Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)
  • Autor
    Wpisy
  • #26054

    kura-domowa

    Obiecuję, że to już po raz ostatni spamuję, wszędzie ten sam post wklejając, bo też po raz ostatni jest to post „ogólnoużytkowy”. Następne części wrażeń z porodu, jako ściśle wyspecjalizowane, zamieszczę już na przeznaczonym do tego forum!

    Po pierwsze, kochane dziękuję niesamowicie za tony życzeń i dobrych słów, jakie od wczoraj nieprzerwanym strumieniem do nas płyną…. Aż mi się oczy spociły, gdym dzisiaj pocztę sprawdziła… I tym dla mnie różni się ‚virtual’ od ‚reality’, że w tej ostatniej o wiele łatwiej o bezinteresownie niesympatyczne i nieżyczliwe osoby, bez ogródek obrzydliwie niepochlebne komentarze swoje na temat liczby moich dzieci, czy życiowych wyborów itp. w oczy wygłaszające! Jako żywo nigdy się z czymś takim nie spotkałam w (z założenia) anonimowych, netowych kontaktach… Zastanawiające?

    Teraz wszyscy śpią, Helena wyćwiczonym ruchem piastowana jest przy cycu pod półeczką z klawiaturą – to już czwarte moj noworodek „online” od 2000 roku – Gapek, Weronika, Marianka i teraz ona. 50-paro centymetrowy ślimak prześlicznie wpasowuje się na kolanach; potem będzie gorzej 🙂

    Po drugie – postaram się zawrzeć tutaj odpowiedzi na pytania, które padły w postach z gratulacjami :))))

    A teraz do meritum, czyli do sprawy porodu pośladkowego siłami natury, który tyle kontrowersji wzbudził był na forum 🙂

    W kwestii porodu wiele rzeczy, właściwie wszystko poszło nie tak jak planowałam! To znaczy z wyjątkiem uniknięcia cesarki… W końcu COŚ musiało mi się udać…

    To była moja siódma ciąża (szóste dziecko) i tym razem naprawdę liczyłam na poród domowy. Planowałam go od 3 lat (i trzech ciąż), z tym, że poprzednie dzieci wcześniakami się okazywały, co z zasady wykluczało poród poza szpitalem… Tym razem po przekroczeniu 35 tygodnia ufałam, że się uda… To nieszczęsne pupne ułożenie po raz kolejny pokrzyżowała moje plany…. Byłam przekonana, wierzyłam (i nadal tak jest!), że poród w domu, jest najbezpieczniejszą i najbardziej naturalną metodą wydania kolejnego dziecka na świat. Ale tylko w przypadku gdy ma się tak duże doświadczenie i taką znajomośc swojego ciała i swoich reakcji, jakie ja mam, gdy ciąza przebiega bez komplikacji, gdy wsłuchuje się w swoje ciało i prawidłowo odczytuje reakcje własne i dziecka, które właśnie się rodzi…

    =========1==============
    Cały poród trwał 6 godzin od momentu odejścia wód. Strasznie długo, zważywszy że to szósty raz oraz mając na uwadze, że poprzednią Mariannę, rok temu urodziłam w niecałe dwie godziny… ale tym razem była to pupa…

    Tym razem zostałam okablowana, podłączona do tysięcy aparatów, wypełniona hektolitrami oksytocyny, medykamentów, znieczuleń (niestety też)… Od niepamiętnych czasów czegoś takiego nie przeżywałam, porodu wspomaganego nie miałam od 2001 roku, gdy to rodziłam wcześniaka po odejściu wód bez akcji porodowej (a jeszcze poprzednio wspomaganie stosowano, gdy rodziłam pierwsze dziecko w 1987!).

    Zupełnie nie tak sobie wyobrażałam narodziny Helenki, ale czego się nie robi, coby uniknąć cesarki…. Ta nieszczęsna pupa znowu pomieszała nam szyki!

