Forum: Pamiętniki

Czas na CZAS

Chcę pisać…
Chcę móc przelac na elekroniczy papier “zdjęć” mojego umysłu. Chwil tak ulotnych, a jak ważnych w moim zyciu. Życiu mojego dziecka i męża i rodzinki.

Piękny poranek. Słońce mnie obudziło. Za oknami ptaki spiewały. Ciężko się wstawało, bo maluch został jak zwykle u nas w pokoju, a my ruszylismy do pracy.
Dzisiaj poniedziałek. Nie lubię tych poniedziałków. Coś się niby zaczyna. Zaczyna pędzić z całych sił, szybko coś pędzi. Tylko co?

U nas duzo się dzieje.
Dziękuje Tobie kochanie, że pięć lat temu obiecałeś mi “wybuduję Ci dom”.
Mimo to, że jest ci cięzko. Bardzo ciężko, bo nigdy wcześniej nie trzymałeś nawet łopaty w ręku. Teraz potrafisz robic zaprawę i walczysz. Potrafisz włożyć gumiaki i po pracy od 4 do późnej nocy sam z dziadkiem stawiacie ten dom. Łzy cisną mi się na oczy. Będziemy mieć własne miejsce na ZIEMI.
Już się zakochałam z tym miejscu. Jest tam pięknie, zielone łąki. Dużo pól do spacerów, górki i pagórki. I rosną mury. Widać szkielet domu, który narazie razi swoją bezbronnością. Jest jest taki “łysy”. Ale z każdym dniem jak tam jadę jest więcej, więcej. Dzięki Waszej pracy. Oswajam to miejsce. I już w wyobraźni widzę co gdzie będzie. Jak ktoś się budował to zrozumie o czym mówię. Proces budowy porównuję do bycia w ciąży. Tylko, że ciąża trwa troszkę krócej 🙂 Oczywiście efekt końcowy ciazy jest nieporównywalny ale jednak… budowa domu to też ból, czekanie, walka, miłość i poświęcenie.

Ciąża…
Moja pierwsza ciąża, szczęśliwa. Spokojna. Wspominam ją bardzo aktywnie. Kojarzy mi się z rowerem, spcerami, wycieczką w góry, pracą.
Urodził nam się syn. Ma już 3,5 roku. Pokochalismy już go, jak go planowlaliśmy. Był i jest od początku oczkiem w gowie całej rodziny.
Kochany urwisek…
Będę o nim pisać, bo to najważniejsza osoba w moim zyciu.
Chcę opisać o tym co mnie boli i cieszy i na co czekam…

34 odpowiedzi na pytanie: Czas na CZAS

ausia Dodane ponad rok temu,

Dziękuje Ci BOŻE

Mąż miał wypadek samochody.

Sobota. Piękny dzień. Słoneczny. Znowu budowa… Ale oddychamy pełną piersią. Malujemy drewno na dach. Jest pięknie. Mały znowu szczęśliwy, że jesteśmy razem…
Pora obiadku. Mąż odwiózł nas do domu i zaraz nie wysiadając z samochodu pożegnał się i pojechał znowu na budwę.
Jem z dzieckiem obiadek. Zjadałam. Telefon.
“Miałem wypadek jestem w szpitalu…” Zimno mi się zrobiło i głowa mnie rozbolała.
“Wpadł na mnie motor ścigacz.
Z motoru miazga. Ja mam głowę pocharataną. Ale robili mi prześwietlenie. Nic mi się nie stało. Jedz tam na miesce zdarzenia. Bo tam są moje dokumenty i auto stoi. Motocyklista żyje ale ma badania na obecność narkotyków. Bo miał dziwne źrenice”.
Zosatwiam małego z babcią. Pędze na miejsce wypadku jak oszalała.
Wyję po drodzę.
Zobaczyłam samochód…
Pół samochodu wgniecione. Szyby wybite głową mego męża.
Motor trafił w miejsce gdzie siedziałby mały w foteliku.
Gdybysmy jechali razem…. Nie miałabym dla kogo teraz żyć. Płakałam jak bóbr…
Wariat i pirat drogowy. Szlał na motorze. Wyprzedzał na trzeciego i hukiem wpadł na skręcające auto mojego męża.

Nie potrafię sobie do teraz tego wytłumaczyć dlaczego ludzie są tacy nieopdpowiedzialni.
Nie ponoszą odpowiedzialności na drodze, za innego człowieka. Nie wiem co bym zrobiła gdy cos się stało mojemu mężowi, nie mówiąc o dziecku.
Dziekować Bogu mogę tylko. Chylę czoła i dziękuję.
Dochodzę powoli do siebie.
Nie potrafię spać. Musze chyba wypić jakieś ziółka bo jak tylko zasnę koszmary mnie budzą.
Dobrze, że mąż jest taki dzielny. Walczy jak lew i nie poddaje się, idzie do przodu.

Maluch jak zobaczył auto, to powiedział ” nie martcie się, będzie mi teraz wiaterek wiał…”

ausia Dodane ponad rok temu,

Strach przed życiem powoli mija. Wracam do normalności.

Wczoraj byłam u znajomych na grillu. Miło było. Mały szalał z koleżanką. Jak zwykle nie był grzeczny… Zawsze patrzę na inne dzieci, czemu są takie spokojne i potrafią się pobawić SAME i nie latać jak mucha koło stołu, będąc cały czas w centrum zainteresowania.
Mąż mi na te moje żale potem powiedział “wiesz a ja jestem dumny z tego, że nasz syn jest taki bezkompromisowy”. Ma trochę racji ale ile ja się nawalczę z nim…:) o wszystko. Sama jednak jestem sobie winna, wielu rzeczy go nie nuczyłam. Wyręczam go, a potem się wkurzam, że czegos nie potrafi.
Oj matki to już tak mają…
Przedszole mu dobrze zrobi. Nie będzie już tak w centrum jak teraz.
Zastanawiam się jak to będzie i tak serio to boję się strasznie.
Tłumaczę mu jak to będzie…ale sama martwię się czy dam radę. Jak zdążę do pracy, jak mały będzie mi ryczał między nogami…Jak on sobie poradzi…Czy zaakceptuje to przedszokole i tak innego wyjścia nie ma bo to jedyne u nas przedszkole.
Dam radę muszę !!

beamama Dodane ponad rok temu,

Ausia, bardzo Ci współczuję 🙁
Dobrze, że tak tylko się skończyło…..
Życzę mężowi szybkiego powrotu do sił….

ausia Dodane ponad rok temu,

Mój aniołek 🙂

Nie chcę o tym pisac ale może w ten sposób uwolnię moje smutki i polecą, oblecą cały świat.

Już pół roku minęło od jednego z najstraszniejszych zdarzeń mego życia.
Miałam marzenie, które teraz jeszcze bardziej sie nasiliło. Drugie dziecko.
Jakaś magia ciągnie mnie ku temu aby na świat przyszło drugie dziecko…
W grudniu 2007 roku dowiedziałam się o tej wspaniałej wiadomości. Będzie maluch…
Ale ja szalałam z radości… Tak jak duzo było we mnie radości, tyle tez strachu.
Po pierwszym badaniu lekarskim, usłyszłam że mam sie nie nastawiać na tą ciąże. Bo nic z tego może nie wyjść.
Pomyślałam sobie, że lekarze tak tylko mówią…a ja muszę walczyć.
Tylko co można zrobić, jak walczyć…
Bardzo źle się czułam. Cokolwiek zrobiam musiałam leżeć. Bolał mnie brzuch. Myślam ciąża… takie jej uroki ale czułam, że coś jest nie tak.
Poszłam znowu do lekarza, powiedział że maleństwo jest małe i nie rozwija się tak jak powinno na swój wczesny wiek.
Znowu miałam przeciwstawne myśli, ja jestem mała to po kim ma być duży…
Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to może się skończyć.
Tak chciałam tego dziecka.
Mąż natomiast ze względów finansowych już mniej chciał tego dziecka. Obawiał się jak pogodzi spłatę kredytu na dom, jego budowę i nowego członka rodziny.
Ja latając w chmurach w to wierzyłam, bo tak naprawdę w życiu trzeba tylko chcieć.
On nie chciał, choć wiem że gdyby się urodziło maleństwo pokochałby je nad życie jak pierwsze. Było mi z tym tym bardziej trudno.
Czekałam… czekałam na słowa lekarza na koniec…
Powiedział, może pani poronić. Pytam ale jak to jest … “Dostanie pani tak jakby okres…i przyjedzie pani do szpitala”.

