Czas na CZAS

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 35)
  • Autor
    Wpisy
  • #94830

    ausia

    Chcę pisać…
    Chcę móc przelac na elekroniczy papier “zdjęć” mojego umysłu. Chwil tak ulotnych, a jak ważnych w moim zyciu. Życiu mojego dziecka i męża i rodzinki.

    Piękny poranek. Słońce mnie obudziło. Za oknami ptaki spiewały. Ciężko się wstawało, bo maluch został jak zwykle u nas w pokoju, a my ruszylismy do pracy.
    Dzisiaj poniedziałek. Nie lubię tych poniedziałków. Coś się niby zaczyna. Zaczyna pędzić z całych sił, szybko coś pędzi. Tylko co?

    U nas duzo się dzieje.
    Dziękuje Tobie kochanie, że pięć lat temu obiecałeś mi “wybuduję Ci dom”.
    Mimo to, że jest ci cięzko. Bardzo ciężko, bo nigdy wcześniej nie trzymałeś nawet łopaty w ręku. Teraz potrafisz robic zaprawę i walczysz. Potrafisz włożyć gumiaki i po pracy od 4 do późnej nocy sam z dziadkiem stawiacie ten dom. Łzy cisną mi się na oczy. Będziemy mieć własne miejsce na ZIEMI.
    Już się zakochałam z tym miejscu. Jest tam pięknie, zielone łąki. Dużo pól do spacerów, górki i pagórki. I rosną mury. Widać szkielet domu, który narazie razi swoją bezbronnością. Jest jest taki “łysy”. Ale z każdym dniem jak tam jadę jest więcej, więcej. Dzięki Waszej pracy. Oswajam to miejsce. I już w wyobraźni widzę co gdzie będzie. Jak ktoś się budował to zrozumie o czym mówię. Proces budowy porównuję do bycia w ciąży. Tylko, że ciąża trwa troszkę krócej 🙂 Oczywiście efekt końcowy ciazy jest nieporównywalny ale jednak… budowa domu to też ból, czekanie, walka, miłość i poświęcenie.

    Ciąża…
    Moja pierwsza ciąża, szczęśliwa. Spokojna. Wspominam ją bardzo aktywnie. Kojarzy mi się z rowerem, spcerami, wycieczką w góry, pracą.
    Urodził nam się syn. Ma już 3,5 roku. Pokochalismy już go, jak go planowlaliśmy. Był i jest od początku oczkiem w gowie całej rodziny.
    Kochany urwisek…
    Będę o nim pisać, bo to najważniejsza osoba w moim zyciu.
    Chcę opisać o tym co mnie boli i cieszy i na co czekam…

    #1969474

    ausia

    Dziękuje Ci BOŻE

    Mąż miał wypadek samochody.

    Sobota. Piękny dzień. Słoneczny. Znowu budowa… Ale oddychamy pełną piersią. Malujemy drewno na dach. Jest pięknie. Mały znowu szczęśliwy, że jesteśmy razem…
    Pora obiadku. Mąż odwiózł nas do domu i zaraz nie wysiadając z samochodu pożegnał się i pojechał znowu na budwę.
    Jem z dzieckiem obiadek. Zjadałam. Telefon.
    “Miałem wypadek jestem w szpitalu…” Zimno mi się zrobiło i głowa mnie rozbolała.
    “Wpadł na mnie motor ścigacz.
    Z motoru miazga. Ja mam głowę pocharataną. Ale robili mi prześwietlenie. Nic mi się nie stało. Jedz tam na miesce zdarzenia. Bo tam są moje dokumenty i auto stoi. Motocyklista żyje ale ma badania na obecność narkotyków. Bo miał dziwne źrenice”.
    Zosatwiam małego z babcią. Pędze na miejsce wypadku jak oszalała.
    Wyję po drodzę.
    Zobaczyłam samochód…
    Pół samochodu wgniecione. Szyby wybite głową mego męża.
    Motor trafił w miejsce gdzie siedziałby mały w foteliku.
    Gdybysmy jechali razem…. Nie miałabym dla kogo teraz żyć. Płakałam jak bóbr…
    Wariat i pirat drogowy. Szlał na motorze. Wyprzedzał na trzeciego i hukiem wpadł na skręcające auto mojego męża.

