Do mam stale noszących dzieci na rękach

Witam,
cztuję to forum i narasta we mnie coraz większa ciekawość – jak wy to robicie. Skoro cały czas nosicie dzieci na rękach (bo marudzą) to jak możecie zrobić cokolwiek w domu?
Od razu się przyznam, że jestem z “innego obozu” :), bo moje dziecko głównie leży w leżaczku i śpi w swoim łóżeczku. Mimo tych “udogodnień” i tak muszę się sporo nabiegać, aby ze wszystkim zdążyć. Nie mogę sobie więc wyobrazić jak wy sobie z wszystkim radzicie. Proszę wiec o wyjaśnienie mi jak się wypełnia obowiązki domowe mając przy cycu cały czas dzidziusia, a jeśli nie robicie zbyt dużo w domu, to czy uważacie, że to dobrze i dlaczego.

Wiem, że się nie obrazicie na to pytanie, bo jesteście bardzo przekonane co do swoich poglądów, dlatego proszę podyskutujmy ( w końcu byłoby nudno, gdyby wszystcy myśleli tak samo, nie?)

Pozdrawiam wszystkie mamy. Lka.

64 odpowiedzi na pytanie: Do mam stale noszących dzieci na rękach

ellenka252004-06-17 09:44:21

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

coprawda moja Nat nie była aż tak domagającą się noszenia ale i tak z wszystkim musiałam się uporać kiedy spała, [w ciagu dnia lub wieczorem] teraz jest lepiej bo odkąd chodzi to sama potrafi znaleźć sobie zajęcie ale za to trzeba jej bardziej pilnować, zdarza się nam razem gotować/prać/sprzatać najlepiej jednak jest [i było] wieczorami bo jest więcej chętnych do noszenia czy zajmowania się Natalką
pozdrawiam

Ola z Natalią- 2.06.2003

inti2004-06-17 11:47:15

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

chyba ci nie odpowiem.
przede wszystkim dlatego, że nie bardzo wiem, co masz na myśli pisząc o wypełnianiu obowiązków domowych.
pewnie, ze fajnie coś ugotować czy sprzątnąć w domu, ale nie uważam, zeby to było ważniejsze od własnego dziecka. czyli jest to kwestia wyłacznie priorytetów, tego, co ważniejsze – mycie garów czy dziecko.
Julka jest właśnie takim dzieckiem wymagającym bezustannej uwagi, kiedy była malutka nie chciała zająć sie sobą dłużej nic 10 – 15 minut, nawet do łazienki brałam ją ze sobą.
wszelkie gotowania, sprzątania dobywały się albo w czasie, kiedy mała śpi albo kiedy mój mąż wrócił do domu i dzieliliśmy się pracą – jedno dzieckiem a drugie pracami domowymi.
tak jest zresztą do dziś – Julka generalnie wisi u moich spodni i chce “opa”, więc jakakolwiek praca jest bez sensu. zresztą pracuję, więc nie mam ochoty poświęcać popołudnia garom zamiast dziecku.
przez to mam, co prawda, zaległości w prasowaniu takie, że już wersalki nie widać, ale ja z tym mogę żyć zupełnie spokojnie. pranie wstawiam normalnie, właściwie już obie to robimy, wieszamy też razem – to jest jedyna praca domowa opanowana.
gotowanie właściwie odpada, bo Julka ciągle mnie ciągnie za spodnie i coś mi próbuje ściągnąć ze stołu albo kręci kuchenką albo wymyśla tysiąc innych psotek. jeszcze jakoś sobie radzimy z odkurzaniem, bo wtedy Julka ma zabawę a przy ścieraniu kurzu macha swoją własną ściereczką.

wiec podsmowując- wolę zajmować się Julką niż “wypełniać obowiązki domowe”, które w moim przekonaniu są obowiązkami rozłożonymi na obie strony w związku.
Jeśli więc komuś nie pasuje brak obiadu u mnie, to musi go sobie zrobić, bo rączki ma też dwie.

sylwia i JUlka 20.01.2003

lka262004-06-17 12:10:39

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

A co ci te biedne “gary” zrobiły, że tak zaciekle je atakujesz? 🙂 Wyczuwam wrogość w twojej wypowiedzi, gdy o nich piszesz. Coś ci więc leży na sumieniu. Przepraszam, że wnikam głębiej, ale interesuje mnie jak sobie to tłumaczycie.

Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że mąż godzi się na to, że ma niewyprasowane i nie ma obiadu – bardzo mu się to chwali :), ale czy dziecko nie stało się dla Ciebie ważniejsze od męża. Czy nie powinni być traktowani z równą miłością? Chyba, że zakładasz, że mąż jest dorosły i ma zrozumieć, że dziecko jest ważniejsze.

Mąż może i chodzić bez obiadu, ale dziecku chyba domowy obiad się należy, a może się mylę? Jak rozwiązujecie ten problem? Widzisz mój synek też ma 1000 pomysłów na minutę, ale wie, że czasem musimy coś zrobić. Przyzwyczaił się. Gdy gotuję to on np. siada niedaleko i bawi się zawartością szuflady. Nie dlatego, że taką miał od początku ochotę. Po prostu wie, że musimy teraz siedzieć w kuchni i znalazł sobie coś ciekawego ( nie za dużo ma do wyboru, bo dotykanie piekarnika i lodówki jest zakazane). I jakoś wytrzymuje. Gdy był mniejszy to w ogóle nie było kłoptu, gdyż był przyzwyczajony do leżaczka, więc po prostu leżał sobie w kuchni i się przyglądał.

