Dlaczego szkoła szkodzi

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #110538

    Anonim

    Koleżanka z innego forum wynalazła, wrzucam i Wam.

    Coś pięknego.
    Polecam, do wysłuchania w wolnej chwili, bo warto.
    Cos co chyba podswiadomie wszyscy wiemy zostało pięknie ubrane w słowa i powiedziane głośno.
    Szczególnie gorąco polecam nauczycielom i pedagogom.
    A w ogóle ten tekst powinien byc lekturą obowiązkową na dziecinnym forum 😉

    Na początku jest mały błąd w nagraniu, ale to kilkadziesiąt sekund, dalej juz idzie prawidłowo.

    #4930073

    vinga

    Zamieszczone przez majowamama
    Koleżanka z innego forum wynalazła, wrzucam i Wam.

    Coś pięknego.
    Polecam, do wysłuchania w wolnej chwili, bo warto.
    Cos co chyba podswiadomie wszyscy wiemy zostało pięknie ubrane w słowa i powiedziane głośno.
    Szczególnie gorąco polecam nauczycielom i pedagogom.
    A w ogóle ten tekst powinien byc lekturą obowiązkową na dziecinnym forum 😉

    Na początku jest mały błąd w nagraniu, ale to kilkadziesiąt sekund, dalej juz idzie prawidłowo.

    A ja nie mam w pracy dźwięku, a w domu mam łącze do …. nie powiem czego :(… ktoś streści? Proszę?



    #4930074

    Anonim

    Zamieszczone przez Vinga
    A ja nie mam w pracy dźwięku, a w domu mam łącze do …. nie powiem czego :(… ktoś streści? Proszę?

    mozna ściągnąć i np. do telefonu wrzucic, bo to audio
    trochę na blogu ale i tak wysłuchac warto

    #4930075

    morena

    wysłuchałam
    wszystko to tak intuicyjnie wiedziałam już od moich czasów szkolnych, uwielbiałam na wszystkich etapach edukacji nauczycieli, którzy pobudzali nas do dyskusji, wychodzili poza schematy, zmuszali do twórczego myślenia… Niestety, z podstawówki w ogóle takich nie pamiętam, ze szkoły średniej dwóch, ze studiów dosłownie kilku…
    Obecne wszechobecne testy mnie przerażają, totalnie zabijają w uczniach kreatywność.

    Zdawałam jeszcze starą maturę, ale już wtedy były jakieś takie testy, które można było wybrać na języku polskim (dotyczące zdaje się interpretacji wiersza czy tekstu pisanego) – pamiętam, że po ich próbnym rozwiązaniu na lekcji okazało się, że większość z nas ledwo by zdała, bo nie wpasowaliśmy się z odpowiedziami w klucz… Wtedy byłam w szoku, jak w ogóle można oceniać wiedzę i umiejętności wymagając od uczniów wpasowania się w klucz odpowiedzi – a teraz (z tego, co widzę) to jest standard w ocenianiu (zresztą nie tylko w testach gimnazjalnych czy szóstoklasistów, egzaminy zawodowe np. dla adwokatów wyglądają tak samo)

    Najbardziej przerażające jest to, ze dla dziecka nie ma alternatywy – można mu szukać wprawdzie szkoły, która by nie szła tym utartym schematem, pobudzała do myślenia, rozwijała kreatywność – ale i taka szkoła musi uczniów nauczyć tego klepania bezmyślnego testów, bo bez tego po prostu uczeń nie ma szans na dalszą edukację w wybranym kierunku…

    Przykre w sumie jest to, że już nawet studia nie są takim miejscem, gdzie wymaga się twórczego myślenia – w sumie to nawet mnie nie dziwi, że teraz dla pracodawców papier wyższej szkoły nic nie znaczy, często bowiem te osoby z wyższym wykształceniem nie mają żadnych umiejętności potrzebnych na rynku pracy! Mnie w tej chwili w zawodzie w minimalnym stopniu przydaje się wiedza wkuta na studiach – i tak przy rozwiązywaniu problemów muszę sięgnąć do źródeł dostępnych np. w internecie. Potrzebne mi jest ogólne rozeznanie + intuicja, umiejętności negocjacji, analizy ryzyka – a tego nikt mnie nigdy nie uczył, nikt nie pokazywał jak to robić, nie wskazywał właściwych kierunków rozwoju. Mnie studia rozczarowały bardzo, gdyby nie praca w ich trakcie (byle jaka, ale ważne, ze była) skończyłabym je nie potrafiąc nawet faksu obsłużyć czy listu motywacyjnego napisać (i bynajmniej nie piszę o tych listach-kalkach dostępnych w sieci, gdzie tylko trzeba swoje dane wpisać w nagłówek i gotowe ;))