Siedzę w parcy. Poniedziałek. Dzień wcześniej w niedzielę urodziny mego pierwszego dziecka. Dużo było rodzinki. Mały szalał. Zabawki, przyjęcie… Trochę miałam roboty. W poniedziałek źle się czułam. Myśłałm, że to zmęczenie po urodzinach małego.
W ciągu dnia dostałam plamienia. A pod koniec pracy poszłam do toalety i wiedziałm że to koniec.
Mąż gnał ze mną do szpitala. Nie byłam zła tylko smutna.
Weszłam na izbę przyjęc do spzitala. Kobieta nawet szybko mnie przyjęła pomino sporej kolejki na korytarzu. Pojechałm windą na oddział ginekologiczny.
Tam juz jednak tak szybko mnie nie przyjęli. Stałam na korytarzu. Nogi mi się uginały. Chciałam wyć… Bolał mnie brzuch coraz bardziej.
Przyjął mnie lekarz. Dosyć krępujące jak tu ci cieknie krew, wszysto jest brudne, a tu badanie…
Powiedział, że serduszko się nie wyksztłaciło i ciąża obumarła.
Niby KONIEC ale ja chciałm dalej walczyć. Może się pomylił myślę. Matka walczy o sowoje dziecko do końca.
Powiedził, że nie ma akcji serca a maleństwo jest tak małe że o 3 tyg. za małe. Mam wybór mówi – albo sama poronię albo zrobą mi zabieg. Zapytałam co jest lepsze dla mnie. Zabieg powiedział. Ale decyzja nalezy do pani.
Wyszłam. Na korytarzu stał mój mąż. Poryczałam się przy tych wszystkich kobietach z brzuchami co tam chodziły.
Na korytarzu czuć było wielkie szczęście cięzarnych i pustkę pod moim sercem, bo w sercu na zawsze będzie miejsce dla mojego aniołka.
Połozyli mnie na sali. Potem lekarz zapytał się mnie jeszcze raz na co się decyzuję. Na zabieg zdecydowaliśmy z mężem z obawy o moje zdrowie.
Nie chciałam tego. Straszna decyzja. Wbrew mnie ale jeszcze bardziej bałam się sama poronić. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić… Jak by to miało być…
Przez całą noc bardzo bolał mnie brzuch nie potrafiłam spać na łózku szpitalnym.Nikt nie dał mi przeciwbólowych tabletek, nic… Sama sobie, w szpitlau z bólem i rozpaczą.
Około godz. 11 przyszła pielęgniarka. Proszę szybko na zabieg. Nikt mi wczesniej nie powiedział jak to będzie wyglądało i co będa mi robić. Leciałam w kapciach po korytarzu. Zapytałam czy mogę tylko do toalety bo bardzo chciało mi się siku. Weszłam do szpitlanego kibla przeżegnałam się i pomodliłam. Mówiłam “zdrowaś Mario…” z nadzieją że może jest jeszcze zdrowa, że stanie się cud. Że ktoś się pomylił.
Weszłam na malutką salkę były 3 kobity. Kazały połozyć się na fotelu takim zwykłym ginekologicznym. Załozyli mi na palec jakiś chyba pomiar tętna i usłyszłam jak WALI mi serce. Kobitki coś tam żartowały między sobą. Powiedziały co się pani tak denerwuje. Ja powiedziałam, że nie codzień mam takei zabiegi…
Była to dla mnie najstraszniejsza chwila. Poddałam się. Pozwoliłam drugiemu człowiekowi odebrać mi moje największe szczęście i marzenie życia. Dziecko.
Wszczyknęłi mi głupiego jasia. Jak zaczęły mi się rozjeżdzać lampy podleciała pielęgniarka i kazała jeszcze coś podpisać. Nie wiem co, bo leżałm juz na łózku i oczy miałam juz mętne.

Obudziałm się w moim łóżku, w którym wcześneij nie potrafiłam spać.
Dotknęłam brzucha. PUSTKA.
Patrzyłam w okno i w niebo.

Wypisali mnie w tym samym dniu, dostałam przepustkę i do domu wysłali. Zwolneinie dostałam na 3 tyg.
Nie potrafię napisać, że dziękuję szpitalowi za obsługę. Bo to było dla mnie piekło. Mam żal. Ale to już minęło i nie wróci mam nadzieje więcej…

W domu mój maluch chyba wyczuwał, że ze mną coś się dzieje bo był wyjątkowo grzeczny i tylko się przytulał. To było najlepsze lekarstwo na mój ból. Przez tydzień tylko płakałam. W łazience aby nikt nie wiedział i widział.
Chciałam się jakoś pozegnać z maleństwem. Myślałam jak?

Zabrałam męża, dziecko i jedyne co miałam po tym moim aniołku czyli test ciążowy i pojechalismy nad rzekę.
Było zimno, śnieg ale rzeka rwała. Weszłam na mostek, poprosiłam aby mnie zostawili bo chciałm być sama.
Pomodliłam się, podziękowałam Bogu, że choć na troszkę dał mi się nacieszyć tym maleństwem, tym że miałam kogoś pod sercem i wrzuciałm do rzeki test ciążowy.
Popłynął…

Pomogło mi to, uwolniłam się.

Zawsze będę Cię kochać jak pierwsze dziecko. To, że nie mogę cię przytulić nie oznacza, że Cię nie kocham.
KOCHAM CIĘ i kiedyś się spotkamy…

Długo dochodziłam do siebie. Ale teraz dzięki mężowi, dziecku i kochającej rodzinie jestem znowu silna.
Mam wsparcie w mężu, który walczy na budowie każdego dnia abym miała wkońcu kiedyś SWOJE MIEJSCE NA ZIEMI.
Wczoraj jak wrócił po 22 powiedział. Jestem szczęśliwy, że mam dla kogo żyć, do kogo wracać, cudownego syna i żonę.

Dziękuję Bogu, że WAS MAM.

O kolejnym dziecku nigdy nie przestanę marzyć. Jednak teraz jest CZAS NA CZAS…

kiara Dodane ponad rok temu,

smutne:(
Sciskam mocno

nadii Dodane ponad rok temu,

Ausia siedziałam i beczałam czytając twój ostatni post. Bardzo mi przykro, że musiałaś to przeżyć. Ale cieszę się, że odzyskałaś siłę i równowagę.
Niedługo zamieszkacie w “waszym miejscu na ziemi”. I życzę Ci, żeby do waszej trójki, dołączył jeszcze mały Ktoś, Ktoś na kogo czekasz i za kim tęsknisz. Ktoś, kto ukoi ból i rozwieje smutki. Ktoś, kto zmieni na nowo wasze życie.

ausia Dodane ponad rok temu,

URLOP

Wkońcu urlop. Wyczekany ale jednak niespełniony. Nie pojedziemy nigdzie w tym roku. Po pierwsze budowa domu, po drugie rozwalony samochod w garażu. I tak już od pięciu lat coś…Niedzie nie byliśmy jeszcze z małym na prawdziwym urlopie…
Ale nie ma tak źle. Byłam dzisiaj popluskać się w jeziorku z małym. Fikał tymi małymi nóżkami, że aż miło się robiło. Zachłysnął się biedaczek wodą. Trochę się najadłam strachu. Ale jakoś dał radę. Klepałam go po pleckach, potem kazałam się uspokoić bo nie potrafił normalnie oddychać. Potem jak go przytuliłam to się uspokoił.
Nie ma to jak tulanki mamusi. Zawsze przynoszą ulgę. Szkoda, że ja z mamą już tak nie mam. Nie przytulamy się. Jakoś tak nie potrafimy…

Oczywiście musiałam mieć jakieś dziwne zdarzenie, bo nie byłabym sobą…
Przewróciałam się z małym na rowerze. Jechałam wolno po leśnej drodze.
Widzę, że rosną takie krzaki z kolcami i chciałam je tak ominąć aby małego nie pokuły w nogi i rączki. LEśny piach, moje manerwy, krzaki i ŁUUUP. Walczyłam całym ciałem aby on w tym foteliku rowerowym nie przywalił głową w trawę i piach. Prawie mi się udało lecz nie do końca. Ja poległam w pokrzywach i krzakach z kolcami, a on też upadł ale bardzo zasekurwowałam swoim ciałem jego upadek w piach. Tylko troszkę ma zadarty łokieć.

Myślę, że nieszcześcia chodzą parami i im już dziękujemy :)))
Stwierdziłam, że w tym miesiącu to każdy z mojej rodzinki chyba musiał przywalić gdzieś głową i wystarczy.
Najadłam się strachu, a tyle jeżdzę na rowerze i nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło…Musiało akurat z nim…w foteliku.

Dzisiaj decyzje budowalne co do okien dachowych. Trudne wybory. Znowu musiałm studiować 3 foldery o okanch i wybrać tanie i trwałe. Taki miałam priorytet.
Tanie nie będą ale trwałe tak.

Myśli o drugim (albo powinnam napisać o trzecim) dziecku na chwilę odleciały. Słońce chyba to powoduje, że nie mam takich myśli. NAstraja mnie optymistycznie. Chce mi się żyć. Jurto też urlop i zamierzam spędzić go cały dzień z dzieckim jak ten. Nie wyjeżdzam ale intensywnie poświęcam czas małemu 🙂
Czas tak pomyka…

gosia Dodane ponad rok temu,

Czas pomyka. Kiedyś zostaniesz po rza drugi, trzeci mamą. Trzymam kciuki. Wszystkiego dobrego

ausia Dodane ponad rok temu,

Sierpień… wakcji czas, jak dla kogo…

Dostalismy wczoraj pismo z Policji w sprawie wypadku samochodowego. Na całe szczęście pisze wyrażnie, że mój mąż jest pokrzywdzonym i będa prowadzili jeszcze śledztwo.
Troszkę mi ulżyło, bo to nigdy nie wiadomo z tą Policją.

Dostałam dzisiaj okres. Śniło mi się w nocy, że mama mówi do mnie że jest ciężko chora i mam urodzić do roku to dziecko. Straszny sen. Już mi się śnią koszmary. Oby nigdy się ten sen nie spełnił, że mama jest cięzko chora. Tak naprawdę to jest poważnie chora na zapalenie stawów. Od trzech lat bierze tabletki. Jeżdzi na umówione wizyty co pół roku jak to z naszej kasy chorych… I łądują w nią chemię. Strasznie mi zmarniała w ciągu tych 3 lat, od kiedy urodził się mały. Czasem na nią patrzę i myślę sobie co te tabletki potrafią zrobić z pięknej kobiety. Teraz ma wory pod oczami, boli ją czasem tak, że nie wstaje z łóżka. Raz ją pokręci innym razem gorączka. Przytyła i to znacznie. Serce mi pęka. W dzieciństwie napatrzyłam się długie lata na moją babcię, która chorowała. Straszne wspomnienia. I teraz powtórka z rozrywki. Oddała bym każdą złotówkę aby cofnąć “starość”. Mama mówi, że tak już musi być i człowiek musi się z tym pogodzić. Mi jednak chce się płakać. Nie potrafię zatrzymać CZASU. Chciałabym aby zawsze miała siłę i chęci do życia. Tak wiele jej zawdzięczam przecież wszystko co mam i kim jestem, mam dzieki rodzicom. Dzięuję im za to!!! Kocham ich to najcenniejsze osoby mojego życia. Zasiali ziarenko i wyrosłam na mamę, żonę, chiałoby się napisać kochanę… ale jakoś ta sfera mojego życia od kiedy marzy mi się dziecko jest troszkę dziwna.
Zawsze po tym jak kochamy się z mężem mam nadzieję, że stanie się CUD. Bo inaczej tego nazwać nie mogę. Mąż uważa jak może abym nie zaszła w ciąże. A ja ciągle marzę…
Może Dobry Bóg sprawi, że urodzę kiedyś ślicznego członka rodziny dla którego m.in. budujemy ten dom.