    Nie potrafię sobie do teraz tego wytłumaczyć dlaczego ludzie są tacy nieopdpowiedzialni.
    Nie ponoszą odpowiedzialności na drodze, za innego człowieka. Nie wiem co bym zrobiła gdy cos się stało mojemu mężowi, nie mówiąc o dziecku.
    Dziekować Bogu mogę tylko. Chylę czoła i dziękuję.
    Dochodzę powoli do siebie.
    Nie potrafię spać. Musze chyba wypić jakieś ziółka bo jak tylko zasnę koszmary mnie budzą.
    Dobrze, że mąż jest taki dzielny. Walczy jak lew i nie poddaje się, idzie do przodu.

    Maluch jak zobaczył auto, to powiedział ” nie martcie się, będzie mi teraz wiaterek wiał…”



    #1969475

    ausia

    Strach przed życiem powoli mija. Wracam do normalności.

    Wczoraj byłam u znajomych na grillu. Miło było. Mały szalał z koleżanką. Jak zwykle nie był grzeczny… Zawsze patrzę na inne dzieci, czemu są takie spokojne i potrafią się pobawić SAME i nie latać jak mucha koło stołu, będąc cały czas w centrum zainteresowania.
    Mąż mi na te moje żale potem powiedział “wiesz a ja jestem dumny z tego, że nasz syn jest taki bezkompromisowy”. Ma trochę racji ale ile ja się nawalczę z nim…:) o wszystko. Sama jednak jestem sobie winna, wielu rzeczy go nie nuczyłam. Wyręczam go, a potem się wkurzam, że czegos nie potrafi.
    Oj matki to już tak mają…
    Przedszole mu dobrze zrobi. Nie będzie już tak w centrum jak teraz.
    Zastanawiam się jak to będzie i tak serio to boję się strasznie.
    Tłumaczę mu jak to będzie…ale sama martwię się czy dam radę. Jak zdążę do pracy, jak mały będzie mi ryczał między nogami…Jak on sobie poradzi…Czy zaakceptuje to przedszokole i tak innego wyjścia nie ma bo to jedyne u nas przedszkole.
    Dam radę muszę !!

    #1969476

    beamama

    Ausia, bardzo Ci współczuję 🙁
    Dobrze, że tak tylko się skończyło…..
    Życzę mężowi szybkiego powrotu do sił….

    #1969477

    ausia

    Mój aniołek 🙂

    Nie chcę o tym pisac ale może w ten sposób uwolnię moje smutki i polecą, oblecą cały świat.

    Już pół roku minęło od jednego z najstraszniejszych zdarzeń mego życia.
    Miałam marzenie, które teraz jeszcze bardziej sie nasiliło. Drugie dziecko.
    Jakaś magia ciągnie mnie ku temu aby na świat przyszło drugie dziecko…
    W grudniu 2007 roku dowiedziałam się o tej wspaniałej wiadomości. Będzie maluch…
    Ale ja szalałam z radości… Tak jak duzo było we mnie radości, tyle tez strachu.
    Po pierwszym badaniu lekarskim, usłyszłam że mam sie nie nastawiać na tą ciąże. Bo nic z tego może nie wyjść.
    Pomyślałam sobie, że lekarze tak tylko mówią…a ja muszę walczyć.
    Tylko co można zrobić, jak walczyć…
    Bardzo źle się czułam. Cokolwiek zrobiam musiałam leżeć. Bolał mnie brzuch. Myślam ciąża… takie jej uroki ale czułam, że coś jest nie tak.
    Poszłam znowu do lekarza, powiedział że maleństwo jest małe i nie rozwija się tak jak powinno na swój wczesny wiek.
    Znowu miałam przeciwstawne myśli, ja jestem mała to po kim ma być duży…
    Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to może się skończyć.
    Tak chciałam tego dziecka.
    Mąż natomiast ze względów finansowych już mniej chciał tego dziecka. Obawiał się jak pogodzi spłatę kredytu na dom, jego budowę i nowego członka rodziny.
    Ja latając w chmurach w to wierzyłam, bo tak naprawdę w życiu trzeba tylko chcieć.
    On nie chciał, choć wiem że gdyby się urodziło maleństwo pokochałby je nad życie jak pierwsze. Było mi z tym tym bardziej trudno.
    Czekałam… czekałam na słowa lekarza na koniec…
    Powiedział, może pani poronić. Pytam ale jak to jest … “Dostanie pani tak jakby okres…i przyjedzie pani do szpitala”.

