Depresja poporodowa

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 20)
  • Autor
    Wpisy
  • #105232

    eziee

    Hej,

    Nie wiem czy to dobre miejsce na ten temat, ale następny dział po porodzie to „Noworodek”…

    Potrzebuję rady przed udaniem się do lekarza (zanim wpiszą mi to w papiery i będzie się za mną ciągnęło jako przeciwwskazanie do ubezpieczenia, itd). Mój syn urodził się prawie równo 5 tygodni temu. Od tego czasu miałam dość dobre i totalnie fatalne dni/tygodnie. Wiem, że Baby Blues napada sporo mam, i przechodzi dość szybko, ale nie mam chyba typowych objawów lekkiego poporodowego podłamania. Cieszę się dzieckiem, wiem, że sobie radzę, mam wsparcie męża i rodziny, ale nie mogę spać i łapię takie doły, że wpadam w panikę. Płaczę bez większego powodu. Albo czuję się, jakbym miała w głowie drugą osobę: ja myślę – o jak ładnie świeci słońce, ta druga odpowiada „i co z tego, i tak to życie ma sensu”.

    Mam takie „czarne doły” na zmianę z na prawdę dobrymi dniami. Zaczęło się chyba tydzień po porodzie, potem jakoś przeszło, teraz od kilku dni znowu to samo. Staram sobie z tym radzić, ale samemu trochę trudno, boję się pogadać z M, żeby jego nie zdołować… :Wstyd:

    Zastanawiam się czy to norma, i to właśnie baby blues, czy to już podpada pod depresję, czy jakiś inny problem z psychiką…

    Poczytałam też trochę w sieci, i często wspominany jest jeszcze wpływ tarczycy na zmiany nastroju, i wydaje mi się, że mogę podpaść pod tą kategorię (depresja, zmienność nastrojów, panikowanie, płaczliwość, roztrzęsienie, szybka/skokowa utrata wagi). Czy któraś z was miała po ciąży problem z wahaniami hormonów tarczycy? Jak się to objawiało?

    Nie wiem jak się do tego zabrać. Słyszałam już o drugim dziecku… 😉 Tylko nie wiem czy się tak szybko na to pisać. ^^

    #3752860

    mimi-d

    jestem przed porodem i też sie tego boje…

    nie wiem czym jest baby blues ale wiem czym jest depresja, jedyne co Ci moge poradzić to nie miej oporów żeby rozmawiać z mężem o tych złych myślach, czasem rozmowa i wsparcie bliskich bardzo dużo daje, nie trzymaj nic w sobie…

    ale jeśli czujesz że Ci ciężko to nie miej oporów przed udaniem sie do specjalisty

    pozdrawiam 🙂 i trzymam kciuki żeby szybko mineło i nie wracało 🙂



    #3752861

    ahimsa

    Nawet połóg Ci się jeszcze nie skończył:Fiu fiu:
    Mies. po porodzie to taka kiszka emocjonalna;) hormonki szaleją.

    Ja po drugim;) dziecku miałam tak, że równo od 20.00, dzień w dzień to już mega dół i jakby świat się miał skończyć za chwilkę;) wiedziałam, że to MINIE ale i tak było wkurzające.

    Poczekaj chwilkę…jeśli nie minie to może farmaceutyk jakiś wtedy.

    #3752862

    eziee

    Zamieszczone przez ahimsa
    Nawet połóg Ci się jeszcze nie skończył:Fiu fiu:
    Mies. po porodzie to taka kiszka emocjonalna;) hormonki szaleją.

    Ja po drugim;) dziecku miałam tak, że równo od 20.00, dzień w dzień to już mega dół i jakby świat się miał skończyć za chwilkę;) wiedziałam, że to MINIE ale i tak było wkurzające.

    Poczekaj chwilkę…jeśli nie minie to może farmaceutyk jakiś wtedy.

    No niby nie skończył :Wstyd:, i niby jakoś się trzymam, ale bywa ciężko. Na prawdę mam nadzieję, że to minie niedługo, bo w takiej czarnej d@#ie to jeszcze nie byłam.

    #3752863

    ahimsa

    Zamieszczone przez Eziee
    No niby nie skończył :Wstyd:, i niby jakoś się trzymam, ale bywa ciężko. Na prawdę mam nadzieję, że to minie niedługo, bo w takiej czarnej d@#ie to jeszcze nie byłam.

