Jak postępować wobec żony ktora jest niedojrzała emocjonalnie

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)
  • Autor
    Wpisy
  • #116738

    baribal

    Witajcie,

    pisałem tutaj już kiedys o kryzysie małżeńskim (w wątku „znienawidziła mnie żona”) od tamtego czasu sporo zrozumiałem. Pojąłem mianowicie, że mam do czynienia z osobą niedojrzałą emocjonalnie, kimś kto nie posługuje sie jakimś systemem wartosci lecz manipuluje rzeczywistoscią , z kimś kto odrzuca niemal wszystkie konstruktywne poropozycje kompromisu, gra na konflikcie ktory stale podsyca i wznieca

    Żona złożyła pozew rozwodwoy, utrudnia mi kontakty z dzieckiem.

    Może dalej podam przykłady takiej postawy.

    Chcialbym dowiedzieć się jak postępować z osobą niedojrzałą, co robić by uwrażliwić ją na pewne sprawy, pomóc jej dojrzeć.

    pozdrawiam,
    Baribal

    #5430598

    baribal

    Najbardziej dla mnie bolesny i deskrutywny przejaw niedojrzałości żony to utrudnianie kontaktów z synkiem.

    W pozwie żona wyraża żądanie bym mógł spotykać sie z dzieckiem raz w miesiacu przez 4 godziny w jej obecnosci.

    W tej chwili widuję się z synkiem raz na dwa tygodnie w obecności żony. A ponieważ mieszkamy w odległych miastach, więc gdy przyjeżdzam zabieram małego na spacer. Latem były to podmiejskie wycieczki, a teraz galeria handlowa. Żona chodzi za nami jak cień.



    #5430599

    qr-chuck

    Zamieszczone przez Baribal
    W pozwie żona wyraża żądanie bym mógł spotykać sie z dzieckiem raz w miesiacu przez 4 godziny w jej obecnosci.
    .

    A nie możesz w sądzie zawalczyć o inny tryb widzeń?
    Masz ograniczone prawa rodzicielskie?

    #5430600

    baribal

    Zamieszczone przez kurczak
    A nie możesz w sądzie zawalczyć o inny tryb widzeń?
    Masz ograniczone prawa rodzicielskie?

    Witaj Kurczaku,

    nie mam ograniczonych praw rodzicielskich i żadna rozprawa się jeszcze nie odbyła.

    Pierwsza będzie na początku przyszłego roku.
    I mój adwokat już zgłosił plan opieki rodzicielskiej wg ktorego mógłbym zabierać synka co 2 tygodnie na weekendy.
    Gdyby tak było bardzo bym się cieszył :).

    Żona wnioskuje jednak o to by ograniczyć mi prawa rodzicielskie a spotkania by byly raz w miesiacy przez 4 godziny w jej obecnosci poza jej mieszkaniem (czyli mieszkaniem teściów, bo ponoć to oni „sobie nie życzą”).

    Nigdy na synka nie krzynąłem, nawet nigdy nie dałem mu klapsa.
    Nie potrafię zrozumieć dlaczego żona odcina mnie od dziecka. Dziecka które tęskni.
    Wiele razy pytał w obecnosci żony na spacerze „kiedy bedziesz u nas spał tatusiu”,
    „kiedy do mnie przyjedziesz?” (na skypie). Ale na żonie te pytania nie robią żadnego wrażenia.

    Kiedy ją poznawałem, kiedy byliśmy małżeństwem wydawało mi się że to osoba empatyczna
    i przeciętnie wrażliwa, nie spodziewałem się że może się tak odciąć od uczuć wspołczucia i tęsknoty jakie
    są miedzy synkiem a ojcem.
    Myślę o tym dlaczego tak się stało i czy mam jakiś wpływ by to zmienić.

    pozdrawiam,
    B.

    #5430601

    beamama

    Ona może Ci ograniczyć władzę rodzicielską, „bo tak”? bez powodu?
    Jakoś będzie musiała chyba w sądzie udowodnić, dlaczego chce, abyś widywał się z dzieckiem raz w mies przez 4 godz i to w jej obecności?

    #5430602

    morena

    jak najszybciej złóż wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z dzieckiem
    pierwszy z brzegu artykuł z google:



    #5430603

    baribal

    Zamieszczone przez beamama
    Ona może Ci ograniczyć władzę rodzicielską, „bo tak”? bez powodu?
    Jakoś będzie musiała chyba w sądzie udowodnić, dlaczego chce, abyś widywał się z dzieckiem raz w mies przez 4 godz i to w jej obecności?

    Oboje złożyliśmy wnioski o badanie w RODK.
    Z tym że ja nie składałem go po to aby udowadniać niedojrzałość emocjonalną żony (chociaż uważam że tak jest), lecz w nadziei że te badania, ich wynik wskażą sądowi podstawy bym mógł spotykać się z synkiem tak jak postuluję w planie wychowawczym czyli 2 całe weekeny w miesiącu.