    Siedzę w parcy. Poniedziałek. Dzień wcześniej w niedzielę urodziny mego pierwszego dziecka. Dużo było rodzinki. Mały szalał. Zabawki, przyjęcie… Trochę miałam roboty. W poniedziałek źle się czułam. Myśłałm, że to zmęczenie po urodzinach małego.
    W ciągu dnia dostałam plamienia. A pod koniec pracy poszłam do toalety i wiedziałm że to koniec.
    Mąż gnał ze mną do szpitala. Nie byłam zła tylko smutna.
    Weszłam na izbę przyjęc do spzitala. Kobieta nawet szybko mnie przyjęła pomino sporej kolejki na korytarzu. Pojechałm windą na oddział ginekologiczny.
    Tam juz jednak tak szybko mnie nie przyjęli. Stałam na korytarzu. Nogi mi się uginały. Chciałam wyć… Bolał mnie brzuch coraz bardziej.
    Przyjął mnie lekarz. Dosyć krępujące jak tu ci cieknie krew, wszysto jest brudne, a tu badanie…
    Powiedział, że serduszko się nie wyksztłaciło i ciąża obumarła.
    Niby KONIEC ale ja chciałm dalej walczyć. Może się pomylił myślę. Matka walczy o sowoje dziecko do końca.
    Powiedził, że nie ma akcji serca a maleństwo jest tak małe że o 3 tyg. za małe. Mam wybór mówi – albo sama poronię albo zrobą mi zabieg. Zapytałam co jest lepsze dla mnie. Zabieg powiedział. Ale decyzja nalezy do pani.
    Wyszłam. Na korytarzu stał mój mąż. Poryczałam się przy tych wszystkich kobietach z brzuchami co tam chodziły.
    Na korytarzu czuć było wielkie szczęście cięzarnych i pustkę pod moim sercem, bo w sercu na zawsze będzie miejsce dla mojego aniołka.
    Połozyli mnie na sali. Potem lekarz zapytał się mnie jeszcze raz na co się decyzuję. Na zabieg zdecydowaliśmy z mężem z obawy o moje zdrowie.
    Nie chciałam tego. Straszna decyzja. Wbrew mnie ale jeszcze bardziej bałam się sama poronić. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić… Jak by to miało być…
    Przez całą noc bardzo bolał mnie brzuch nie potrafiłam spać na łózku szpitalnym.Nikt nie dał mi przeciwbólowych tabletek, nic… Sama sobie, w szpitlau z bólem i rozpaczą.
    Około godz. 11 przyszła pielęgniarka. Proszę szybko na zabieg. Nikt mi wczesniej nie powiedział jak to będzie wyglądało i co będa mi robić. Leciałam w kapciach po korytarzu. Zapytałam czy mogę tylko do toalety bo bardzo chciało mi się siku. Weszłam do szpitlanego kibla przeżegnałam się i pomodliłam. Mówiłam “zdrowaś Mario…” z nadzieją że może jest jeszcze zdrowa, że stanie się cud. Że ktoś się pomylił.
    Weszłam na malutką salkę były 3 kobity. Kazały połozyć się na fotelu takim zwykłym ginekologicznym. Załozyli mi na palec jakiś chyba pomiar tętna i usłyszłam jak WALI mi serce. Kobitki coś tam żartowały między sobą. Powiedziały co się pani tak denerwuje. Ja powiedziałam, że nie codzień mam takei zabiegi…
    Była to dla mnie najstraszniejsza chwila. Poddałam się. Pozwoliłam drugiemu człowiekowi odebrać mi moje największe szczęście i marzenie życia. Dziecko.
    Wszczyknęłi mi głupiego jasia. Jak zaczęły mi się rozjeżdzać lampy podleciała pielęgniarka i kazała jeszcze coś podpisać. Nie wiem co, bo leżałm juz na łózku i oczy miałam juz mętne.