Wczoraj ze względu, że nie mamy auta wracałam z budowy o 21.30 autobusem z tym moim brzdącem. Dla niego to była atrakcja autobus nocą… A ja taka sierota martwiłam się co ze mnie za matka, że wożę dziecko po nocy.

Powstają ścianki działowe pokoi. Mały już wie gdzie będzie jego pokój, nasza sypialnie już też oddzielona i jest jeszcze jeden malutki pokoik…
Nie marzę o różowym pokoju, ani o niebieskim pokoju…. Chiałabym urodzić zdrowe dziecko… Tylko tyle.
Przyjmuję jednak inny scenariusz mojego życia, że jednak nie urodzę. W pokoju tym zamieszkają moi rodzice, którymi się zaopiekuję. Taki scenariusz też mi odpowiada. Mój mąż też zdaje sobie z tego sprawę, że trzeba będzie się nimi zaopiekować gdy nie będą mieli już siły. Dobry z niego mąż. Realista do bólu 🙂

Miałam w tym pamiętniku pisać głownie o dzieku, które MAM, a poświęcam więcej czasu o tym którego nie mam…
Ale to tylko na papierze tak jest. Codzienność jest inna. Po pracy wracam pędem do domu i już jestem cała dla malucha. Co prawda jedziemy często na budowę ale jestem tam z nim. Bawimy się w murowanie, betonowanie, przewożenie taczką czego się da. Czasem nie mam sił na nic, padam jak mucha i myślę, że fakt teraz nie czas na malucha… ALE…

Za 2 tyg. mój maluch stanie się przedszkolakiem. Już rozmawiałam z dziadkiem czy nie odwoziłby go rano bo teraz bez samochodu to się nie wyrobimy. Spoko, dziadek jest za. Więc odpada mi stres jak się wyrobię- dojechac autobusem i jeszcze kilometry cisnąć do przedszkola. Do przedszola mam bardzo daleko na piechotkę z 30 min., a do pracy dojazd autobusem zajmuje mi też tak z 30 min. Autem to szybko 15 min.
Dobrze mieć instytucje babci i dziadka 🙂 Dziękuję im za to.

Moje dziecię na pytanie – co chcesz na kolację powiedział:
“Nic, dziękuję jadłem wczoraj”
🙂 To się uśmiałam

Rano mu mówię ” Choć umyj zęby” on odpowiada ” Jak masz brudne to sama umyj, ja rano nie mam brudnych” :)))))

I tym miłym akcentem kończę, bo muszę wkońcu popracować…

ausia Dodane ponad rok temu,

Przedszkolny strach

Właściwie to nie wiem czy ja się bardziej boję tego przedszkola czy on. Chyba ja… boję się jego płaczu.
Jest wielkim wrażliwcem, nie potrafi nawiązywać kontaktów.
Naczytałam się na temat nadpobudliwości i chyba ją ma i to mnie martwi. Od kiedy pamiętam był absorbujący i jest do dzisiaj. Teraz jest trochę lepiej ale i tak jest mniej samodzielny psychicznie od innych dzieci. Jest uzalezniony od mamusi. Śpię z nim.
Kiedyś, pół roku temu postanowiłam że będzie spał sam. Skończyło się tym że przestał mówić i zaczął się jąkąć. Tak to przeżył. Siedziałam przy jego łóżku dopóki nie zasnął, tak jak napatrzyłam się w Niani. Czytałam mu i skutki tego były takie, że mały przestał mówić. A spał w swoim łożku w naszej sypialni. Reakcja organizmu. Myślał chyba, że go odrzucam… A ja chciałam się wyspać… Ile można. Potem powolutku zaczął się jąkać, aż do tego stopnia że nie potrafił nic powiedzieć i przestał mówić na około miesiąc. Potem moja terapia polegała na powolnym mówieniu. Wyraźnie i powoli. No i na zwiększonym przytulaniu i oczywiście spaniu razem… Bez komentarza. poddałam się. Śpimy nadal razem, bo boję się że znowu będzie się jąkał. A potem nie potrafił na placu zabaw nic powiedzieć i bał się dzieci. Jakiś koszmar. Teraz jak pójdzie do przedszola boję się aby znowu nie myślał, że go odrzucam i przestanie mi mówić… Koszmar znowu może wrócić. Teraz już po niespełana 5 miesiącach mówi prawie łądnie jak kiedyś. Ale boję się że strach przed oderwaniem od mamy wróci…
Bywa, że reaguje agresją na problemy z mówieniem. Np. coś fuknie komuś i ja potem się za niego tłumaczę, albo jest nieśmiały do potęgi. Odwróci się plecami bo boi się coś powiedzieć i jąkać.
W mojej wiosce zabitej dechami nie ma lekarzy, kórzy mogli by mi pomóc. A ludzie patrzą się na mnie dziwnie. Co mam za dziwne dziecko…
Kocham go i będę walczyć aby jakoś zaistniał w przedszolnej społeczności aby się nie poddawał i nie był zbyt agresywny. Staram się go wyciszać ale czasem już nie mam siły bo też chciałabym zająć się na chwilę sobą. Nie wiem jak to będzie ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. Zacisnę wargi i do przodu.

Mąż chodzi zapracowany do potęgi. Widzę, że już mu to wszystko wybija. Budowa, praca, brak auta jeszcze…, jakieś bóle głowy.

Nie będę pisać o tym co bym chciała materialnego i nie tylko, bo lista nie skończyłaby się szybko, ale o jednym napiszę – zdrowie dla rodzinki proszę !!

ausia Dodane ponad rok temu,

Ale lubię takie zimne poranki. Jesień uwielbiam, za to że jest 🙂 A już ją czuję.
Jadę tak przez las i ta opadająca rosa… mmmm miodzio.

Zastanawiam się usilnie jakie posadzić drzewa czy krzaki na wiosnę aby szybko mi wyrosły i były zielonym płotem między sąsiadami. Nie mam nic przeciwko im ale tak mi zaglądają na działkę, że muszę coś posadzić aby zielone roślinki zaglądały mi do domu, a nie sąsiedzi.
Wczoraj jak sprzątałam na budowie jak zwykle marzyłam jak to będzie, wymyśłałm w głowie obrazki. Jak i co i gdzie będzie stało. I na końcu chciałam abyśmy usiedli w duzym pokoju przy kieliszku nalewki mojej produkcji przy kominku. Ale marzenia…
Potem jednak szybko wracałam do zbierania gruzu, przenoszenia cegieł i pilnowania aby mały coś nie wymyślił.
Małego pod wieczór bardzo bolał brzuszek. Płakał mi w nocy z bólu. Nie wiem czemu. Mam nadzieję, że rano mu przejdzie. I normalnie zje sniadanko.
Tak mi żal co rano go opuszczać i gnać do pracy. Śpi tak spokojnie.
Urwisek mały… Jak to dobrze, że go mam.

Nie wiem kiedy jest ostatni dzwonek na dziecko ale ja jakoś się sama nakręciłam pozytywnie do decyzji mojego męża co do kolejnego dziecka, że “może” go już nie będzie.
Muszę tak myśłeć bo bym zwariowała. Cieszę się, że mam jednego malucha i jest mi dobrze jak jest. Teraz sobie taką wersję wmawaim. Prawda jest też taka, że juz zapomniałam jak to jest mieć takiego mlauszka, który tylko je, spi itp…
Wiem, że synek będzie wymagał dużo poświęcenia i czasu z mojej strony i może to tak ma być… ze muszę być cała dla niego.
Ile się da i ile będzie mnie potrzebował dam mu siebie całą.

ausia Dodane ponad rok temu,

Uciekłam na chwilę z pracy i to słońce w kasztanach (…) piękny widok.
Mąz jak się we mnie zakochał dawał mi kasztany na każde spotkanie. Mówił, że przypominają mu moje włosy.
Teraz moje włosy mają już tyle siwych włosów, że musze je farbować. I dalej mam ten kasztan tylko że sztuczny…

Dzwoniłam do przedszola bo nie wytrzymałam, jakaś pani poradziła mi w tym przdszolou, że z punktu widzenia dziecka najlepiej jest je szybko zostawić i nie rozczulać się nad nim i zejśc mu szybko z oczu.
Zobaczymy, w praniu wyjdzie ale dobrze, że zadzwoniłam bo trochę jestem spokojniejsza. Mam wyjście mogę zostać trochę z maluchem albo szybko uciec.
Wmawaim sobie, że mam dzielne dziecko i sobie poradzi. Tego się trzymam!!!

ausia Dodane ponad rok temu,

Maluch śpi, umyty, wyczesany, wycałowany… Mąż mi powiedział – nadopiekuńczość pierwszy stopień do piekła. Ma rację synek 🙂 Nie potrafię jednak inaczej i cieszę się że jutro idzie do tego porzedszola, bo wkońcu się oderwie od matki, która nieustannie martwi się czy zjadł, czy siku zrobił, czy mu nie za ciepło, czy chce pić, czy chce spać, dochodzi do tego że już mówię za niego, bo taka jestem troskliwa… Wiem masakra…
W przdszkolu będzie musiał powalczyć o swoje. Wątpie aby ktoś się nim przejmował ale cieszy mnie to trochę bo ja wiem, że przesadzam z tą opieką. NADOPIEKĄ…
Jestem pozytywnie nastawiona i z taką myślą idę dzisiaj spać!!!

beamama Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ausia:Maluch śpi, umyty, wyczesany, wycałowany… Mąż mi powiedział – nadopiekuńczość pierwszy stopień do piekła. Ma rację synek 🙂 Nie potrafię jednak inaczej i cieszę się że jutro idzie do tego porzedszola, bo wkońcu się oderwie od matki, która nieustannie martwi się czy zjadł, czy siku zrobił, czy mu nie za ciepło, czy chce pić, czy chce spać, dochodzi do tego że już mówię za niego, bo taka jestem troskliwa… Wiem masakra…
W przdszkolu będzie musiał powalczyć o swoje. Wątpie aby ktoś się nim przejmował ale cieszy mnie to trochę bo ja wiem, że przesadzam z tą opieką. NADOPIEKĄ…
Jestem pozytywnie nastawiona i z taką myślą idę dzisiaj spać!!!