    Normalka;) minie,minie..w gazetach o tym nie wspominają tylko o ‚cudownych chwilach z maluszkiem” – zresztą można poczytać sobie posty babek w ciąży a potem;):Śmiech:

    #3752864

    Anonim

    Rozumiem, ze cieszysz sie dzieckiem tylko te wahania nastrojow, tak?

    Jeszcze moze podchodzic pod burze hormonalna;) ja do siebie zawsze dochodzilam ok.3 miesiecy.

    Daj sobie czas, ale jak juz bedziesz czula, ze cos jednak nie tak- do lekarza. A nawet jeszcze teraz jesli Ci to bardzo przeszkadza. Roznie kobiety reaguja i lepiej nic nie zaniedbac

    Sil duzo, pierwsze 3 miesice (jak dla mnie) najgorsze, potem bedzie lepiej:Kciuki:



    #3752865

    eziee

    Nie wiem do końca czy powinnam się tym dzielić, ale chyba mi ulżyło po spisaniu co jest ze mną nie tak. Cały czas mam wrażenie, że depresja jest zaraźliwa i dzieląc się myślami mogę kogoś w to wciągnąć …

    Ok, spojrzałam na to analitycznie, i chyba to co spisałam w punktach ma największy wpływ na moje samopoczucie:

    1.) Dziecko jest śliczne i wszystkim mówię, że bezproblemowe. Ale po pierwszym weekendzie tylko z nami (przez pierwsze 3 była ze mną mama i mały dużo więcej spał, a w 4 weekend M pojechał spotkać się z kumplami), mąż pyta czy on tak ciągle płacze. Mały płacze, i to sporo. Bo siku, bo kupa, bo jeść, bo niewygodnie, bo gdzie jest smoczek. Jego płacz albo mnie wręcz fizycznie boli, albo frustruje, bo nie wiem jak mu pomóc. A jak go uspokajam smoczkiem i usypiam, mam wrażenie, że może powinnam więcej czasu spędzać z nim obudzonym, bo może źle się rozwija przeze mnie, bo nie rozmawiam i nie bawię się z nim w tym czasie.

    2.) Jestem typem, który stresuje się wszystkim, choć wydaje mi się, że zwykle mam dość optymistyczne podejście do życia. Jeśli coś jest nie tak duszę to w sobie i nie dzielę się problemami z innymi. A w ostatnich miesiącach trochę się działo: chory pies; końcówka ciąży; przygotowania na przyjazd mamy; 2-tygodniowe oczekiwanie na rozpoczęcie porodu, żeby wszystkim pasował termin, i oczywiście przekroczenie terminu; padnięta klimatyzacja w domu z tektury, który wygrzewa się do 40 st w 10 minut, i wymiana za $$$$$$$; użeranie się wykonawcami; temperatury na zewnątrz średnio 35 – czyli nici ze spacerów i 2 miesiące w domu; piętrzące się rachunki i średnia sytuacja finansowa; mama, mąż, pasierb, noworodek, ja i pies na 80m2 (gdzie mąż, uzależniony od kompa, ma komputer w pokoju mamy); samochód psujący się na środku autostrady kiedy wieziemy mamę na samolot i mamy 2 godziny do odlotu; itd, itp.

    3.) W zasadzie wszystko robię sama. Ale często wychodzi na to, że nie robię nic. Jak to ktoś opisał: najpierw byłam rozmemłana, bo mama przez prawie miesiąc robiła wszystko za mnie. Potem czas zaczął przeciekać mi przez palce, i mimo, że mam do zrobienia kilka rzeczy dziennie, kończy się na rozpoczęciu połowy i ogólnym bałaganie, co dobija mnie jeszcze bardziej. Delegować nie umiem. Czytałam, o perfekcjonistach, ale ja jestem bałaganiarzem z natury… więc to chyba odpada. Nie chcę wciągać w pracę w domu M, bo on pracuje zawodowo – głupio mi dowalić mu pranie i zmywanie (tym bardziej, że dla niego pranie to zawiezienie brudnych ciuchów mamie…).

    4.) Od ponad 5 tygodni nie spałam dłużej niż 3,5 godziny. Może kiedyś 4? Pierwszy tydzień to była jakaś masakra. Potem coraz lepiej, ale mały budzi się w nocy co 3,5 godziny, karmię, przewijam i spać, ale ciągle czuję się niewyspana. Ciągle jestem też głodna.