    Obudziałm się w moim łóżku, w którym wcześneij nie potrafiłam spać.
    Dotknęłam brzucha. PUSTKA.
    Patrzyłam w okno i w niebo.

    Wypisali mnie w tym samym dniu, dostałam przepustkę i do domu wysłali. Zwolneinie dostałam na 3 tyg.
    Nie potrafię napisać, że dziękuję szpitalowi za obsługę. Bo to było dla mnie piekło. Mam żal. Ale to już minęło i nie wróci mam nadzieje więcej…

    W domu mój maluch chyba wyczuwał, że ze mną coś się dzieje bo był wyjątkowo grzeczny i tylko się przytulał. To było najlepsze lekarstwo na mój ból. Przez tydzień tylko płakałam. W łazience aby nikt nie wiedział i widział.
    Chciałam się jakoś pozegnać z maleństwem. Myślałam jak?

    Zabrałam męża, dziecko i jedyne co miałam po tym moim aniołku czyli test ciążowy i pojechalismy nad rzekę.
    Było zimno, śnieg ale rzeka rwała. Weszłam na mostek, poprosiłam aby mnie zostawili bo chciałm być sama.
    Pomodliłam się, podziękowałam Bogu, że choć na troszkę dał mi się nacieszyć tym maleństwem, tym że miałam kogoś pod sercem i wrzuciałm do rzeki test ciążowy.
    Popłynął…

    Pomogło mi to, uwolniłam się.

    Zawsze będę Cię kochać jak pierwsze dziecko. To, że nie mogę cię przytulić nie oznacza, że Cię nie kocham.
    KOCHAM CIĘ i kiedyś się spotkamy…

    Długo dochodziłam do siebie. Ale teraz dzięki mężowi, dziecku i kochającej rodzinie jestem znowu silna.
    Mam wsparcie w mężu, który walczy na budowie każdego dnia abym miała wkońcu kiedyś SWOJE MIEJSCE NA ZIEMI.
    Wczoraj jak wrócił po 22 powiedział. Jestem szczęśliwy, że mam dla kogo żyć, do kogo wracać, cudownego syna i żonę.

    Dziękuję Bogu, że WAS MAM.

    O kolejnym dziecku nigdy nie przestanę marzyć. Jednak teraz jest CZAS NA CZAS…

    #1969478

    kiara

    smutne:(
    Sciskam mocno



    #1969479

    nadii

    Ausia siedziałam i beczałam czytając twój ostatni post. Bardzo mi przykro, że musiałaś to przeżyć. Ale cieszę się, że odzyskałaś siłę i równowagę.
    Niedługo zamieszkacie w “waszym miejscu na ziemi”. I życzę Ci, żeby do waszej trójki, dołączył jeszcze mały Ktoś, Ktoś na kogo czekasz i za kim tęsknisz. Ktoś, kto ukoi ból i rozwieje smutki. Ktoś, kto zmieni na nowo wasze życie.