Ausia,
Im, mocniej i dalej od siebie napniesz cięciwę miłości, tym dalej i piękniej poleci dziecko w życie……. 🙂

ausia Dodane ponad rok temu,

Początki bywają trudne

Nikt nie mówił, że będzie łatwo i nie jest.
Pierwszy dzień poszedł śmiało do przedszkola. Jak wychodził. Złapał się mnie jak miś koala i powiedział “Dobrze że jesteś”. Serce mi pękało.
Wczoraj już płącz jak wchodzilismy do przedszkola. Jak wychodziłam płacz.
Dzisiaj w nocy płakał przez sen. Spał niespokojnie. Ja też.
Rano walka o przedszkole. Płacz.
Pyta czemu tak jest, że ja muszę do pracy, a on do przedszkola. Mówię prawdę. Ale on nie chce się z nią pogodzić.
Jest mu ciężko, mi też ale jestem jeszcze silna. I coraz silniejsza. Nie dam za wygraną. Chcę aby chodził do dzieci. W domu jest sam z babcią i TV. To nic dobrego, a tam chociaż jest z rówieśnikami. Mają podobne problemy. Rozumieją się na swój sposób…
On nie jest “świętym” dzieckiem i myślę, że takie uspołecznianie dobrze mu zrobi.
Rano leżałam z nim. Zawsze jak wstawał uśmiechał się do mnie i całował mnie. Dzisiaj obudził się i płakał. Nachyliłam się nad nim i powiedziałam “jestem potworem lizakiem i zlizuję łzy dzieciom”. Zaczęłam go lizać po tych łezkach. Śmiał się i płakał. Śmiał i płąkał.
Serducho mi pęka widzę, że “ma klapnięte uszka”, cierpi. To jednak go wzmocni. Mnie też.
Dzisiaj jak weszłam do tej sali. Widziałam, że te panie nic nie robiły z dziećmi które płakały. Siedziały dwie i klachały. Nie wiem czy tak nie jest przez cały dzień…
Nie można wymagać za dużo od wiejskiego przedszkola. Może to i dobrze. Nikt się nie zajmuje maluchem i to mu dobrze zrobi. Nie będzie najważniejszy jak jest w domu.
Wiem, że przedszkole ma więcej plusów niż minusów i będzie dobrze.

Czekam na radość w oczkach mego dziecka, że idzie do przedszkola….
Na coś trzeba czekać.

ausia Dodane ponad rok temu,

Przyjaciółka Ela

Moje dziecko tak dzisiaj nazwało swoją opiekunkę z przedszkola …
Ale chyba z tego powodu, że zostal w domu bo gardło go bolało, zaczął wczoraj kaszleć i ma katar.
Dzisiaj był nieznośny. Jakoś nie potrafiliśmy się dogadać. Ciągle mnie denerwował, rozwalał wszystko co popadnie, robił wszędzie bałagan. Zwalam to na jego chorobę. Swoją drogą nie chorował mi ponad rok czasu a tu masz 4 dni w przeszkolu i już wolne… Od poniedziałku pytał się mnie kiedy będzie piątek bo będe miał wolne. Jaby rozróniał te dni…Mówiłam w sobotę jest dzień wolny i nie idzie się do przedszkola. A on kiedy będzie piątek. I wykrakał. Wczoraj katar, ból gardła i kaszelek w nocy. Rano się mnie pyta.” Nie mogę iść do przedszola? Szkoda…:( ”
Wiem jednak, że gdyby był zdrowy i poszlibyśmy, płakałby jak zwykle przez pół dnia za mną. Panie w przedszkolu kłamią dzieci, aby nie płąkały że dzwonią do mamy i mówią jakie to dziecko jest beksą. Podobno pomaga, dzieci mniej płaczą. Nie wiem czy to dobry sposób…
Wiem jedno jestem zmęczona. Stresem przedszolnym, budową, domem i choroba dziecięcia. Jak to na wsi. Jadę rano z nim specjalnie do lekarza, a tu masz na drzwiach przychodni. “Urlop, przychodnia nieczynna”. Druga jest za daleko. Nie mam auta. Kupiłam w aptece jakiś paracetamol i inny specyfik. Będę go sama leczyć. Lekarza brak… Masakra.
Ogólnie nic mnie nie cieszy. Za dużo tego wszystkiego na moją głowę.

Wczoraj rozmawiałam z kumplem przez GG. Napisał, że się żeni dzisiaj. Nigdy go nie widziałam chociaż piszemy ze sobą 10 lat. Taka sympatyczna znajomość.
Przesyłamy sobie zdjęcia czasem. Z jakiś ważnych momentów swego życia.
On mi wczoraj też pokazał. Żona super laska, mają dziecko też śliczne. Napisałam mu to.
A on mi napisał. “Żałuje, że ciebie nie ma na tych zdjęciach”… Dzień przed swoim weselem mi takie coś pisze…
Żal mi go. Chyba do końca nie kocha tej dziewczyny. Zawsze mi pisał, że coś między nimi jest nie tak. Myślę sobie, szkoda tego dziecka. Nie wróżę im długiego kochającego się małżeństwa. Chociaż kto wie.
Z drugiej strony napisał mi ładny komplement. To takie dziwne, bo mąż mi dawno nie mówił komplemntów. Nie pamiętam też co to “podryw”. hehe
Szybko się zapomina takie rzeczy jak się jest zaobrączkowanym.
Tylko praca, dom, dziecko, budowa…

Chciałabym na jeden dzień móc poleżeć na plaży nad naszym morzem.
Zaknąć oczy i słyszeć szum morza.
Otworzyć oczy i czuć pod stopami mokry piach.
Zbierać muszelki i budować zamek z małym-już do mojego marzenia wkrada się dziecko jednak jestem “zboczona” bo nawet nie potrafię w marzeniach odpocząć bez niego.

Lepiej wrócę na ziemię i pójdę prasować bo mam co… i teraz powinna polecieć melodia “samo życie, samo życie”…

ausia Dodane ponad rok temu,

Czekałam i się doczekałam

Uśmiech mego dziecka idącego do przedszkola. Nie spodziewałam się tego tak szybko. On zawsze miał problemy z nawiązywaniem kontaktów, nadpobudliwy, a jednak jest coś w tym przedszkolu co go ciągnie. Mało mi opowiada. Mówi, że chłopcy są niegrzeczni. Myślę jednak że opowiada o sobie… Bo niegrzeczniakiem to on jest.
Cieszę się jego radością spowodowaną panią przedszkolanką. Uwielbia ją i oby tak dalej. Już jej podziękowałam za to. Dziękuję jeszcze raz.
Mały od początku ma katar ale dzisiaj przez noc zobaczę czy nie rozchoruje mi się na dobre. Widzę same plusy tego przedszkola. Zaczął jeść więcej. Mówi troszkę więcej ale nie o przedszkolu. Mąż stwierdził aby go nie pytać o przedszkole bo on po pracy też nie lubi opowiadać o pracy w domu. Ma rację. Ja też. Jedank podpytuję jak to nadopiekuńcza i ciekawa matka…
Jestem zmęczona. Nie mamy samochodu a ubezpieczalnia, a nie będę pisać aby się nie stresować…

Siedzę czasem i parzę przez okno i myślę jakby to było gdybyś był aniołku. Kocham cię i będę kochać. Mołabym cię już przytulać. A jednak mogę tylko patrzeć w niebo.
Patrzeć w niebo i na nasze łóżko w kórym leży mój maluch.
Nie jest już taki mały. Jak go widzę z tym małym plecaczkiem, pędzącego do przedszkola to wiedzę ucznia szkoły podstawowej. Boże jak ten czas pomyka. Czuję, że chce mi się ryczeć. Chcę go zatrzymać, nie chcę aby rósł tak szybko a jednak wiem, co najlepszego może dać matka dziecku WOLNOŚĆ. Będę się starać z całego serca aby mu ją dać. Bardzo to jest jednak trudne. Mając jedno dziecko.

