Granice zaangażowania…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)
  • Autor
    Wpisy
  • #101419

    gonia2329

    …dorosłych dzieci w rozwód swoich rodziców. Rodzice rozwodzą się, w pozwie wskazana wina ojca ( miał 2 kochanki – matkę i jej córkę, chyba teraz została córka) i ja jako córka muszę się w tym wszystkim odnaleźc. I kompletnie nie wiem, jakie maja byc moje granice zaangażowania w ta sprawę. Trzymam z mamą, do ojca mam żal, zresztą jemu też nie zależy na kontaktach. Może któraś z Was już coś takiego przeżyła i może poradzic, jak się zachowac?

    #2934933

    qr-chuck

    Zamieszczone przez gonia2329
    …dorosłych dzieci w rozwód swoich rodziców. Rodzice rozwodzą się, w pozwie wskazana wina ojca ( miał 2 kochanki – matkę i jej córkę, chyba teraz została córka) i ja jako córka muszę się w tym wszystkim odnaleźc. I kompletnie nie wiem, jakie maja byc moje granice zaangażowania w ta sprawę. Trzymam z mamą, do ojca mam żal, zresztą jemu też nie zależy na kontaktach. Może któraś z Was już coś takiego przeżyła i może poradzic, jak się zachowac?

    Ja przeżyłam, ale miałam wtedy 7 lat, więc to co innego…

    Mój kolega niedawno.
    Jeszcze do tego rodzice chcieli przy okazji wkręcić go w wymianę mieszkań – on ma kawalerkę (i rodzinę!), oni chcieli dać mu swoje duże, żeby dał mamie kawalerkę i partycypował w kredycie na kawalerkę dla ojca.
    Stwierdził, że odcina się od tego wszystkiego i przez parę miesięcy się u nich nie pokazywał – stwierdził, że zgodzi się na to co ustalą, ale nie chce brać udziału w ustaleniach.
    Jak wrócił, to okazało się, że rodzice przeżywają powtórną miłość :D.

    Ja bym się nie wtrącała – dorośli są…

    Tak samo jak nie chciałabym, żeby się wtrącali, gdybym to ja się rozwodziła…



    #2934934

    nusiak

    odciela bym sie .

    #2934935

    aniaos

    rodzice, ktorzy sie rozwodza, sa dla mnie nie tylko rodzicami, ale przede wszystkim małżeństwem. dwoje doroslych ludzi nie potrafi zyc ze soba – nie ze swoimi dziecmi…
    trudno mi zrozumiec dorosle osoby, ktore maja pretensje, zale do rodzicow, ze ci postanowili sie rozwiesc.
    trzeba pamietac, ze kazdy z nas ma jedno zycie i chce je przezyc jak najlepiej. jesliw pewnym momencie zycia zauwazamy, ze cos jest nie tak, ze z czyms nam w zyciu niewygodnie, to staramy sie to zmienic. jesli akurat tak sie niestety sklada, ze w pewnym momencie drogi nasze i naszego wspolmalzonka sie rozchodza, to jedyne, co pozostaje, to rozstac sie w przyjazni i spokoju. wtedy chyba najmniej potrzebne sa dodatkowe konfikty i emocje zwiazane z „buntem” doroslych juz dzieci… nie wolno zapominac, ze rodzice to nie tylko „mama” i „tato” – to tez, a moze przede wszystkim, kobieta i mezczyzna i ich wzajemne relacje – nie tylko na plaszczyznie rodzicielskiej, ale przede wszystkim partnerskiej.
    zastanawiajace, ze sami wielokrotnie dajemy „dobre rady” znajomym, ze „lepiej sie dobrze rozwiesc, niz trwac w kiepskim malzenstwie” albo „lepiej bedzie tobie samej/samemu niz z takim/taka mezem/zona”. i to jest swieta prawda – szkoda tylko, ze o niej zapominamy, gdy sprawa dotyczy rodzicow.
    dziecko /nawet dorosle/ nie jest wlascicielem swoich rodzicow; nie jest ich panem i wladca – rodzice sa wolnymi ludzmi, ktorzy maja takie samo prawo do szczescia, jak i my 🙂 tym bardziej, gdy dorosle dzieci dawno zyja swoim zyciem.
    wydaje mi sie, ze takie nadmierne ingerowanie w „prywatne” zycie rodzicow jest po prostu toksyczne i tyle. nie wyobrazam sobie, ze strzelalabym focha, robilabym awantury i sceny, gdyby moi rodzice chcieli sie rozwiesc. byloby mi przykro, to oczywiste, ale staralabym sie zdystansowac do wszystkiego. i z cala pewnoscia nie bralabym udzialu w formalnym rozpadzie malzenstwa – nie zgodzilabym sie na bycie swiadkiem w sadzie. nawet w przypadku, gdyby byla ewidentna „wina” jednego z rodzicow.
    gdzies niedawno /w jakims serialu 🙂 / padlo fajne stwierdzenie: kochanka to nei przyczyna rozpadu zwiazku. to jedynie skutek.