    5.) Próbowałam „robić coś tylko dla siebie”, ale czuję się wtedy samolubna i płytka. Nie cieszą mnie zakupy (tym bardziej, że dbanie o wygląd i „dobra materialne” wydaje mi się ostatnio strasznie bezsensowne).

    Czarna dziura cały czas siedzi gdzieś pod kopułą, i o ile nauczyłam się ją trochę blokować, i tak prawie cały czas mam uczucie wiszącej nade mną tragedii. Jeśli jadę do miasta, mam wizje, że każdy samochód może wjechać prosto we mnie (nie wiem jak przetrwam dzisiejszy wyjazd na szkolenie z M – 2,5 godz w samochodzie). Jeśli niosę małego po schodach, widzę jego małe ciałko wypadające mi z rąk i główkę roztrzaskującą się na stopniach. Nie mam absolutnie myśli w stylu „po co to dziecko ma żyć, przykryję go poduszką i skończę mu męczarnie”, ale jak obcinam mu paznokcie – widzę nożyczki wbite w brzuszek, itd. Masakra. Ostrzegała mnie przed tym kumpela – jej siostra miała dość podobne przejścia – jakby obca osoba w jej głowie mówiła jej, że może upuścić córkę na podłogę, i ta na pewno przestanie płakać i się męczyć. Nie mam tak, ale może te wizje „co by było gdyby” to jakiś wstęp?

    Cały czas łazi też za mną myśl, że to co robimy i tak nie ma większego znaczenia, bo czas mija tak szybko, że to czy teraz pozmywam naczynia, czy nie, nie ma wpływu absolutnie na nic. Zaczęło się jeszcze przed porodem – miałam kilka melancholijnych nocy kiedy nie mogłam spać i po ciemku rozmyślałam o sensie życia. Przeszło, ale wróciło ze zdwojoną mocą po wizycie teściowej, która przyniosła album ze zdjęciami: ona jako nastolatka, narodziny M, M jako maleńkie dziecko. Zwykle temat dorastania, starości i śmierci nie ma na mnie tak dołującego wpływu, ale teraz nie potrafię się od tego uwolnić. A jak mam dobry dzień i się nie daję czarnym myślom, to koło 18 zaczynam czuć się strasznie zdenerwowana i łażę w kółko bez celu, boli mnie brzuch, trzęsą ręce, itd.

    6 tygodni od porodu mija w czwartek. Ponieważ czuję się lepiej niż tydzień temu, dam sobie jeszcze trochę czasu – faszeruję się magnezem, omegą-3 i biorę witaminy. Codziennie chodzę choć na krótki spacer. Zobaczymy…

    #3752866

    heksa

    Eezie, mysle, ze z kazdym tygodniem bedzie Ci latwiej. Dziecko sie zrobi bardziej kumate, Twoje hormonki sie unormuja.

    Co do czarnych mysli i swiadomosci uciekajacego czasu, to chyba kazda z nas tak ma. Mnie tez czasem paralizuja mysli typu, ze cos sie moim corkom moze stac i czesto marze o tym zeby czas sie zatrzymal, tu i teraz. Nie chce sie zestarzec i cory sa teraz w wieku w miare bezproblemowym.
    <O:p
    A reszta to samo zycie. Dwa lata temu rowniez mialam jazdy z psem, kotre kosztowaly mnie fortune, ktorej nie mam. Klima w domu nie dziala i przez conajmiej rok nie podziala, bo najpierw okna wypadaloby wymienic. A dzieci sie kloca non stop color, chwala Bogu rok szkolny sie zaczal. 😉

    Trzymaj sie.

