Dorosłe Dzieci Rozwodnikow

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)
  • Autor
    Wpisy
  • #111441

    chilli

    pamietam juz byl taki temat – jednakowoz znowu napisali o mnie :Hyhy:
    i znowu mnie na refleksje wzielo

    wynioslam z domu piekny przyklad „jak nie nalezy”
    i normalnie tego swojego malzenstwa to pilnuje jak oka w glowie
    pilnuje przede wszystkim szacunku do drugiej osoby
    nie pozwalam sobie na powiedzenie do meza „jestes glupi’ bo wiem ze nastepnym razem powiem „ty idioto”
    a to juz blisko do ty debilu..

    czsmi jak czytam nasz dzial zwiazkowy to jakbym moich rodzicow widziala 🙁

    #5031405

    ahimsa

    O kurde- wczoraj sobie o tym myślałam! Że dokładnie wiem jak ” NIE powinno się”- i faktycznie jestem chyba całkowitą odwrotnością mojej matki np.

    I…chyba kurde nieźle na tym wychodze;P



    #5031406

    gevalia2006

    Zamieszczone przez szpilki

    pamietam juz byl taki temat – jednakowoz znowu napisali o mnie :Hyhy:
    i znowu mnie na refleksje wzielo

    wynioslam z domu piekny przyklad „jak nie nalezy”
    i normalnie tego swojego malzenstwa to pilnuje jak oka w glowie
    pilnuje przede wszystkim szacunku do drugiej osoby
    nie pozwalam sobie na powiedzenie do meza „jestes glupi’ bo wiem ze nastepnym razem powiem „ty idioto”
    a to juz blisko do ty debilu..

    czsmi jak czytam nasz dzial zwiazkowy to jakbym moich rodzicow widziala 🙁

    czytałam i … przykre to wszystko

    #5031407

    telimena

    Mysle że wszystko zależy od tego JAK rodzice się rozwodzą. Jesli umieją dobro dziecka przedłożyć nad własne animozje i a nierzadko i ból – rozwód choć straszny dla dziecka jako sam w sobie nie musi iść za dzieckiem całe zycie.

    #5031408

    Anonim

    Zamieszczone przez telimena
    Mysle że wszystko zależy od tego JAK rodzice się rozwodzą. Jesli umieją dobro dziecka przedłożyć nad własne animozje i a nierzadko i ból – rozwód choć straszny dla dziecka jako sam w sobie nie musi iść za dzieckiem całe zycie.

    prawda

    #5031409

    chilli

    Zamieszczone przez telimena
    Mysle że wszystko zależy od tego JAK rodzice się rozwodzą. Jesli umieją dobro dziecka przedłożyć nad własne animozje i a nierzadko i ból – rozwód choć straszny dla dziecka jako sam w sobie nie musi iść za dzieckiem całe zycie.

    myse ze sam rozwod to ju wisienka na torcie jest :Fiu fiu:



    #5031410

    telimena

    Zamieszczone przez szpilki
    myse ze sam rozwod to ju wisienka na torcie jest :Fiu fiu:

    Masz racje – często ludzie „dla dobra dzieci” żeby miały pełną rodzine trwaja w związku który unieszczęśliwia ich i dzieci. Kłócą się, dogryzają a czasami nie kłócą ale wprowadzaja atmosfere wojny podjazdowej – niby miło i spokojnie ale jakby tu obrzydzić zycie partnerowi… A dzieci w tym wszystkim same – nierozumiejące „dlaczego”… Lepiej z kulturą się rozejść i zyć w spokoju niż trwać w małżeństwie – bo dzieci, bo rodzina, bo…

    #5031411

    rea

    Ja byłam już dorosła, a nie portafiłam sobie poradzić z rozwodem moich rodziców.
    Mama przelała całą złość na mnie, koszmar.
    Do tej pory nie potrafię przebić się przez ten mur, który przez ten czas postawiłyśmy między sobą…
    Niby jest dobrze, ale tylko z zewnątrz..nigdy jej tego nie zapomnę..
    Zakładałam kiedyś taki wątek, bo już sobie nie radziłam….
    U mnie w domu panuje zasada–nie dopuszczam do tego, do czego doprowadzili moi rodzice…

    #5031412

    anka332

    Zamieszczone przez telimena
    Masz racje – często ludzie „dla dobra dzieci” żeby miały pełną rodzine trwaja w związku który unieszczęśliwia ich i dzieci. Kłócą się, dogryzają a czasami nie kłócą ale wprowadzaja atmosfere wojny podjazdowej – niby miło i spokojnie ale jakby tu obrzydzić zycie partnerowi… A dzieci w tym wszystkim same – nierozumiejące „dlaczego”… Lepiej z kulturą się rozejść i zyć w spokoju niż trwać w małżeństwie – bo dzieci, bo rodzina, bo…

    ja wlasnie jestem takim dzieckiem gdzie rodzice dla dobra dzieci teraz juz nie wiem dla kogo dobra sa malzenstwem zyjacym kolo siebie w dwupokojowym mieszkaniu. Tez wiem jak nie powinno sie robic i jak zyć w kłamstwie obłudzie itp. Bez uczuć czułości, słowa kocham cie nie slyszalam nigdy ani w stosunku do siebie rodzicow ani w stosunku do nas ich dzieci. Dlatego staram sie zeby w naszym malzenstwie bylo inaczej.

