I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 29)
  • Autor
    Wpisy
  • #27164

    joannar

    I zdarzył się cud pewnego dnia

    18 września, czwartek – wieczór .
    Chyba właśnie tego dnia zamknęliśmy wszystkie zaległe sprawy. Ostatnią rzeczą do załatwienia był bank. Wieczorkiem pojechaliśmy jeszcze do Grześka rodziców, gdzie oczywiście mogłam sobie dowoli ponarzekać, że mój mały synek w ogóle nie spieszy się na ten świat, a ja już taka ociężała. Późnym wieczorkiem, kiedy przygotowywałam dla nas dwojga kolację, „zjawiły” się 3 dziwne skurcze. Czułam je nieco inaczej niż poprzednie, które miewałam już od jakiegoś czasu. Te były naprawdę inne, choć niebolesne, to jednak czułam coś dziwnego. Żartem powiedziałam do mojego męża: – Kochanie idź spać, bo możesz nie pójść rano do pracy, a lepiej żebyś był wyspany. A że były to 3 dni przed terminem, to mój małżonek rzeczywiście, z lekkim przestrachem położył się spać. No, ale…. Moje skurcze tak szybko jak się pojawiły, tak szybko sobie poszły. Noc przespałam oczywiście zwyczajnie. W środku nocy, kiedy wstawałam na kolejne już „siku” poczułam, żal i pustkę i chyba rozczarowanie, że nic się nie dzieje. Szkoda.

    19 września, piątek – rano.
    Godz. 6.00. Grzesiek wstaje do pracy, ja przekładam się na drugi bok. Przysypiam. I nagle obudziło mnie. Zerwałam się na równe nogi. Brzuch boli. Nie ma skurczy, a brzuch boli. Poczekałam chwilę. Posiedziałam z mężem przy śniadaniu i czekaliśmy. Skurcze się zaczęły. Leniwe, od niechcenia. Czy to TO? Właściwie JA jestem już pewna, że się zaczęło. Ustaliliśmy z mężem, że jednak pojedzie do pracy, bo gdyby się okazało, że to nie TO, to szkoda zmarnowanego dnia. Wzięłam prysznic. Zjadłam lekkie śniadanie. Mojej ulubionej porannej kawy już nie wypiłam.
    Siedzę w domu, sama. Czekam. O godz. 8.00 zadzwoniłam do mamy. Mama powiedziała, że mam ściągać Grześka i że to już TO. Dzwonie do Grześka: – „Kochanie, przyjeżdżaj.”.
    Po godzinie jest już przy mnie. Zabrał też moją siostrę. W międzyczasie zapisywałam częstotliwość skurczy. Były regularne jak nic.
    Mąż władował moją torbę do bagażnika. Poprosiłam, żebyśmy poszli jeszcze na krótki spacer. Moja siostra dziwnie się na mnie patrzyła i stwierdziła, że o tym to ona zaczynając rodzić w życiu by nie pomyślała. Spacer był rzeczywiście krótki. Przeszliśmy zaledwie kilka metrów i poddałam się. Wsiedliśmy do samochodu. O godz. 9:30 byliśmy na Izbie Przyjęć. Na pytanie położnej, o co chodzi, odpowiedziałam, że chyba zaczynam rodzić. Ona, że ok., ale najpierw mnie zbada. Zbadała. 4 cm rozwarcia, wygląda na to, że poród się zaczął. Po dokonaniu formalności, lewatywie, przebraniu się trafiliśmy na porodówkę. Mój mąż wyglądał bosko w szpitalnym zielonym, dwuczęściowym uniformie. Boże, jak ja go kocham!

