Jak na świat przychodził Mat…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 21)
  • Autor
    Wpisy
  • #100831

    lilavati

    Zima 2003/2004 niby nie mroźna ale strasznie długa.
    Mijały najpierw dni, potem tygodnie, przeleciały trzy miesiące spędzone w łóżku. Od leżenia bolały mnie wszystkie gnaty, wszystkie książki przeczytane, wszystkie filmy obejrzane.
    Sielskie lenistwo ale tylko pozornie sielskie.
    Każdy ruch,każda zmiana pozycji,każda wizyta w toalecie/pod prysznicem to nerwówka i kolejna akcja skurczowa, strach w oczach i proszenie o każdy kolejny dzień ciąży. Każdy dzień to długie rozmowy z nienarodzonym, tłumaczenie , że jeszcze nie pora na to aby wychodzić. Przekonywanie , że na dworze jeszcze zimno, buro i ponuro.
    Z wielkim trudem powstrzymywałam się aby brzuszka nie głaskać i nie prowokować rozszalałej macicy.
    Zawarliśmy układ -Małe przytulę Cię jak tylko na drzewie pojawią się pierwsze listki i zakwitną tulipany-i choć bardzo chciałam już tulić maciupka tak samo bardzo chciałam przetrwać jeszcze kolejny dzień ciąży zdąjac sobie sprawę, że każdy dzień jest na wagę złota.

    Poniedziałek
    12.04.2004
    Poniedziałek Wielkanocny do porodu został miesiąc

    Wtorek
    13.04.2004
    Kiedy już wszystko sobie pouzgadnialiśmy, kiedy wreszcie zrobiłam lekkie uff zupełnie niespodziewanie nasze rodzinne plany zaburzyła delegacja męża -Panie M. wiem, że Pana żona jest w ciąży ale wyjazd jest konieczny, tylko na 8 dni, zdąży Pan przed porodem wrócić.

    Środa
    14.04.2004
    Wyć mi się zachciało, ogarnęła panika- 36tc -ja leżąca mam zostać sama z psem w chacie, w mieście w którym nie ma nikogo bliskiego.
    Szybki kontakt z lekarzem prowadzącym, ktg i decyzja, że jadę na ten czas do mojego rodzinnego miasta a tam co dwa dni ktg mam mieć zrobione. Z ciężkim sercem, rycząca, z burzą hormonalną rozstaję się z moim M. Dziwne i ciężkie rozstanie – złość , ze jedzie i mnie zostawia przeplatana z uczuciem żalu i współczucie dla niego, ze jechać musi i nas zostawia.

    Czwartek
    15.04.2004
    M. dzwoni, że dojechał na miejsce a ja zaczynam puchnąc jak balon, w ciągu doby zyskałam 4 kg, stresuje się bo znowu dziecka od kilku godzin nie czuję. Świrujemy – ja po jednej stronie słuchawki-On po drugiej, nerwowa atmosfera udziela się Rodzicom u których stacjonuję.

    Piątek
    16.04.2004
    Kontrolne KTG-nerwowe zapytania położnej jak się czuję, po za tym, że słabo czuję ruchy i koszmarnie uwiera mnie obrączka której nie mogę ściągnąć z palca nie jest źle. Do gabinetu wpada druga położna- patrzy na zapis KTG i woła lekarza. Ten już w progu krzyczy no to rodzimy. Ja w ryk ale jak to, ja jeszcze nie mogę, to jakaś pomyłka, jeszcze prawie miesiąc do terminu, nie mogę teraz urodzić, obiecałam mężowi, że poczeka i urodzimy razem. Lekarz spogląda w kartę ciąży – no trochę szybkoproszę się nie martwić – na fotel proszęrozwarcie 2-3...coś dalej ciągnie ale ja jego słów nie słyszę tylko łzy jak groch kapią mi po polikach.
    Kroplówka, telefon do M – coś jest nie tak, maluch jest niecierpliwy kochanie wracaj. Mąż się pakuje, ja kolejne ktg, kolejny telefon – skurcze się wyciszyły, wracam do domu, nie wracaj.
    Przed samą północą kolejny ryk- czop śluzowy odszedł – proszę mały poczekaj jeszcze trochę tata wraca za 6 dni
    Tęsknię, tak bardzo mi teraz M. potrzeba

    Sobota
    17.04.2004
    Tęsknota narasta, proszę rodziców o zakup niezbędnych dla mnie pierdoł do szpitala – piżamki, kapcie, kosmetyki itp Samopoczucie fizyczne ok ale psychika nawala, leżę tak jak zalecono – dlaczego on musiał jechać akurat teraz?