    Trochę chaotycznie wyszło, przepraszam 🙂
    Ale bardzo bym chciała, żeby moje dzieci mogły się uczyć inaczej i nie musiały tak jak ja w czwartej klasie podstawówki klepać na pamięć: chlorofil, ksantofil i coś tam jeszcze w liściach było 😉 – do tej pory pamiętam, jak to wkuwałam na pamięć. Biologii nas pani od wuefu uczyła…

    #4930076

    figa

    Coś co wszyscy gdzieś tam w głębi duszy chyba wiemy, nawet jeśli ktos nie zna znaczenia słowa „kognitywny” 😉

    O swojej edukacji wypowiadać się nie będę, bo nie ma za bardzo o czym gadać 😉

    W wyniku splotu wielu przypadków, P. znalazła sie w tym roku na zajęciach językowych,
    gdzie nie wkuwa sie słówek tradycyjnie, tylko zapamiętuje słowa bazując na rymach, melodiach, skojarzeniach obrazkowych, dźwiękowych, gdzie jest dużo ruchu, skakania, projektów (oczywiście na miarę 8latków) pokazujących różne tradycje, tematy, obyczaje, także projekty charytatywne, no dość róznorodne są te ich „metody edukacyjne” i muszę przyznać, że efekty są bardzo interesujące.
    Cos co było dotąd jednak nieco uciążliwym kuciem na pamięć słówek w każdy weekend (ubiegły rok szkolny), teraz nie wymaga żadnej pracy w domu.
    Widzę te mnóstwo innych zalet – zajęcia nie są nudne, dzieci je lubią,
    łatwość w używaniu wielu zwrotów niewiarygodna, jeśli się zestawi z tym, jak było w roku ubiegłym.
    Nawet bal helołinowy wykorzystano nie tylko do tańców i skakania,
    ale były też gry, zagadki i temu podobne sztuczki, podstępnie wpychające do głów nowe informacje :Hyhy:
    Jestem cała na tak, tylko mogłoby być taniej 😉

    Skoro można uczyć fajnie języka, to na pewno można tez fajnie uczyć w innych dziedzinach, tylko skąd wytrzasnąć tylu kreatywnych,
    którzy stworzą takie odmienne programy edukacyjne 🙂

    #4930077

    vinga

    Kiedyś, gdy jeszcze pracowałam w szkole, byłam na takim super kursie „mój uczeń odnosi sukces”, tam właśnie nam prowadząca wtłaczała do głowy to o czym traktuje wpis na zalinkowanej stronie… By ucznia doceniać i motywować, szukać dobrych stron i możliwości rozwoju… Uczyłam dorosłych, niestety większość z nich z powodu dotychczasowych doświadczeń edukacyjnych ustawiała się od samego początku na pozycji: „ja tego na pewno się nie nauczę, zresztą poprzedni nauczyciel mi to już powiedział”… przy takim podejściu było bardzo trudno przebić się przez mur obronny… Gdyby od samego początku edukacji mieli pokazane, że mogą, potrafią…

    A teraz kilka kamyczków do ogródka z drugiej strony… Znam historię nauczycielki, młodej, kreatywnej, uwielbianej przez uczniów, której „starsze” koleżanki tak skutecznie robiły antyreklamę u pani dyrektor, że nie dostała ona przedłużenia umowy na następny rok…

    Ostatnio też doszłam do wniosku, że najważniejszą rolę do odegrania w edukacji naszych dzieci ich zachęceniu do poszukiwań i wiedzy mają nauczyciele w szkole podstawowej, a tu niestety jest tak…, że np. w jednej znanej mi szkole podstawowej nie ma ani jednego matematyka po głównym kierunku matematycznym, wszystkie nauczycielki są po studiach podyplomowych. Nie twierdzę, że bez podstawowych studiów nie można nauczyć dobrze matematyki na poziomie szkoły podstawowej, ale rzadko się zdarza, że ci „podyplomowi” nauczyciele mają pasję matematyczną, jest to niestety często drugi przedmiot, bo trzeba mieć godziny :(… a chyba nie ma innego przedmiotu tak bardzo wrażliwego na nauczyciela jak matematyka.