    Godz. 10:30. Porodówka.
    Wyglądało na to, że jak na pierwiastkę, to poród u mnie postępował bardzo szybko. Szyjka się rozwierała, w miarę szybkim tempie. Chodziliśmy po sali z Grześkiem, żartując jeszcze sobie z każdego nadchodzącego skurczu. Bolały, ale wiedziałam, że to nie o Tych skurczach się nasłuchałam. Najgorsze były badania rozwarcia, które robiła lekarka. Z palcami w między moimi nogami czekała na skurcz, żeby zobaczyć, jakie jest rozwarcie na skurczu. Kiedy po takim badaniu, do sali wrócił mój mąż i zobaczył mnie, przestraszył się. Kiedy wychodził śmialiśmy się, żartowaliśmy i nagle kiedy wraca, ja jestem nie do życia, „lecę” mu w ramionach. Skakałam na piłce, siedziałam w wannie pełnej wody, umierałam, cierpiałam, a mój mąż masował, głaskał, całował. Przypominał o relaksie i oddechach. Ratował mi życie.
    Kiedy weszłam do wanny pełnej ciepłej wody, skurcze bardzo zelżały. Stały się znośne, a przerwy między nimi były niesamowitą ulgą. Immersja wodna była dla mnie strzałem w dziesiątkę.
    Po 2 godzinach odeszły mi wody. Siostra powiedziała, że teraz skurcze się nasilą. Prosiła, żebym skakała na piłce, to główka się obniży szybciej. Byłam właśnie w fazie przejściowej, czyli cierpiałam na syndrom 8 cm. Chciałam żeby mnie już cieli, bo nie dam rady. Siedziałam na piłce. Masaże męża stały się denerwujące. Tylko mnie trzymał z tyłu, głaskał, i od nowa przypominał o oddechach relaksie. Ku swojemu zdziwieniu nauczyłam się kontrolować te niemiłosierne bolesne, i na dodatek krzyżowe skurcze. Ból przyszywał od kręgosłupa, poprzez kość ogonową, aż do pępka. Oddychałam, walczyłam ze skurczami, a między nimi zasypiałam. Było to dla m nie chyba najbardziej zadziwiające uczucie. Jak można zasnąć w tak szybkim czasie, aby zaraz się zbudzić ze świadomością wielkiej walki z bólem. Mimo to udawało mi się. Przyszła siostra. Zbadała. I szok. Pełne rozwarcie – rodzimy. Nie myślałam, że siedząc w sumie pół godziny na piłce uzyskam pełne rozwarcie. Nie byłam jeszcze gotowa na rodzenie!!! Znów weszłam do wanny. Teraz miały się zacząć skurcze parte. Jedną nogą zapierałam się o wannę, a drugą trzymał mi Grzesiek. Zaczęło się bardzo ładnie. Główka zaczęła wychodzić przy pierwszym parciu. Ja chyba jednak nie bardzo wiedziałam jak silnie trzeba przeć, bo główka zaczęła się cofać. Po dwóch czy trzech takich próbach, siostra zbadała tętno dziecka i oznajmiła, że ponieważ tętno dziecka spada, mam ostatnią szansę na poród w wodzie, bo jak teraz się nie uda, to wychodzimy i rodzimy na zewnątrz. i wtedy wszyscy zaczęli na mnie krzyczeć:
    – Przyj!!!
    – Mocno!!!
    – Wymień powietrze!!!
    – Dasz radę!!!
    – Przyj ze złością!!!
    – Wymień powietrze!!!
    Słyszałam wszystkie głosy naraz, mieszające się, ale najbardziej zaszokował mnie mój własny krzyk, nad którym nie miałam kontroli. Był tak głośny, silny i przerażający, że sama się go przestraszyłam, nie wierząc, że wyrwał się z mojego gardła. Czułam nacięcie, nie bolało, szczypało. Nie było ważne, że nie chciałam nacięcia, ważne, żeby Jemu się nic nie stało. Nagle usłyszałam, że główka jest!! I znów:
    – Wymień powietrze i przyj!!!
    I za główką wysunęła się reszta tego niebiańskiego ciałka. Wszystko w sumie stało się tak szybko, że nie miałam nawet chwili na myśl, że urodziłam swoje dziecko. Była godz. 14:30. Cieszyłam się, że Paweł urodził się w wodzie. Wiedziałam i miałam nadzieję, że to dla niego lepsze przyjście na ten świat. Położono mi go na brzuchu. Nie wierzyłam, że On właśnie przed chwilką był w moim brzuszku, a teraz leży na nim. I pamiętam jaki był ciepły. Ale do końca życia nie zapomnę dotyku jego aksamitnej, nieziemsko gładkiej skórki. Chciałam go dotykać. Chciałam z nim pobyć. Widziałam, że w między czasie mąż odcinał pępowinę, lekarka odsysała mu drogi oddechowe. Ale to nie było ważne. Nie widziałam wtedy świata. Widziałam i czułam tylko Jego. MÓJ SYN. Jeszcze nie wierzyłam, że jest mój.
    I to był właśnie ten CUD. Największy cud, jakiego może doświadczyć kobieta. Największy cud, jakiego mogą doświadczyć rodzice. Na ten cud warto czekać całe życie. Warto o niego walczyć, marzyć o nim i śnić. Teraz, kiedy patrzę na niego, widzę coś niesamowitego. Widzę siebie, widzę mojego męża. Widzę nas dwoje w Nim jednym.

    Nasz syn Paweł, to My dwoje naraz. To Miłość z Miłości, Marzenie z Marzenia, to Sen ze Snu.
    I to połączenie, to jest właśnie Miłość do końca życia.

    P.S. Dziękuję mojemu mężowi. Bez niego nie wiem czy dałabym radę. Bez niego pewnie bym się poddała w połowie.