    #2934936

    ciapa

    Zamieszczone przez AniaOS
    rodzice, ktorzy sie rozwodza, sa dla mnie nie tylko rodzicami, ale przede wszystkim małżeństwem. dwoje doroslych ludzi nie potrafi zyc ze soba – nie ze swoimi dziecmi…
    trudno mi zrozumiec dorosle osoby, ktore maja pretensje, zale do rodzicow, ze ci postanowili sie rozwiesc.
    trzeba pamietac, ze kazdy z nas ma jedno zycie i chce je przezyc jak najlepiej. jesliw pewnym momencie zycia zauwazamy, ze cos jest nie tak, ze z czyms nam w zyciu niewygodnie, to staramy sie to zmienic. jesli akurat tak sie niestety sklada, ze w pewnym momencie drogi nasze i naszego wspolmalzonka sie rozchodza, to jedyne, co pozostaje, to rozstac sie w przyjazni i spokoju. wtedy chyba najmniej potrzebne sa dodatkowe konfikty i emocje zwiazane z „buntem” doroslych juz dzieci… nie wolno zapominac, ze rodzice to nie tylko „mama” i „tato” – to tez, a moze przede wszystkim, kobieta i mezczyzna i ich wzajemne relacje – nie tylko na plaszczyznie rodzicielskiej, ale przede wszystkim partnerskiej.
    zastanawiajace, ze sami wielokrotnie dajemy „dobre rady” znajomym, ze „lepiej sie dobrze rozwiesc, niz trwac w kiepskim malzenstwie” albo „lepiej bedzie tobie samej/samemu niz z takim/taka mezem/zona”. i to jest swieta prawda – szkoda tylko, ze o niej zapominamy, gdy sprawa dotyczy rodzicow.
    dziecko /nawet dorosle/ nie jest wlascicielem swoich rodzicow; nie jest ich panem i wladca – rodzice sa wolnymi ludzmi, ktorzy maja takie samo prawo do szczescia, jak i my 🙂 tym bardziej, gdy dorosle dzieci dawno zyja swoim zyciem.
    wydaje mi sie, ze takie nadmierne ingerowanie w „prywatne” zycie rodzicow jest po prostu toksyczne i tyle. nie wyobrazam sobie, ze strzelalabym focha, robilabym awantury i sceny, gdyby moi rodzice chcieli sie rozwiesc. byloby mi przykro, to oczywiste, ale staralabym sie zdystansowac do wszystkiego. i z cala pewnoscia nie bralabym udzialu w formalnym rozpadzie malzenstwa – nie zgodzilabym sie na bycie swiadkiem w sadzie. nawet w przypadku, gdyby byla ewidentna „wina” jednego z rodzicow.
    gdzies niedawno /w jakims serialu 🙂 / padlo fajne stwierdzenie: kochanka to nei przyczyna rozpadu zwiazku. to jedynie skutek.

    no cóz podpisze sie tylko

    #2934937

    paszulka

    Miałam 25 lat jak moi rodzice się rozwodzili. Nadszedł ten czas kiedy mama dojrzała bo mój brat do pełnoletności dobijał. Ja uważałam, że dla ich zdrowia i psychiki powinni to byli zrobić wcześniej. Nie pasowali do siebie i od wielu lat nie odzywali się do siebie… ja byłam neutralna i rozmawiałam swobodnie z obojgiem. Wyjątkowo budujące były rozmowy z tatą, który wreszcie wiele zrozumiał i wtedy wywiązała się między nami bliskość, której kiedyś nie było. Z mamą zawsze byłyśmy jak przyjaciółki.
    No ale zdrad nie było albo ja o nich nic nie wiem.
    Mój brat nie umiał faktu zaakceptować i miał focha wobec mamy. Rozmawiałam z nim długo i tłumaczyłam.
    Nie wiem jakbym się zachowała jakby rozwód był z powodów, o których piszesz. Jestem dość emocjonalna i nie wiem czy umiałabym się odciąć od sprawy.. nie od rodziców… ale to chyba najlepsze rozwiązanie.



