Do mam stale noszących dzieci na rękach

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 65)
  • Autor
    Wpisy
  • #48206

    lka26

    Witam,
    cztuję to forum i narasta we mnie coraz większa ciekawość – jak wy to robicie. Skoro cały czas nosicie dzieci na rękach (bo marudzą) to jak możecie zrobić cokolwiek w domu?
    Od razu się przyznam, że jestem z „innego obozu” :), bo moje dziecko głównie leży w leżaczku i śpi w swoim łóżeczku. Mimo tych „udogodnień” i tak muszę się sporo nabiegać, aby ze wszystkim zdążyć. Nie mogę sobie więc wyobrazić jak wy sobie z wszystkim radzicie. Proszę wiec o wyjaśnienie mi jak się wypełnia obowiązki domowe mając przy cycu cały czas dzidziusia, a jeśli nie robicie zbyt dużo w domu, to czy uważacie, że to dobrze i dlaczego.

    Wiem, że się nie obrazicie na to pytanie, bo jesteście bardzo przekonane co do swoich poglądów, dlatego proszę podyskutujmy ( w końcu byłoby nudno, gdyby wszystcy myśleli tak samo, nie?)

    Pozdrawiam wszystkie mamy. Lka.

    #623201

    ellenka25

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    coprawda moja Nat nie była aż tak domagającą się noszenia ale i tak z wszystkim musiałam się uporać kiedy spała, [w ciagu dnia lub wieczorem] teraz jest lepiej bo odkąd chodzi to sama potrafi znaleźć sobie zajęcie ale za to trzeba jej bardziej pilnować, zdarza się nam razem gotować/prać/sprzatać najlepiej jednak jest [i było] wieczorami bo jest więcej chętnych do noszenia czy zajmowania się Natalką
    pozdrawiam

    Ola z Natalią- 2.06.2003



    #623202

    inti

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    chyba ci nie odpowiem.
    przede wszystkim dlatego, że nie bardzo wiem, co masz na myśli pisząc o wypełnianiu obowiązków domowych.
    pewnie, ze fajnie coś ugotować czy sprzątnąć w domu, ale nie uważam, zeby to było ważniejsze od własnego dziecka. czyli jest to kwestia wyłacznie priorytetów, tego, co ważniejsze – mycie garów czy dziecko.
    Julka jest właśnie takim dzieckiem wymagającym bezustannej uwagi, kiedy była malutka nie chciała zająć sie sobą dłużej nic 10 – 15 minut, nawet do łazienki brałam ją ze sobą.
    wszelkie gotowania, sprzątania dobywały się albo w czasie, kiedy mała śpi albo kiedy mój mąż wrócił do domu i dzieliliśmy się pracą – jedno dzieckiem a drugie pracami domowymi.
    tak jest zresztą do dziś – Julka generalnie wisi u moich spodni i chce „opa”, więc jakakolwiek praca jest bez sensu. zresztą pracuję, więc nie mam ochoty poświęcać popołudnia garom zamiast dziecku.
    przez to mam, co prawda, zaległości w prasowaniu takie, że już wersalki nie widać, ale ja z tym mogę żyć zupełnie spokojnie. pranie wstawiam normalnie, właściwie już obie to robimy, wieszamy też razem – to jest jedyna praca domowa opanowana.
    gotowanie właściwie odpada, bo Julka ciągle mnie ciągnie za spodnie i coś mi próbuje ściągnąć ze stołu albo kręci kuchenką albo wymyśla tysiąc innych psotek. jeszcze jakoś sobie radzimy z odkurzaniem, bo wtedy Julka ma zabawę a przy ścieraniu kurzu macha swoją własną ściereczką.

    wiec podsmowując- wolę zajmować się Julką niż „wypełniać obowiązki domowe”, które w moim przekonaniu są obowiązkami rozłożonymi na obie strony w związku.
    Jeśli więc komuś nie pasuje brak obiadu u mnie, to musi go sobie zrobić, bo rączki ma też dwie.

    sylwia i JUlka 20.01.2003

    #623203

    lka26

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    A co ci te biedne „gary” zrobiły, że tak zaciekle je atakujesz? 🙂 Wyczuwam wrogość w twojej wypowiedzi, gdy o nich piszesz. Coś ci więc leży na sumieniu. Przepraszam, że wnikam głębiej, ale interesuje mnie jak sobie to tłumaczycie.

    Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że mąż godzi się na to, że ma niewyprasowane i nie ma obiadu – bardzo mu się to chwali :), ale czy dziecko nie stało się dla Ciebie ważniejsze od męża. Czy nie powinni być traktowani z równą miłością? Chyba, że zakładasz, że mąż jest dorosły i ma zrozumieć, że dziecko jest ważniejsze.

    Mąż może i chodzić bez obiadu, ale dziecku chyba domowy obiad się należy, a może się mylę? Jak rozwiązujecie ten problem? Widzisz mój synek też ma 1000 pomysłów na minutę, ale wie, że czasem musimy coś zrobić. Przyzwyczaił się. Gdy gotuję to on np. siada niedaleko i bawi się zawartością szuflady. Nie dlatego, że taką miał od początku ochotę. Po prostu wie, że musimy teraz siedzieć w kuchni i znalazł sobie coś ciekawego ( nie za dużo ma do wyboru, bo dotykanie piekarnika i lodówki jest zakazane). I jakoś wytrzymuje. Gdy był mniejszy to w ogóle nie było kłoptu, gdyż był przyzwyczajony do leżaczka, więc po prostu leżał sobie w kuchni i się przyglądał.

    Nie wiem, nie chcę abyście się obraziły, ale mam wrażenie, że hasło „dziecko jest najważniejsze” ukrywa za sobą – dziecko mnie usprawiedliwia, bo nie chce mi się nic w domu robić. Znam wiele domów z małymi dziećmi, gdzie godzi się obowiązki domowe z wychowaniem dzieci, a dzieci te naprawdę nie wyglądają na zaniedbane.

    Jeśli jestem w błędzie to przekonajcie mnie.

    #623204

    Anonim

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    hmmm,Hubi wisial jakbyl maly albo nonstop przy cycu albo na moich rekach.Nauczylam sie mase rzeczy robic z nim na rekach.Ale i tak bylo ciezko,jak mial 2 miesiace to wkladalam go do nosidelka i sprzatalam a on wisial mi na brzuchu:)tak tez gotowalam obiad.
    Jezeli Hubi byl wyjatkowo nieznosny to olewalam „obowiazku domowe”jak to nazwalas,bo wazniejsze dla mnie bylo przebywanie z dzieckiem.A wkoncu kontakt z matka jest wazniejszy niz ugotowany obiad i pomyte podlogi.Hubi tez lubil lezec w lezaczku,ale lezal tam ok,10-15 minut wiec starczalo mi czasu jedynie na mycie podlogi i naczyn-zawsze to bylo rano.Reszte rzeczy robilam jak spal lub jak wrocil maz.
    Teraz za to Hubi pomaga mi we wszystkim co robie:wrzuca pranie do pralki,wyciera kurze,wczoraj mieszal salatke warzywna:),podaje mi kramerki jak wieszam pranie i wogole jest super.

    Nelly i Hubert16 miesiecy!!

    #623205

    orlika

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Fajnie masz:)Patryk lubił sobie powisieć przy cycusiu, a teraz lubi wisieć przy nogawce:) Większość rzeczy robię jak Patryk śpi-sprzątam, gotuję, siedzę na forum:)Nie prasuję-wszystko idzie pod żelazko na bieżąco. Nocki mam przechlapane-Patryk budzi się średnio co godzinę. Moim zdaniem to kwestia przyzwyczajenie i -jak ktoś napisał-priorytetów. Dla jednego najważniejsze dziecko, dla innego czyste mieszkanie:)
    Pozdrawiamy

    Orlika&Patryś 19-08-03<img src=”http://foto.onet.pl/upload/20/68/_236065_n.jpg”>

    Edited by orlika on 2004/06/17 14:52.