Dziekuję mamie i tacie za to co robią dla nas. Robią wszystko co daje mi poczucie bezpieczeństwa. To wielki skarb mieć taki dom. Wybuduję się i na jesień ich życia wezmę ich do siebie taki mam cel.

ausia Dodane ponad rok temu,

Jesień, kasztany i grzyby

Wyłączyłam wszystko w domu. Jest prawie cicho, bo nie ma męża jak zawsze. Na budowie walczy. Mały już śpi.
Zawsze jak spędze z nim aktywnie popołudnie to czuję się spełniona. Nie mam wyrzutów sumienia, że straciłam czas na niczym. Najchętniej to wyciepłabym TV na zbity pysk. Sama sadzam go przed tym pochłaniaczem czasu i gapimy się na kolorowe kreskówki bzdurne i głupie. Zamaist czytać czy malować patrzymy jak te cielaki w ten ekran. Jednak przychodzi taka chwila, że nie chce się nic i wtedy TV jest naszymprzyjacielem, który opowiada nam co tam słychać. Jest super przyjacielem bo nie trzeba mu odpowiadać i się tłumaczyć, łądnie ubierać. Można w kapciach i starym dresie na luzie leżeć na kanapie. To robimy. Mąż to wręcz uwielbia np. na meczyk z piwem. Mmmmm. A ja nie cierpie tych meczy, Kubicy, Małysza. Cenie ich ale nie czuję tej atmosfery. Tego czegoś. Brrrrr. Jak słyszę ten szum meczu to dreszcze nerwicy mnie przochodzą…
Mały jednak będzie po tatusiu – kibicem wszelakich sportów.
A ja pewnie jak to zakochana matka, pójdę na mecz na którym będzie kiedyś grał. I jako prawdziwy kibic będę zaciskać kciuki za niego. Paradoksy…

Uciekam myślami do lasu zawsze jak ogarnia mnie jesienny smutek, szkoda że nie mogę częściej chodzić do lasu. Kocham te zielone drzewka i uwielbiam zbierać grzyby. W tym roku jaokoś ciągle coś, teraz mały szybko chodzi spać i nie odwiedzam tak często lasu. Szkoda.

Mały ciągle ma katar przedszkolny. Leci mu z nochala i leci już od początku września.
Wchłania w siebie te syropy. Uwielbia je. Zawsze żałuje że tylko 3 zjada. A ja żałuje, że musi je jeść. Teraz czekam na jego zdrowie.

Ja jak patrzę na siebie w lustrze i jegło młodziutką skórę to dopiero wtedy widze ile mam lat. Bo tak to zachowuję i ubieram się jak dziecko. Tak mi jakoś zostąło, nie przeszkadza mi to ale latka lecą. Powinnam być bardziej kobieca, bardziej przywiązyać wagę do tego co ubieram, a ja wrzucam na siebie co wygodne i już. Tak mi dobrze.

Cierpię, że tak szybko robi się ciemno i rano jak wstaję do pracy jest jeszcze ciemno.
Jesień…
Potem zimna, oby było trochę śniegu, bo mam sanki nowe i chcę trochę poszusować z małym jak dziecko :))))

ausia Dodane ponad rok temu,

Choroba ta choroba…

No i stało się jak wszystkie przedszkolaki i mój musi być ciągle chory. Ja też się rozchorowałam na maxa. Nie potrafię mówić i cały wczorajszy dzień leżałam i leżałm.
A młay ma straszny kaszel. Je antybiotyk ale poprawy kaszlu nie widać. Mam nadzieję, że szybko z tego wyjdzie.

ausia Dodane ponad rok temu,

Burza we mnie, żale jakieś…

Mam dosyć. Ochota na spakowanie się i wyjechanie samej i zostawienie wszystkiego i wszystkich od paru dni chodzi za mną. Wiem, że to niemożliwe. A jednak myślami jestem daleko. Wyobrażam sobie, że jestem dzieckiem zamykam drzwi, nic mnie nie obchodzi i idę na rozgrzaną słońcem łąkę, kładę się na niej i patrzę w niebo. Widzę chmury jestem szczęśliwa.
Choruje razem z dzieckiem już nie wiem od kiedy. On ciągle bierze dziennie 10 syropów, a ja przestałam się faszerować tabetami ale z bólu nie potrafię oddychać i spać. Budzę się w nocy i kaszlę. Przeszkadzam im spać. Nie mam gdzie iść. Śpimy razem choć mały ma swoje łóżko. Dzisiaj mama tak mnie opierniczyła, że w pięty mi poszło. Powiedziała, że to przeze mnie tak choruje maluch bo z nim śpimy i zaraża się od nas. A ja poprostu nie mam siły na to aby uczyc go spać samemu, jak on i tak przybiega do nas po 10 min. Nie mam innego pokoju gdzie mogłabym go położyć i trenować usypianie. Ja ostatnio go tego uczyłam przestał mówić.
Nie chcę tego. Jestem zmęczona, senna, zła i płakać mi się chce, a za oknem słońce.

Zdechł nam pies po 14 latach współmieszkania. Babcia płakała, ja też. Nie chcę nawet nic pisać… Starość jest okropna.

Nie ukałda mi się ostanio z mężem. On tak przeżywa tą budowę, każdy elemet tego domu traktuje jak własne dziecko. Chodzi wściekły bo górale coś sknocili na dachu, to że rynny popalcowali co ja w życiu bym nie dostrzegła gdyby mi nie powiedział. Coś zepsuli przy onkach dachowych wszystko to przynosi do naszego związku z miną wściekłego byka. Klnie coś pod nosem. Ja potem na niego, ż eprzy dziecku się nie klnie. Nie rozmawiamy normalnie ze sobą.
Jestem zmęczona. Schudłam strasznie. Wszyscy mi mówią źle wyglądasz i zaczynam w to wierzyć. Patrzę w lustro i widzę tylko co złe, zmarszczki, wory pod oczami, siwe włosy których coraz więcej, i jakieś pozostałości po młodości niekończace się wypryski na twarzy. Z czego tu się cieszyć. najbardziej martwię się, że nie portafię normalnie rozmawiać z mężem. Tylko jakieś polecenia, odburknięcia i oby szybko mi się stracił z oczu bo mnie wnerwia.
Jak jesteśmy na działce razem to też cały czas mnie strofuje, nie rób tego, po co to sprzątasz, a co po to zamiatasz. Ja w takich sytuacjach gotuję się wręcz i obracam się na pięcie. nie robię wtedy nic.

A ja chiałabym mieć radosny dom z radosnymi buźkami dzieci. Dom może będzie o ile się nie pozabijamy do tego czasu. Ale dzieci…
Oj Boże tak bym chciała ty wiesz co…

Wina? Czyja to wina?
Usprawidliwiam męża, bo wiem że walczy, chce dobrze. Zarabia marnie ale walczy o to abyśmy mieli coś naszego. Wie ile to wszystko kosztuje i ile lat będziemy to spłacać. Kasa, kasa oj czemu ciągle ta kasa…
Ja też zarabiam marnie, też walczę o nasze.
Pogubiliśmy się. Będzie lepiej?

BĘDZIE NIE MA INNEJ OPCJI

ausia Dodane ponad rok temu,

Jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej

Dzieciaczek chory ciągle, nieustannie. Już mam aptekę w domu. Wydaję masę na leki. Mały ochoczo wypija wszelakie syropki i witaminki. Wlewam w niego te płyny marząc o poprawie. Myślę, że apteki to fabryki gdzie naiwni ludzie marząc o zdrowiu zostawiają tam fortunę. Popadłam w jakąś chorobę kupowania coraz to nowyh syropów, byle zdala od antybiotyku, który tak ochoczo moja “wsiowa” lekarka wypisuje. Na wszystko najlepiej antybiotyk oraz zastrzyki… Jakaś stara wsiowa metoda leczenia z epoki kamienia łupanego – antybiotyki, po których mały jest jeszcze bardziej chory. Chcę aby to się już skończyło i normalnie chodził do przedszkola.Rozwijał się.
A tak to siedzi w domu z babcią przed TV.
Ech…

Mąż
– trochę lepiej z nami. Kolejny kryzys nie mówienia przechodzi. Jakoś zamknął się w sobie i nie lubi opowiadać. Mówić.
Najbardziej lubi jechać na budowę, przebrać się w ciuchy robocze i walczyć jak lew na budowie. Nie wiem czy to nie ucieczka? Chyba przed pracą, bo jej nie trawi.
Nas kocha wiemy to.
Brakuje nam czasu razem, tylko dla siebie i tylko ze sobą. Nie pamiętam już kiedy byliśmy gdzieś razem. Nie wliczając w to sklepu gdzie musimy jechać coś kupić.
Samo życie.
Jestem jedank szczęśliwa z moimi chłopakami.

Przykro mi tylko, bo moja koleżanka przeżyła to co ja. Była w ciąży… była…
JAk mi opowiadała o wszystkim, to odżyło wszystko co było uśpione. Ból wraca z dwojoną siłą.
Miałam teraz okres, że przestałam chcieć dziecko. Wmówiłam sobie, że nie, koniec kropka. Nie ma czasu,kasy, mąz nie chce itd…. Było mi łatwiej.
Ale to wraca, BOŻE czemu to wraca. Chciałabym być bez uczucia instynktu macierzyńskiego.
A jednak pragnienie dziecka jest tak silne i destrukcyjne w moim organiźmie, że jak się nakręce to nie potrafię oddychać. Zatyka mnie. Oczy się szklą. Nic mnie nie cieszy.
Nic nie potrzebuje od życia tylko miłości maleństwa. Patrzę na mojego malucha i żal mi go że sam taki na świecie jest i “będzie”.
Za dużo mam miłości w sobie… Nie mam co z nią zrobić.
Nie poddam się. Nie poddam.

ausia Dodane ponad rok temu,

Nie chcę pisać, że mały ciągle ma kaszelek bo ja już ześwirowałam i wpadłam w pułapkę. Znowu byłam w aptece. Kupiam coś na odporność. Czy pomoże… Nie wiem… i nie wiem po co kupuje te leki zamiast np. pomarańcze. Jakaś dziwna jestem. Sama musze się chyba leczyć… Czasem wpadam w jakieś paranoje. Ale jak on od września nie był zdrowy ani jednego dnia to już mnie to wykańcza.
Dzisiaj rano namawiałam mężulka na jaskinię solną, która jest niedaleko nas. Ceny mają kosmiczne. Postanowiliśmy iść, zobaczyć z małym czy mu się spodoba i potem jak będzie to miało senes, będziemy z nim chodzić na zmianę.
Mały był w przedszkolu w piątek. Pani naopowiadała im, że jak nie będą zjadać całego obiadku to babcia czy mama po nich nie przyjdzie. dzieciary zestresowane zjadały wszsytko. Mój chyba 10 razy się mnie przez weekend pytał czy po niego przyjdzie babcia. Jakaś nienormalna ta przedszkolanka. Straszy dzieci. Mały boi się teraz jeść i czy po niego ktoś przyjdzie. Inne mamy też mówiły, że mają taki problem ze swoimi pociechami. Wczoraj jakaś mama rozmawiała z panią o tym poblemie. Może dzisiaj już pani nie będzie straszyła.

