wkrótce będę na forum dla starających się.
    Trzymajcie się dziewczyny i dzięki za wsparcie.

    #1808364

    jolunia10

    Misia popieram ciebie-ja tez sie poddam-tak trzymaj!pozdrowionka!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 17)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close