    #4930078

    vinga

    Zamieszczone przez Figa
    Coś co wszyscy gdzieś tam w głębi duszy chyba wiemy, nawet jeśli ktos nie zna znaczenia słowa „kognitywny” 😉

    O swojej edukacji wypowiadać się nie będę, bo nie ma za bardzo o czym gadać 😉

    W wyniku splotu wielu przypadków, P. znalazła sie w tym roku na zajęciach językowych,
    gdzie nie wkuwa sie słówek tradycyjnie, tylko zapamiętuje słowa bazując na rymach, melodiach, skojarzeniach obrazkowych, dźwiękowych, gdzie jest dużo ruchu, skakania, projektów (oczywiście na miarę 8latków) pokazujących różne tradycje, tematy, obyczaje, także projekty charytatywne, no dość róznorodne są te ich „metody edukacyjne” i muszę przyznać, że efekty są bardzo interesujące.
    Cos co było dotąd jednak nieco uciążliwym kuciem na pamięć słówek w każdy weekend (ubiegły rok szkolny), teraz nie wymaga żadnej pracy w domu.
    Widzę te mnóstwo innych zalet – zajęcia nie są nudne, dzieci je lubią,
    łatwość w używaniu wielu zwrotów niewiarygodna, jeśli się zestawi z tym, jak było w roku ubiegłym.
    Nawet bal helołinowy wykorzystano nie tylko do tańców i skakania,
    ale były też gry, zagadki i temu podobne sztuczki, podstępnie wpychające do głów nowe informacje :Hyhy:
    Jestem cała na tak, tylko mogłoby być taniej 😉

    Skoro można uczyć fajnie języka, to na pewno można tez fajnie uczyć w innych dziedzinach, tylko skąd wytrzasnąć tylu kreatywnych,
    którzy stworzą takie odmienne programy edukacyjne 🙂

    Myślę, że Ci kreatywni często niestety z naszych szkół uciekają odbijając się o niechęć kolegów, którzy nie chcą nic zmieniać, o brak wsparcia i „uznania” ze strony dyrektorów…

    #4930079

    morena

    Zamieszczone przez Vinga
    Znam historię nauczycielki, młodej, kreatywnej, uwielbianej przez uczniów, której „starsze” koleżanki tak skutecznie robiły antyreklamę u pani dyrektor, że nie dostała ona przedłużenia umowy na następny rok…

    Tak jest nie tylko w szkołach, to problem powszechny, że tępi się ludzi kreatywnych w obawie o własną pozycję – niewielu jest przełożonych, którzy potrafią kreatywność i zaangażowanie docenić. Kreatywni ludzie powinni pracować na własny rachunek 😉

    #4930080

    Anonim

    Zamieszczone przez morena
    Zdawałam jeszcze starą maturę, ale już wtedy były jakieś takie testy, które można było wybrać na języku polskim (dotyczące zdaje się interpretacji wiersza czy tekstu pisanego) – pamiętam, że po ich próbnym rozwiązaniu na lekcji okazało się, że większość z nas ledwo by zdała, bo nie wpasowaliśmy się z odpowiedziami w klucz… Wtedy byłam w szoku, jak w ogóle można oceniać wiedzę i umiejętności wymagając od uczniów wpasowania się w klucz odpowiedzi – a teraz (z tego, co widzę) to jest standard w ocenianiu (zresztą nie tylko w testach gimnazjalnych czy szóstoklasistów, egzaminy zawodowe np. dla adwokatów wyglądają tak samo)
    Ano. Ja się spotkałam w podstawowej szkole z tym, że jednak własne zdanie to fajna sprawa o ile da się je wybronic i uzasadnic. Doszła do nas dziewczyna która zrobiła w mim mózgu rewolucję broniąc publicznie własnego, innego zdania najpierw na j. polskim, potem znacznie szerzej. Złapałam bakcyla i zaczęłam się również wychylac. O ile na j.polskim było to poniekąd promowane, zachęcało do fajnych dyskusji, z których wychodzilismy podekscytowani z wypiekami na twarzy i ktore kontynuowalismy jeszcze na kolejnych przerwach, o tyle w życiu szkolnym było tępione i gaszone w zarodku. Przez wszystkie szczeble, od wychowawcy az po dyrektora. Innego zdania nawet nie chcialo się słuchac, bo uczen z załozenia racji miec nie mógł. Stworzyła się w naszej klasie taka specyficzna społecznosc, że w zasadzie skoro nie pozwalali nam na własne odczucia my stworzylismy własny front i stalismy murem za sobą, tak, jak grono pedagogiczne podpierając się przywilejami regulaminowymi. Pokazano nam ścieżkę, a my ją zaczęlismy wprowadzac w zycie na szeroką skalę. Fajne to było, strasznie twórcze, mocno dawało do myslenia, a ówczesne poglądy i dylematy bardzo przydały mi się w późniejszym zyciu.