    #2934938

    gonia2329

    Zamieszczone przez AniaOS
    rodzice, ktorzy sie rozwodza, sa dla mnie nie tylko rodzicami, ale przede wszystkim małżeństwem. dwoje doroslych ludzi nie potrafi zyc ze soba – nie ze swoimi dziecmi…
    trudno mi zrozumiec dorosle osoby, ktore maja pretensje, zale do rodzicow, ze ci postanowili sie rozwiesc.
    ].

    Ciekawa jestem, czy będąc w konkretnej sytuacji miałabyś takie samo podejście? Jeszcze kilka lat temu podpisałabym się pod nim obiema rękami i nogam, ale…punk widzenia zależy od punktu siedzenia.

    #2934939

    gonia2329

    A jak obecnie wyglądają Twoje kontakty z rodzicami?

    #2934940

    paszulka

    Zamieszczone przez gonia2329
    A jak obecnie wyglądają Twoje kontakty z rodzicami?

    Czy to pytanie do mnie?! 🙂

    Nawet jeśli nie to mogę i tak odopwiedzieć.
    Bardzo dobre. Tata na wcześniejszej emeryturze mieszkał z nami, bo był niańkiem córki. Mama codziennie na telefonie ze mną. Mieszkamy niestety 300 km od siebie. Jak przyjeżdżam do rodzinnego domu to Tata też jest zapraszany na obiady itp. Na tym etapie można sobie pożartować z ich małżeństwa. Relacje są bardzo fajne i zdrowe!! Brat też przełknął i teraz jest bardzo dobrze!! 🙂 Czas leczy rany. No ale u nas zdrada nie była powodem do rozwodu tylko niedopasowanie, którego rodzice za młodu niedostrzegali… ale dobrze, bo dzięki temu jestem ja i brat!! 😉

    #2934941

    ahimsa

    Zostac jak najbardziej neutralnym! nie ma tez powodow, by zachowac sie jak dziecko;0 i obrazac sie na tate.

    Nikogo nie tracisz-nie musisz zostawac z mama;0 jstes dorosła.
    Ja przezylam rozwod jak rodzicow jak malam 14lat.

    I jakos ulozylam sobie te relacje z ojcem;) a powod był taki sam.



    #2934942

    aniaos

    Zamieszczone przez gonia2329
    Ciekawa jestem, czy będąc w konkretnej sytuacji miałabyś takie samo podejście? Jeszcze kilka lat temu podpisałabym się pod nim obiema rękami i nogam, ale…punk widzenia zależy od punktu siedzenia.

    wiesz, nie wiem, co by bylo gdyby…
    wiem, czego jestem dzisiaj pewna – zachowalabym zdrowy dystans i obiektywizm.
    gwoli scislosci – ja jestem po rozwodzie.
    rozwodzie spokojnym, rzeczowym, takim, po ktorym otrzymywalam kartki z zyczeniami od bylej tesciowej i pracowalam u bylego szwagra… wiec wiem, ze mozna .
    moi rodzice sa rodzicami swietnymi, niemal doskonalymi 🙂
    i jednoczesnie sa najgorszym malzenstwem, jakie znam.
    gdyby kilkadziesiat lat temu starczylo im odwagi na rozstanie, to pewnie moglabym napisac posta takiego, jak paszula 🙂 uwazam, ze brak rozwodu jest ich zyciowym bledem… i zadne z nich nigdy drugiego nie zdradzilo /w kazdym razie ja o tym nie wiem/, zadne nie bilo i nie pilo – sa po prostu totalnie niedopasowani. nigdy zas nie uczestniczylam i nie uczestnicze w ich konfliktach, nie staje po stronie jednego z rodzicow – obydwojgu oswiadczylam, ze nie chce sluchac wszelkiej masci pretensji, uwag, krytyki skierowanej pod adresem drugiego rodzica. zrozumieli, przestali juz dawno zalic sie i obgadywac nawzajemn.