Zima idzie. Ja się tam cieszę, bo męża będzie więcej w domu. Spędzi więcej czasu z małym z nami. Cieszę się, cieszę.

Wiele moich koleżanek znowu jest ciężarówkami. Mają terminy na przyszły rok. Kuzynka na marzec chyba. Co tu ukrywać swoje uczucia. Nikomu ich na głos nie mówię, nawet sobie ale ZAZDROSZCZĘ IM. Życzę im zdrowia aby cała ciąża przebiegła bezstresowo.
Przestałam na chwilę pisać bo się zamarzyłam. Ehhh

Dobrze, że ja mam to szczęście i w domu kochającego synka i męża z tego czerpie energię do życia 🙂

ausia Dodane ponad rok temu,

Niech ten rok się już skończy

To co przeżyłam w sobotę było jak wejście na najwyższy szczyt gór…
Ciężkie, wyczerpujące, płakałam, czekałam,ale udało się.

W piątek wzięłam urlop aby przedłużyć sobie dłuuugi weekend, który optymistycznie mnie nastrajał. Posłałam rano małego do przedszkola ale w domu posprzątać i mieć z nim popołudnie i sobote wolną i tylko dla niego. Poszedł.
Mama źle się czuła, nie wstawała z łóżka. Zrobiłam jej herbatę ziołową. Wymiotowała miała gorączkę. Powiedziała, że to grypa żołądkowa. Robiłam jej co chwilę herbatę. Potem kleik, potem ryż, herbata. Tak co jakiś czas aby uzupełniać płyny. Lezała była nieprzytomna z wyczerpania. Patrzyałam na nią i widziałam moją babcię z dawnych lat jak jeszcze żyła i była już tylko w łózku. Nie mogła wstać. Była uzalezniona ode mnie. Strach w jej oczach, ból, gorączka. Chciałam z ojcem dzwonić po pogotowie ale ona nie chciała. Poszłam po małego do przedszkola. Mama źle się czuła cały dzień. W nocy tata mówił, że było z nią bardzo źle ale ona uparta jak osioł nie chciała szpitala. Rano w sobotę spakowaliśmy ją z tatą i do szpitala. W szpitalu czysty horror.
Na izbie przyjęć jakiś młody szczyl powiedział mi “po co pani tu przyjechała, trzeba było do lekarza jechać” ” A gdzie przyjechałam?… myślę sobie i cisną mi się na myśl wszystkie przekleństwa tego świata. Mama mdleje mi z bólu. Powiedziałam, że nie wyjdę jak jej nie pomogą. Tak jak jestem zawsze grzeczna jak baranek, tak w tej sytuacji byłam hamska jak stary wieprz i pijak przed budką z piwem. Zrobili jej badanie krwi i kazali czekać. Znowu mnie wnerwili bo czekałam z nią 2 godz. i nic jej nie dali przeciwgorączkowego i p.bólowi.
Na moją znowu wredną odzywkę dali jej kroplówkę.
Leząłm z nią na korytarzu. Trzymałam za rękę.

Matka ma, w moich objęciach. Role się odwróciły. Zawsze to ona była tą wielką matka , co wie wszystko, jest mądrą, dobrą, uczynna kobietą, która ma strzydła i zawsze mnie chroniła i zabierała pod nie.
A tu lezy bezbronna. W oczach jej strach przed własnym ciałem i reakcją na ból. A ja nie mogąc nic zrobić byłam wredna na wszystkich.
Boże mówiłam nie odbieraj mi jej.
Nie poradzę sobie Boże mówiłam w duchu. Jestem egoistka myślę o sobie, nie odbieraj mi jej. Boże !!!!krzyczałam w sercu. Wyszłam na korytarz. Płakałam.
Mówiłam sobie teraz masz być dzielna nie rycz. Zjadałam zły.

Wkońcu jak jeżdziałm z nią po 4 piętrach szpitala wykluczając co jej wkońcu jest.
Okazłao się “ropne zapalenie wyrostka- operacja dzisiaj wieczór”.
W sobotę o 19.30 operowali mamę.
Czekałam, modliłam się. Byłam w domu. Bo powiedzieli mi, że nie mam co czekać.
W domu o 19.30 podlałam wszystkie kwiaty. Bo ona je tak kocha i wiedziałam, że te kwiaty dodadzą jej siły w tej operacji.
Rano w niedzielę się obudziała.
Było kiepsko. Lekarze powiedzieli, ze zdąłyli na ostanią chwilię.
Teraz mama walczy aby było lepiej.
Jest troszke lepiej i Boże prosze Cię przywóć mamie zdrowie!!!!
Widzę, jak te pielęgniarki ciąle coś jej wlewają do ciała w tych kroplówkach…
Widok matki w łóżku…
A mój maluszek pomaga mi bo jest grzeczny. Nie broi, czuje że coś jest nie tak. Ale wie że Babunia wróci do nas ze szpitala i będzie się z nim bawić.
To jest to czego najbardziej się obawiam i boję na tym świcie i potrafię nawet tego napisać…strata najbliższych…Nie mam nic cenniejszego jak właśnie miłośc mojej rodziny. Kogo będę kochać?
Ech…
Niech ten rok się już skończy
CZAS na to
Najpier mój aniołek***, potem mąż miał groźny wypadek, samochodu nie mamy do dzisiaj, nie mówiąc o odszkodowaniu, kórego tez nie ma, a teraz babcia.

Leżę na łące pełnej kwiatów na plecach, widzę niebo błękitne, motyle i słońce mnie razi. Zamykam oczy. Jest cudnie.

beamama Dodane ponad rok temu,

Dużo, dużo zdrowia dla Mamy, trzymam kciuki za szybką rekonwalescencję.
A rok już niedługo się skończy 😉
I będzie lepiej 🙂

ausia Dodane ponad rok temu,

grudzień – dzień

Nie pisałam długo. Nie było czasu. Choć czasu podobo każdy ma tyle samo. Ja jednak mam go ostanio jakoś b.mało.
Mama wyzdrowiała. To najważniejsza wiadomość. Było ciężko.. Bardzo to przeżyłam. Mój biedny mąż razem ze mną. Nie przejmował się tyle swoją teściową co moją psychiką. Żle znosiłam jej cierpienia i ból. Bałam się, że ją stracę…
Wszystko się dobrze skończyło. Rana powoli się goi.
Jak wyzdrowiała mama, ja się rozchorowałam. Miałam zwykłe przeziębienie, lecz jakieś takie dziwne bóle w klatce piersiowej. Poszłam do lekarza, dostałam antybiotyk. Jest mi lepiej. Zrobiłam badanie krwi. Muszę iść kiedyś z wynikami. Martwią mnie one bo nie są dobre. Ob wynosi 46. A norma jest do 12. Może to tylko związne było z tym przeziębieniem, oby. Bo dosyć już mam tych wstrętnych zarazków, wirusów itp.
Zrobiłam wielki postęp z małym. Szarpnęłam się i kupiłam mu drogą pościel ze spidermanem i kładę go spać od 3 dni do jego łóżka. To już chyba czas i pora aby spał sam. Wiem powinien już dawno spać sam ale bardzo to oboje kochaliśmy. W przytulankach zasypiać razem. Teraz idziemy do jego łóżka ale też się koło niego kładę. Bo za bardzo mu smutno i wyciera łzy udając twardziela. Nie mogę na to patrzeć, serce mi mięknie i znowu się przytulamy mocno razem i zasypia spokojnie. Nie ma mnie przy nim cały dzień. Idzie z dziadkiem do przedszola rano, bo ja już w pracy. Potem dziadek go odbiera. Ja wracam koło 17 wieczorem. Jesteśmy razem tylko ze 4 godziny. To zaspypianie to takie kojenie wszystkich bóli jakie nas dotknęły w ciągu dnia. Przytulamy się do siebie i jest nam dobrze, spokojnie i pięknie. Szkoda, że to nie może trwać wiecznie. Wiem, że wyrośnie szybko i ani mu się przyśni przytulić do mnie/… 🙁

