Jak rodzilam Julke we Francji

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)
  • Autor
    Wpisy
  • #105879

    katarynka

    Moje wrazenia z porodu we Francji sa bardzo pozytywne. Kompetencja i zdecydowanie naszej lekarki uchronilo nasza coreczke przed niedotlenieniem, gdy jej tetno zaczelo spadac wskutek oplatania pepowina pod koniec porodu. Bezproblemowe i szybkie podanie znieczulenia we wlasciwym czasie, szacunek dla pacjenta, minimalna medykalizacja, prywatnosc na kazdym etapie porodu i natychmiastowy kontakt z dzieckiem, po czym kangurowanie „skin to skin” przez godzine przed ubraniem malenstwa – wszystkie te czynniki sprawily, ze moj porod, mimo bolu, ktory przeszedl moje oczekiwanie, wspominam bardzo dobrze.

    Od dwoch dni mialam skurcze. Nie byly szczegolnie bolesne. Przychodzily falami co dwadziescia minut na godzine, dwie, ale nie rozwijaly sie w zadna konkretna akcje. Poza tym zadnych zwiastunow porodu.
    29 III minal – data na ktorej zalezalo D. – bylo to rowne dziewiec miesiecy od naszego slubu. Nasz najpiekniejszy prezent nie stawil sie w nasza mini rocznice.
    30 III byla pelnia i oficjalny termin – nie mogac zupelnie spac stalam poznym wieczorem na balkonie w swietle ksiezyca i masowalam brzuch, zapraszajac Juliette do wyjscia.