Nie wiem, nie chcę abyście się obraziły, ale mam wrażenie, że hasło “dziecko jest najważniejsze” ukrywa za sobą – dziecko mnie usprawiedliwia, bo nie chce mi się nic w domu robić. Znam wiele domów z małymi dziećmi, gdzie godzi się obowiązki domowe z wychowaniem dzieci, a dzieci te naprawdę nie wyglądają na zaniedbane.

Jeśli jestem w błędzie to przekonajcie mnie.

2004-06-17 12:19:04

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

hmmm,Hubi wisial jakbyl maly albo nonstop przy cycu albo na moich rekach.Nauczylam sie mase rzeczy robic z nim na rekach.Ale i tak bylo ciezko,jak mial 2 miesiace to wkladalam go do nosidelka i sprzatalam a on wisial mi na brzuchu:)tak tez gotowalam obiad.
Jezeli Hubi byl wyjatkowo nieznosny to olewalam “obowiazku domowe”jak to nazwalas,bo wazniejsze dla mnie bylo przebywanie z dzieckiem.A wkoncu kontakt z matka jest wazniejszy niz ugotowany obiad i pomyte podlogi.Hubi tez lubil lezec w lezaczku,ale lezal tam ok,10-15 minut wiec starczalo mi czasu jedynie na mycie podlogi i naczyn-zawsze to bylo rano.Reszte rzeczy robilam jak spal lub jak wrocil maz.
Teraz za to Hubi pomaga mi we wszystkim co robie:wrzuca pranie do pralki,wyciera kurze,wczoraj mieszal salatke warzywna:),podaje mi kramerki jak wieszam pranie i wogole jest super.

Nelly i Hubert16 miesiecy!!

orlika2004-06-17 12:28:03

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Fajnie masz:)Patryk lubił sobie powisieć przy cycusiu, a teraz lubi wisieć przy nogawce:) Większość rzeczy robię jak Patryk śpi-sprzątam, gotuję, siedzę na forum:)Nie prasuję-wszystko idzie pod żelazko na bieżąco. Nocki mam przechlapane-Patryk budzi się średnio co godzinę. Moim zdaniem to kwestia przyzwyczajenie i -jak ktoś napisał-priorytetów. Dla jednego najważniejsze dziecko, dla innego czyste mieszkanie:)
Pozdrawiamy

Orlika&Patryś 19-08-03<img src=”http://foto.onet.pl/upload/20/68/_236065_n.jpg”>

Edited by orlika on 2004/06/17 14:52.

2004-06-17 12:28:47

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Sadze ze nie jest tlumaczenie,ze dziecko wazniejsze,powiem Ci szczerze,ze dla mnie slowo”przyzyczajone”kojarzy sie z tym ze dziecko plakalo a i tak nikt go nie wzial na rece bo byly WAZNIEJSZE rzeczy do roboty.
Hubi tez ma swoja szafke z garnkami,piekarnik,lodowka tez sa zakazane,tak jak pozostale szafki w kuchni.
Obiad teraz gotuje bezproblemu,a jak wiem ze moge nie miec czasu danego dnia to gotuje dzien wczesniej wieczorem.I chyba duzo mam tak robi.
Dodam,ze Hubi jest na diecie bezglutenowej to przygotowanie dla niego posilku to zupelnie inna bajka-bardziej pracochlonna ale i tak ma je:plus upieczny cieply chlebek,ciastka,zrobione zakupy itd.
Co do prasowania to moj maz ma rece i jak nie ma uprasowane to prasuje sobie sam i wie ze i tak jest kochany!

Moim zdaniem,albo chcesz zrobic kontrowersyjny watek,ale ….szkoda gadac!

Nelly i Hubert16 miesiecy!!

effcia2004-06-17 12:40:48

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

wcale nie musze sobie radzic z “wypelnianiem domowych obowiazkow”, bo najwazniejsze jest to co jest najwazniejsze, a najwazniejszy jest Frani. jemu posiwecam wiekszosc mojego czasu, z nim sie bawie, chodze na spacery, smieje sie, pocieszam gdy smutny, karmie, przewijam. a dom moze poczekac. pranie mozna zrobic w locie, obiad mozna ugotowac wieczorem. posprzatac gdy spi. nie wiem w czym problem, choc moj Ptys jest z tych wymagajacych Ptysiow:-))))

Effcia z FRANULKIEM (20.08.03)

duska2004-06-17 13:04:04

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Należę do mam noszących może nie “stale” ale bardzo często córeczkę na rękach.
Oczywiście, teraz kiedy Buba ma 8 miesięcy i raczkuje po całym mieszkaniu ilość czasu spędzanego z dzieckiem na ręku zmniejszyła się, ale …. o ile malucha można położyć na leżaczku i jest spoko – to duże samodzielne dziecko chodzące (raczkujące) swoimi drogami jest jeszcze bardziej absorbujące.
Jak była malutka (0-3 miesiące) obowiązki domowe miałam gdzieś …. sprzątał mąż, pranie do pralki można bez problemu włożyć jedną ręką, a rozwieszał mąż, śniadania i kolacje robił mąż a obiadów jakoś specjalnie nie gotowałam. W sumie nie miałam z powodu maluszka problemów.
Póżniej (3-6 miesięcy) Buba była w rozpórce na biodrach i nie mogła leżeć na brzuszku, do leżaczka się nie mieściła i rzeczywiście cały czas była noszona. Metodą prób i błędów stwierdziłam, że poza krojeniem chleba i odkurzaniem wszystko od biedy można w domu zrobić z dzieckiem na ręku. Ale przyznam się szczerze, że nie jestem perfekcyjną gospodynią gotującą codziennie obiady dla całej rodziny i namiętnie sprzatającej mieszkanie .

