Jak Adaś przyszedł na świat…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)
  • Autor
    Wpisy
  • #38639

    iwonkap

    A tak to sie wszytko zaczęło…
    O godzinie 3 nad ranem 28.01. poczułam skurcze, pomyślałam, moze się w końcu coś zaczęło…ale takie skurcze czułam już wcześniej, więc czekałam spokojnie. Jednak coś w głębi serca nie pozwalało spać…liczyłam…minęło 10 minut- skurcz, minęło 20 minut-skurcz, potem 25, potem znów 15 i tak do 8.00.
    Postanowiłam, że przygotuję sobie kąpiel. posiedziałam chwilkę w cieplutkiej wodzie…czekałam na kolejny skurcz. Jest, potem następny. Pomyślałam, że jak nie przeszły to chyba zaczynam rodzić. Jeżeli chodzi o ból, też narastał, ale był w miarę łagodny. Spokojnie mogłam wszystko robić. O godz. 16.00 zadzwoniłam po męża, że skurcze przyspieszyły, pojawiają się już co 5, co 10 minut. Przybiegł do domku i zaczęliśmy pakowanie do szpitala. O godz, 17.30 przekroczyliśmy próg szpitala św. Zofii w Warszawie. Na izbie przyjęć pani zapytała z czym przyjechałam, ja mówię, że chyba do porodu, popatrzyła na mnie i powiedziała, że chyba niemożliwe…za dobrze wyglądam:) nie zwijałam sięz bólu:)
    no cóż ale sprawdzić trzeba. Za chwilkę zeszła połóżna, zapytała się o akcję skurczową i kazała się rozebrać. Położyłam się na fotelu…Zbadałą mnie i mówi: zostalemy, rodzimy:) rozwarcie 6cm!!!:) wykonałaś dużo dobrej roboty:) byłam bardzo zaskoczona, że to już 6 cm, bo mnie bardzo słabo bolało. Ale widocznie tak jest…każda z nas odczuwa to inaczej.
    Byłam tak podekscytowana, mój mąż także:) załatwiłam formalności papierkowe i na blok porodowy. Przydzielono nam salę morelową, kazano się rozebrać, schować rzeczy, rozgościć.
    Gdy już byliśmy przygotowani przyszła położna, zrobiła ktg. Kazał chodzić, siusiać, kucać.
    I od tej chwili zaczęło boleć…dość mocno. Chodziłam, kucałam trzymałam się męża, ściskałam drabinki, modliłam się i już nie pamiętam co:) położna przebiła pęcherz płodowy…odeszły wody.
    Potem dostałam piłkę, zaczęłam sobie skakać:) ale tak mnie bolało, że nie potrafiłam sie skupić, w ogóle nie słuchałam co do mnie mówią, nie potrafiłam prawidłowo oddychać…koszmar…
    badanko…nic nie ruszyło się dalej, dostałam oxytocynę, żeby przyspieszyć. No dobrze, położna stwierdziła, że troszkę poprzemy, żeby głowka zeszła w kanał…może na kucaka:) kucnęłam przedem do łóżĸa, skurcz, przeszywający ból…a ja mam oddychać i spychac główkę…nie mogłam pogodzić tego wszystkiego …no dobrze to kłądziemy się na boku.
    Mąż trzymał mi głowę, ja nogę i oddychamy i spychamy główkę…i tak chyba przez 2 godziny…byłam tak okropnie zmęczona, tak zdenerwowana, blada, spocona, bezsilna…
    Mówię do męża że ja już nie dam rady, ja nie urodzę ja już nie wytrzymam…widziałam jego bezsilność i zakłopotanie. Nie mógł mi pomóc. Ale pomógł bo był ta, ze mną i dodawał otuchy, wspierał i trzymał za rękę.
    Nareszcie głowka nisko, położna mówi, no teraz rodziny, zaczynamy przeć na dobre… ja w tym momecnie miałam mroczki przed oczami, już miałam dość. Nacięto krocze…nieprzyjemne, ale do wytrzmania.
    Ale trzeba iść dalej, przemy, nabieramy powietrza i przemy, słysze tylko nie w policzki, brzuszkiem przemy…nie czuję twojego brzuszka, jeszcze trzymaj….pięknie, trzymaj…
    i tak parłam chyba z pół godziny.
    Przyszedł lekarz, położna kazała położyć się na plecy, zmieniono pozycję łóżka, przygotowano akcesoria dla dzidziusia. W tym momenecie dopiero napłynęło do mnie szczęście i nadzieję, że chyba jednak urodzę:)
    położyłam się na plecach, nogi na oparcie, męża na rękę i przemy:)
    Położna wzięla moją dłoń i powiedziała: czujesz?..a jak pod palcami poczułam ciepłą czuprynkę, łzy napłynęły do oczu i z każdą łzą nowe siły.
    I teraz już było z górki. Czułam jak wyszła głowka i czułam jak urodziło się całe ciałko:) takie cieplutkie:)
    no i położono mi cudo na brzuch…i wiecie co?…ogarnął mnie błogostan:)
    chwila, której nie zapomnę do końca swoich dni i pewnie mój mąż też. Usłyszałam : urodził się sliczny synek!!!
    Spojrzałam na niego a on na mnie tymi dużymi, ciemnymi oczkami:) byłĸ taki niewinny, maleńki i taki śliczny.
    Za moment urodziło się łóżysko, nawet nie musiałam przeć, samo wyszło.
    Mąż przeciął pępowinkę a mnie zaczęto zszywać. Lekarz zaczął z nami rozmawiać, widziałam tą igłę i nici, ale to nie było ważne. Ja byłam tak szczęśliwa, że mam to już za sobą, że leży na mnie moje szczęscie.
    Adaś urodził się o 22.10, więc wszystko poszło sprawnie, ale dla mnie była to cała wieczność.
    Zabrano go na badanie. Położna przyniosła mi kolację. Zjadłam, odetchnęłam i mąż przyszedł z synkiem i pediatrą. Zostałam poinformowana, że urodził się zdrowy synek, o wadze 3100 i mierze 50cm.
    Potem poszłam pod prysznic, przebrałam się w koszulkę i na oddział.
    Było około 24.00.
    I tak to wyglądało:)
    jakie sa moje wrażenia…teraz to przeżyłabym to jeszcze tysiąc razy:)
    nie było źle, bolało, ale były momenty, gdzie można było odpocząć chwilkę, zaczerpnąć powietrza. Ja byłam chyba bardziej przerażona i zdenerwowana tym wszystkim i na początku w ogóle nie słuchałam nikogo:) ale na szczeście położna była bardzo wyrozumiała i bardzo pomagała.
    Rodziłam w szpitalu św, Zofii- bardzo polecam, zarówno blok porodowy jak i oddział położniczy. Położne miłe, zawsze chętne do pomocy, o każdej porze dnia i nocy. Lekarze też bardzo kontaktowi i pomocni, o wszystkim informują .
    Dziś Adaś ma 4dni, właśnie śpi. My dziś odchodzimy pierwszą rocznice ślubu i on jest dla nas prezentem najwspanialszym, najukochańszym , wymarzonym i wyśnionym.
    Jest śliczny, maleńki i bardzo grzeczny.
    Ja już prawie doszłam do siebie, wszystko dobrze się goi.
    Pamiętam jak przerażało mnie to co będzie po porodzie….wygląd krocza, chodzenia bez majtek itp. wiecie co …rzeczywiście …o tym się nie myśli. to jest tak naturalne i tak normalne tam, że nie myśli się o tym.
    Ważne jest dziecko i ono pochłania całą moją uwagę.
    Wczoraj były łzy w domu, łzy szczęścia, że mamy swój skarb i ze już jesteśmy w domku i zaczynamy nowe życie.
    Mam nadzieję, że ten opis nie jest zbyt haotyczny, ale moje szczęście mnie zupełnie rozkojarzyło:)
    Trzymajcie się dziewczynki i mówię Wam będzie dobrze.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!
    iwonka z Adasiem. 28.01.04.