    #2934943

    ahimsa

    Zamieszczone przez AniaOS
    wiesz, nie wiem, co by bylo gdyby…
    wiem, czego jestem dzisiaj pewna – zachowalabym zdrowy dystans i obiektywizm.
    gwoli scislosci – ja jestem po rozwodzie.
    rozwodzie spokojnym, rzeczowym, takim, po ktorym otrzymywalam kartki z zyczeniami od bylej tesciowej i pracowalam u bylego szwagra… wiec wiem, ze mozna .
    moi rodzice sa rodzicami swietnymi, niemal doskonalymi 🙂
    i jednoczesnie sa najgorszym malzenstwem, jakie znam.
    gdyby kilkadziesiat lat temu starczylo im odwagi na rozstanie, to pewnie moglabym napisac posta takiego, jak paszula 🙂 uwazam, ze brak rozwodu jest ich zyciowym bledem… i zadne z nich nigdy drugiego nie zdradzilo /w kazdym razie ja o tym nie wiem/, zadne nie bilo i nie pilo – sa po prostu totalnie niedopasowani. nigdy zas nie uczestniczylam i nie uczestnicze w ich konfliktach, nie staje po stronie jednego z rodzicow – obydwojgu oswiadczylam, ze nie chce sluchac wszelkiej masci pretensji, uwag, krytyki skierowanej pod adresem drugiego rodzica. zrozumieli, przestali juz dawno zalic sie i obgadywac nawzajemn.

    No i jak tu wierzyc psychologom, którzy drżą by rodzice zawsze byli jednomyślni, bo inaczej ich potomstwo dostanie schizofrenii;)

    fajne to co napisałaś-że sa idealnymi rodzicami a jednocześnie złym małżeństwem. Zazwyczaj dzieci nie sa najszczesliwsze przy takich układach w domu?



    #2934944

    aniaos

    Zamieszczone przez ahimsa
    No i jak tu wierzyc psychologom, którzy drżą by rodzice zawsze byli jednomyślni, bo inaczej ich potomstwo dostanie schizofrenii;)

    fajne to co napisałaś-że sa idealnymi rodzicami a jednocześnie złym małżeństwem. Zazwyczaj dzieci nie sa najszczesliwsze przy takich układach w domu?

    eee, no moi rodzice w kwestiach wychowawczych raczej jednomyslni byli i sa 😉 a ja i siostra do nieszczesliwych raczej tez nie nalezymy 🙂
    wiesz, ja mysle, ze to wlasnie wszystko zalezy od wlasciwego podejscia do problemu. trzeba przede wszystkim potrafic zachowac zdrowy dystans – nie wiem jak nam sie to udalo /moze to talent wychowawczy naszych rodzicow, a moze geny/ ,ale obydwie z siostra umiemy chlodnym okiem spojrzec na relacje w naszym domu – tak bylo od zawsze, od najmlodszych lat. juz jako dzieci widzialysmy, ze rodzicom jest raczej nie po drodze… ale mimo wszystko potrafili stworzyc nam spokojny i bezpieczny dom. mysle, z ena swoj pokrecony sposob darza sie uczuciem, ale maja totalnie rozne osobowosci, rozne charaktery, nawyki, poglady, temperamenty… moja mama jest choleryczka, energiczna, impulsywna; tato to spokojny domator, ekstrawertyk, bardzo przywiazany do swoich rodzicow. stworzyli mieszanke wybuchowa 🙂 ale dzieki temu ja i siostra potrafimy lepiej funkcjonowac w swoich zwiazkach.
    malzenstwo moich rodzicow do udanych nie nalezy i nie rozumiem, dlaczego nigdy nie zdecydowali sie na rozwod… gdyby tak sie stalo to mysle, ze kazde z nich ulozyloby sobie zycie na nowo… sami w sobie sa naprawde fajnymi ludzmi – moj tato byl obiektem westchnien kilku mam moich klasowych kolezanek 🙂 /i to nie tylko ze wzgledu na wyglad /.
    moja bliska kolezanka byla wciagana w rozowodowe sprawy swoich rodzicow… miotala sie miedzy skrajnymi uczuciami do ojca, nie potrafila odroznic relacji kobieta-mezczyzna od relacji rodzic-dziecko. zaczela nienawidzic ojca za to, ze zdradzil matke – dla mnie chore, bo dziewczyna nie miala pojecia dlaczego tak sie stalo, co bylo przyczyna takiej sytuacji… latami byla karmiona przez matke informacjami, jaki to ojciec jest podly, falszywy, obludny. koniec koncow zakodowala sobie, ze to ona zostala przez ojca zdradzona i porzucona… teraz, po wielu latach, kontakt z ojcem odnawia – z jego inicjatywy. i bardzo zaluje straconych lat; powolutku do niej dociera, jak wielki blad popelnila zbyt szybko oceniajac i skreslajac ojca. sama ma zas spore problemy w swoich zwiazkach / a wlasciwie w jakichkolwiek normalnych relacjach damsko-meskich. pomimo 33 lat nie potrafila nigdy w zyciu stworzyc zadnego trwalego zwiazku – dluzszego niz 2 tygodniowa znajomosc… kilka one night stand i wielkie rozczarowania. najwieszym marzeniem jej zycia jest zas miec meza . jakiegokolwiek… matka wpoila jej, ze zycie bez meza jest dnem, ze bycie samotna rowne jest smierci, a ojciec zdradzajac ja z sasiadka zniszczyl jej cale zycie, niemal ja zabil…
    bardzo wspolczuje doroslym, ktorzy angazuja sie emocjonalnei w problemy swoich rodzicow, ktorzy daja sie uwiklac w jakies chore uklady, pozwalaja, by jedno z rodzicow zatruwalo swoja nienawiscia wszystko to, co do tej pory bylo zdrowa relacja z rodzicem drugim. celuja w tym niestety matki, ktore najczesciej oczekuja od dzieci, ze zerwa kontakty z „tym zdrajca”, ze odetna sie od ojca, ktory znalazl nowa partnerke…i na ogol takie mamusie nie widza w tym wszystkim zadnej swojej winy …