Dzieci są różne – jedne bez problemu zadowalają się leżaczkiem i widokiem mamy, a drugie muszą być na rękach, przytulone i nie jest to ich widzimisię tylko naturalna potrzeba.
Pozdrawiam

Duśka i Emila (09.10.2003)

duska2004-06-17 13:19:28

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Jakoś mnie dziwi twoja wypowiedź o tym, że dziecko jest ważniejsze od mężą i że powinni być traktowani z jednakową miłością …….

Kurcze, ja czegoś chyba nie rozumiem.
Ok, kochasz mężą, więc musisz mu codziennie ugotować, uprać i wyprasować , bo inaczej może poczuć, że dziecko jest ważniejsze … Co ma piernik do wiatraka ? Chyba nie chciała bym takiego męża, który nie rozumie, że maluszek jest najważniejszy !!!!!

Owszem powinni (dziecko i mąż) być traktowani z taką samą miłośćą, ale ta miłość może przejawiać jednak w różny sposób. Mąż jest dorosły i samodzielny, a maluszek ….. zresztą sama wiesz …. w 100% zależny od ciebie, jeżeli ty mu nie dasz, to sam sobie nie weźmie.

Chyba rzeczywiście zaczęłaś kontrowersyjny wątek…….

Duśka i Emila (09.10.2003)

mimmi2004-06-17 13:39:22

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Ja tez pracuje i po pracy nie mam ochoty zajmowac sie naczyniami. Zreszta wydaje mi sie, ze mezczyzna powinien umiec sobie wyprasowac i ugotowac. U mnie jest taka sytuacja, ze musimy oddzielnie gotowac, bo michalek jest alergikiem, wiec musze uwazac na to co jem. Nie wyobrazam sobie, zebym miala robic 2 obiady, wieczorem grzebac sie w wyparzanie butelek, w nocy wstawac, a rano przed szosta wstawac i leciec do pracy. U mnie jest podzial obowiazkow- maz gotuje sobie sam, prasuje tez, pierze i “zmywa” (w zmywarce), ja sprzatam i w wiekszosci zajmuje sie dzieckiem (on cyca nie da). Sprzatanie jest raz na tydzien i jakos musimy przezyc balagan. Bao wole z dzieckiem posiedziec, niz sprzatac. Tez chce sobie czasem poczytac gazete czy po prostu posiedziec. W szpitalu lezalam z dziewczyna ktora strasznie narzekala na meza, ze nic nie robi. Kilka godzin wczesniej powiedziala mi, ze po slubie odsunela meza od wszelki obowiazkow, bo nic nie potrafi zrobic- gdzie tu konsekwencja. Albo sie wymaga, albo nie.

aga i michalek

mirabelka792004-06-17 14:19:51

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

ja coprawda nie jestem mama “noszaca” bo Gosia doskonale sie sama potrafi soba zajac tzn. bawi sie na macie, lezy i oglada lusterka, siedzi w lezaczku i obserwuje co ja robie…ale sa dni kiedy marudzi, jeczy i wtedy ja nosze i nie widze w tym nic zlego.
moj maz nie wymaga odemnie wysprzatanego mieszkania, cieplych obiadkow na czas itp….to nie jest przekaladnik tego czy jest dla mnie najwazniejszy czy nie i czy go kocham…troche inaczej okazujemy sobie milosc i to ze jestesmy dla siebie najwazniejsi.
zarowno Mariusz jak i Gosia sa dla mnie tak samo wazni tylko ze Mariusz ma dwie sprawne raczki, ma 28 lat i jest calkowicie niezalezny…a Gosia ma pol roczku i to ona wymaga najwiekszej uwagi…wiekszej niz Mariusz i niz ktokolwiek inny (dla mnie oczywiscie)….
a jesli chodzi o te techniczne sprawy to u nas wyglada to tak: w soboty sprzatamy razem tzn jedno opiekuje sie Gosia lub idzie z nia na dlugi spacer a drugie sprzata, obiady robimy zazwyczaj ok 17 jak maz przyjdzie z pracy (zajmuje to jakies pol godziny, bardziej wymysle potrawy robimy w weekendy)….zakupy drobne robie w czasie spacerow, a raz na tydzien, dwa jedziemy do tesco.
to oczywiscie nie znaczy ze nic nie robie….jak Gosia jest grzeczna to lezy w lezaczku i obserwuje jak myje wanne, szoruje kibelek, prasuje, czy gotuje…wtedy weekend mamy bardziej wolny i sie wszyscy byczymy:) no ale jak mi nic Gosia nie daje zrobic to poprostu nic nie robie i sie nia zajmuje i nosze a do meza dzwonie zeby kupil pierogi jak bedzie wracal z pracy:)

Ala i Małgosia (16.12.2003)

kzaremba2004-06-17 15:28:29

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Co mogłam, to robiłam jedną ręką (prawą), bo Sylwię nosiłam tylko na lewej. Z czasem doszłam do perfekcji w sprzataniu tylko prawą ręką.
Ale i tak wiekszość rzeczy w domu robil mąż, bo ja zajmowałam się Syl. Bo najważniejsze dla nas było zapewnienie jej maksimum miłości, ciepła i bezpieczeństwa- otrzymywała to kiedy tylko potrzebowała – na moich rekach, czując bliskość mamusi, przy cycusiu.