    Poruszyłas naszą krajową prawniczą doktrynę. Aż się uśmiechnęłam. Porównuję sobie własne studia i studia mojej siostry w Niemczech. Niesamowita róznica. Podczas gdy nam wbijano pamięciówkę oni dostają kazusy. Istoty rozwiązywania sporów uczą się niejako mimochodem. Przypadki są tak ciekawe i nie oderwane od rzeczywistosci, że sądzę iz zainteresowałyby każdego, nie tylko prawnika. Dostają przypadek i piszą pracę, widząc jak rózne gałęzie prawa ze sobą korelują. Ustalają środek ciężkosci przypadku, wagę problemu, sposoby odwołania. Teorii suchej jest niewiele. Matko, jak ja żałuję, ze nie studiowałam tam.
    Osobiście nazwiska profesorów stawiających na myslenie twórcze i wykładających obrazowo pamiętam do dziś. Na niektóre wykłady nawet nie chodziłam, bo z nudy i monotonni nie potrafiłam wyłuszczyc istoty. Arcyciekawe przedmioty zmielono i pozbawiono zycia.

    Najbardziej przerażające jest to, ze dla dziecka nie ma alternatywy – można mu szukać wprawdzie szkoły, która by nie szła tym utartym schematem, pobudzała do myślenia, rozwijała kreatywność – ale i taka szkoła musi uczniów nauczyć tego klepania bezmyślnego testów, bo bez tego po prostu uczeń nie ma szans na dalszą edukację w wybranym kierunku…

    Prawda, niby są przedszkola waldorfskie, czy montessori, szkoły tez powstają, ale prędzej czy póxniej uczen zderzy się z rzeczywistoscią formułkową, wiec moim zdaniem sensowniej chyba jest zaszczepiac mu to od małego.
    Czy „podburzac” kreatywnie? Na przypadku mojego syna wysnuam teorię, że nie ma sensu, nie zgadzając się z nauczycielem ten wytacza nam wojnę, obojętnie po czyjej stronie lezy racja. Nikt nie ma prawa byc mądrzejszy od nauczyciela i oni nam to udowodnią za wszelką cenę. Mam na mysli ogół, bo jak wspomniałam spotkałam i we własnych szkołach i w szkole syna naprawdę fajne jednostki. Niestety jednostki, które niekoniecznie chcialy pracowac w systemie w którym zostały umieszczone.

    Przykre w sumie jest to, że już nawet studia nie są takim miejscem, gdzie wymaga się twórczego myślenia – w sumie to nawet mnie nie dziwi, że teraz dla pracodawców papier wyższej szkoły nic nie znaczy, często bowiem te osoby z wyższym wykształceniem nie mają żadnych umiejętności potrzebnych na rynku pracy! Mnie w tej chwili w zawodzie w minimalnym stopniu przydaje się wiedza wkuta na studiach – i tak przy rozwiązywaniu problemów muszę sięgnąć do źródeł dostępnych np. w internecie. Potrzebne mi jest ogólne rozeznanie + intuicja, umiejętności negocjacji, analizy ryzyka – a tego nikt mnie nigdy nie uczył, nikt nie pokazywał jak to robić, nie wskazywał właściwych kierunków rozwoju. Mnie studia rozczarowały bardzo, gdyby nie praca w ich trakcie (byle jaka, ale ważne, ze była) skończyłabym je nie potrafiąc nawet faksu obsłużyć czy listu motywacyjnego napisać (i bynajmniej nie piszę o tych listach-kalkach dostępnych w sieci, gdzie tylko trzeba swoje dane wpisać w nagłówek i gotowe ;))