    #505239

    pikus

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Gratulacje. To jeszcze przede mna …
    Iwona (37tyd.)



    #505240

    reno

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Ale Ci fajnie… jeszcze przed chwilą byłaś na naszej „niecierpliwej” liście lutowej a tu już po wszystkim… ja też tak chcę…

    Reno & Nadia
    (05.02.2004)

    #505241

    asiaczek

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Fajnie się czytało 🙂 Teraz tylko nadzieja, ze też bedzie mi dane tak miło wspominać poród naszego synka. Mam nadzieję, ze też napiszę: „nie było źle, bolało, ale były momenty, gdzie można było odpocząć chwilkę, zaczerpnąć powietrza”.

    Gratulacje dla Ciebie, męża i Adasia! Byliście dzielni!

    Filipek 19-02-2004

    #505242

    justaaa

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Serdecznie gratuluję, i…….. ciesz się maluszkiem, niech przynosi Ci wiele radości! Pozdrawiam.

    Justaaa xx.xx.xxxx
    GG 6886032

    #505243

    kama-z

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Iwonko,
    jeszcze raz GRATULUJĘ :)))))))

    i mam nadzieje , że swój poród też będe mogła tak wspominać.

    Pozdrowienia,

    Kama i kamyk (23.02.04)



    #505244

    izaura77

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Iwonko, tak świetnie opisałas poród, że wycisnełas ze mnie łezki. Mam nadzieje, ze i ja juz za moment bede mogła kogos wzruszyc swoim opisem. Buziaczki dla Ciebie i Twojego Skarba:-)))

    Iza + Maksym (06-02-2004) gg 1720892

    #505245

    magdzik

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Piękny opis, tak jak piękne są chwile narodzin………..

    Pozdrawiamy,

    Magda i Albercik ur. 8.09.03

    #505246

    iwonkap

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    dziękuję, chciałam jeszcze ładniej to opisać, ale brak mi słów, gdy tylko przypomnę sobie te kilka godzin mam łzy w oczach.
    zyczę powodzenia i czekam na Twoją relację:)
    iwonka z Adasiem.

    #505247

    iwonkap

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    dziękuję i wierzę, że Twój poród będzie tak niezapomniany i w miarę szybki jak mój:)
    pozdrawiam iwonka z Adasiem.



    #505248

    iwonkap

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    dziękuję dziewczynki za gratulację i trzymam za Was kciuki i za Wasze szczęście!

    #505249

    Anonim

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Piekny opis..b. wzruszajacy.
    Moj porod wygladal podobnie:-)
    Zdroweczka i caluski dla Was i synka.
    Ula i Adaś



    #505250

    ciku

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Iwonko piekny opis:)) Serdeczne gratulacje! jak Ci dobrze, ze masz juz to za soba i tulisz swoje malenstwo :))

    Ciku i Kacperek
    10 luty 2004

    #505251

    domi

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Gratulacje
    Ja też mam rodzić w św. Zofii; Twój opis dał mi wiele radości i pomimo, że to dopiero we wrześniu, to już się nie mogę doczekać
    Buziaczki i niech Maleństwo zdrowo się chowa

    Dominikka +

    #505252

    Anonim

    Re: Jak Adaś przyszedł na świat…

    Wzruszający opis. Szczególnie moment gdy dotykałaś główki synka:))

    Niech się chowa zdrowo:)

    Aba i Jaś (04.11.03)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close