Kasia i Sylwia Margareta 25.10.03

chilli2004-06-17 15:49:37

Ja byminaczej sformłowała pytanie

Czy w Waszym życiu po urodzeniu dzieck ajest jeszcze miejsce dla Was?
Czy dziecko tak diamtralnie zmieniło światopogląd że liczy sie ono i tylko ono. Mąż w zapomnienie – ma dwie ręce -poradzi sobie. Dom w zapomnienie – jest maż – zrobi. I wreszcie pewnie Ty sama w zapomnenie – bo lepiej dziecku kupić…

Czy jestem (mam nadzieje!!) w błedzie?

Wiadomo dziecko jest centralnym punktem życia domowego, zwłaszcza jeżeli jest małe i bezradne ale czy zastępuje Wam wszystko? Czy jedyna radość jaką potraficie czerpać z życia to opieka nad dzieckiem?? Bo ja tak rozumiem non-stop noszenie.

A potem statystyki mówią o rozpadzie rodziny w 3 – 5 roku życia dziecka. Ciekawe dlaczego? Może dlatego że dziecko zajmując i przesłaniając świat odciąga naszą uwagę od życia codziennego, męża i wreszcie nas samych?

Może w pędzie za wychowaniem, rozwojem edukacją szkraba nie widzimy że mąż chciałby zamienić dwa zdania o pracy, potrzymać za rękę, wyjść do kina czy zafundować nam kosmetyczke..

Niestety zbyt wiele z nas dostaje delikatnie rzecz ujmiujac fioła na punkcie dziecka. I to bardzo często na długo zanim pojawi sie na świecie.

pozdrawiam refleksyjnie


madzia z wiktorią (10.03.04)

nena752004-06-17 15:53:21

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Rozumiem, że kierujesz to pytanie do mam które zdecydowały się na dłuższe pozostanie w domu z dzieciaczkami i nie pracują zawodowo? bo jeśli jesteś mamą, która od 9:00 do 18:00 jest w pracy a potem pędem biegnie do domu, żeby ugotować smaczny obiadek dla męża, uprać i uprasować mu koszule a w między czasie jeszcze zrobi zakupy i przytaszczy siaty do domu to gratuluję, bo ja do tej pory nie znalazłam przepisu jak to wszystko pogodzić. Codzinnie nie sprzatam, rzadko gotuję, raz-dwa razy w tygodniu zmywam (tzn. zmywarka) i nie widzę możliwości bycia doskonałą kucharką, sprzątaczką, żoną i matką przy moim trybie życia. I nie narzekam z tego powodu, że mam kurz na telewizorze czy “koty” pod łóżkiem. Jest czas sprzątania, prania i prasowania, ale nie kosztem czasu spędzonego z dzieckiem. W ciągu tygodnia mam dla Tomka najdłużej 4h dziennie i nie zamierzam ich marnować na to, żeby mąż miał codzinnie usmażone kotleciki i wyprasowaną koszulę.
Domowe obowiązki zostawiam zazwyczaj na weekendy kiedy mam dużo więcej czasu…

Wioletta i Tomaszek 24.11.03

lka262004-06-17 15:57:40

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Witam,
najpierws może ogólnie do wszystkich 🙂
– moje mieszkanie na pewno nie jest sterylne, ale jest o dziwo o wiele czystsze niż w okresie, gdy nie było dzieci (bo np. muszę je codziennie odkurzać).
– mój mąż baaaaaaaardzo dużo robi przy dzieciach i nigdy nie ma do mnie pretensji o obiad czy inne tego typu sprawy (dlatego tym bardziej człowiek ma ochotę coś robić).
– moje dzieci nie płaczą w drugim pokoju, gdy ja np. prasuje 🙂

To tak celem wyjaśnienia, bo czytając wasze posty doszłam do wniosku, że możecie nabrać mylnego wyobrażenia co do mojej osoby.

Moje pytanie do was wzięło się stąd, że jak ktoś pisze na tym forum, że chciałby coś porobić w domu, czy wyspać się w nocy to wszyscy na niego naskakują (oczywiście mówię o swoim subiektywnym odczuciu), że co on sobie wyobraża, skoro ma dziecko to ma myśleć tylko o nim a nie o sobie ani domu. Tak jakby po narodzeniu dziecka wszystko się urwało, istnieje już tylko ona, reszta się nie liczy.

Ja myślę trochę inaczej. Dla mnie dzieci to uzupełnienie życia. Owszem, należy im poświęcać czas, ale z rozsądkiem – tzn. nie przerywać dotychczasowych swoich obowiązków dlatego, że są. Powinny widzieć jak rodzice sprzątają, gotują, prasują, a nie tylko mamę która stale tylko się z nimi bawi i nie robi nic innego. Przynajmniej ja widziałam moich rodziców wykonujących te wszystkie czynności i dlatego wydaje mi sie to normalne.

A że chcę sobie ułatwiać życie? Taka jest prawda. Chcę mieć więcej dzieci, dlatego muszę to moje życie tak zorganizować, aby okres 0-2 lat nie był całkowicie wycięty z mojego życiorysu.