    Niedziela
    18.04.2004

    godz 12 – KTG – do terminu Pani nie dotrwa ale na tatę maluch poczeka
    Czy mąż zdąży?-zagajam lekarza -Oczywiście -uspokaja
    ufff dzwonię z nowiną i uspokajam M.

    godz 14 – Mama postawiła przed nosem obiad i wychodzi z siostrą do kościoła. Zjadłam dwie łyżki i brzuch mnie rozbolał. Ciągły ból, z bólu oblewa mnie pot, szukam pozycji w której poczuję sie lepiej- nie znajduję – wstaję chodzę, siadam, leżę boli jak cholera, o skończeniu obiadu mogę zapomnieć, to pewnie jakaś kolka bo w południe pochłonęłam sama tabliczkę czekolady. Mam za swoje. Koszmarny ból rozrywa mi plecy, tracę czucie w nogach

    godz 16 – Mama bo ja nie byłam w stanie dzwoni do znajomej położnej/tej samej co mi kilka godzin szybciej ktg robiła – spokojnie, nic się nie dzieje weź dwie nospy.
    Dzwoni M.napominam że czuję się nienajlepiej

    godz 18 – ból nic nie ustąpił – decyzja jadę na pogotowie niech mi dadzą coś przeciwbólowego bo nie dam rady przetrwać nocy. Odsyłają na położniczą izbę przyjęć – zła jak osa,wijąca się z bólu nie rozumiem dlaczego są tak okrutni, maja zero litości i tak ganiają cierpiącego zamiast ukoić ból. Doczłapuję się na drugie piętro, tak KTG, lekarz, USG, badanie

    godz 20 decyzja- zostajemy w szpitalu proszę podać relanium.
    Dzwonię do W. położnej która 8h szybciej robiła mi KTG – spokojnie przyjadę i zajrzę do Ciebie jutro mam dyżur.

    godz 21 dostaję swoje łóżko, czekam aż mi torbę dowiozą bo przecież ja jeszcze się nie spakowałam, słyszę „uprzejmy” i pozytywnie nastrajający głos położnej podczas wieczornego spacerku po oddziale – no tak młode pierwiastki i panikary – toż to dopiero za miesiąc – jak się pani dała położyć to teraz przez miesiąc będzie Pani tu kwitła.

    godz 22 dzwoni M, udało się, bilet przebukowany, już siedzę w autobusie nad ranem będę w kraju – uffff, choć zwijam sie z bólu, usiąść za skarby nie mogę na mej twarzy zawitało słońce – już jutro przytulę się , już jutro będziemy razem

    godz 24-ostatni tego wieczora obchód położnej-nasłuchiwanie trąbką maluszka, serce miałam w gardle bo długo go złapać nie mogła, kolejna dawka relanium i proszę się położyć i przespać bo długo tak Pani tak chodząc nie wytrzyma – nosz jak tu spać ja ja nawet usiąść nie mogę

    godz 1 nie chcąc budzić dziewczyn na sali , łażę po ciemnym korytarzu, ból coraz silniejszy, nogi mnie koszmarnie bolą , próbowałam nawet wgramolić się na łóżko ale ból nie pozwolił. Wróciłam na korytarz i tam dalej snuję się po pustym, ciemnym i cichym tunelu, wszyscy śpią a ja tłumie w sobie co kilka minut krzyk by nie obudzić reszty świata, nachodzą myśli, że nie dam rady, muszę się podtrzymywać drewnianej listwy przytwierdzonej do lamperii ściany. Cholera dlaczego wszyscy śpią , dlaczego nikt nie interesuje się moim dzieckiem, przecież taki ból pewnie i dla niego nie jest komfortem.
    W końcu z dyżurki wychyla głowę zaspana położna - Pani nie śpi? A która to godzina? O 2 panią zbadam.
    1-2 w nocy, najdłuższa godzina jaką w życiu miałam, najchętniej bym wbiła zęby w ścianę z bólu na tym zielonym korytarzu, włażę pod prysznic ale nie mogę na nogach ustać, boję się, ze za chwilę się przewrócę na koszmarnie śliską posadzkę, tępy ciągły ból nie ustępuje,
    Spoglądam na zegarek, dopiero 1.20 rety jeszcze 40 minut, może dadzą mi coś co pozwoli choć na 3 minuty usiąść.
    1.30 dlaczego ten czas tak wolno płynie, ciekawe o której M. przekroczy granicę kraju? Kochanie błagam szybciej bo dłużej nie wytrzymam.
    1.40 zaczynam odstawać oczopląsu, wskazówki zegara mienia mi się w oczach, ciężko odczytać godzinę, „pędzę” do toalety, mordują mnie wymioty – tutaj już nie byłam w stanie stać na własnych nogach klęczę , zachowuję się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany a wokoło mnie ciemności i błoga ciiiiiiiiiiisza