    Natomiast żona, co sama pisze we wniosku, zabiega o te badania by odebrać mi władzę rodzicielską i doprowadzić do sytuacji jak wspomniałem powyżej: bym mógł sie spotkać z synem 4 godziny w miesiącu w jej obecności w galerii handlowej (tak jak ma to miejsce teraz). Czyli w jej mniemaniu badania te wykażą wyraźną dysproporcję kwalifikacji wychowawczych na jej korzyść.

    Wg mnie nie ma ku temu żadnych podstaw.

    #5430604

    qr-chuck

    Zamieszczone przez Baribal
    Czyli w jej mniemaniu badania te wykażą wyraźną dysproporcję kwalifikacji wychowawczych na jej korzyść.

    Wg mnie nie ma ku temu żadnych podstaw.

    To czego się boisz?

    #5430605

    baribal

    Zamieszczone przez kurczak
    To czego się boisz?

    Boję się tego że sytuacja zostanie tak przedstawiona że nie będę mógł sie widywac z synkiem.

    Wiem juz że w te święta sie z nim nie spotkam, czekałem na to rok (w zeszlym roku tez nie widzieliśmy się w święta,
    chociaz zabiegałem o to od konca października, proponowałem żonie rożne warianty, wszystko na próżno,
    w pozwie napisala „Mąż nie widział się z synem w święta z powodu braku zaintereswania”. To bylo podłe kłamstwo.
    Jedyne co mi zaproponowala to spotkanie na klatce schodowej – nie dałem psychicznie rady – jechac 300 km
    i widzieć się z dzieckiem na klatce w swięta. Nie miałem psychicznych sił.
    W tym roku spokałem sie z synkiem wiele razy na klatce – jesieną, np gdy byl chory, bo zwykle jedziemy do galerii,
    tam wypożyczam wózek-samochód i jeździmy przez 2 godziny, potem wracam do siebie).

    #5430606

    beamama

    Zamieszczone przez Baribal
    Boję się tego że sytuacja zostanie tak przedstawiona że nie będę mógł sie widywac z synkiem.

    A dowody jakieś ma? Czy jej zeznania wystarczą?
    Sory, może naiwnie pytam, ale nie znam się zupełnie.



    #5430607

    baribal

    Zamieszczone przez beamama
    A dowody jakieś ma? Czy jej zeznania wystarczą?
    Sory, może naiwnie pytam, ale nie znam się zupełnie.

    Jej zeznania mogą wystrczyć albo nie.
    Jest duże prawdopodobieństwo że jeśli będzie mnie źle przedstawiać w sądzie to nie będę mógł sie spotykac z synkiem.

    Najpierw przez rok prosiłem żonę żeby poszła z nami na spacer – nie poszła ani razu, wystawiała synka za drzwi i po spacerze go odbierala sprzed drzwi.
    Potem, w sierpniu tego roku, wszystko sie zmienilo. Z początku sie cieszyłem że chodzi z nami razem, ale szybko zrozumialem że teraz już nie mogę iść z synkiem sam, nie mogę wziać go do przyjaciół (nie mieszkam w Warszawie), że ona chodzi nie dlatego żeby dziecko lepiej sie czuło ale ma jakąś inną motywację.

    Od Wielkanocy nie spedzilem z synkiem ani jednego dnia. Co najwyzej 3 godzinne spacery (od sierpnia w towarzystwie żony).

    Zapytałem – dlaczego?
    Powiedziała ze mam zły wpływ na dziecko.

    Na Wielkanoc 2012 roku wziałem synka na tydzien do siebie i moich rodziców.
    Wszystko pamiętał, mieszkanie, nawet kanarki u sąsiadów, mimo że minął rok, kiedy rozstalismy się.
    Gdy wracałem synek przez półtorej godziny płakał w pociągu i krzyczał że on nie chce, że chce żeby mama przyjechała.
    Płakał tak aż zasnął, tuliłem go i nosiłem na rękach, bolało mnie to, mówiłem że jedziemy do mamy,
    ale on krzyczał że „chce rozwalić taki pociąg” że chce „rozwalić cały świat”. Do dzis mnie to boli.
    W końcu, spocony, cały mokry, zasnął. Nie mogłem zrealizować jego prośby, chociaz tak chciałem.

    Gdy go oddawałem, na klatce, wczepił sie w moją szyję i nie chciał puscić, caly czas płakał i krzyczał.
    Żona wyrwała go i takiego wrzeszczącego, szarpiącego się zawlokła do domu na górę.
    Potem dowiedziałem się, że przez 3 dni sikał na dywan.
    Nawet mi tego nie powiedziała, dopiero po tygodniu. Poszła do psychologa dziecięcego i z tą panią doszła do wniosku. że
    „synek za mocno przeżył rozstanie z matką”. I żona wyciągneła kolejny wniosek, że już sie z nim nie spotkam sam.