    =========2==============
    Fakt, że wypisano nas po 24 godzinach. Ale w moim obecnym szpitalu generalnie taka możliwość nie istnieje. To znaczy – istnieje w każdym szpitalu, Boże chyba się plączę. Po prostu po ośmiu godzinach od porodu można wypisać się na własną prośbę, jeżeli nic złego się nie dzieje. W moim (naszym) przypadku pozwolono nam wypisać się na własne żądanie dopiero po dobie (znowu ta nieszczęsna pupa… hmmm), żebym nie straciła uprawnień do powrotu do szpitala w razie komplikacji… Jakich komplikacji???

    Co do wcześniejszego wypisu, to wiem z doświadczenia, że istnieje taka możliwość (i to nie na własne żądanie, ale po prostu), w warszawskiej św. Zofii. Osobiście tam w przeszłości z tego przywileju korzystałam 🙂 Z tym że przy pierwszym dziecku, po pierwsze mało kto z takich rzeczy korzysta, a po drugie – sam szpital chyba pierwszorazowym i niedoświadczonym mamom (bez urazy! 😉 szczególnie z takim rozwiązaniem się nie narzuca :)))

    =========3==============
    No i jeszcze zupełnie offtopicowo i na marginesie sprawa poruszona parę razy (przepraszam, że nie cytuję dosłownie). To że urodziłam i zaraz dałam znać osobiście na forum o tym fakcie, to PESTKA!. Gdy rok temu w lipcu Mariankę rodziłam, to mało brakowało, a bym prawdziwie netowy poród miała 🙂 Pisywałam wtedy na jednym ze ‚światowych’ forum dla oczekujących w sierpniu 2002. Grupa była wyjątkowo aktywna, i zdążyłam nawet (mimo że poród niecałę 2 godziny trwał) zadzwonić do swojej „due date buddy” i powiadomić że rodzę, a ona od razu to na forum wrzuciła… Gdyby wszystko trwało dłużej, pewnie by zdążyły oddzwonić, a tak wszystkie telefony przyjmowałam „już po”. A gdybym miała dostęp do netu w prowincjonalnym szpitalu, to kto wie… he he!
    Ale to tylko taka luźna dygresja 🙂

    =========4==============
    Na zakończenie jeszcze raz powtórzę – warto było spróbować bez cesarki!!! W domu po 24 godzinach, bez żadnego nacięcia i rozerwania, ale polecam dpiero przy szóstym dziecku… A może i w domu by się udało??? Ale czy warto ryzykować??? Tego już nigdy się nie dowiem…

    =========5==============
    A moja wielka, choć nigdy oficjalnie nie wypowiedziana (a sygnalizowana nawet tutaj, chociaż nowa jestem…) prywatna wojna ze szpitalami nadal trwa… W ciągu 24 godzin pobytu w szpitalu zasłyszane… z ust personelu medycznego… (choć muszę przyznać, że nie „w oczy”!)

    „Znowu jakaś Ruska?” – bo do naszego szpitala często kobiety zza wschodniej ganicy przyjeżdzają, coby godnie urodzić… „Rany nie mają co robić! Ten jej facet chyba jakiś niewyżyty!”, a nawet zwykłe „Która ciąża? SIÓDMA????!!!!????” – na izbie przyjęć; tonem bezgranicznego potępienia… Mało merytoryczne opinie w ustach personelu medycznego, nieprawdaż?

    Dzięki Ci, Panie, że tym razem oszczędzono mi zasłyszenia bardziej dosadnych opinii typu: „Po co im tyle bachorów? Na skrobankę jej nie stać? Rozmnażają się jak króliki”…. – itp. (moje wcześniejsze szpitalne doświadczenia)

    Plus fakt, że już dzisiaj, we wtorek – DOBĘ PO WYJŚCIU ZE SZPITALA – odwiedziła nas (niezapowiedzianie!) pani położna środowiskowa….. Coby naocznie się przekonać jak bardzo (nie)patologiczni w swej wielodzietności jesteśmy… Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr! Satysfakcję miałam, jak bardzo się nacięła… Po tym, jak się przyznała, że parę razy wokół naszego domu chodziła i nie była pewna, czy to tu, bo tak czysto i porządnie… Hmmmm Czyżby szukała rudery i zapyziałych dzieciaków tylko dlatego, że Helenka to ciąza #7 a dzidzia #10 w domu…

    I dlatego tak bardzo w domu rodzić pragnełam ! I dlatego moja wielka (choć prywatna) wojna ze szpitalami nadal trwa….