    #623206

    Anonim

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Sadze ze nie jest tlumaczenie,ze dziecko wazniejsze,powiem Ci szczerze,ze dla mnie slowo”przyzyczajone”kojarzy sie z tym ze dziecko plakalo a i tak nikt go nie wzial na rece bo byly WAZNIEJSZE rzeczy do roboty.
    Hubi tez ma swoja szafke z garnkami,piekarnik,lodowka tez sa zakazane,tak jak pozostale szafki w kuchni.
    Obiad teraz gotuje bezproblemu,a jak wiem ze moge nie miec czasu danego dnia to gotuje dzien wczesniej wieczorem.I chyba duzo mam tak robi.
    Dodam,ze Hubi jest na diecie bezglutenowej to przygotowanie dla niego posilku to zupelnie inna bajka-bardziej pracochlonna ale i tak ma je:plus upieczny cieply chlebek,ciastka,zrobione zakupy itd.
    Co do prasowania to moj maz ma rece i jak nie ma uprasowane to prasuje sobie sam i wie ze i tak jest kochany!

    Moim zdaniem,albo chcesz zrobic kontrowersyjny watek,ale ….szkoda gadac!

    Nelly i Hubert16 miesiecy!!

    #623207

    effcia

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    wcale nie musze sobie radzic z „wypelnianiem domowych obowiazkow”, bo najwazniejsze jest to co jest najwazniejsze, a najwazniejszy jest Frani. jemu posiwecam wiekszosc mojego czasu, z nim sie bawie, chodze na spacery, smieje sie, pocieszam gdy smutny, karmie, przewijam. a dom moze poczekac. pranie mozna zrobic w locie, obiad mozna ugotowac wieczorem. posprzatac gdy spi. nie wiem w czym problem, choc moj Ptys jest z tych wymagajacych Ptysiow:-))))

    Effcia z FRANULKIEM (20.08.03)

    #623208

    duska

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Należę do mam noszących może nie „stale” ale bardzo często córeczkę na rękach.
    Oczywiście, teraz kiedy Buba ma 8 miesięcy i raczkuje po całym mieszkaniu ilość czasu spędzanego z dzieckiem na ręku zmniejszyła się, ale …. o ile malucha można położyć na leżaczku i jest spoko – to duże samodzielne dziecko chodzące (raczkujące) swoimi drogami jest jeszcze bardziej absorbujące.
    Jak była malutka (0-3 miesiące) obowiązki domowe miałam gdzieś …. sprzątał mąż, pranie do pralki można bez problemu włożyć jedną ręką, a rozwieszał mąż, śniadania i kolacje robił mąż a obiadów jakoś specjalnie nie gotowałam. W sumie nie miałam z powodu maluszka problemów.
    Póżniej (3-6 miesięcy) Buba była w rozpórce na biodrach i nie mogła leżeć na brzuszku, do leżaczka się nie mieściła i rzeczywiście cały czas była noszona. Metodą prób i błędów stwierdziłam, że poza krojeniem chleba i odkurzaniem wszystko od biedy można w domu zrobić z dzieckiem na ręku. Ale przyznam się szczerze, że nie jestem perfekcyjną gospodynią gotującą codziennie obiady dla całej rodziny i namiętnie sprzatającej mieszkanie .

    Dzieci są różne – jedne bez problemu zadowalają się leżaczkiem i widokiem mamy, a drugie muszą być na rękach, przytulone i nie jest to ich widzimisię tylko naturalna potrzeba.
    Pozdrawiam

    Duśka i Emila (09.10.2003)

    #623209

    duska

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Jakoś mnie dziwi twoja wypowiedź o tym, że dziecko jest ważniejsze od mężą i że powinni być traktowani z jednakową miłością …….