    #1969480

    ausia

    URLOP

    Wkońcu urlop. Wyczekany ale jednak niespełniony. Nie pojedziemy nigdzie w tym roku. Po pierwsze budowa domu, po drugie rozwalony samochod w garażu. I tak już od pięciu lat coś…Niedzie nie byliśmy jeszcze z małym na prawdziwym urlopie…
    Ale nie ma tak źle. Byłam dzisiaj popluskać się w jeziorku z małym. Fikał tymi małymi nóżkami, że aż miło się robiło. Zachłysnął się biedaczek wodą. Trochę się najadłam strachu. Ale jakoś dał radę. Klepałam go po pleckach, potem kazałam się uspokoić bo nie potrafił normalnie oddychać. Potem jak go przytuliłam to się uspokoił.
    Nie ma to jak tulanki mamusi. Zawsze przynoszą ulgę. Szkoda, że ja z mamą już tak nie mam. Nie przytulamy się. Jakoś tak nie potrafimy…

    Oczywiście musiałam mieć jakieś dziwne zdarzenie, bo nie byłabym sobą…
    Przewróciałam się z małym na rowerze. Jechałam wolno po leśnej drodze.
    Widzę, że rosną takie krzaki z kolcami i chciałam je tak ominąć aby małego nie pokuły w nogi i rączki. LEśny piach, moje manerwy, krzaki i ŁUUUP. Walczyłam całym ciałem aby on w tym foteliku rowerowym nie przywalił głową w trawę i piach. Prawie mi się udało lecz nie do końca. Ja poległam w pokrzywach i krzakach z kolcami, a on też upadł ale bardzo zasekurwowałam swoim ciałem jego upadek w piach. Tylko troszkę ma zadarty łokieć.

    Myślę, że nieszcześcia chodzą parami i im już dziękujemy :)))
    Stwierdziłam, że w tym miesiącu to każdy z mojej rodzinki chyba musiał przywalić gdzieś głową i wystarczy.
    Najadłam się strachu, a tyle jeżdzę na rowerze i nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło…Musiało akurat z nim…w foteliku.

    Dzisiaj decyzje budowalne co do okien dachowych. Trudne wybory. Znowu musiałm studiować 3 foldery o okanch i wybrać tanie i trwałe. Taki miałam priorytet.
    Tanie nie będą ale trwałe tak.

    Myśli o drugim (albo powinnam napisać o trzecim) dziecku na chwilę odleciały. Słońce chyba to powoduje, że nie mam takich myśli. NAstraja mnie optymistycznie. Chce mi się żyć. Jurto też urlop i zamierzam spędzić go cały dzień z dzieckim jak ten. Nie wyjeżdzam ale intensywnie poświęcam czas małemu 🙂
    Czas tak pomyka…

    #1969481

    gosia

    Czas pomyka. Kiedyś zostaniesz po rza drugi, trzeci mamą. Trzymam kciuki. Wszystkiego dobrego

    #1969482

    ausia

    Sierpień… wakcji czas, jak dla kogo…

    Dostalismy wczoraj pismo z Policji w sprawie wypadku samochodowego. Na całe szczęście pisze wyrażnie, że mój mąż jest pokrzywdzonym i będa prowadzili jeszcze śledztwo.
    Troszkę mi ulżyło, bo to nigdy nie wiadomo z tą Policją.