Pozdrawiam.

lka262004-06-17 16:04:41

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

No widzisz, ja czytam twój post i się dziwię (szczerze, nie złośliwie). Mówisz, że masz przechlapane nocki, ale moim zdaniem masz to na własne życzenie. Na forum jesteś pewnie za to chwalona – taka dobra mama – dla mnie natomiast to jest dziwne. Ja nie chciałam mieć takich nocek, dlatego oduczałam dziecko jeść w nocy. w wieku 9 mies spał już od 8.00 do 7.00. I mam pełną świadomość, że nie był to przypadek, tylko mój wkład w to, że sytuacja wyglądała tak a nie inaczej.
Nie chcę Cię oczywiście pouczać :), bo wiem, że ty też mogłabyś pouczać mnie – jak to możliwe, że twoje biedne dziecko głodowało nocami :), ale ja takiego podejścia nie rozumiem i na pewno u mnie dzieci tak jadać nie będą.
Twojemu jednak życzę smacznego 🙂

mysia22004-06-17 16:09:44

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Nie wiem co napisały dziewczyny, bo niestety nie mam czasu na czytanie. Napiszę jak to jest u nas. Kiedy próbowałam prowadzić czyściutki dom stwierdziłam, że kompletnie nie mam czasu dla dziecka, bo Mały cały czas albo leżał w leżaczku, albo bawił się na brzuszku. A przecież jestem na wychowawczym. Poza tym porządki poczekają a Natan już nigdy nie będzie miał tych 6, 7, 8 itd. miesięcy. Już nigdy nie będzie taki przytuliński jak teraz. Nie chcę żeby mi te chwile uciekły i postawiłam na dziecko. I tak dużo czasu poswięcam na gotowanie, zakupy itp. Mam wyrzuty że jestem złą matką, nie przytulam go. Będzie z niego facet, ale chcę żeby był wrażliwy i delikatny. Nie wiem czy uda mi się to osiągnąć przez przytulanie i moją z nim bliskość, ale wydaje mi się że to może coś pomóc. Jeśli chodzi o dom to nie jest to na zasadzie że w domu jest syf, ale nie ma muzeum. Fakt że wszędzie są zabawki dziecięce, klocki itp. ale to jest dziecko. Już teraz jak na niego patrzę to widzę jak zaczyna się usamodzielniać (raczkuje) i nie zawsze mnie potrzebuje. Jest mi nawet przykro że kiedyś minie ten czas przytulania. Wtedy będę miała czas na porządki w domu i wszystko inne.
Mam nadzieję że mnie zrozumiałaś…
Pozdrawiamy.

Eryka i Natanek 09.09.03r

lka262004-06-17 16:10:18

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

mimo, że mówisz, że wypełnianie obowiązków domowych nie jest najważniejsze to dalej opisujesz jak je wypełniasz 🙂 a że wtedy kiedy się da – to jest jak najbardziej zrozumiałe 🙂

lka262004-06-17 16:13:15

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Nie, mój mąż nie konkuruje z dziećmi i nie mam o to obaw. Może właśnie dlatego tak chcę, aby mu było dobrze w życiu? tak samo jak dzieciom.
O to mi chodziło.

lka262004-06-17 16:22:01

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Temat postu wziął się stąd, ze czytając różne wątki jakoś tak rzucały mi się w oczy teksty w stylu “on potrzebuje teraz twojego ciepła, musisz go cały czas nosić aby słyszał bicie twego” etc. Dotyczyły one marudnych dzieci. Wyobraziłam sobie więc, że są mamy, które większość dnia noszą dziecko na rękach, albo przy piersi.
Strasznie ci zazdroszczę, że masz ju 3 dzieciaczków. Dzieci są super, tylko produkcja niestety długa, więc na następne będę musiała jeszcze poczekać 🙂

lka262004-06-17 16:23:43

Re: Ja byminaczej sformłowała pytanie

🙂
do takich refleksji chciałam właśnie nakłonić tą dyskusją. Dzieki za pomoc 🙂

lka262004-06-17 16:28:58

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Masz rację, to było pytanie do mam, które nie pracują. Przy twoim trybie życia nie masz szans non-stop nosić. To, że poświęcasz mu te 4 godziny jest dla mnie absolutnie zrozumiałe, nawet jeśli nosiłabyś je wtedy cały czas na rękach 🙂

lka262004-06-17 16:37:46

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Wiem, ale mnie trochę przeraża to co się dzieje. Te mamy, które skupiają się w życiu tylko na tym, aby wychować tego jednego, jedynego potomka. Wiadomo – wtedy podejście jest inne – można nawet przez 2 lata nie spać – w końcu to tylko 2 lata z życia, potem dziecko wyrośnie. Można zaniedbać swoje dotychczasowe życie – dziecko dorośnie – życie wróci do normy. Tylko, że te mamy wymagają od mam wielodzietnych, pracujących takiego samego podejścia do dziecka, bo inaczej matka oskarżana jest o egoizm. I to mi się nie podoba. Bo myślę, że można wychować bardzo szczęśliwe dziecko mimo, że się z nim nie spało w łóżku, nie karmiło piersią do 2 roku życia, nie nosiło non-stop na rękach. A o męża naprawdę też warto dbać 🙂 Przecież to takie duże dziecko 🙂 Pisząc to mam świadomość, że ja sobie wygodnie siedzę i popijam herbatkę a on biega z maluchami na spacerku 🙂

asia802004-06-17 18:08:06

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Widzę, że to co napisałaś zostało bardzo róznie zinterpretowane przez forumowe “bywalczynie” Mi się nie podoba to, że trafiłaś na jakiegoś posta apropos noszenia na rękach i próbujesz rozpocząć niewiadomo czemu dziwną dyskusję. Zastanawiam się co może o tym forum pisać osoba, która wysłała 32 wiadomości, a z tego prawie połowę właśnie w tej dykusji…… Myślę, że lepiej byłabyś przyjęta, gdybyś swojego wejścia nie rozpoczęła od próby ataku!