    Trochę chaotycznie wyszło, przepraszam 🙂
    Ale bardzo bym chciała, żeby moje dzieci mogły się uczyć inaczej i nie musiały tak jak ja w czwartej klasie podstawówki klepać na pamięć: chlorofil, ksantofil i coś tam jeszcze w liściach było 😉 – do tej pory pamiętam, jak to wkuwałam na pamięć. Biologii nas pani od wuefu uczyła…

    Zamieszczone przez Figa
    Coś co wszyscy gdzieś tam w głębi duszy chyba wiemy, nawet jeśli ktos nie zna znaczenia słowa „kognitywny” 😉

    O swojej edukacji wypowiadać się nie będę, bo nie ma za bardzo o czym gadać 😉

    W wyniku splotu wielu przypadków, P. znalazła sie w tym roku na zajęciach językowych,
    gdzie nie wkuwa sie słówek tradycyjnie, tylko zapamiętuje słowa bazując na rymach, melodiach, skojarzeniach obrazkowych, dźwiękowych, gdzie jest dużo ruchu, skakania, projektów (oczywiście na miarę 8latków) pokazujących różne tradycje, tematy, obyczaje, także projekty charytatywne, no dość róznorodne są te ich „metody edukacyjne” i muszę przyznać, że efekty są bardzo interesujące.
    Cos co było dotąd jednak nieco uciążliwym kuciem na pamięć słówek w każdy weekend (ubiegły rok szkolny), teraz nie wymaga żadnej pracy w domu.
    Widzę te mnóstwo innych zalet – zajęcia nie są nudne, dzieci je lubią,
    łatwość w używaniu wielu zwrotów niewiarygodna, jeśli się zestawi z tym, jak było w roku ubiegłym.
    Nawet bal helołinowy wykorzystano nie tylko do tańców i skakania,
    ale były też gry, zagadki i temu podobne sztuczki, podstępnie wpychające do głów nowe informacje :Hyhy:
    Jestem cała na tak, tylko mogłoby być taniej 😉
    Daj namiar na tę szkołę, moze się rozrosnie :). Na naszym (mojej córki)angielskim była zasadz mówienia tylko po angielsku. Młoda nie rozumiejąc zadawała pytania co to znaczy po polsku. Pani prowadząca była oburzona, bo dziecko przeszkadzało jej w lekcjach. Fajne było to, że młoda dostawała zadanie domowe z lekcji, której ni w ząb nie rozumiała i wymagało się od niej umiejętnosci rozwiązania tych zadan. Chodziłam na te lekcje z młodą, ale ze ja kompletnie nie jestem angielskojęzyczna obie miałysmy nie lada problem. Zrezygnowałam z tej szkoły, na ten rok odpusciłam i umiesciłam na kólku angielskiego szkolnym, które ma bawic przede wszystkim.

    Skoro można uczyć fajnie języka, to na pewno można tez fajnie uczyć w innych dziedzinach, tylko skąd wytrzasnąć tylu kreatywnych,
    którzy stworzą takie odmienne programy edukacyjne 🙂

    Trzeba zacząć ich samych kreatywnie uczyc.
    Chciałabym trafic na wykłady autorki słuchowiska.

    Zamieszczone przez Vinga
    Kiedyś, gdy jeszcze pracowałam w szkole, byłam na takim super kursie „mój uczeń odnosi sukces”, tam właśnie nam prowadząca wtłaczała do głowy to o czym traktuje wpis na zalinkowanej stronie… By ucznia doceniać i motywować, szukać dobrych stron i możliwości rozwoju… Uczyłam dorosłych, niestety większość z nich z powodu dotychczasowych doświadczeń edukacyjnych ustawiała się od samego początku na pozycji: „ja tego na pewno się nie nauczę, zresztą poprzedni nauczyciel mi to już powiedział”… przy takim podejściu było bardzo trudno przebić się przez mur obronny… Gdyby od samego początku edukacji mieli pokazane, że mogą, potrafią…