    #3752867

    asiha

    po pierwsze trzymam kciuki :Kciuki: żeby było coraz lepiej. po drugie też przez to przechodziłam i nadal czasem powraca , u mnie to taki stan przytępienia, który przychodzi kidy jestem długo sama, w sensie bez innych dorosłych. Może masz w pobliżu jakąś przyjaciółkę z którą możesz pogadać, a nawet spędzać całe dni ? nie powinnaś być teraz sama (nie chodzi o pomoć przy dziecku, bo z tym sobie świetnie radzisz, tylko o zajęcie się tobą). jak będzie się to przedłużać to chyba powinnać iść do lekarza, ale myślę że bedzie co raz lepiej :Przytulam:

    #3752868

    mam

    Zamieszczone przez Eziee
    Nie wiem do końca czy powinnam się tym dzielić, ale chyba mi ulżyło po spisaniu co jest ze mną nie tak. Cały czas mam wrażenie, że depresja jest zaraźliwa i dzieląc się myślami mogę kogoś w to wciągnąć …

    Ok, spojrzałam na to analitycznie, i chyba to co spisałam w punktach ma największy wpływ na moje samopoczucie:

    1.) Dziecko jest śliczne i wszystkim mówię, że bezproblemowe. Ale po pierwszym weekendzie tylko z nami (przez pierwsze 3 była ze mną mama i mały dużo więcej spał, a w 4 weekend M pojechał spotkać się z kumplami), mąż pyta czy on tak ciągle płacze. Mały płacze, i to sporo. Bo siku, bo kupa, bo jeść, bo niewygodnie, bo gdzie jest smoczek. Jego płacz albo mnie wręcz fizycznie boli, albo frustruje, bo nie wiem jak mu pomóc. A jak go uspokajam smoczkiem i usypiam, mam wrażenie, że może powinnam więcej czasu spędzać z nim obudzonym, bo może źle się rozwija przeze mnie, bo nie rozmawiam i nie bawię się z nim w tym czasie.

    2.) Jestem typem, który stresuje się wszystkim, choć wydaje mi się, że zwykle mam dość optymistyczne podejście do życia. Jeśli coś jest nie tak duszę to w sobie i nie dzielę się problemami z innymi. A w ostatnich miesiącach trochę się działo: chory pies; końcówka ciąży; przygotowania na przyjazd mamy; 2-tygodniowe oczekiwanie na rozpoczęcie porodu, żeby wszystkim pasował termin, i oczywiście przekroczenie terminu; padnięta klimatyzacja w domu z tektury, który wygrzewa się do 40 st w 10 minut, i wymiana za $$$$$$$; użeranie się wykonawcami; temperatury na zewnątrz średnio 35 – czyli nici ze spacerów i 2 miesiące w domu; piętrzące się rachunki i średnia sytuacja finansowa; mama, mąż, pasierb, noworodek, ja i pies na 80m2 (gdzie mąż, uzależniony od kompa, ma komputer w pokoju mamy); samochód psujący się na środku autostrady kiedy wieziemy mamę na samolot i mamy 2 godziny do odlotu; itd, itp.

    3.) W zasadzie wszystko robię sama. Ale często wychodzi na to, że nie robię nic. Jak to ktoś opisał: najpierw byłam rozmemłana, bo mama przez prawie miesiąc robiła wszystko za mnie. Potem czas zaczął przeciekać mi przez palce, i mimo, że mam do zrobienia kilka rzeczy dziennie, kończy się na rozpoczęciu połowy i ogólnym bałaganie, co dobija mnie jeszcze bardziej. Delegować nie umiem. Czytałam, o perfekcjonistach, ale ja jestem bałaganiarzem z natury… więc to chyba odpada. Nie chcę wciągać w pracę w domu M, bo on pracuje zawodowo – głupio mi dowalić mu pranie i zmywanie (tym bardziej, że dla niego pranie to zawiezienie brudnych ciuchów mamie…).

    4.) Od ponad 5 tygodni nie spałam dłużej niż 3,5 godziny. Może kiedyś 4? Pierwszy tydzień to była jakaś masakra. Potem coraz lepiej, ale mały budzi się w nocy co 3,5 godziny, karmię, przewijam i spać, ale ciągle czuję się niewyspana. Ciągle jestem też głodna.

    5.) Próbowałam „robić coś tylko dla siebie”, ale czuję się wtedy samolubna i płytka. Nie cieszą mnie zakupy (tym bardziej, że dbanie o wygląd i „dobra materialne” wydaje mi się ostatnio strasznie bezsensowne).