    kiedy zrobiło mi się „lepiej” obmyłam się i dosłownie doczołgałam do mego łóżka, postanowiłam wreszcie na nim usiąść pierwszy raz tej nocy, już je trzymam , już się wdrapuję , już niewiele brakuje jeszcze chwila i dam radę, znowu mroczki przed oczyma , zaciskam zęby by nie zawyć jak jeleń na rykowisku i nagle pierwsza od długiego czasu chwilowa ulga i przyjemne ciepło które zalewa me nogi, zalewa świeżuteńkie łóżko na które przed sekundą się wczołgałam. Zerkam na zegar 1.59 wzywam dzwonkiem położną

    2.00
    Kobieta zjawia sie natychmiast, wkłada rękę a wtedy ja pękam i krzyczę z bólu na cały głos – Kobieto nie wrzeszcz-i ty chcesz urodzić dziecko drwi ze mnie badająca – 5cm,
    pojawia się lekarz-[I]A to my się już znamy, gdzie jest Pani mąż?
    -Wraca z Hanoveru, zdarzy Panie doktorze?[/I]
    -Tak zdąży o ile wraca helikopterem,przenosimy się na porodówkę
    -Jak to na porodówkę toć ja skurczy nie mam tylko koszmarnie bolą mnie plecy i brzuch-
    -Przecież aby urodzić trzeba mieć regularne skurcze a ja ich ciągle nie mam -uświadamiam zbierającą moje manele kobietę
    -Pani rodzi
    -jak to to nie możliwe, ja mam rodzić razem z mężem, w innym szpitalu, w innym mieście, z moim lekarzem...
    W akcie desperacji dzwonię z rykiem do M. – kochanie właśnie czekam na przekroczenie granicy,
    dzwonię do położnej W.- będę o 6 rano!

    2.20 W drzwiach staje W. oczy mi się zaszkliły na sam widok bratniej duszy – Bezpieczniej będzie jak już tu będę
    Wreszcie pojawił się ktoś kto nie ma mi za złe, że pojawiłam się na oddziale, kto nie patrzy na mnie wrogo jak snuję się w nocy po korytarzach , kto pomógł mi dojść do toalety, kto pomasował plecy, kto pomógł wgramolić się na łóżko, porozmawiał jak człowiek z człowiekiem, jak kobieta z kobietą. Dostaję oksytocynę bo skurcze zaczęły zanikać. Niewiele pamiętam co się ze mną działo do 4 rano – jakieś próby z piłką pamiętam jak przez mgłę, prosiłam o prysznic, strasznie mi się chciało siusi ale jak dotarłam nie mogłam wycisnąć ani kropli. wreszcie poległam na łóżku, ciągły koszmarny ból nieco odpuścił, pojawiły się regularne skurcze które pozwoliły przymknąć oko pomiędzy nimi. Na sali delikatne światełko, położna wypełnia jakieś kwity ja choć ból doskwiera drzemię i budzę się przy każdym skurczu

    3.00 słyszę jest 10- rodzimy- jaka ulga, ból który trwał nieustannie 14 godzin jakby ustał, zaczęły się parte – w mej głowie zapaliło się światełko , ze lada chwila w ramionach utulę syna mego, ale gdzie jest M?
    jest ciężko…. słyszę doping mocniej, jeszcze, jeszcze...i tak milion razy.
    Po każdym skurczu ze strachem spoglądam na zegar który wisi na ścianie bo wiem, ze ulga nie potrwa długo, za niespełna 20 sekund zacznie się kolejny skurcz
    położna-Ania dawaj, musimy w 15 minut urodzić, dasz radę zobaczysz, mocniej mocniej
    Na wprost łóżka mam ogromne okno, ciemna noc zaczęła zmieniać się w szarość przed świtem. Zaczyna świtać – niewiarygodne to już dzień nastaje. Jestem wymordowana, sił mi brakuje, marzę o spaniu, głód i pragnienie zaczyna doskwierać (ostatni posiłek to właściwie śniadanie dnia poprzedniego), proszę o wodę, odmówiono ze względu na torsje.
    Kolejne parte, Czy imię już wybrane? – odpowiadam i słyszę -mocniej mocniej- jeeeest brawa dla mamy, brawa dla dzielnego Mateuszka!