    Dostałam dzisiaj okres. Śniło mi się w nocy, że mama mówi do mnie że jest ciężko chora i mam urodzić do roku to dziecko. Straszny sen. Już mi się śnią koszmary. Oby nigdy się ten sen nie spełnił, że mama jest cięzko chora. Tak naprawdę to jest poważnie chora na zapalenie stawów. Od trzech lat bierze tabletki. Jeżdzi na umówione wizyty co pół roku jak to z naszej kasy chorych… I łądują w nią chemię. Strasznie mi zmarniała w ciągu tych 3 lat, od kiedy urodził się mały. Czasem na nią patrzę i myślę sobie co te tabletki potrafią zrobić z pięknej kobiety. Teraz ma wory pod oczami, boli ją czasem tak, że nie wstaje z łóżka. Raz ją pokręci innym razem gorączka. Przytyła i to znacznie. Serce mi pęka. W dzieciństwie napatrzyłam się długie lata na moją babcię, która chorowała. Straszne wspomnienia. I teraz powtórka z rozrywki. Oddała bym każdą złotówkę aby cofnąć “starość”. Mama mówi, że tak już musi być i człowiek musi się z tym pogodzić. Mi jednak chce się płakać. Nie potrafię zatrzymać CZASU. Chciałabym aby zawsze miała siłę i chęci do życia. Tak wiele jej zawdzięczam przecież wszystko co mam i kim jestem, mam dzieki rodzicom. Dzięuję im za to!!! Kocham ich to najcenniejsze osoby mojego życia. Zasiali ziarenko i wyrosłam na mamę, żonę, chiałoby się napisać kochanę… ale jakoś ta sfera mojego życia od kiedy marzy mi się dziecko jest troszkę dziwna.
    Zawsze po tym jak kochamy się z mężem mam nadzieję, że stanie się CUD. Bo inaczej tego nazwać nie mogę. Mąż uważa jak może abym nie zaszła w ciąże. A ja ciągle marzę…
    Może Dobry Bóg sprawi, że urodzę kiedyś ślicznego członka rodziny dla którego m.in. budujemy ten dom.

    Wczoraj ze względu, że nie mamy auta wracałam z budowy o 21.30 autobusem z tym moim brzdącem. Dla niego to była atrakcja autobus nocą… A ja taka sierota martwiłam się co ze mnie za matka, że wożę dziecko po nocy.

    Powstają ścianki działowe pokoi. Mały już wie gdzie będzie jego pokój, nasza sypialnie już też oddzielona i jest jeszcze jeden malutki pokoik…
    Nie marzę o różowym pokoju, ani o niebieskim pokoju…. Chiałabym urodzić zdrowe dziecko… Tylko tyle.
    Przyjmuję jednak inny scenariusz mojego życia, że jednak nie urodzę. W pokoju tym zamieszkają moi rodzice, którymi się zaopiekuję. Taki scenariusz też mi odpowiada. Mój mąż też zdaje sobie z tego sprawę, że trzeba będzie się nimi zaopiekować gdy nie będą mieli już siły. Dobry z niego mąż. Realista do bólu 🙂

    Miałam w tym pamiętniku pisać głownie o dzieku, które MAM, a poświęcam więcej czasu o tym którego nie mam…
    Ale to tylko na papierze tak jest. Codzienność jest inna. Po pracy wracam pędem do domu i już jestem cała dla malucha. Co prawda jedziemy często na budowę ale jestem tam z nim. Bawimy się w murowanie, betonowanie, przewożenie taczką czego się da. Czasem nie mam sił na nic, padam jak mucha i myślę, że fakt teraz nie czas na malucha… ALE…

    Za 2 tyg. mój maluch stanie się przedszkolakiem. Już rozmawiałam z dziadkiem czy nie odwoziłby go rano bo teraz bez samochodu to się nie wyrobimy. Spoko, dziadek jest za. Więc odpada mi stres jak się wyrobię- dojechac autobusem i jeszcze kilometry cisnąć do przedszkola. Do przedszola mam bardzo daleko na piechotkę z 30 min., a do pracy dojazd autobusem zajmuje mi też tak z 30 min. Autem to szybko 15 min.
    Dobrze mieć instytucje babci i dziadka 🙂 Dziękuję im za to.

    Moje dziecię na pytanie – co chcesz na kolację powiedział:
    “Nic, dziękuję jadłem wczoraj”
    🙂 To się uśmiałam

    Rano mu mówię ” Choć umyj zęby” on odpowiada ” Jak masz brudne to sama umyj, ja rano nie mam brudnych” :)))))