    Czarna dziura cały czas siedzi gdzieś pod kopułą, i o ile nauczyłam się ją trochę blokować, i tak prawie cały czas mam uczucie wiszącej nade mną tragedii. Jeśli jadę do miasta, mam wizje, że każdy samochód może wjechać prosto we mnie (nie wiem jak przetrwam dzisiejszy wyjazd na szkolenie z M – 2,5 godz w samochodzie). Jeśli niosę małego po schodach, widzę jego małe ciałko wypadające mi z rąk i główkę roztrzaskującą się na stopniach. Nie mam absolutnie myśli w stylu „po co to dziecko ma żyć, przykryję go poduszką i skończę mu męczarnie”, ale jak obcinam mu paznokcie – widzę nożyczki wbite w brzuszek, itd. Masakra. Ostrzegała mnie przed tym kumpela – jej siostra miała dość podobne przejścia – jakby obca osoba w jej głowie mówiła jej, że może upuścić córkę na podłogę, i ta na pewno przestanie płakać i się męczyć. Nie mam tak, ale może te wizje „co by było gdyby” to jakiś wstęp?

    Cały czas łazi też za mną myśl, że to co robimy i tak nie ma większego znaczenia, bo czas mija tak szybko, że to czy teraz pozmywam naczynia, czy nie, nie ma wpływu absolutnie na nic. Zaczęło się jeszcze przed porodem – miałam kilka melancholijnych nocy kiedy nie mogłam spać i po ciemku rozmyślałam o sensie życia. Przeszło, ale wróciło ze zdwojoną mocą po wizycie teściowej, która przyniosła album ze zdjęciami: ona jako nastolatka, narodziny M, M jako maleńkie dziecko. Zwykle temat dorastania, starości i śmierci nie ma na mnie tak dołującego wpływu, ale teraz nie potrafię się od tego uwolnić. A jak mam dobry dzień i się nie daję czarnym myślom, to koło 18 zaczynam czuć się strasznie zdenerwowana i łażę w kółko bez celu, boli mnie brzuch, trzęsą ręce, itd.

    6 tygodni od porodu mija w czwartek. Ponieważ czuję się lepiej niż tydzień temu, dam sobie jeszcze trochę czasu – faszeruję się magnezem, omegą-3 i biorę witaminy. Codziennie chodzę choć na krótki spacer. Zobaczymy…

    Wydaje mi sie ze mimo wszystko powinnas z kims porozmawiac.. Nie chodzi mi koniecznie o specjaliste moze byc osoba naprawde zaufana mąż, mama, przyjaciółka.. Z tego co piszesz owszem za „normę” można uznać strach o dziecko, trudność w ogarnięciu domu, ogólne zniechęcenie..

    Jednak bardziej chodzi o Ciebie niż o dziecko. Musisz zrobic cos dla siebie, bez wyrzutów sumienia!! Zakupy, mąż na spacerze a Ty w tym czasie odpoczywasz, jakaś maseczka, dobra książka. Nie rób z siebie super bohaterki.. Pisząc o pracy męża to wiesz..;) jak mój wraca wczesniej dostaje chlopakow a ja albo ide sie drzemnac albo nadrabiam zaleglosci domowe/pracowe.. Jak późno wraca to razem kąpiemy i kladziemy spac dzieci.. Nieraz to on rozwieszal pranie a nie robi mi awantury bo prasowanie czeka.. Niestety sama wpadalm niedawno w czarna dziure bo tez mnie przybujalo wszystko zabawki wszedzie, prasowanie, ukladnie i takie tam..

    Dalam na luz powiedzialam wprost M ze nie daje rady bo jeszcze pracuje jak maluchy zasna lub kumpela ich wezmie na spacer. Zrozumial..

    Porozmawiaj z mężem to Wasz wspólny problem zrobice podzial obowiazkow, i np jeden dzien kiedy masz 2 h tylko dla siebie…

    :Kciuki: i wierze ze nie dasz sie złym myślom i wyjdziesz na prostą!



    #3752869

    cathia

    Nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale sama miewam takie deprechy bez dzieci i bez ciąży. Najdzie tak na dzień lub i na kilka tygodni, a potem mija. Najczęściej pomaga brak wolnego czasu na myślenie. Należę do osób, które we wszystkim chcą widzieć sens i to taki ponadczasowy sens, a to przecież niemożliwe :Hmmm…::Hmmm…:

    Ja bym jednak na Twoim miejscu z mężem rozmawiała, a przynajmniej się wygadała 😉

    #3752870

    magdawroc

    Zamieszczone przez
    Wydaje mi sie ze mimo wszystko powinnas z kims porozmawiac.. Nie chodzi mi koniecznie o specjaliste moze byc osoba naprawde zaufana mąż, mama, przyjaciółka.. Z tego co piszesz owszem za „normę” można uznać strach o dziecko, trudność w ogarnięciu domu, ogólne zniechęcenie..