    Wiec potem wielokrotnie zapraszałem i zapraszam ją z dzieckiem, ale nigdy nawet nie odpowie że nie przyjedzie. Gra i zwleka. Wtedy ogarnia mnie wielka złość, wymiotuję prawie. Od Wielkanocy tego roku nie spędziłem dnia z synkiem. Rozmawiam z nim na skypie czasami. To jest bardzo dzielny i mądry chłopak. To wspaniały człowiek, tylko taki mały, niech się trzyma.

    Powidziałem jej: „Gdybys na była dobrą matką , to na schodach gdy odwoziłem synka powiedziałabyś żebym wszedł na górę. Posiedziałbym aż dziecko się uspokoi, przyzwyczai i pożegna. Nie wyrywałabys go płaczącego.”
    Odpowiedzieła:”Moi rodzice nie życzą sobie ciebie widzieć”

    Co tu do rzeczy mają rodzice? dla dobra dziecka, jego wrazliwości i uczuć należalo się spokojnie, przytulić, pożegnać, zrobić pa pa.

    #5430608

    wierszobajerka

    Zamieszczone przez Baribal
    Witajcie,

    pisałem tutaj już kiedys o kryzysie małżeńskim (w wątku „znienawidziła mnie żona”) od tamtego czasu sporo zrozumiałem. Pojąłem mianowicie, że mam do czynienia z osobą niedojrzałą emocjonalnie, kimś kto nie posługuje sie jakimś systemem wartosci lecz manipuluje rzeczywistoscią , z kimś kto odrzuca niemal wszystkie konstruktywne poropozycje kompromisu, gra na konflikcie ktory stale podsyca i wznieca

    Żona złożyła pozew rozwodwoy, utrudnia mi kontakty z dzieckiem.

    Może dalej podam przykłady takiej postawy.

    Chcialbym dowiedzieć się jak postępować z osobą niedojrzałą, co robić by uwrażliwić ją na pewne sprawy, pomóc jej dojrzeć.

    pozdrawiam,
    Baribal

    Witaj Baribal, poruszyłeś bardzo ciężki temat. Zachowanie żony (o ile oczywiście Ty jesteś fair) jest bardzo nie w porządku. Najbardziej nie rozumiem dlaczego kobiety posługują się dzieckiem jako grą przetargową. To ogromna krzywda dla niego. Sama miałam męża tyrana, ale w życiu nie ograniczałam mu kontaktów rodzicielskich. W zachowaniu żony jest dużo agresji, jeżeli nie będzie chciała sobie sama pomóc i nie zgodzi się na pomoc z zewnątrz, to może być naprawdę ciężko. Może ona ma jakieś problemy ze sobą?
    Bardzo Ci współczuję, musisz być teraz silny, życie wszystko pokaże.



    #5430609

    mama80

    Ciężka sprawa.
    Życzę Ci byś miał kontakt z Synem częstszy niż raz w miesiącu.
    Szczerze to nie rozumiem jak można z dziecka uczynić kartę przetargową.
    Należy rozdzielić sprawy interpersonalne między małżonkami z relacjami rodzice-dziecko.
    Tu krzywdzi się tylko dziecko. Dorośli sobie poradzą a dziecko przeżyje traumę. Często pozostawia ona ślad w psychice na całe życie i powoduje daleko idące konsekwencje. Warto by żona o tym pomyślała.

    #5430610

    beamama

    Zamieszczone przez Baribal
    Jej zeznania mogą wystrczyć albo nie.
    Jest duże prawdopodobieństwo że jeśli będzie mnie źle przedstawiać w sądzie to nie będę mógł sie spotykac z synkiem.

    Najpierw przez rok prosiłem żonę żeby poszła z nami na spacer – nie poszła ani razu, wystawiała synka za drzwi i po spacerze go odbierala sprzed drzwi.
    Potem, w sierpniu tego roku, wszystko sie zmienilo. Z początku sie cieszyłem że chodzi z nami razem, ale szybko zrozumialem że teraz już nie mogę iść z synkiem sam, nie mogę wziać go do przyjaciół (nie mieszkam w Warszawie), że ona chodzi nie dlatego żeby dziecko lepiej sie czuło ale ma jakąś inną motywację.

    Od Wielkanocy nie spedzilem z synkiem ani jednego dnia. Co najwyzej 3 godzinne spacery (od sierpnia w towarzystwie żony).

    Zapytałem – dlaczego?
    Powiedziała ze mam zły wpływ na dziecko.