    JoannaR i Pawełek 19.09.2003

    #360254

    katrin

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    gartulacje, pięknie opisałaś swój poród do tego stopnia że aż się popłakałam czytam każde posty na temat porodów i za każdym razem się wzruszam , ja też od dłuższego juz czasu marzę o dziecku ale niestety jakoś nie wychodzi może wkrótce………..
    życzę wam wszystkiego najlepszego zdrówka dla Pawełka – piękne imię
    pozdrawiam

    katrin
    http://circles2.fertilityfriend.com/home/26725



    #360255

    nel

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    czesc pozdrawiam naprawde super opisałaś swój poród aż mi sie łzy zakreciły w oku. nel i dzidzia 25.01.04

    #360256

    2003majka

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Boże, pięknie to opisałaś…Gratuluję Ci z całego serca. Dzięki Tobie nie boję się już porodu i czekam z niecierpliwością na ten moment. Pozdrowienia dla męża. majka i patryk (17.11.2003)

    #360257

    kinga10

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    ALE SLICZNIE TO NAPISALAS…AZ MNIE,MATCE WETERANCE LZY STANELY W OCZACH….PIEKNE!

    KINGA+Daniel+Marysia+Pawelek

    #360258

    magdzik

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    piękny opis… naunęła mi się refleksja, jak kazdy poród sie różni…
    Teraz po przezyciach pozostaje nam radosć z naszych 9-cio miesiecznych trosk i trudu porodu!

    Pozdrawiamy,

    Magda i Albercik ur. 8.09.03



    #360259

    magonil

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Wzruszyłam się, niesamowicie to wszystko opisałaś. I aż się wierzyć nie chce, że i mnie niedługo czeka to szczęście – zobaczę moje Maleństwo !
    Jeszcze raz gratulacje i dużo, dużo zdrówka dla małego Pawełka !!!
    Pozdrawiam serdecznie

    Małgosia i Weronika – 30.10.

    #360260

    Anonim

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Oj Asiu! Wyciskarko łez:)) pięknie Wasz Syn przyszedł na świat:)))

    A jak było z opieką nad Tobą i Maleństwem po porodzie? Rodziłaś chyba w Wojewódzkim, prawda?

    Aba i prawdopodobnie Jaś 🙂 (27.10.03)

    #360261

    Anonim

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Rodziłaś dokładnie w takim samym tempie co ja!!!

    Pawełek jesrt śliczny , no i cud narodzin wg.Twojego opisu wzruszył mnie i w oku zakręciła sie łza………..

    Bruni i Filipek’04.2003

    #360262

    joannar

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Było super. Ja bardzo polecam wojewódzki. I osobiście myślę, że jakieś narzekania na opiekę w tym szpitalu sa trochę, delikatnie mówiąc, na wyrost. Ja byłam bardzo zadowolona. Nikt mi nie omówił pomocy kiedy jej potrzebowałam:-)

    JoannaR i Pawełek 19.09.2003



    #360263

    gajka

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Jak milo przeczytac te opinie. Za jakies 1,5 m-ca czeka mnie podobna przeprawa i tez nastawilam sie na Wojewodzki, wiec twoje zapewnienie, ze szpital jest ok, ma dla mnie bardzo duze znaczenie. Dziekuje i gratuluje slicznego synka!
    Zycze zdrowka! :-)))

    Gajka i synus (21.XI.2003)

    #360264

    marta76

    Dziękuję

    Dzięki Twojemu opowiadaniu przypomniałam sobie znowu jak niesamowite to uczucie zostać matką, i jak bardzo kocham moją córeczkę i mojego męża, który także przy mnie był, i był wspaniały. Po tych trzech miesiącach naszego bycia już razem, stresów, wyrzeczeń, różnych problemów, zwątpień, znowu popłakałam się ze szczęścia, że ją mam.
    Dziękuję i życzę Wam wszystkiego najlepszego.
    Marta i Marysia „urodzona 4 lipca”



    #360265

    bib

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    To bylo piekne… Lzy stanely mi w oczach, bo sama mam ten cud narodzin jeszcze swiezy, bo niespelna dwa tygodnie i gdy spojrze na moje slodkie malenstwo, to nie moge uwierzyc, ze jest juz ze mna i moim kochanym mezem, ktory nawet nie zdaje sobie sprawy, jak mi pomogl, bedac przy mnie w tej pieknej chwili. Zycze wam wszystkiego najlepszego.

    Bib i Adas 18.09.03r.

    #360266

    melanie

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    Asiu serdecznie gratuluje :-))) Slicznie opisalas porod – ja sama czytajac go niesamowicie sie wzruszylam ;-))
    Buziaczki dla Ciebie i Pawelka no i oczywiscie dumnego tatusia :-))

    Melanie i pszczoleczka (18/03)

    #360267

    ciku

    Re: I zdarzył się CUD pewnego dnia – czyli wodny Paweł

    No i znowu sie poplakalam:) pieknie to opisalas….o jejku, jak pieknie:))

    Ciku i cikus(ia)
    10 luty 2004

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 29)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close