    Jednak bardziej chodzi o Ciebie niż o dziecko. Musisz zrobic cos dla siebie, bez wyrzutów sumienia!! Zakupy, mąż na spacerze a Ty w tym czasie odpoczywasz, jakaś maseczka, dobra książka. Nie rób z siebie super bohaterki.. Pisząc o pracy męża to wiesz..;) jak mój wraca wczesniej dostaje chlopakow a ja albo ide sie drzemnac albo nadrabiam zaleglosci domowe/pracowe.. Jak późno wraca to razem kąpiemy i kladziemy spac dzieci.. Nieraz to on rozwieszal pranie a nie robi mi awantury bo prasowanie czeka.. Niestety sama wpadalm niedawno w czarna dziure bo tez mnie przybujalo wszystko zabawki wszedzie, prasowanie, ukladnie i takie tam..

    Dalam na luz powiedzialam wprost M ze nie daje rady bo jeszcze pracuje jak maluchy zasna lub kumpela ich wezmie na spacer. Zrozumial..

    Porozmawiaj z mężem to Wasz wspólny problem zrobice podzial obowiazkow, i np jeden dzien kiedy masz 2 h tylko dla siebie…

    :Kciuki: i wierze ze nie dasz sie złym myślom i wyjdziesz na prostą!

    Eziee, bardzo mnie poruszyło to co napisałaś o tym co się z Tobą dzieje. Zgadzam sie z Doble mamá i odnośnie potrzeby wygadania się i podzielenia swoim stanem i emocjami, przed wszystkim z partnerem ale i z kimś życzliwym. To moje 3. dziecko i tym razem umiałam zadbać o to, by mnie nie dopadła czarna dziura ale i tak bywało ciężko. Jednak od początku uważam, że dziecko jest wspólne i owszem,mążpracuje ale Ty w tym czasie jesteś „w pracy”, bo czym innym jak nie niezwykle absorbującym i obciążającym psychicznie zajęciem jest zajmowanie się maleństwem, a szczególnie pierwszym. Dlatego uważam, że mąż może po pracy odpocząć właśnie zajmując się dzieckiem a Ty zależnie od formy nadgonić prace domowe (jeśli to Ci przyniesie polepszenie samopoczucia) albo odespać, czy zająć się sobą. Czasem zbyt oszczędzamy naszych mężczyzn a oni zdziwieni niesą w stanie zrozumieć,gdy wreszcie coś w nas z tego napięcia pęka…
    Mała mnie atakuje – c.d.n.



    #3752871

    magdawroc

    Nie wiem skąd jesteś, jaki masz dostęp do specjalistów i na ile realne są Twoje obawy, że pozostałoby ci to „w papierach” ale są różni specjaliści. Psychiatrzy zalecają przede wszystkim farmakologię, psycholodzy bardzoróżnie pracują w temacie ale są i też psychoterapeuci. Ja wierzę w moc terapeutyczną grupy i myślę, że bardzo dobrą metodą są wszelkiego rodzaju grupy wsparcia. I to zarówno formalnie zorganizowane, pod opieką specjalisty,jak i takie chociażby jak na tutejszym forum. Nie wiem jak funkcjonujesz na DI ale są też fora rówieśnicze – ja jestem i na lutówkach i na marcówkach zarowno tu,jak i na innym portalu maluchy .pl I to mi aprawdę dobrze robi jak poczytam sobie zarówno o dobrych, jak i o trudych chwilach z maluszkami, i o tym wszystkim, czym dzielą się mamy z osobami w podobnej sytuacji. Ze starszymi nie miałam takiej możliwości a teraz widzę różnicę. Korzystam, ile się da z kontaktów z innymi kobietami, chodzę na spacery z koleżanką z o miesiąc młodszym maleństwem,chodzę do multibabykina.Staram sie korzystać ze wsparcia otoczenia. I powiem Ci, że jak sobie pozwolę odpocząć chwilę od dziecka,dam szansę się nim zająć dzieciom, to wtedy jestem w stanie się cieszyć moją córcią i mam do niej więcej cierpliwości. Ale też i łatwiej znoszę jej marudzenia,mam większy dystans do tego, co się dzieje w danym momecie. Jestem w stanie zgodzić się wewnętrznie na to,że ona może mieć gorszy dzień, kiepski moment i nie rozbija mnie to tak psychicznie jak kiedyś, szczególnie z pierworodną. Kończę powoli,bo zbieram sie do fryzjera:Cwaniak: i muszę przygotować córce pole do opieki nad siostrzyczką:Hyhy:

    #3752872

    qr-chuck

    Zamieszczone przez Eziee
    Nie wiem do końca czy powinnam się tym dzielić, ale chyba mi ulżyło po spisaniu co jest ze mną nie tak. Cały czas mam wrażenie, że depresja jest zaraźliwa i dzieląc się myślami mogę kogoś w to wciągnąć …

    Ok, spojrzałam na to analitycznie, i chyba to co spisałam w punktach ma największy wpływ na moje samopoczucie:

    1.) Dziecko jest śliczne i wszystkim mówię, że bezproblemowe. Ale po pierwszym weekendzie tylko z nami (przez pierwsze 3 była ze mną mama i mały dużo więcej spał, a w 4 weekend M pojechał spotkać się z kumplami), mąż pyta czy on tak ciągle płacze. Mały płacze, i to sporo. Bo siku, bo kupa, bo jeść, bo niewygodnie, bo gdzie jest smoczek. Jego płacz albo mnie wręcz fizycznie boli, albo frustruje, bo nie wiem jak mu pomóc. A jak go uspokajam smoczkiem i usypiam, mam wrażenie, że może powinnam więcej czasu spędzać z nim obudzonym, bo może źle się rozwija przeze mnie, bo nie rozmawiam i nie bawię się z nim w tym czasie.

    2.) Jestem typem, który stresuje się wszystkim, choć wydaje mi się, że zwykle mam dość optymistyczne podejście do życia. Jeśli coś jest nie tak duszę to w sobie i nie dzielę się problemami z innymi. A w ostatnich miesiącach trochę się działo: chory pies; końcówka ciąży; przygotowania na przyjazd mamy; 2-tygodniowe oczekiwanie na rozpoczęcie porodu, żeby wszystkim pasował termin, i oczywiście przekroczenie terminu; padnięta klimatyzacja w domu z tektury, który wygrzewa się do 40 st w 10 minut, i wymiana za $$$$$$$; użeranie się wykonawcami; temperatury na zewnątrz średnio 35 – czyli nici ze spacerów i 2 miesiące w domu; piętrzące się rachunki i średnia sytuacja finansowa; mama, mąż, pasierb, noworodek, ja i pies na 80m2 (gdzie mąż, uzależniony od kompa, ma komputer w pokoju mamy); samochód psujący się na środku autostrady kiedy wieziemy mamę na samolot i mamy 2 godziny do odlotu; itd, itp.

    3.) W zasadzie wszystko robię sama. Ale często wychodzi na to, że nie robię nic. Jak to ktoś opisał: najpierw byłam rozmemłana, bo mama przez prawie miesiąc robiła wszystko za mnie. Potem czas zaczął przeciekać mi przez palce, i mimo, że mam do zrobienia kilka rzeczy dziennie, kończy się na rozpoczęciu połowy i ogólnym bałaganie, co dobija mnie jeszcze bardziej. Delegować nie umiem. Czytałam, o perfekcjonistach, ale ja jestem bałaganiarzem z natury… więc to chyba odpada. Nie chcę wciągać w pracę w domu M, bo on pracuje zawodowo – głupio mi dowalić mu pranie i zmywanie (tym bardziej, że dla niego pranie to zawiezienie brudnych ciuchów mamie…).

    4.) Od ponad 5 tygodni nie spałam dłużej niż 3,5 godziny. Może kiedyś 4? Pierwszy tydzień to była jakaś masakra. Potem coraz lepiej, ale mały budzi się w nocy co 3,5 godziny, karmię, przewijam i spać, ale ciągle czuję się niewyspana. Ciągle jestem też głodna.

    5.) Próbowałam „robić coś tylko dla siebie”, ale czuję się wtedy samolubna i płytka. Nie cieszą mnie zakupy (tym bardziej, że dbanie o wygląd i „dobra materialne” wydaje mi się ostatnio strasznie bezsensowne).