    Na Wielkanoc 2012 roku wziałem synka na tydzien do siebie i moich rodziców.
    Wszystko pamiętał, mieszkanie, nawet kanarki u sąsiadów, mimo że minął rok, kiedy rozstalismy się.
    Gdy wracałem synek przez półtorej godziny płakał w pociągu i krzyczał że on nie chce, że chce żeby mama przyjechała.
    Płakał tak aż zasnął, tuliłem go i nosiłem na rękach, bolało mnie to, mówiłem że jedziemy do mamy,
    ale on krzyczał że „chce rozwalić taki pociąg” że chce „rozwalić cały świat”. Do dzis mnie to boli.
    W końcu, spocony, cały mokry, zasnął. Nie mogłem zrealizować jego prośby, chociaz tak chciałem.

    Gdy go oddawałem, na klatce, wczepił sie w moją szyję i nie chciał puscić, caly czas płakał i krzyczał.
    Żona wyrwała go i takiego wrzeszczącego, szarpiącego się zawlokła do domu na górę.
    Potem dowiedziałem się, że przez 3 dni sikał na dywan.
    Nawet mi tego nie powiedziała, dopiero po tygodniu. Poszła do psychologa dziecięcego i z tą panią doszła do wniosku. że
    „synek za mocno przeżył rozstanie z matką”. I żona wyciągneła kolejny wniosek, że już sie z nim nie spotkam sam.

    Wiec potem wielokrotnie zapraszałem i zapraszam ją z dzieckiem, ale nigdy nawet nie odpowie że nie przyjedzie. Gra i zwleka. Wtedy ogarnia mnie wielka złość, wymiotuję prawie. Od Wielkanocy tego roku nie spędziłem dnia z synkiem. Rozmawiam z nim na skypie czasami. To jest bardzo dzielny i mądry chłopak. To wspaniały człowiek, tylko taki mały, niech się trzyma.

    Powidziałem jej: „Gdybys na była dobrą matką , to na schodach gdy odwoziłem synka powiedziałabyś żebym wszedł na górę. Posiedziałbym aż dziecko się uspokoi, przyzwyczai i pożegna. Nie wyrywałabys go płaczącego.”
    Odpowiedzieła:”Moi rodzice nie życzą sobie ciebie widzieć”

    Co tu do rzeczy mają rodzice? dla dobra dziecka, jego wrazliwości i uczuć należalo się spokojnie, przytulić, pożegnać, zrobić pa pa.

    Straszne historie w tym artykule z Wyborczej… 🙁
    Oby Twoja zakończyła się inaczej….
    Nie wiem, w jaki sposób otworzyć kobiecie oczy, jeśli sama nie widzi, że krzywdzi dziecko – mam nadzieję, że nie widzi, a nie krzywdzi z premedytacją dla swoich celów.

    #5430611

    baribal

    Zamieszczone przez beamama
    Straszne historie w tym artykule z Wyborczej… 🙁
    Oby Twoja zakończyła się inaczej….

    Dziękuję wszystkim za dobre słowo. Ono jest dla mnie ważne, dodaje mi sił.
    Szczególnie dodaje mi sił przykład kobiet które mimo sporu z małżonkiem,
    widziały w nim nadal człowieka, także takiego który kocha dziecko.

    [QUOTE]
    Nie wiem, w jaki sposób otworzyć kobiecie oczy, jeśli sama nie widzi, że krzywdzi dziecko – mam nadzieję, że nie widzi, a nie krzywdzi z premedytacją dla swoich celów.[/QUOTE]

    Beamama,
    wydaje mi się że jest tak że człowiek który krzywdzi zrobi wszystko (zracjonalizuje, dorobi falszywą ideologię) żeby usprawiedliwić swoje postępowanie. Mało kto umie powiedzieć „źle czyniłem”, a jeszcze rzadziej „źle czynię”. Wszystkim nam to mówi sumienie, ale mozna je zagłuszyć. Myślę, że najwiekszym zagłuszaczem sumienia jest lęk, ktory potrafi sumienie wręcz wyłączyć. Człowiek gdy brakuje mu odwagi, gdy cierpi wypycha lęk, zaprzecza bólowi, a wtedy coś tak kruchego jak sumienie wymięka.

    To brzmi tak trochę filozoficznie, ale moze w jakimś stopniu wyjaśnia mechanizm demonizowania partnera.
    Ja wiem sporo, o żonie, o swoich błędach, niedojrzałosci obojga i ingerencji teściów, ale i tak całego mechnizmu tego co sie dzieje nie rozumiem.
    Wierzę że będę mógł cześciej spotykac sie z synkiem, ze odbudujemy tę dobrą więź ktora nas łaczyła i jeszcze trochę łączy.
    pozdrawiam,
    B.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close