    HOWGH! Chyba wystarczy… Bardziej szczegółowy i … hmmm… merytoryczny i na pewno KRÓTSZY 🙂 opis samego/!/ porodu (obiecuję, że bez żadnych przemyśleń!) zamieszczę… już niedługo i TYLKO dla przeznaczonego do tych postów forum. Obiecuję!

    Trzymajcie się kochane!!!!

    ~Agnieszka (38 tydzień!)

    #347391

    melanie

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Kurko bardzo Ci wspolczuje takiego podejscia niektorych wydawalo by sie wyszkolonych ludzi 🙁 To ze zdecydowaliscie sie na ta sliczna gromadke nie powinno zakrawac na niczyja kpine a wrecz przeciwnie na wyrazy uznania 🙂 Juz po zdjeciu ktore zamiescilas widac ze jest to rodzinka z prawdziwego zdarzenia – szczesliwa oddana sobie nawzajem 🙂 Wystarczy spojrzec jak jedna pociecha tuli druga 🙂 Jestem pelna podziwu dla Ciebie poniewaz wiem ze ja sama nie odwazylabym sie na wiecej niz troje dzieci a zawsze marzylismy o symbolicznej dwojeczce 🙂 Teraz czas na bobo nr 2 ktore przybedzie na swiat w marcu 🙂
    Przesylam buziaki dla calej Waszej usmiechnietej gromadki :-))
    papa

    Melanie i pszczoleczka (18/03)



    #347392

    eris

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Wiesz jedno przychodzi mi do głowy po przeczytaniu tego posta i wielu innych-podziwiam Cię.
    Pozdrawiamy

    Marta i Mateuszek (26.X.2003)

    #347393

    akacja

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Gratuluje!!!!! sama nie wiem co napisać… po prostu gratuluje!!!! masz sliczne dzieciątka, jesteście kochającą się rodzinką, czego tu jeszcze do szczęścia potrzeba. A języki ludzkie, no cóż – chciało by się brzydko powiedzieć.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i całą rodzinkę
    akacja i maleństwo (8.03.04)

    #347394

    Anonim

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Przyznam, ze zapomnialam zlożyc gratulacji Tobie i coreczce wiec robie to niezwlocznie teraz. Zapraszam w imieniu wszystkich mamus do dzialu” kiedy dziecko juz jest” i czekam na zdjecia Helenki:-)
    Ula i Adaś

    #347395

    kzaremba

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Podziwiam i gratuluje!!!
    Nie przejmuj się głupimi uwagami, każdy ma swój sposób na życie i rodzicielstwo. Podziwiam Cie, że dzielnie radzisz sobie z taką gromadką. Ale też nie rozumiem (może dlatego że to moja pierwsza ciąża) takiej twojej niechęci do znieczuleń i cesarek. Ja nie miałabym nic przeciwko cc, gdyby moja dzidzia miala ułożenie pośladkowe. Przecież to dla jej dobra!! Mam wrażenie że uważasz takie porody za „gorsze”. Może źle odebrałam Twoje intencje, ale według mnie każdy poród, każde dzieciątko i każde macierzyństwo jest ogromnym szczęściem i najpiękniejszym darem.
    Pozdrawiam-

    Kasia i Sardynka (30.10.03)



    #347396

    annika

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    cześć!
    z wilekim zainteresowaniem i niekłamaną zazdrością czytam to, co piszesz. Uważam cię za odważną kobietę. I to wcale nie z powodu sporej gromadki, ale pewności siebie w przełamywaniu stereotypów i powszechnych sądów. Nie ma co się dziwić głupimi i bolesnymi uwagami, one wynikają raczej z kompleksów tych, co je wygłaszają. Trzymaj tak dalej i życzę zdrowia i wytrwałości Tobie i wszystkim Twoim dzieciom.
    A propos szpitali. Ja jak ognia unikam ich i lekarzy, szczególnie tych aplikujących tony leków. Czasami jedynie zapobiegawczo i całkiem bezsensownie.