    Kurcze, ja czegoś chyba nie rozumiem.
    Ok, kochasz mężą, więc musisz mu codziennie ugotować, uprać i wyprasować , bo inaczej może poczuć, że dziecko jest ważniejsze … Co ma piernik do wiatraka ? Chyba nie chciała bym takiego męża, który nie rozumie, że maluszek jest najważniejszy !!!!!

    Owszem powinni (dziecko i mąż) być traktowani z taką samą miłośćą, ale ta miłość może przejawiać jednak w różny sposób. Mąż jest dorosły i samodzielny, a maluszek ….. zresztą sama wiesz …. w 100% zależny od ciebie, jeżeli ty mu nie dasz, to sam sobie nie weźmie.

    Chyba rzeczywiście zaczęłaś kontrowersyjny wątek…….

    Duśka i Emila (09.10.2003)



    #623210

    mimmi

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Ja tez pracuje i po pracy nie mam ochoty zajmowac sie naczyniami. Zreszta wydaje mi sie, ze mezczyzna powinien umiec sobie wyprasowac i ugotowac. U mnie jest taka sytuacja, ze musimy oddzielnie gotowac, bo michalek jest alergikiem, wiec musze uwazac na to co jem. Nie wyobrazam sobie, zebym miala robic 2 obiady, wieczorem grzebac sie w wyparzanie butelek, w nocy wstawac, a rano przed szosta wstawac i leciec do pracy. U mnie jest podzial obowiazkow- maz gotuje sobie sam, prasuje tez, pierze i „zmywa” (w zmywarce), ja sprzatam i w wiekszosci zajmuje sie dzieckiem (on cyca nie da). Sprzatanie jest raz na tydzien i jakos musimy przezyc balagan. Bao wole z dzieckiem posiedziec, niz sprzatac. Tez chce sobie czasem poczytac gazete czy po prostu posiedziec. W szpitalu lezalam z dziewczyna ktora strasznie narzekala na meza, ze nic nie robi. Kilka godzin wczesniej powiedziala mi, ze po slubie odsunela meza od wszelki obowiazkow, bo nic nie potrafi zrobic- gdzie tu konsekwencja. Albo sie wymaga, albo nie.

    aga i michalek

    #623212

    mirabelka79

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    ja coprawda nie jestem mama „noszaca” bo Gosia doskonale sie sama potrafi soba zajac tzn. bawi sie na macie, lezy i oglada lusterka, siedzi w lezaczku i obserwuje co ja robie…ale sa dni kiedy marudzi, jeczy i wtedy ja nosze i nie widze w tym nic zlego.
    moj maz nie wymaga odemnie wysprzatanego mieszkania, cieplych obiadkow na czas itp….to nie jest przekaladnik tego czy jest dla mnie najwazniejszy czy nie i czy go kocham…troche inaczej okazujemy sobie milosc i to ze jestesmy dla siebie najwazniejsi.
    zarowno Mariusz jak i Gosia sa dla mnie tak samo wazni tylko ze Mariusz ma dwie sprawne raczki, ma 28 lat i jest calkowicie niezalezny…a Gosia ma pol roczku i to ona wymaga najwiekszej uwagi…wiekszej niz Mariusz i niz ktokolwiek inny (dla mnie oczywiscie)….
    a jesli chodzi o te techniczne sprawy to u nas wyglada to tak: w soboty sprzatamy razem tzn jedno opiekuje sie Gosia lub idzie z nia na dlugi spacer a drugie sprzata, obiady robimy zazwyczaj ok 17 jak maz przyjdzie z pracy (zajmuje to jakies pol godziny, bardziej wymysle potrawy robimy w weekendy)….zakupy drobne robie w czasie spacerow, a raz na tydzien, dwa jedziemy do tesco.
    to oczywiscie nie znaczy ze nic nie robie….jak Gosia jest grzeczna to lezy w lezaczku i obserwuje jak myje wanne, szoruje kibelek, prasuje, czy gotuje…wtedy weekend mamy bardziej wolny i sie wszyscy byczymy:) no ale jak mi nic Gosia nie daje zrobic to poprostu nic nie robie i sie nia zajmuje i nosze a do meza dzwonie zeby kupil pierogi jak bedzie wracal z pracy:)