    #5031413

    dziej

    jak życie DDRR się potoczy zależy od tak wielu czynników, że ciężko generalizować.

    z punktu widzenia dziecka (a czasem młodego człowieka) czasem rozwód bywa wisienką, a czasem od tego momentu znikają jedne, a pojawiają się inne trudności
    wiek dziecka ma znaczenie, jak rozwiedzeni rodzice gadają po rozwodzie też ma znaczenie, nowi partnerzy rodziców (jeśli są) – też mają znaczenie..

    cóż.. za 10 lat będę mógł odpisać na tego posta pełniej, póki co – mam ciągle za mało danych.



    #5031414

    gosik

    ja chyba jestem dość dziwnym tworem DDRR
    moi się rozwiedli jak miałam 6 lat
    i na moje nieszczęście zeszli się znów jak miałam 14

    nie powiem głośno co wyniosłam z domu ……

    dla mnie małżeństwo to stan przejściowy
    i całe życie obiecuję sobie że JA męczyć się z chłopem nie będę

    za nic w świecie

    #5031415

    gevalia2006

    Zamieszczone przez Ruda@
    ja chyba jestem dość dziwnym tworem DDRR
    moi się rozwiedli jak miałam 6 lat
    i na moje nieszczęście zeszli się znów jak miałam 14

    nie powiem głośno co wyniosłam z domu ……

    dla mnie małżeństwo to stan przejściowy
    i całe życie obiecuję sobie że JA męczyć się z chłopem nie będę

    za nic w świecie

    i żyją do dziś razem ?????



    #5031416

    gosik

    Zamieszczone przez Gevalia2006
    i żyją do dziś razem ?????

    no niestety

    #5031417

    koralowa

    Moi rozwiedli się gdy miałam niecałe 3 lata. To był początek katastrofy jeśli chodzi o moje relacje z ojcem. W skrócie- od ponad 21 (a mam 24) lat mam matkę z ciągle nawracającą depresją, nerwicą, zaburzeniami odżywiania, wyżywała się na mnie a jak miałam 15 lat zaczęła wyjeżdżać za granicę. Moja miłość i przywiązanie do niej jest chore. Cokolwiek by nie zrobiła, nie powiedziała ja zawsze ją usprawiedliwiam. Kocham ją ponad życie, ale wiem że zdrowa miłość to, to nie jest.
    A ojciec? Hm, swoje od niego niejednokrotnie usłyszałam. Mam rodzeństwo którego nie znam, a oni nawet nie wiedzą że ja istnieje. Ojciec życzył mi m.in zgnicia na śmietniku, śmierci i innych ciekawych rzeczy. Nie znam skurczybyka i nie brakowało mi go nigdy…aż nie urodził się Tymek. Patrząc na to jakim ojcem dla T. jest Grześ…nieraz płaczę. Bo ja tego nie miałam.
    A mój związek? Niezliczona ilość „wyprowadzek”- ja krzyczę że się wyprowadzam, rzucam rzeczami a i tak zostaję, bo kocham…bo boję się że znów mnie ktoś odrzuci.
    Popieprzone mam relacje damsko-męskie, nigdy mnie nie nauczyli jak ma wyglądać rodzina, ale się nie poddaję, walczę o rodzinę dla siebie i T.

    Pracę licencjacką pisałam na temat funkcjonowania w życiu dorosłym kobiet z rodzin rozwiedzionych i historie które usłyszałam do dziś mnie prześladują.

    #5031418

    chilli

    Zamieszczone przez koralowa
    Moi rozwiedli się gdy miałam niecałe 3 lata. To był początek katastrofy jeśli chodzi o moje relacje z ojcem. W skrócie- od ponad 21 (a mam 24) lat mam matkę z ciągle nawracającą depresją, nerwicą, zaburzeniami odżywiania, wyżywała się na mnie a jak miałam 15 lat zaczęła wyjeżdżać za granicę. Moja miłość i przywiązanie do niej jest chore. Cokolwiek by nie zrobiła, nie powiedziała ja zawsze ją usprawiedliwiam. Kocham ją ponad życie, ale wiem że zdrowa miłość to, to nie jest.

    zapraszam

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close