    Ania + kwietniowe maleństwo (16.04.04)

    #347397

    carmella

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Mialam przerwe w forumowaniu i przegapilam pojawienie sie Ciebie. Gratuluje malenstwa i werwy tak od razu, ze sie udzielac 🙂
    Zdenewrowal mnie Twoj opis epitetow w szpitalu pod Twoim adresem i aluzje pielegniarki srodowiskowej. Moim marzeniem nie jest 10-ro dzieci, ale nalezy uszanowac decyzje i wybory innych. I pogratulowac odwagi, by przeciwstawic sie „swiatu”.
    Gratuluje Ci udanej rodzinki!! Zycze duzo zdrowka!!!!!!!!!!!!!

    Carmella z marzeniami

    #347398

    dorotam

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Ja też bardzo naszą kurkę podziwiam, po pierwsze dlatego, że zdecydowała się na poród naturalny (ja będę mieć cc ale to moje pierwsze dziecko), po drugie, bo wypisała się na własne życzenie ze szpitala i po trzecie, co najważniejsze, że zdecydowała się na tak liczną gromadke dzieci. Jeśli chodzi o to trzecie to myślę o naszej sytuacji w kraju, recesji, bezrobociu etc. Sama chciałabym mieć dwójkę, ale boję się ze względów właśnie ekonomicznych.

    Dorota mama Mikołaja (26.09.2003)

    #347399

    tigger27

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    Brawo Kura!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Rozumiem że w czasie przyjścia dzidziusia na świat ma się milion ważniejszych rzeczy na głowiw, ale gdyby tak już po wypisie, przy opuszczaniu szpitala przejechac się po tych położnych … tak po całości… Taką z owłosionymi nogami spytac, czy nie stać ją na depilację, a taką z odrostami – czy na fryzjera. Przecież to straszne prywmitywy.

    Z drugiej strony to smutne, ale rzeczywiscie najwiecej dzieci rodzi sie w rodzinach patologicznych ,czesto w wyniku nieuswiadomienia czy bezmyslnosci, a czasem w wyniku przemocy… to straszne ze u nas w kraju nie ma porzadnej edukacji seksualnej, te dzieciaczki i ich matki cieprnia stasznie… zreszta Ty to wiesz na pewno, skoro sama masz adoptiowane dziatki. Nie wiem co mnie naszlo na te refleksje, wiec koncze.
    Gratuluje hartu ducha (i, nie powiem, ciala) i coreczki
    Trzymaj sie
    tigger i mały tygrysek



    #347400

    kata

    Re: Cud narodzin Helenki cz.1-refleksje ogólne/długie/

    droga Agnieszko, nie jestem godna nic powiedzieć, bo wredna @ nie dała mi wejść na zielona listę nawet, nie mam dzieci, a na forum jestem od kilku dni, ale po tej relacji chcę Ci powiedzieć że jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twojej gromadki, uważam że jesteś wspaniałą kobietą i mamą, i pod wzgędem liczebności trzeba brać z Ciebie przykład, żeby nam się społeczeństwo całkiem nie zestarzało. Jesteś moim idolem, plwaj prosto w oczy unosząc wysoko głowę na wszelkie pielęgniarki i wszystkich co w swojej żałosności wygłaszają tego typu teksty, na pohybel im :-))), życzę Ci wszystkiego naj naj naj i gratuluję raz jeszcze
    Kaśka

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close