Miałam w piątek chyba ostnią rozmowę o kolejnym dziecku z mężem. Straszną, serce mi pękło. Płakałam przez 2 godziny. Mąż też nie przyszedł długo do łóżka. Też serce mu pęka. Nigdy nie chrapie. Tylko wtedy gdy ma ogromny stres i w tą noc chrapał.
Jesteśmy dobrym małżeństem, tak myślę. Zakochałam się w nim bo wydał mi się rozsądnym i mądrym facetem. Właśnie w tym się zakochałam, że mogłam być przy nim spokojna. Nie był świrusem i narwańcem. Poukładany facet i z głową na karku… Tylko teraz, tak też podchodzi do drugiego dziecka. Z rozsądkiem. Przekalklulował sobie wszystko, że nas nie stać na dziecko. Ja pracuję, on pracuje mamy kredyt na 30 lat, na dom. Kredyt zabiera nam prawie całą moją wyplatę. Reszta pieniędzy starcza na niewiele… Ktoś powie, po co wam ten dom i kredyt. Taki był nasz wybór, chcieliśmy mieć własny dom. Taki swój domek, w którym będziemy razem. Mieszkamy jeszcze u rodziców i wiemy co to dzielić z dziadkami swoje życie. Nie jest nam teraz źle. Jest dobrze. Lecz chcieliśmy mieć coś swojego. Mój mąż ma racje, nie stać nas na dziecko. Nie wiem jak damy sobie radę w trójkę, a co dopiero gdyby nas przybyło. Ja jednak jestem marzycielką i najpiękniejsze co mi się w życiu przytrafiło to bycie matką. Chciałabym dać komuś jeszcze życie. Wiem, że mąż też kochałby to dziecko jak pierwsze, jest jednak realistą stąpającym twardo po ziemi i chce aby nam było w miarę dobrze… Wyłam przez 2 godziny. Powiedziałam mu, że szkoda ze tego nie wiedziałam wcześniej. Prawda jest taka, że i tak jestem dumna że moje dziecko ma takiego ojca. Bo jest wspaniały dla mojego malucha. Nie potrafię jednak mu wybaczyć że nie jest na tyle szalony aby podjąć się tego ryzyka… Biedne te moje dziecko, będzie jedynakiem. Na samą myśl chce mi się wyć. Jak widzę małe dziwczynki w wózkach albo dorosłe córki rozmawiające ze swoimi córkami to zaraz mam łzy w oczach. Czy ja się kiedys wyleczę. Czy hormony zostaną uspane? Powiedziałam mu, że boję się że go za tą jego decyzję znienawidzę. Tak może się stać. Jest wiele rodzin biedych i żyją…
Czemu ja nie mogę mieć drugiego dzicka? Dlaczego?…

JA i tak mam nadzieję na CUD…
CUDA SIĘ ZDARZAJĄ. Życzę sobie tego.
Wbrew wszystkiemu co jest na tym śwecie. Liczy się tylko miłość.
Miłość ma wile imion, jest blisko nas, a nie możemy jej dosięgnąć i spojrzeć prosto w oczy. Dotknąć. Pocałować i podziękować, że jest. To najcenniejsze co można od życia otrzymać. Bezinteresowna miłość.

Dzisiaj koleżanka napisała mi SMS-a:
“Urodziła się Gloria o godz. 8.05. Zdrowa i piękna i kocham ją ponad życie. Bardzo mocno całujemy”

Nie można dostać piękniejszego SMS-a…
CUD ŻYCIA

Rozsądek kontra serce,
o to jest wyzwanie.
Co zwycięży?
Tylko czas pokaże…

Czasami kładę się spać i wyję do poduszki jak dziecko… Jest mi bardzo smutno. Wiem, że jest wiele kobiet, które marzą o jednym dziecku, mnie to jednak nie pociesza…
Mama mi mówi. Czas na drugie dziecko. Maluch powinien mieć rodzeństwo, a mi nie przechodzi przez gardło, że już nie będę miała dzieci. Coś jej tam odburkuję, a w sercu zaraz wbija mi się szpila i boli, boli.

Nikomu o tym nie powiedziałam, nikomu…
Mój mąż nie chce mieć już dzieci. Nie potrafię tego powiedzieć głośno.

ausia Dodane ponad rok temu,

Nowy Rok

Zaczęłam nowy rok. Długo się nie odzywałam, po co pisać i wciąż nawijać o tym samym. Postanowiłam cieszyć się tym co mam. A mam wspanialego synka.
Byłam z nim w poniedziałek u lekarza i siedzimy w domu bo jest chory. Ma anginę. Biedactwo się męczy. Ja jednak jestem jakaś taka spokojna, że mogę z nim być. Oczywiście nie lubię gdy choruje ale teraz wysysam każdą chwilę, że nie muszę pędzić do pracy tylko czerpię radość z bycia razem. chciałabym móc każdego dnia patrzeć jak wrasta mój syn. Tak, to on przedszole ja praca…
Jak przychodzę jestem tak zmęczona, że nie potrafię się cieszyć z tego co mam.
Ja też bardzo choruję ostatnio. Mam podwyższone OB i ciągle jestem przeziębiona. Lekarka mówi, że mam przewlekłe zapalenie zatok. Męcze siebie i innych tą chorobą. Jestem wiecznie zmęczona i chora. Kaszlę ciągle, mam katar i bóle stawów.
Koleżanka poleciła mi miksturę, miód wymieszać z czosnkiem i cytryną. Pić to raz dziennie.
Chyba tak zrobię bo już chwytam się wszystkiego co może mnie uratować przed zagładą.
Sezon bydowlany rozpoczęty. Już jeździmy po sklepach, szukamy, wymyslamy…
A kredyt na plecach wisi… Mąż jakoś spokojny, a ja cała spanikowana.
Ciekawe jak to jest mieć własny kąt. Nie mam pojęcia. Nie wiem czy dam radę utrzymać ten dom ale ciągnie mnie do niego.
Maluch zadał mi dzisiaj trudne pytanie “kto będzie mieszkał w tym domu jak juz umrzemy” ciary mnie przeszły, to jest temat najstraszniejszy dla mnie. Nie potrafię sobie z nim poradzić – przemijanie… nie chcę nawet o tym pisać bo się poryczę znowu. Bo teraz mi tak cudownie, mam dziecko, męża, mamę, tatę, teściów. Chciałabym aby tak zostało już na zawsze. To jest moje marzenie….Oby Bóg był łaskawy dla mnie i dał mi jeszcze wiele lat razem. Proszę Cię zrób to dla mnie Boże.
Ale optymizmu trochę na koniec.
Mój syn już potrafi powiedzieć jaki to kolor niebieski. Wiem, bardzo późno jak na jego wiek, pod niektórymi względami jest zacofany o wieki ale ja się cieszę. To mały ale jak dla mnie wielki sukces. Tak trzymaj mój najukochańszy.

ausia Dodane ponad rok temu,

góra za górą

Siedzę, chłopaki pojechali do babci. Dawno jej nie widzieli. Ja zostałam. Leczę się.
Przychodzisz do mnie i mówisz, zjedz czereśnie to wyzdowiejesz tam są witaminki. Uśmiecham się do ciebie. Delikatnie głaszczę po głowie i patrzę w niebo i dziękuję, że cię mam.
Każdy dzień jest walką o przetrwanie. Walka z ciałem, które już nie działa jak kiedyś. Czasem zdaży mi się normalny dzień. Czuję się świetnie. Nie odczuwam bólu. Wtedy czuję, że żyje. Oddycham, mogę iść, biec, łapię słońce.
Ciągle jakieś tabletki, muszę pamiętać kiedy i co zjeśc. Mam takie doły pod oczami… Skóra szara. Włosy wypadją.
Całe szczęście, że chodzę do pracy. Tam się nakręcam. Pozytywnie myślę. Dzień mija i jest ok.

Ciągle marzę o jednym… Nic się nie zmieniło. Lekarz powiedział mi ostatnio. Daję pani 4 lata na urodzenie dziecka.
4 lata – co to jest…
Tak mam mało czasu. Teraz nawet gdyby mąż chciał i tak nie mogę. Muszę być zdrowa, a to jeszcze chyba długo potrwa zanim będę.

Najgorsze te pytania ludzi. Taka chuda. Jedz dziecko. Wyglądasz jak śmierć.
To prawda po tych wszystkich proszkach. Nie potrfię cieszyć się jedzeniem. W miarę niejedzenia apety maleje. Wmuszam w siebie posiłki.
Pytają kiedy kolejne dziecko. Już czas…

Moje dziecię kończy pierwszy rok przedszkola. Powiedział mi, że się zakochał. Że jest piękną blondynką. Ładniejszą od mamy.
🙂
Jestem troszkę zazdrosna ale tak pozytywnie. Ja też się zakochałam pierwszy raz w przedszkolu i to tak poważnie:) Pamiętam to.

Kiedyś bardzo lubiałam malować. Muszę znowu do tego wrócić. Bo gdzieś człowiek musi wylać siebie. Taki mam cel. Namalować obraz do domu, który rośnie.
Teraz jest dobry czas na rysunek. Bo wiem co chcę namalować.

ulaluki Dodane ponad rok temu,

Ausia, czytam Cię systematycznie.

Lubię czytać Twój pamiętnik.

Nadal jesteś chora, niedobrze. Mam nadzieję, że wkrótce wyzdrowiejesz, no i urodzisz swoje drugie tak wyczekiwane dziecko.
Zyczę Ci z całego serca tego.

gevalia2006 Dodane ponad rok temu,

przeczytałam jednocześnie płacząc i śmiejąc się

fajna z Ciebie babeczka ….