    Ala i Małgosia (16.12.2003)



    #623213

    kzaremba

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Co mogłam, to robiłam jedną ręką (prawą), bo Sylwię nosiłam tylko na lewej. Z czasem doszłam do perfekcji w sprzataniu tylko prawą ręką.
    Ale i tak wiekszość rzeczy w domu robil mąż, bo ja zajmowałam się Syl. Bo najważniejsze dla nas było zapewnienie jej maksimum miłości, ciepła i bezpieczeństwa- otrzymywała to kiedy tylko potrzebowała – na moich rekach, czując bliskość mamusi, przy cycusiu.

    Kasia i Sylwia Margareta 25.10.03

    #623214

    chilli

    Ja byminaczej sformłowała pytanie

    Czy w Waszym życiu po urodzeniu dzieck ajest jeszcze miejsce dla Was?
    Czy dziecko tak diamtralnie zmieniło światopogląd że liczy sie ono i tylko ono. Mąż w zapomnienie – ma dwie ręce -poradzi sobie. Dom w zapomnienie – jest maż – zrobi. I wreszcie pewnie Ty sama w zapomnenie – bo lepiej dziecku kupić…

    Czy jestem (mam nadzieje!!) w błedzie?

    Wiadomo dziecko jest centralnym punktem życia domowego, zwłaszcza jeżeli jest małe i bezradne ale czy zastępuje Wam wszystko? Czy jedyna radość jaką potraficie czerpać z życia to opieka nad dzieckiem?? Bo ja tak rozumiem non-stop noszenie.

    A potem statystyki mówią o rozpadzie rodziny w 3 – 5 roku życia dziecka. Ciekawe dlaczego? Może dlatego że dziecko zajmując i przesłaniając świat odciąga naszą uwagę od życia codziennego, męża i wreszcie nas samych?

    Może w pędzie za wychowaniem, rozwojem edukacją szkraba nie widzimy że mąż chciałby zamienić dwa zdania o pracy, potrzymać za rękę, wyjść do kina czy zafundować nam kosmetyczke..

    Niestety zbyt wiele z nas dostaje delikatnie rzecz ujmiujac fioła na punkcie dziecka. I to bardzo często na długo zanim pojawi sie na świecie.

    pozdrawiam refleksyjnie


    madzia z wiktorią (10.03.04)

    #623215

    nena75

    Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

    Rozumiem, że kierujesz to pytanie do mam które zdecydowały się na dłuższe pozostanie w domu z dzieciaczkami i nie pracują zawodowo? bo jeśli jesteś mamą, która od 9:00 do 18:00 jest w pracy a potem pędem biegnie do domu, żeby ugotować smaczny obiadek dla męża, uprać i uprasować mu koszule a w między czasie jeszcze zrobi zakupy i przytaszczy siaty do domu to gratuluję, bo ja do tej pory nie znalazłam przepisu jak to wszystko pogodzić. Codzinnie nie sprzatam, rzadko gotuję, raz-dwa razy w tygodniu zmywam (tzn. zmywarka) i nie widzę możliwości bycia doskonałą kucharką, sprzątaczką, żoną i matką przy moim trybie życia. I nie narzekam z tego powodu, że mam kurz na telewizorze czy „koty” pod łóżkiem. Jest czas sprzątania, prania i prasowania, ale nie kosztem czasu spędzonego z dzieckiem. W ciągu tygodnia mam dla Tomka najdłużej 4h dziennie i nie zamierzam ich marnować na to, żeby mąż miał codzinnie usmażone kotleciki i wyprasowaną koszulę.
    Domowe obowiązki zostawiam zazwyczaj na weekendy kiedy mam dużo więcej czasu…

    Wioletta i Tomaszek 24.11.03

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 65)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close