    I tym miłym akcentem kończę, bo muszę wkońcu popracować…



    #1969483

    ausia

    Przedszkolny strach

    Właściwie to nie wiem czy ja się bardziej boję tego przedszkola czy on. Chyba ja… boję się jego płaczu.
    Jest wielkim wrażliwcem, nie potrafi nawiązywać kontaktów.
    Naczytałam się na temat nadpobudliwości i chyba ją ma i to mnie martwi. Od kiedy pamiętam był absorbujący i jest do dzisiaj. Teraz jest trochę lepiej ale i tak jest mniej samodzielny psychicznie od innych dzieci. Jest uzalezniony od mamusi. Śpię z nim.
    Kiedyś, pół roku temu postanowiłam że będzie spał sam. Skończyło się tym że przestał mówić i zaczął się jąkąć. Tak to przeżył. Siedziałam przy jego łóżku dopóki nie zasnął, tak jak napatrzyłam się w Niani. Czytałam mu i skutki tego były takie, że mały przestał mówić. A spał w swoim łożku w naszej sypialni. Reakcja organizmu. Myślał chyba, że go odrzucam… A ja chciałam się wyspać… Ile można. Potem powolutku zaczął się jąkać, aż do tego stopnia że nie potrafił nic powiedzieć i przestał mówić na około miesiąc. Potem moja terapia polegała na powolnym mówieniu. Wyraźnie i powoli. No i na zwiększonym przytulaniu i oczywiście spaniu razem… Bez komentarza. poddałam się. Śpimy nadal razem, bo boję się że znowu będzie się jąkał. A potem nie potrafił na placu zabaw nic powiedzieć i bał się dzieci. Jakiś koszmar. Teraz jak pójdzie do przedszola boję się aby znowu nie myślał, że go odrzucam i przestanie mi mówić… Koszmar znowu może wrócić. Teraz już po niespełana 5 miesiącach mówi prawie łądnie jak kiedyś. Ale boję się że strach przed oderwaniem od mamy wróci…
    Bywa, że reaguje agresją na problemy z mówieniem. Np. coś fuknie komuś i ja potem się za niego tłumaczę, albo jest nieśmiały do potęgi. Odwróci się plecami bo boi się coś powiedzieć i jąkać.
    W mojej wiosce zabitej dechami nie ma lekarzy, kórzy mogli by mi pomóc. A ludzie patrzą się na mnie dziwnie. Co mam za dziwne dziecko…
    Kocham go i będę walczyć aby jakoś zaistniał w przedszolnej społeczności aby się nie poddawał i nie był zbyt agresywny. Staram się go wyciszać ale czasem już nie mam siły bo też chciałabym zająć się na chwilę sobą. Nie wiem jak to będzie ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. Zacisnę wargi i do przodu.

    Mąż chodzi zapracowany do potęgi. Widzę, że już mu to wszystko wybija. Budowa, praca, brak auta jeszcze…, jakieś bóle głowy.

    Nie będę pisać o tym co bym chciała materialnego i nie tylko, bo lista nie skończyłaby się szybko, ale o jednym napiszę – zdrowie dla rodzinki proszę !!

    #1969484

    ausia

    Ale lubię takie zimne poranki. Jesień uwielbiam, za to że jest 🙂 A już ją czuję.
    Jadę tak przez las i ta opadająca rosa… mmmm miodzio.

    Zastanawiam się usilnie jakie posadzić drzewa czy krzaki na wiosnę aby szybko mi wyrosły i były zielonym płotem między sąsiadami. Nie mam nic przeciwko im ale tak mi zaglądają na działkę, że muszę coś posadzić aby zielone roślinki zaglądały mi do domu, a nie sąsiedzi.
    Wczoraj jak sprzątałam na budowie jak zwykle marzyłam jak to będzie, wymyśłałm w głowie obrazki. Jak i co i gdzie będzie stało. I na końcu chciałam abyśmy usiedli w duzym pokoju przy kieliszku nalewki mojej produkcji przy kominku. Ale marzenia…
    Potem jednak szybko wracałam do zbierania gruzu, przenoszenia cegieł i pilnowania aby mały coś nie wymyślił.
    Małego pod wieczór bardzo bolał brzuszek. Płakał mi w nocy z bólu. Nie wiem czemu. Mam nadzieję, że rano mu przejdzie. I normalnie zje sniadanko.
    Tak mi żal co rano go opuszczać i gnać do pracy. Śpi tak spokojnie.
    Urwisek mały… Jak to dobrze, że go mam.