    A teraz kilka kamyczków do ogródka z drugiej strony… Znam historię nauczycielki, młodej, kreatywnej, uwielbianej przez uczniów, której „starsze” koleżanki tak skutecznie robiły antyreklamę u pani dyrektor, że nie dostała ona przedłużenia umowy na następny rok…

    Ostatnio też doszłam do wniosku, że najważniejszą rolę do odegrania w edukacji naszych dzieci ich zachęceniu do poszukiwań i wiedzy mają nauczyciele w szkole podstawowej, a tu niestety jest tak…, że np. w jednej znanej mi szkole podstawowej nie ma ani jednego matematyka po głównym kierunku matematycznym, wszystkie nauczycielki są po studiach podyplomowych. Nie twierdzę, że bez podstawowych studiów nie można nauczyć dobrze matematyki na poziomie szkoły podstawowej, ale rzadko się zdarza, że ci „podyplomowi” nauczyciele mają pasję matematyczną, jest to niestety często drugi przedmiot, bo trzeba mieć godziny :(… a chyba nie ma innego przedmiotu tak bardzo wrażliwego na nauczyciela jak matematyka.

    Prawda.
    Matematyka i logika (w dalszym nauczaniu) moim zdaniem, musi byc umiejętnie wyłozona, zeby trafic.

    Zamieszczone przez morena
    Tak jest nie tylko w szkołach, to problem powszechny, że tępi się ludzi kreatywnych w obawie o własną pozycję – niewielu jest przełożonych, którzy potrafią kreatywność i zaangażowanie docenić. Kreatywni ludzie powinni pracować na własny rachunek 😉

    Ano. Nie ma nic gorszego, jak głupia i pewna siebie instytucja dla nas nadrzędna. I mam tu na mysli ogół ludzi z którymi na codzien się stykamy. Od urzednika, który się uprze, poprzez lekarza, który wie lepiej niz my co nas boli, subiektywnego sędziego, czy „najmądrzejszego” w swiecie nauczyciela…
    smutne to trochę.

    #4930081

    figa

    Zamieszczone przez majowamama
    Daj namiar na tę szkołę, moze się rozrosnie . Na naszym (mojej córki)angielskim była zasadz mówienia tylko po angielsku. Młoda nie rozumiejąc zadawała pytania co to znaczy po polsku. Pani prowadząca była oburzona, bo dziecko przeszkadzało jej w lekcjach. Fajne było to, że młoda dostawała zadanie domowe z lekcji, której ni w ząb nie rozumiała i wymagało się od niej umiejętnosci rozwiązania tych zadan. Chodziłam na te lekcje z młodą, ale ze ja kompletnie nie jestem angielskojęzyczna obie miałysmy nie lada problem. Zrezygnowałam z tej szkoły, na ten rok odpusciłam i umiesciłam na kólku angielskiego szkolnym, które ma bawic przede wszystkim.

    No rzeczywiście…
    Early Stage się szkoła nazywa. Podobno zaczyna ekspansję poza W-wę.
    Polecam film na ich stronie – łatwo znaleźć 😉



    #4930082

    morena

    [quote]Poruszyłas naszą krajową prawniczą doktrynę. Aż się uśmiechnęłam. Porównuję sobie własne studia i studia mojej siostry w Niemczech. Niesamowita róznica. Podczas gdy nam wbijano pamięciówkę oni dostają kazusy. Istoty rozwiązywania sporów uczą się niejako mimochodem. Przypadki są tak ciekawe i nie oderwane od rzeczywistosci, że sądzę iz zainteresowałyby każdego, nie tylko prawnika. Dostają przypadek i piszą pracę, widząc jak rózne gałęzie prawa ze sobą korelują. Ustalają środek ciężkosci przypadku, wagę problemu, sposoby odwołania. Teorii suchej jest niewiele. Matko, jak ja żałuję, ze nie studiowałam tam.
    Osobiście nazwiska profesorów stawiających na myslenie twórcze i wykładających obrazowo pamiętam do dziś. Na niektóre wykłady nawet nie chodziłam, bo z nudy i monotonni nie potrafiłam wyłuszczyc istoty. Arcyciekawe przedmioty zmielono i pozbawiono zycia.[/quote]
    uczyłam się na pamięć całego kodeksu postępowania administracyjnego, mogli mnie obudzić w nocy i widziałam, co mówi art. 156 😉 Co z tego, jak nie umiałam nawet odwołania od decyzji sporządzić, a o skardze do sądu administracyjnego nawet nie wspomnę…
    Kazusy? Jakieś tam były, ale kompletnie oderwane od życia, schematyczne i sztuczne. W rzeczywistości bowiem rzadko zdarzają się problemy, które można rozwiązać wskazując na jeden przepis. Zazwyczaj nie można wskazać na żaden, a rozwiązanie trzeba znaleźć 🙂
    Prawa każdy uczy się sam jak już zaczyna pracować 😉 I wtedy dopiero się okazuje, czy ma do tego zawodu jakiekolwiek predyspozycje.