Asia i Oliwierek 14.01.2004 r

catty2004-06-17 18:38:24

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Lka, już sam tytuł Twojego postu jest trochę dziwny, bo czy można stale nosić dziecko na rękach? Ja sobie tego nie wyobrażam; nawet gdyby ktoś się bardzo uparł to by się chyba nie dało, dziecko przecież drzemie w ciagu dnia przez kilka godzin, a poza tym samo chce poznawać świat, bawić się zabawkami – etc.

Ale rzeczywiście, w pierwszych miesiacach życia sporo mam nosi swoje dzieci na rękach bardzo dużo – w moim przypadku były to 3 pierwsze miesiace ż życia Michasia. Na początku był taką kryszyną bezbronną, że gdy budził się ze swoich drzemek większość czasu go – na zmianę z mężem – nosiliśmy. Nie wyobrażam sobie zostawienia miesiecznego maluszka samego w łóżeczku.

W 2 i 3 miesiącu życia Michaś miał kolki, na które nie pomagały żadne lekarstwa. W naszych ramionach się odrobinę uspokajał, i chopć płakał, to mniej żałóśnie. Nie mogłabym zostawić mojego płaczącego z bólu synka samego w łóżeczku.

Co ze sprzątaniem w tym czasie? Robiłam je wtedy, gdy mogłam. Jeśli miałam nieposprzątane to trudno, jadłam kanapki lub to co ugotował mąż.

Od 4 miesiąca zaczełam Michasia częściej kłaść z zabawkami, potem sadzać przy zabawkach itd.

Michaś sam zresztą woli się bawić niż być noszony, choć odkąd nauczył się chodzić za rączki, to sporo czasu mu poswięcam żeby z nim chodzić po mieszkaniu – uwielbia otwierać szafeczki stawać na parapecie i oglądać ptaszki, a ja uwielbiam mu to wszystko pokazywać, opowiadać historie, odkrywać przed nim świat. Przy czym jakoś udaje mi isę wyrobić z obiadem, ubrania są poprane, a mieszkanie posprzątane, choć może nie wysprzatane.

I jakoś nie cierpnie mi skóra że mój dom nie lśni jak z reklamy Ajaxu (tej o teściowych – marsjanach, swoją drogą niezły piździelnik jest w tym mieszkaniu przed wysprzataniem ), mam czas dla męża, choć nie tyle co wcześniej, ale też wcale niemało. I TAK, uważam że dziecko zaraz po urodzeniu wymaga więcej czasu uwagi i troski niż mąż, bo, mąż to nie klikumiesieczne bobo które nie umie chodzić i samo zrobić sobie jeść, no i mąż NIE potrzebuje przytulania 24 h na dobę.

Chyba nie dojdziemy w tej kwestii do jakiegoś porozumienia, może dlatego że nie uważam męża za duże dzecko, a dzieci (planuję więcej) nie są dla mnie uzupełnieniem życia, raczej punktem centralnym, co nie oznacza że nic innego nie jest dla mnie ważne. Właśnie dziś rano przeczytałam sobie leżąc w łóżku “Diabeł ubiera się u Prady”, a jutro idę na Harry’ego Pottera.

Monika i Michałek 22.08.03

magonil2004-06-17 18:40:42

Re: Ja byminaczej sformłowała pytanie

Lepiej bym tego nie ujęła. Zgadzam się z wszystkim , co napisałaś.

Małgosia z Weroniką (29.10.2003)

chilli2004-06-17 20:37:07

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

God bless You polahola za trzezwe spojrzenie.

Ale tak swoja droga to widze ile malzenstw ropadlo sie bo matka poswiecila swoje zycia na oltarzu wychowania dziecka. Bo bardzo czesto po 2 latach “intensywnej” opieki nie ma o czym rozmawiac z mezem.To wlasciwie w 100% obcy czlowiek juz. A ona potrafi tylko o dziecku. I mamy kryzys. A wiesz co jest najgorsze? Ze najlepszym pomyslem zony na ratowanie malzenstwa jest… kolejne dziecko.
I wiesz pewnie jak wyglada dalej scenariusz…

Juz nie wspomne o matkach ktore nie dopuszczaja do dziecka nikogo bo tylko one potrafia najlepiej. Nawet meza czy ojca dziecka (wiem jak zabrzmialo )

W sumie to ja wspolczuje potem tylko dzieciom. Sama mam ojca ktory jest wlasnie takim oczkiem w glowie mamusi- nawet rozwod nie wplynal na jej ockniecie- dopiero wtedy oddala sie w calosci wychowaniu jedynaka. Tylko szkoda ze ojciec ma 52 lata a mamusia sie nie zmienila ani o jote.


madzia z wiktorią (10.03.04)

duska2004-06-17 21:19:36

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Miałam zamiar już się nie udzielać w tym wątku, bo chyba nie do końca się wszystkie możemy zrozumieć, ale jeśli stwierdzenie “noszenie dziecka na rękach” urosło do synonimu chorobliwej nadopiekuńczości wobec małego dziecka a nie spełniania jego psychicznych i fizycznych potrzeb, to zdecydowana większość forumowych mam nie kwalifikuje się do grona takich osób, pomimo noszenia maluchów na rękach, bądź wstawania do nich w nocy. Już kiedyś polemizowałam z tobą na ten temat i podkreślę jeszcze raz każde dziecko ma inne potrzeby a ja przekonałam się o tym na wlasnej skórze, bo moje córki są tak różne, że aż czasami mi trudno uwirzyć, że są rodzonymi siostrami.
Nie podoba mi się tylko takie generalizowanie, ze jesli nosi, usypia na rękach, poswięca bardzo dużo czasu to znaczy, że przesadza, zaniedbuje męża i siebie itp.