    Czarna dziura cały czas siedzi gdzieś pod kopułą, i o ile nauczyłam się ją trochę blokować, i tak prawie cały czas mam uczucie wiszącej nade mną tragedii. Jeśli jadę do miasta, mam wizje, że każdy samochód może wjechać prosto we mnie (nie wiem jak przetrwam dzisiejszy wyjazd na szkolenie z M – 2,5 godz w samochodzie). Jeśli niosę małego po schodach, widzę jego małe ciałko wypadające mi z rąk i główkę roztrzaskującą się na stopniach. Nie mam absolutnie myśli w stylu „po co to dziecko ma żyć, przykryję go poduszką i skończę mu męczarnie”, ale jak obcinam mu paznokcie – widzę nożyczki wbite w brzuszek, itd. Masakra. Ostrzegała mnie przed tym kumpela – jej siostra miała dość podobne przejścia – jakby obca osoba w jej głowie mówiła jej, że może upuścić córkę na podłogę, i ta na pewno przestanie płakać i się męczyć. Nie mam tak, ale może te wizje „co by było gdyby” to jakiś wstęp?

    Cały czas łazi też za mną myśl, że to co robimy i tak nie ma większego znaczenia, bo czas mija tak szybko, że to czy teraz pozmywam naczynia, czy nie, nie ma wpływu absolutnie na nic. Zaczęło się jeszcze przed porodem – miałam kilka melancholijnych nocy kiedy nie mogłam spać i po ciemku rozmyślałam o sensie życia. Przeszło, ale wróciło ze zdwojoną mocą po wizycie teściowej, która przyniosła album ze zdjęciami: ona jako nastolatka, narodziny M, M jako maleńkie dziecko. Zwykle temat dorastania, starości i śmierci nie ma na mnie tak dołującego wpływu, ale teraz nie potrafię się od tego uwolnić. A jak mam dobry dzień i się nie daję czarnym myślom, to koło 18 zaczynam czuć się strasznie zdenerwowana i łażę w kółko bez celu, boli mnie brzuch, trzęsą ręce, itd.

    6 tygodni od porodu mija w czwartek. Ponieważ czuję się lepiej niż tydzień temu, dam sobie jeszcze trochę czasu – faszeruję się magnezem, omegą-3 i biorę witaminy. Codziennie chodzę choć na krótki spacer. Zobaczymy…

    Ja mam podobne jazdy (te przemyślenia na temat krótkości życia, mysli typu wypadające z rąk dziecko itd…) jak jestem niedospana. Wtedy też (paradoksalnie) spać nie mogę… Taki typ – muszę spać ciurkiem przynajmniej 6-7 godzin i wtedy normalnie funkcjonuję.
    Jeśli u Ciebie to podobny mechanizm, to nie pocieszę – ja dopiero teraz (w domu 6 latka + 3 latek) zaczynam się wysypiać… No i to też najczęściej na delegacjach – bo w domu to siku, to pić, to zły sen i przytulić…
    Przy niemowlętach olewałam wszystko i jak dziecko spało to ja też… A i tak mi nie wystarczało, żeby zrekompensować „szarpany” sen w nocy…

    #3752873

    eziee

    Czytam co mogę na temat i depresji samej w sobie, i na temat tej poporodowej. Nie wiem czy pomaga, bo czytam i ryczę, ale chyba udaje mi się lekko zmieniać podejście do problemu. 🙂

    Miałam też rozmowę od serca z mężem, i wyjaśniliśmy sobie chyba nasze frustracje – okazuje się, że M też chował trochę przede mną… Dostałam lekkiego kopniaka w tyłek – co w moim przypadku często działa lepiej niż przytulanie. Pogadałam z teściową (sama ma stany depresyjne i bieże Prozac…), i choć ona zupełnie nie rozumie co mnie dobija, to obiecała, że będzie się „wtrącać” i zabierać mi dziecko, żebym miała trochę czasu dla siebie. Tylko czas „dla siebie” do końca mnie nie urządza – potrzebuję trochę towarzystwa, a o to najtrudniej – prawie nikogo tu nie znam.

    Zadzwoniłam też do lekarza, bo fizycznie ostatnio słabiej się czuję, ale nie chcą robić żadnych testów, choć bardzo chętnie przepiszą antydepresanty (choć karmię piersią…).

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 20)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close