ausia Dodane ponad rok temu,

Cisza przed burzą

Słucham od rana “strych” ballad i nastrajam się melancholijnie.
Dawno nie pisałam.
Czytałam ostatnio, że brak przyjaciół jest tak samo destrukcyjne jak brak jedzenia. Coś w tym prawdy. Nigdy nie byłam w centrum uwagi, nie lubię ludzi.
Nie potrafię nawiązywać konktakótw. Nie mam ani jednaj przyjaciółki. Mam może jedną, dwie koleżanki z czego jedną tylko na telefon bo daleko mieszka, a jedną co widuje raz na jakiś miesiąc czasem pare miesięcy. Nie wysyłam SMS-ów bo nie mam komu. Mój świadomy wybór. Nie lubię ludzi. Oni ciagle oceniają. zaknięta jestm w swoim światku. Nawet tu nikomu nie odpisuję za co przepraszam te osoby ale taka już jestem – mało dostępna.
Czasem zazdroszczę innym, że tak stoją na korytarzach w pracy i poltkują, cos omawiają, palą razem i gadają, gadają. A ja nie . Ucicekam zaraz, żeby tylko nikt nic o mnie nie wiedział,
Paradoks tego, że piszę publicznie moje uczucia. Jak na talerzu na słońce wystawiam. Na pożarcie.
Jestem jedank taka nietykalna. Niewidzialna. To ja.
Co u nas?
Zaczęłam pisać złe rzeczy ale zaraz je wymazałam – ale to piękne, szkoda ze w życiu tak nie można. Jednym naciśnięciem się kasuje.
Syn rośnie. Dorośleje w moich oczach. Widzę w nim mojego brata.
Mój brat mieszka około 150 km od nas. Rzadko się widujemy. Raz na rok może.
Synek mi go przypomina. Czasem jak się uśmiechnie czuję się jak jego siostra. Pojawiły mi się łzy w oczach.
Staram się z nim coś robić jak przyjdę z pracy i jak nie jedziemy na budowę. Czuję wtedy że nie straciłam dnia.
Mąż, kochany mąż. Widzę, że mnie kocha jak kochać potrafi facet. Czasem chciałabym inaczej. Czasem chciałabym mocniej. Bardzo mnie denerwuje jego powolność. Ja to jestem narwana, chcę zawsze już i teraz, a ON……..”póżniej kochanie” mówi zawsze.
Więc czekam, czekam.
Coś ostatnio przebąkiwał o drugim dziecku, ja już jestem tak tym tematem zmęczona, że mam kryzys i nic mnie nie cieszy. Nawet to jak czasem mówi, że może będzie drugie dziecko.
Pamiętam słowa lekarza, które czasem mi brzęczą jak dzwon “a musi mieć Pani dziecko z mężem”. Myślę o tym, ale nie wyobrażam sobie z nikim innym. Na chwilę obecną w sytuacji w jakiej jestem> Nie
W sobotę kochaliśmy się z mężem i zapytał czy możemy skończyć tak jak kiedyś. Byłam w szoku. Skończył we mnie.
Położyłam się i leżałam. Myślałam, że to u niego duży postęp w myśłeniu. Dopuszcza myśl, że mógłby zostać znowu ojcem. Ja bardzo bym chciała aby coś z tego było. Jednak czy coś będzie to się okaże.
Jakaś smutna ostatnio jestem. Zamiast się cieszyć i mieć nadzieję. Chodzę smutna.
Może ta pogoda – burza idzie.
Mam nadzieję, że w moim zyciu.

ausia Dodane ponad rok temu,

wizyta u lekarza

Miałam już wczoraj wizytę u lekarza, umówioną już jakiś miesiąc temu.
Zbadał mnie całą. Dał tabletki na regulację cykli i 150 zł niemoje. Meżowi powiedziałam, że wizyta kosztowała mnie 100zł. Kłamałam. Nie miałam ochoty słuchać jak biadoli. On jest jakiś wyczulony na tych lekarzy. I tak sie krzywił, że tak drogo. Jakby mu było szkoda tych 150zł. Nie wiem sama czemu Ci lekarze tacy drodzy są. Powinnam go zmienić albo iść do państwowego jak wiele osób. Wiem, że zdziera facet równo. Pewnie dziennie zarabia około 3 tyś. bez podatku. Czyste zdzierstwo.

Wczoraj dzwoniła koleżanka, smiałam się z nią całą sobą. Tylko z nią się tak śmieję.
Z mężem nie potrafię się tak śmiać, nażekałysmy na swoich chopów i to było tak śmieszne i komiczne, że prawie płakałyśmy ze śmiechu.

Zastanawiam się jak to będzie zamienić słowo budowa na dom. Może nastąpi to w tym roku.
Teraz wykończeniówka. Bardzo to przeżywamy. Wadzimy się o kaloryfery, karn, zlewozmywak, zmiotkę, szufelkę, o zamiatanie, oświetlenie, wszystko doporwadza nas do szału. On jest tak skoncentrowany aby mieć wszystko ekonomiczne, wydajne, dobre, że zanim coś kupi studiuje te wszystkie firmy i wybiera po dłuuuugim namyśle. Ja jak zwykle na żywioł. Chcę “to” bo jest ładne. Wiem On “rozsądny” ja “narwana”. Ehhh.
Czasem działam jak robot. Ale to jego niezdecydowanie doporwadza mnie do rozpaczy. Dobrze chociaż, że mnie wybrał. Jak na jego podejmowanie decyzji i “akcję” to szybko był ślub. Po roku naszej znajomości.

Jeszcze tak w poniedziałek miałam nadzieję, jednak teraz jej nie mam.
Wiem, że tam nikogo nie ma pod serduszkiem…:(
Ja i tak będę czekać

ausia Dodane ponad rok temu,

wrzesień

Kocham wrzesień i mam nadzieję, że przyniesie mi cos dobrego.
Mój mąż na niedzielnym spacerze oświadczył, widząc chłopca jadącego na dziwnym dwukołowym rowerku bez pedalów, że kupi taki następnemu potomkowi. Mi serce z radości omało nie wypadło. Jest postęp w jego myśleniu.
I tego będe się trzymać.
Dostałam ostatnio okres – nie udało się ale nie zrażam się. To nic.
Teraz znowu będziemy próbować. Mam nadzieję, że się uda.
Zaśmiałąm się wczoraj i powedziałam, że chciałabym małą różową istotę, a mąż że drugiego syna:)
Mi już jest wszsytko jedno (z przewagą różowego) ale aby się urodziło i żyło z nami miśkami.
Jestem radosna chociaż coś czuję, że nie będzie tak łatwo zajść.
Czekam na ciebie nadszedł już CZAS.
Boję się bardzo z radości.
Będę czekać tak długo jak tylko Bóg da mi siłę aby się z Tobą przywitać i przytulić.
Juz Ciebie Kocham 🙂

ausia Dodane ponad rok temu,

cisza

Cisza we mnie. Pustka. Jak ta pogoda, czekam.
Zimna ma mina i oczy smutne. Nic się nie dzieje.
Czasem szaleńczo uciekam myślami, funkcjonuję normalnie. Uśmiecham się. Uciekam w gary. Gotuję i potem tego nie jem. Jest fan.
Ale zaraz potem dopada mnie. Skrada się, chodzi za mną. Woła mnie po cichu.
Jak cień przylepiony, nieodlepiony. Smutek, żal, rozpacz.
Czy jak to napiszę coś się zmieni?
Może tak, może znowu ulecą w kosmos moje myśli.

Staramy się o dziecko. Pełną parą I NIC.
Powiem, że dopiero tak na 100 % od 3 miesięcy. Bo po burzy jaką przeszłam z mężem otworzył się i doszedł do wniosku, że już czas.
Walczę o to dzieciątko, sercem już od wielu lat.
Robię jakieś wyliczanki. Czasem czytam jakieś porady na necie. Jak teraz się nie uda pójdę do lekarza. Nie jest mi łatwo. Przykre, że jak już “mogę” i chcemy. To nie wychodzi.
Wiem, że nie jestem sama. Ale tak się czuję. SAMA
Zalewa mnie pot niepewności. Ciągle czekam. Żyję ale wszytko się kręci wokół jednego.
Chciałabym wyjechać gdzieś, odpocząć.

Mały mój chodzi do przedszkola. Jest przepiękny:) Jak każde dziecko.
W przedszkolu maja judo. Jak go wczoraj zobaczyłam, w tym stroju. To długo nie zapomnę tego widoku. Staje się małym chłopcem. Muszę go już tak traktować. Daję mu dużo wolności. Ona jest ważna. Wolność.
Postaram się również być lepszą mamą, choć to bardzo trudne. Powinnam być jego partnerką, a jestem treserką. Nieudolna jestem matka. Uczę się. Może przy kolejnym będzie lepiej?

Patrzę za okno. Jesień – zima? Nie wiem, ale czekam dalej.

ausia Dodane ponad rok temu,

🙂

Staram się łapać chwile. Niebo takie piękne.
Patrzę tylko w dół i za siebie, a teraz jest chwila szczęścia.
Stało się w moim życiu coś strasznego odszedł ktoś kogo bardzo kochałam ale okazało się jak zawsze, że dopiero to uczucie przyszło jak Ona odeszła.
Umarłaś tak nagle. Zostawiłaś 2 dzieci. Za wcześnie. Za wcześnie. Za wcześnie!!! Tyle miałaś do zrobienia. Boże, jesteście teraz razem, a Ona jest tu potrzebna.
Ale wiesz, nic się nie martw zawsze wszyscy mówili nawet Ty, że masz najlepszego męża na świecie i On sobie poradzi!
Da radę ja go obserwuje i nie znam lepszego taty 🙂 więc bądź spokojna TAM, spotkamy się kiedyś znowu Ty i Ja. Nie żegnam się z Tobą bo jesteś każdego dnia i będziesz. Ale bądź spokojna wszystko będzie dobrze. Zrobiłaś co mogłaś najlepszego dałaś życie 🙂
Ja też to odkrywam, każdego dnia że Życie jest piękne i cieszę się z niego.
Chociaż Ty wiesz, że nie potrafię sama dać kolejnego życia to i tak dostrzegam co jest obok mnie.
Powiem, Ci ludzie z którymi przyszło mi żyć są wspaniali. Każdy z osobna daje mi silę i uczę się od nich. Sama staram się uśmiechać, bo wiem, że tego u mnie zawsze mało.
Czekam jednak na ten dzień, że …. ehhhh
Tu rozmarzyłam się ale trzeba ćwiczyć swoje wewnętrzne JA i robię banana 🙂

Znasz odpowiedź na pytanie: Czas na CZAS?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Książka kucharska
Tarta z wisniami - pomocy!
Pomozcie doswiadczone kuchareczki :) Zrobiłam tarte z wisniami, godzine temu wyciagnelam z piecyka - i niestety - mozna ja zjesc jedynie łyżką ;). Mialam przepis - standardowe ciasto kruche, na to nadzienie
Czytaj dalej
Dla starających się
który test
Stwierdziłam że nie będę dziełać na chybił - trafił i postanowiłam kupić testy owulacyjne, ale nie wiem które kupić. Zastanawiam się nad paskowymi i płytkowymi. Może któraś z was używała
Czytaj dalej