Poza tym dziecko dorasta (z tym że każde w innym wieku) do “rozstania się” z matką i trzeba mu wtedy na to pozwolić. I tu może narodzić się pewna patologia (rozumiem, że jest to opisywany przez ciebie przypadek twojego ojca). Ale uwierz mi, że poświęcenie prawie całego swojego czasu paromiesięcznemu maluszkowi nie ma tu nic do rzeczy.
Natomiast jeśli chodzi o rozpad małżeństw, to nie tylko kwestia dziecka jest tu istotna. Po prostu po pierwszym zafascynowaniu (także seksualnym) okazuje się, że tak naprawdę ci ludzie nigdy nie mieli ze sobą nic wspólnego (zainteresowania, poziom umysłowy, sposób spędzania wolnego czasu itp)

A tak przy okazji, to ja noszę, tulę, śpię razem z małą w łóżku …. ale jednocześnie wlokę ją po całej Europie, śpiąc w namiocie, jeżdżąc po 1500 tys. kilometrów samochodem …. a więc opiekując się dzieckiem czerpię radość z życia które prowadziłam przed narodzeniem małej (wyrodna matka )
Uff, trochę się rozpisałam
Pozdrawiam

Duśka i Emila (09.10.2003)

niki232004-06-17 21:24:20

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Ja noszę niemal cały dzień Ninę na rękach, na przemian oczywiście z zabawianiem jej.Tzn. kładę ją np w leżaczku lub na kocyku pokazuję zabawki,śpiewam i wyczyniam jeszcze inne rzeczy. Dodam,że moja córcia niestety nie śpi w ciągu dnia. czasem tylko w wózku na spacerze, a w domu wcale. Pytałam lekarzy, czy to normalne, twierdzą ,że tak. A odnośnie Twojego pytania co robię w domu to moja odpowiedz brzmi – w zasadzie nic. Obiady gotuje moja mama,a jak np. trzeba posprzątać to Mała wędruje do mojej mamy na ręce, a ja z mężem szybko sprzątamy. Jeśli jestem sama z Niną w domu, to chodzę głodna, od rana w koszuli nocnej i mam problem nawet z wyjściem do toalety, bo mała zazwyczaj marudzi jak zostanie choćby minutę sama. Nie ma mowy o zrobieniu czegokolwiek. Ale wcale nie jest mi z tym zle. mam w nosie porządki , prasowanie i inne obowiązki- lubię pokazywać dziecku świat, nosić je , mówić wierszyki itd A jak juz muszę coś zrobić to po prostu wołam mamę, lub męża, który zawsze dzielnie mi pomaga…

mamaala2004-06-18 05:55:42

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

a jak Ty sobie radzisz gdy dziecko marudzi, bo ma: kolkę, zły dzień, wychodzące ząbki, nocne koszmary, itp?? To tylko zwykła ciekawość :))))

Aga i Ala (10.02.2003)

2004-06-18 06:17:27

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Adas jak byl malutki zazwyczaj lezal grzecznie w lozeczku, albo spal. Owszem nosilam go ale nie caly czas…
Pozniej jak byl starszy i zaczal wiecej rozumiec to bawil sie grzechotkami, pozniej wychodzilismy do ogrodka. Sprzatam kiedy chce bo Adas lubi jak sie odkurza (bawi sie wtedy kabelkiem), gotuje (obserwuje bacznie co robie), a zabawki to juz sam wrzuca do kosza:-)
Ja jestem w komfortowej sytuacji bo mieszkam z tesciami ktorzy ugotuja, zrobia zakupy itp. A srednio raz w tygodniu przychodzi sprzataczka. Nie wyobrazam sobie natomiast nie sprzatania w ogole tj. codziennego scierania podlogi, odkurzenia. Przy raczkujacym dziecku uwazam to za koniecznosc.
pozdrawiam:-)
Ula i Adaś + bąbelki

Edited by pluszaczka on 2004/06/18 08:18.

lka262004-06-18 07:00:15

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

O tym co czytam mogę pisać choćbym nie napisała żadnego postu, prawda 🙂 A na przyjęcie nie mogę się skarżyć – prawdę powiedziawszy myślałam, że za taki post zjecie mnie żywcem – a jest całkiem przyjemnie, choć oczywiście każdy ma nadal swoje zdanie 🙂

inti2004-06-18 07:02:26

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Czy jesteś zapiekłą strażniczką ogniska domowego? bo tak mi się wydaje. atakujesz mnie dlatego, że nie uważam sprzątania i gotowania za swój podstawowy obowiązek?
więc wyjaśniam: w domu wyłącznie ja piorę, prasuję, sprzątam (oprócz odkurzania), robię zakupy i mam na głowie właściwie wszystkie rzeczy związane z domem, bo mój małżonek pracuje właściwie od rana do wieczora. z gotowaniem jest tak, że obiad robimy wspólnie, ja gotuję dla Julki i wszystkie dodatkowe ekstrasy.
więc chyba określenie o lenistwie było lekko przesadzone, nie sądzisz?
i dalej: MIŁOŚĆ NIE OBJAWIA SIE NIEWOLNICZĄ PRACĄ SPRZĄTACZKI, KUCHARKI, KELNERKI!!!! wyrażam miłośc gestami, słowami, drobiazgami. no i seksem – bo mam na niego ochotę, jeśli nie odrabiam popołudniowego etatu “obowiązków domowych”. Bo nie wmówisz mi, że masz ochotę nawet po całym dniu zaoranym pracami domowymi, dzieckiem, pracą zawodową i milionem innych rzeczy po drodze.
Julka w czasie, kiedy ja zajmuję się domem, bawi się zawartością szuflad w kuchni, swoimi zabawkami, ogląda bajki itp. ale nie chcę, żeby te wszystkie rzeczy zastąpiły nasz wspólny czas. więc kiedy widzę, że jest za mną stęskniona po powrocie z pracy, wolę zająć sie nią. albo zostawić niedokończony obiad i pójść na spacer, bo akurat świeci słonko.
I naprawdę – to jest Twój wybór, czy ważniejsze jest utrzymywanie wizerunku idealnej pani domu czy bycie dobrą mamą, poświęcającą większość swojego czasu i uwagi dziecku. kwestia priorytetów w życiu.