    4.50-dokładnie o godzinie o której słońce wschodzi 19 kwietnia, po dwóch godzinnych partych-Jest na świecie mój maluch najukochańszy, cały zdrowy, krzycząc. Położna wybiera mi numer do M. nie mam siły rozmawiać przykładam słuchawkę do buźki malucha który leżąc na mym brzuchu spogląda w me oczy swymi wielki granatowymi oczyskami- Zdezorientowany po drugiej stronie M , słysząc w słuchawce krzyk tylko przez sekundę nie wie co się dzieje, już za chwilę krzyczy- zostałem tatą – mam syna , mam syna…kochanie dziękuję..jestem w okolicy Koszalina…tak bardzo chciał bym być już z Wami
    Po tym telefonie na sali pojawia się ekipa do mojego małego krzyczącego, pojawia się lekarz który mnie ceruje a w tym czasie kiedy na sali coraz gwarniej i coraz jaśniej, bębni mój telefon-nie chcę odbierać ale lekarz nalega i do ręki podaje słuchawkę – i tak kiedy odbieram ogrom gratulacji od taty, mamy , siostry, teściowej, kuzynki, ciotki , koleżanki…i tylko cyklicznie w słuchawkę syczę nie bardzo dla drugiej strony zrozumiałe ałłłł (dlaczego to szycie tak bolało?)
    Telefon przycichł, cerowanie zakończone, bobo zawinięte w szpitalne łachy, przenosiny na drugie łóżko i jedziemy na położniczy. Położna przynosi gorącą herbatę i obiecuje, ze za kilka godzin wpadnie
    Zachwycam się maluchem, dotykam jego każdy paluszek, nie mogę uwierzyć, ze jest już po, ze mam go na rękach całego, zdrowego, donoszonego.

    6.00 Szybko wskakuję pod prysznic i pędzę wracać kontynuować ochy i achy z zachwytów, o dziwo spać wcale mi sie już nie chce tylko głodna strasznie wchłaniam tabliczkę czekolady którą znalazłam w torbie zapominając całkowicie jakiego bólu przysporzyła mi poprzednia czekolada 😉

    ok godziny 7 rano z korytarza słyszę niezbyt uprzjmu głos- proszę bez obuwia foliowego nie poruszać się na terenie oddziału
    -ale ale ja chciałem tylko pieniążki wymienić, nie mam złotówek ….
    JEST, JEST, JEST to on to mój M jest już tutaj , zrywam się z łóżka i mu macham mu z pokoju
    Zdjął buty i w skarpetkach przybiegł do nas nie zważając na Panią ze szmatą lecącą za nim

    Przytulani ryczymy jak łosie a na rękach trzymamy naszego pierworodnego
    37tc -Mateusz Stanisław-syn,żywy-3080, 54cm
    Jedna z najwspanialszych chwil w życiu

    W szpitalu przyszło mi jeszcze poleżeć trochę, dzięki bogu to tylko ja miałam problemy, syn cały i zdrowy (nie licząc obrzęku nóżek z którymi się szybko uporała rewelacyjna rehabilitantka)
    A do domu rzeczywiście wróciliśmy jak na drzewach powiewały soczysto zielone liście a w powietrzu pachniał maj.

    #2721394

    ulaluki

    Pięknie Aniu. Tylko tyle napiszę:)



    #2721395

    asik

    Ania normalnie mam łzy w oczach
    Pięknie

    #2721396

    pasiasta

    Dzielna baba, bardzo dzielna!:Kciuki:

    #2721397

    katarynka

    Cuudnie 🙂
    Ale mialas przeprawe. A Twoj Maz pewnie zlamal wszystkie ograniczenia predkosci po drodze 😉
    Zryczalam sie jak bobr. Te hormonki ciazowe :Wstyd:
    Mysle o tym jaki bedzie moj porod.

    #2721398

    kasiex

    SUPER opisalas, choc latwo nie mialas….
    no i oczy mi sie spocily



    #2721399

    aneczka1411

    nie no ja tez sie poryczłam…..ale dzielna byłas:Hura!:

    #2721400

    Anonim

    no to sobie poryczałam :Niepewny:

    #2721401

    Anonim

    Oj łatwo nie było, ale tak to wszystko pieknie opisałaś, wzruszająco… piękna pamiątka:)

    #2721402

    vinga

    Ania… siedzę i czytam ze łazami w oczach…



    #2721403

    ahimsa

    Pięknie opisane- OBA porody….

    #2721404

    goooosia

    i ten opis mnie wzruszyl….poczytalabym wiecej 😉



    #2721405

    milena-69

    no i znowu sie poryczalam…..pieknie to opisalas…bardzo prosze o wiecej takich poczytanek 🙂

    #2721406

    monikachorzow

    Aniu jestes stworzona do …pisania…. piękny opis….. siedze i rycze ,mój się puka palcem w czoło…no cóz …faceci nie kumają w tych kwestiach…
    opis porodu młodszego tak samo pieknie przedstawiony…
    pisz więcej!!!

    #2721407

    marina27

    no i się wzruszyłam i beczę…….

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 21)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close