    Nie wiem kiedy jest ostatni dzwonek na dziecko ale ja jakoś się sama nakręciłam pozytywnie do decyzji mojego męża co do kolejnego dziecka, że “może” go już nie będzie.
    Muszę tak myśłeć bo bym zwariowała. Cieszę się, że mam jednego malucha i jest mi dobrze jak jest. Teraz sobie taką wersję wmawaim. Prawda jest też taka, że juz zapomniałam jak to jest mieć takiego mlauszka, który tylko je, spi itp…
    Wiem, że synek będzie wymagał dużo poświęcenia i czasu z mojej strony i może to tak ma być… ze muszę być cała dla niego.
    Ile się da i ile będzie mnie potrzebował dam mu siebie całą.



    #1969485

    ausia

    Uciekłam na chwilę z pracy i to słońce w kasztanach (…) piękny widok.
    Mąz jak się we mnie zakochał dawał mi kasztany na każde spotkanie. Mówił, że przypominają mu moje włosy.
    Teraz moje włosy mają już tyle siwych włosów, że musze je farbować. I dalej mam ten kasztan tylko że sztuczny…

    Dzwoniłam do przedszola bo nie wytrzymałam, jakaś pani poradziła mi w tym przdszolou, że z punktu widzenia dziecka najlepiej jest je szybko zostawić i nie rozczulać się nad nim i zejśc mu szybko z oczu.
    Zobaczymy, w praniu wyjdzie ale dobrze, że zadzwoniłam bo trochę jestem spokojniejsza. Mam wyjście mogę zostać trochę z maluchem albo szybko uciec.
    Wmawaim sobie, że mam dzielne dziecko i sobie poradzi. Tego się trzymam!!!

    #1969486

    ausia

    Maluch śpi, umyty, wyczesany, wycałowany… Mąż mi powiedział – nadopiekuńczość pierwszy stopień do piekła. Ma rację synek 🙂 Nie potrafię jednak inaczej i cieszę się że jutro idzie do tego porzedszola, bo wkońcu się oderwie od matki, która nieustannie martwi się czy zjadł, czy siku zrobił, czy mu nie za ciepło, czy chce pić, czy chce spać, dochodzi do tego że już mówię za niego, bo taka jestem troskliwa… Wiem masakra…
    W przdszkolu będzie musiał powalczyć o swoje. Wątpie aby ktoś się nim przejmował ale cieszy mnie to trochę bo ja wiem, że przesadzam z tą opieką. NADOPIEKĄ…
    Jestem pozytywnie nastawiona i z taką myślą idę dzisiaj spać!!!

    #1969487

    beamama

    Zamieszczone przez ausia
    Maluch śpi, umyty, wyczesany, wycałowany… Mąż mi powiedział – nadopiekuńczość pierwszy stopień do piekła. Ma rację synek 🙂 Nie potrafię jednak inaczej i cieszę się że jutro idzie do tego porzedszola, bo wkońcu się oderwie od matki, która nieustannie martwi się czy zjadł, czy siku zrobił, czy mu nie za ciepło, czy chce pić, czy chce spać, dochodzi do tego że już mówię za niego, bo taka jestem troskliwa… Wiem masakra…
    W przdszkolu będzie musiał powalczyć o swoje. Wątpie aby ktoś się nim przejmował ale cieszy mnie to trochę bo ja wiem, że przesadzam z tą opieką. NADOPIEKĄ…
    Jestem pozytywnie nastawiona i z taką myślą idę dzisiaj spać!!!

    Ausia,
    Im, mocniej i dalej od siebie napniesz cięciwę miłości, tym dalej i piękniej poleci dziecko w życie……. 🙂

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 35)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close