sylwia i JUlka 20.01.2003

lka262004-06-18 07:07:29

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Myślę, że mimo rozbieżności w formuowaniu naszych myśli dzieci wychowujemy podobnie 🙂 A nad mężem rzeczywiście się rozczulam, bo on to samo robi dla mnie. Byłoby przykro, gdyby miał podejście: teraz jest już na świecie moje dziecko, więc teraz żona jest na drugim planie. Ja czuję, że jestem dla niego tak samo ważna jak dzieci i chcę, aby on czuł to samo. Co nie znaczy, że nie mamy fioła na punkcie swoich dzieci i zapewniam was, że krzywda im się nie dzieje.

reno2004-06-18 07:12:35

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

W odpowiedzi na:


Przyzwyczaił się. Gdy gotuję to on np. siada niedaleko i bawi się zawartością szuflady. Nie dlatego, że taką miał od początku ochotę. Po prostu wie, że musimy teraz siedzieć w kuchni


Ika, zdradź jeszcze w jaki sposób wytłumaczyć noworodkowi, że mama musi ugotować obiad. A dwumiesięczniakowi? “Drogie niemowlę, nie mogę Cię teraz przytulić bo tatuś będzie zły jak nie dostanie jeść”?

Reno & Nadia (07.02.2004)

lka262004-06-18 07:21:05

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Od ciebie się może nie wymaga, bo stałych bywalców nie wypada naskakiwać :), ale tacy jak ja 🙂 myślę, że są traktowani inaczej. Gdybym np. napisała post, że mój synek płacze 7 minut przed zaśnięciem i zapytała co mam z tym zrobić, to jestem pewna, że zaraz by mi się dostało, że jestem niedobra, jak mogę tak długo czekać, dziecko jest po to, aby się nim zajmować itd Mylę się?
Ale zgadzam się z 2 częścią twojego postu, każdy ma swoje priorytety i będzie się ich trzymał.
Pozdrawiam. Nie mogę się napatrzeć na tą twoją 3 🙂

lka262004-06-18 07:34:33

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Widzisz, właśnie ty jesteś dla mnie idealnym przykładem matki “stale noszącej dziecko na rękach”.
Porządki – mam w nosie, obiad – gotuje mama. Sorki, ale to dla mnie jest chore. Moim zdaniem to jest wygodnictwo. Bo co innego chcieć i się nie wyrabiać (z tym myślę, że wszystkie mamy problem) a co innego z góry zakładać, że nic nie muszę robić.
Wiem, że już mnie nie lubisz 🙂

lka262004-06-18 07:46:16

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Sytuacje, które opisujesz są takimi, które wymagają szczególnej troski i raczej każdy to rozumie. Wtedy sytuacja wygląda inaczej. Ja jednak dyskutuję z wami na temat zwykłego, codziennego dnia ze zdrowym dzieckiem, nie zmieniajmy więc może tematu.

2004-06-18 08:20:53

Re: Ja byminaczej sformłowała pytanie

No a my mamy fiola na punkcie naszego synka i dobrze nam z tym ;-).Poprostu je kochamy i nie zatracilismy przy tym siebie.Nie kalkuluje kiedy dziecko trzeba odlozyc do lozeczka Jak trzeba..to je nosimy, utulimy, i juz mi zal tych chwil..bo nasze dziecko robi sie coraz bardziej samodzielne ale rownoczesnie bardzo nas to cieszy.

Mola i Antos(16.10.03)

lka262004-06-18 08:54:14

Re: Do mam stale noszących dzieci na rękach

Nie do ciebie adresowałam to pytanie. Chodzi mi o mamy, które tak są skupione na dziecku, że nie widzą świata poza nim, uważając że od momentu porodu mają już tylko jeden obowiązek – dziecko. Z tego co piszesz ty taka nie jesteś – masz swoje życie poza dzieckiem, starasz się robić w domu. To jest dla mnie zrozumiałe.
Pozdrawiam.

Nie rozumiem tylko tego ALBO – ja chce być i dobrą panią domu (oczywiście nie idealną, bo jestem realistką i wiem, że to niemożliwe z taką ilością obowiązków) I mieć zadbane dzieci. A na spacerze jesteśmy codziennie, czy świeci słońce czy nie 🙂

Znasz odpowiedź na pytanie: Do mam stale noszących dzieci na rękach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Noworodek, niemowlę
Jak oduczyć siadania na krawędzi?
Jak oduczyć dziecko siadania na krawedzi i to jeszzce tyłem do niej? Iza już sie nauczyła, że jak dochodzi do skraju łóżka, to nie robi z niego skoku na główkę,
Czytaj dalej
Dla starających się
pytanie o świnke
Dziewczyny, strasznie się boje. Jestem właśnie po okresie starań i teraz czekam. Oczywiście mam nadzieje,że tym razem się udało ale właśnie dowiedziałam się przed chwilą, że mój bratanek zachorował na świnke, a
Czytaj dalej