    [a propos ciekawych wykładów – Do tej pory mam sentyment do prawa karnego za sprawą prof. Filara :)]

    #4930083

    Anonim

    Zamieszczone przez morena
    uczyłam się na pamięć całego kodeksu postępowania administracyjnego, mogli mnie obudzić w nocy i widziałam, co mówi art. 156 😉 Co z tego, jak nie umiałam nawet odwołania od decyzji sporządzić, a o skardze do sądu administracyjnego nawet nie wspomnę…
    Kazusy? Jakieś tam były, ale kompletnie oderwane od życia, schematyczne i sztuczne. W rzeczywistości bowiem rzadko zdarzają się problemy, które można rozwiązać wskazując na jeden przepis. Zazwyczaj nie można wskazać na żaden, a rozwiązanie trzeba znaleźć 🙂
    Prawa każdy uczy się sam jak już zaczyna pracować 😉 I wtedy dopiero się okazuje, czy ma do tego zawodu jakiekolwiek predyspozycje.

    [a propos ciekawych wykładów – Do tej pory mam sentyment do prawa karnego za sprawą prof. Filara :)]

    [usunięto wpis]



    #4930084

    mata-hari

    Nawiązując do nagrania. Wszystko ładnie pięknie, tylko Ci, którzy nie parają się edukacją sensu stricte zapominają o jednej, podstawowej sprawie – żeby ktokolwiek, czegokolwiek się nauczył, musi tego chcieć. I nie mówię tu już o dzieciach ze szkół podstawowych, bo tu jeszcze świadomość tak młodych ludzi jest „inna”, ale już np. o gimnazjalistach, uczniach szkół średnich, czy studentach. W tej chwili większość edukowanych nastawia się na „przebrnięcie” jak najmniejszym nakładem sił. Takie uwstecznienie obserwuję już od kilku lat. Młodzież, która do szkół przychodziła jeszcze np. 10 lat temu była zupełnie inną młodzieżą niż tak obecna. Z pewnością, na stan taki ma wpływ bezpośrednie otoczenie młodzieży, a więc nauczyciele i rodzice, ale nie tylko. Jest szereg innych elementów to warunkujących.
    Druga sprawa, to to, że niestety uczeń i nauczyciel to są zaledwie dwa ostatnie ogniwa procesu, które nie żyją sobie w oderwaniu od całej reszty, jaką jest system edukacyjny oraz prawo oświatowe. Nauczycieli z powołaniem brakuje z wielu względów:
    1. pracować do szkoły przychodzą Ci, którzy nie mają pomysłu na własną karierę zawodową i którym wydaje się, że uczyć, to „każdy głupi potrafi”
    2. nauczyciele z powołaniem po wielu latach pracy w szkole, na skutek biurokracji i chorych przepisów przestają to powołanie odczuwać i tylko jeszcze jakaś mała wewnętrzna iskierka nie pozwala dać im za wygraną i w szkoły opuścić
    3. nauczyciele kreatywni przegrywają z przeładowanym programem. Będąc rozliczanymi z każdej zrealicowanej godziny w stosunku do programu danej klasy, nie mogą sobie pozwolić na to, by korzystać z wszekich dostępnych narzędzi, bo na nie brakuje po prostu czasu. Do tego dochodzi jeszcze, wspomniany już w rozmowie, aspekt finansowy – nawet jeśli nauczyciel chciałby urozmaicić proces edukacyjny wykorzystując np. pomoce multimedialne, to zrobić tego nie może, bo większość szkół nowoczesną technologią nie dysponuje.
    Fajnie sobie ponarzekać, na to, co jest i pomarzyć o tym, co być powinno, ale narzekania i marzenia ostatniego ogniwa edukacyjnego na niewiele się zdadzą.
    Skoro prowadzone są tego typu badania, jak te, o których jest mowa, to właśnie osoby za nie odpowiedzialne powinny coś w tym temacie zadziałać. Skoro mają argumenty, dlaczego nie zwrócą się do ministerstwa edukacji, a poprzestają na krytyce. (no, chyba, że pani prof. Żelińska już do Ministerstwa z tym występowała, to wtedy przepraszam i chylę czoła.)