    #2934945

    gonia2329

    Mój ojciec jest w moich oczach przegrany przede wszystkim jako człowiek. Nie chcę przebywac w towarzystwie człowieka, który na każdym kroku kłamie – kłamie, gdzie mieszka, kłamie z kim mieszka, kłamie, gdzie spędzał święta, ukrywa się za filarem i wysyła smsy do kochanki, czy też nagle po otrzymaniu smsa przypomina sobie, że w biurze czekają na niego kontrahenci i natychmiast musi jechac i po prostu wychodzi. Do mnie przyjeżdża rzadko, w tym roku był dwa razy, chociaż nie raz go mijam na drodze. Mam do niego ogromny żal za to jego podwójne życie, zupełnie inaczej byłoby, gdyby po prostu przyznał się do innego związku i z honorem się wyprowadził.
    A tu przez 10 lat prowadził podójne życie najpierw ze swoja sekretarka (banalne), a potem z jej córką. W 2007 roku miała miejsce sytuacja, gdy wszystko się wydało i on stwierdził, że zostaje w domu i w ramach „przeprosin” zaprosił mamę na wycieczkę na Dominikanę. Podkreślał jednak codziennie, żeby nikomu nie mówic, że on jest z mama na dominikanie, że to niby zaszkodzi mu w pracy. Co sie okazało po powrocie – wycieczka była wykupiona dla młodej kochanki, ojciec był cały czas z nią w kontakcie smsowym, pisał, że jest sam i tęskni za nią (dlatego nie chciał, żeby komukolwiek mówic, gdzie jest). W dniu powrotu poinformował mamę, że musi jechac na pilną delegację. A gdzie pojechał? Na lotnisko do wrocławia, gdzie czekała na niego kochanka, a on udał, że właśnie wysiadł z samolotu z dominikany, a jego walizka poleciała gdzieś indziej. Pytacie skąd to wiem? Ano jego młoda kochanka poprosiła mamę o spotkanie i od slowa do slowa wszystko się wydało. Ale oczywiście po tym incydencie ani stara kochanka ani młoda kochanka z niego nie zrezygnowały (kasa, kasa i jeszcze raz kasa)
    Całokształt historii związanych z jego romansem jest dla mnie odrażający.
    Nie raz wspominałam mamie, żeby wreszcie z nim porozmawiała i uporządkowała sprawy tzn. wystapiła o rozwód, bo sama mam tez dośc uczestniczenia w tej szopce, dlatego ja przeciwko temu rozwodowi nic nie mam i uważam, że ojciec z honorem powinien zostawic mamie majątek i zgodzic się na rozwód z jego winy.
    Jest mi jednak cholernie przykro, bo przez 25 lat swojego życia uważałam go za ideał mężczyzny, a on w rzeczywistości wszystko udawał

    #2934946

    paszulka

    Gonia jak się zastanawiam to faktycznie miałabym na Twoim miejscu zgryz tym bardziej, że Wasz kontakty są rzadkie w sumie z jego winy… ciężki temat naprawdę.
    Myślę, że jeśli czujesz złość i masz mu za złe brak uczciwości… to nie ma co tego kisić w sobie i grać… sama nie wiem…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close