    #4930085

    Anonim

    Zamieszczone przez Mata_Hari
    Nawiązując do nagrania. Wszystko ładnie pięknie, tylko Ci, którzy nie parają się edukacją sensu stricte zapominają o jednej, podstawowej sprawie – żeby ktokolwiek, czegokolwiek się nauczył, musi tego chcieć. I nie mówię tu już o dzieciach ze szkół podstawowych, bo tu jeszcze świadomość tak młodych ludzi jest „inna”, ale już np. o gimnazjalistach, uczniach szkół średnich, czy studentach. W tej chwili większość edukowanych nastawia się na „przebrnięcie” jak najmniejszym nakładem sił. Takie uwstecznienie obserwuję już od kilku lat. Młodzież, która do szkół przychodziła jeszcze np. 10 lat temu była zupełnie inną młodzieżą niż tak obecna. Z pewnością, na stan taki ma wpływ bezpośrednie otoczenie młodzieży, a więc nauczyciele i rodzice, ale nie tylko. Jest szereg innych elementów to warunkujących.
    Druga sprawa, to to, że niestety uczeń i nauczyciel to są zaledwie dwa ostatnie ogniwa procesu, które nie żyją sobie w oderwaniu od całej reszty, jaką jest system edukacyjny oraz prawo oświatowe. Nauczycieli z powołaniem brakuje z wielu względów:
    1. pracować do szkoły przychodzą Ci, którzy nie mają pomysłu na własną karierę zawodową i którym wydaje się, że uczyć, to „każdy głupi potrafi”
    2. nauczyciele z powołaniem po wielu latach pracy w szkole, na skutek biurokracji i chorych przepisów przestają to powołanie odczuwać i tylko jeszcze jakaś mała wewnętrzna iskierka nie pozwala dać im za wygraną i w szkoły opuścić
    3. nauczyciele kreatywni przegrywają z przeładowanym programem. Będąc rozliczanymi z każdej zrealicowanej godziny w stosunku do programu danej klasy, nie mogą sobie pozwolić na to, by korzystać z wszekich dostępnych narzędzi, bo na nie brakuje po prostu czasu. Do tego dochodzi jeszcze, wspomniany już w rozmowie, aspekt finansowy – nawet jeśli nauczyciel chciałby urozmaicić proces edukacyjny wykorzystując np. pomoce multimedialne, to zrobić tego nie może, bo większość szkół nowoczesną technologią nie dysponuje.
    Fajnie sobie ponarzekać, na to, co jest i pomarzyć o tym, co być powinno, ale narzekania i marzenia ostatniego ogniwa edukacyjnego na niewiele się zdadzą.
    Skoro prowadzone są tego typu badania, jak te, o których jest mowa, to właśnie osoby za nie odpowiedzialne powinny coś w tym temacie zadziałać. Skoro mają argumenty, dlaczego nie zwrócą się do ministerstwa edukacji, a poprzestają na krytyce. (no, chyba, że pani prof. Płatek już do Ministerstwa z tym występowała, to wtedy przepraszam i chylę czoła.)

    Mam wrzaenie, ze w audycji chodzi o zmiany w systemie a nie o zmiany na poziomie ostatniego ogniwa tego systemu.

    to p. Marzena Żelińska, a nie Płatek.

    #4930086

    mata-hari

    Nazwisko już zmieniłam, ale zdążyłaś zacytować jeszcze z błędnym (źle był podpisany wywiad i dopiero na jego końcu były podane dane).

    Masz rację, że chodzi o zmiany w systemie. Ja pisząc to odniosłam się do tego, co dziewczyny wcześniej pisały, a one głównie o nauczycielach i ich powołaniu pisały.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close