    Zaczelo sie od klotni. „Bo to sa jakies polskie sredniowieczne metody to zawijanie dzieci w beciki.” – powiedzial D. do swojej mamy przez telefon. „Jak mozesz kwestionowac moje metody wychowawcze ?! Podwazasz moj autorytet jako matki juz teraz. To brak szacunku i zaufania !” – rozjatrzam sie i rozzalam jakby naprawde bylo o co. Nakrecam sie coraz bardziej, mimo, ze powodu wlasciwie nie ma. D. broni sie jeszcze slabo ale wlasciwie juz daje za wygrana. Dla mnie skonczyla sie juz racjonalna rozmowa – obrazona na smierc napuszczam goracej wody do wanny. Jest po 23 wieczorem. Leze w wannie szlochajac bez powodu. Hormony przejmuja sterowanie mozgiem.
    W koncu wygramolam sie z kapieli i klade. Zbliza sie polnoc. D. spi w pokoju goscinnym juz od dluzszego czasu z powodu mojej kompletnej bezsennosci.
    Po chwili lezenia czuje, ze skurcze wracaja. Nie przejmuje sie tym za bardzo. Przychodzily i odchodzily przez dwa ostatnie dni. To pewnie znowu falszywy alarm.
    Sa znowu w okolo dwudziestominutowych odstepach, jednak kazdy kolejny skurcz staje sie coraz bardziej bolesny. Czyzby ?
    Czlapie obudzic D. ” Teraz kiedy najbardziej Cie potrzebuje Ty sie obrazasz? Chodz przytul mnie.” – zadam. D. stracil juz nadzieje na logike i poddaje sie hormonom. Kladziemy sie przytuleni w naszej sypialni i zaczynamy liczyc dlugosc i przerwy miedzy skurczami, ktore staja sie coraz bolesniejsze. Pomaga nam w tym program zaladowany wczesniej na Iphonie. D. jest dumny, ze moze mnie wesprzec za pomoca technologii. Jestem rozczulona.
    Czuje skurcze jak fale. Czuje kiedy przychodzi nastepny i jak sie nasila – probuje oddychac i nie kurczyc sie z bolu. Przez kilka pierwszych pomaga, jednak po okolo poltorej godziny bol staje sie silniejszy ode mnie i z gardla wyrywa sie niekontrolowany najpierw jek a potem niemal krzyk bolu.
    Zawsze myslalam, ze mam wysoki prog bolu. Chyba jednak sie mylilam.
    Kiedy juz nie kontroluje swoich wokalizacji – jest gdzies okolo 2:30 w nocy – mimo, ze skurcze sa dopiero co okolo 10 minut, D. decyduje, ze jedziemy na porodowke zanim obudze wszystkich sasiadow.
    Wyobrazalam sobie, ze wskocze na porodowke umalowana, uczesana, wystrojona. Nic z tego. Ledwie mam sile przebrac sie z pizamy w moje najbardziej workowate ciazowe spodnie, z pomoca D.
    Odmierzamy czas miedzy skurczami zebym mogla w przerwie zejsc do samochodu. W jakims amoku przecieram jeszcze plyte kuchenki ceramicznej – ostatnie podrygi gniazdowania. D. zabiera torbe. Jedziemy.
    Jest srodek nocy. Na porodowke okolo 10 -15 minut drogi w normalnych warunkach. D. dojezdza do swiatel – ulice sa zupelnie puste – powoli przejezdza na czerwonym. Nagle we wstecznym lusterku widzimy woz policyjny. Cholera ! Podjezdzaja do nas. D. otwiera okno „Wioze zone do porodu ! „, „Aaa ! To prosze za nami ! Odeskortujemy was. Ktora klinika? ” Widze policjantke w wozie i przeslalam jej wykrecowny z bolu usmiech wdziecznosci. I tak z policyjna eskorta docieramy do kliniki w piec minut.
    Przed brama przeczekuje kolejny skurcz, by w przerwie moc doczlapac do sali przyjec.
    Przyjmuje nas korpulentna brunetka. Nie wiem, czy lekarz, pielegniarka czy obsluga administracyjna. Papierkowej roboty wlasciwie niet – zostala zrobiona wczesniej. Pyta konkretnie o rozwoj akcji. D. odpowiada po francusku. Ja nie mam glowy by teraz walczyc z gramatyka. Ona kurtuazyjnie wtraca pare slow do mnie angielsku. Robi sie bardziej swojsko.
    Do gabinetu przyjec na wstepne badanie. Podlaczaja mnie pod KTG. Babka sprawdza rozwarcie – 3 cm. Nie dowierzam. Dopiero 3 cm a juz tak boli. Z tej przyjeciowej adrenaliny skurcze troche slabna,ale KTG nie pokazuje NIC ! „Tu nic nie ma.” – stwierdza nasz aniol stroz po dluzszej chwili. Niemozliwe – taki bol a KTG nic nie pokazuje? Okazuje sie w koncu, ze glowice byla zle umieszczona na brzuchu. Skurcze pojawiaja sie na wykresie. 20 – 30 % – to lepsze niz nic. Zostajemy.
    Przenosimy sie do sali przedporodowej. Tu rozkreca sie juz na dobre. O chodzeniu czy skakaniu na pilce nie ma nawet mowy. Leze. Wyprawa do totalety to najwiekszy wyczyn na jaki sie zdobywam. Skurcze sa tak bolesne, ze nie moge powstrzymac krzyku, na przemian trzese sie z zimna i prosze o spray wody na spocona twarz, gdy skurcz sie konczy. Nie potrafie znalesc wygodnej pozycji by przetrwac skurcz. Pamietam jedynie by nie zaciskac zebow i dloni bo to spina i blokuje rozwieranie.
    Jednak mimo bolu, ktory sprawia, ze odplywam, jest we mnie spokoj bo wiem, ze kazdy skurcz przybliza mnie do malenstwa i jest droga do upragnionego celu. Wiem, ze to minie. To minieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.
    Trace poczucie czasu. Mijaja moze 2-3 godziny. Jest kolo 6 rano. Zaczynam mieszac „Jesus” i „fuck” w jednym zdaniu i wysylam D. na poszukiwania znieczulenia. W koncu ktos wtyka glowe w drzwi. Chyba na podstwie nasilenia krzykow stwierdzaja, ze akcja sie rozkrecila i czas przeniesc nas na sale porodowa.
    Tej nocy jest pelnia i podobno po nas rozwiazal sie worek z porodami. Musieli czesc babek wyslac na oddzial na gore bo klinika prywatna i mala i tylko trzy sale porodowe plus jedna do CC. Anestezjolog zaczyna dyzur dopiero o siodmej, ale nasza pani od przyjec jakos zapalala do nas sympatia i sciaga mi anestezjologa z nocnego dyzuru.
    Taka duza baba o posturze i obejsciu rzeznika. Mi juz jest wszystko obojetne, byle przestalo bolec. Dawac mi tu igle. Kaza usiac i pochylic sie do przodu, ubieraja w chirurgiczny fartuch i czepek. Nie ruszac sie. Prosze by przeczekaly skurcz ale one sie nie cackaja. Wyje w glos by jakos rozladowac ten bol i jednoczesnie nie drgnac. Ufff ! Juz po. Ulga jest prawie natychmiastowa. Badaja rozwarcie – jest 6 cm. Podlaczaja pod aparature. Wyjasniaja co i jak. Moge sobie sama dozowac znieczulenie. Moj zapis KTG i tetno maluszka widze na ekranie i wydruku. Sa one tez monitorowane w pokoju poloznych. Tu jest guzik by wezwac pomoc. Znow zostajemy sami. Jest kolo 7 rano. D. idzie przeparkowac samochod. Ja ogladam wykres. Rozluzniam sie. Widze tetno Julki i moje skurcze, ale czuje je jedynie mgliscie. Nagle tetno Julki staje sie slabsze. Panikuje. Naciskam i naciskam guzik, ale nikt nie przychodzi. Jestem sama, unieruchomiona – przypominam sobie, ze powinna pomoc zmiana pozycji. Obracam sie na bok, tetno wraca silne i miarowe. Moje malenstwo.
    Wraca D. Okazuje sie, ze guzik, ktory naciskalam to bylo turbodoladowanie znieczulenia. Teraz nie czuje juz nic. Skurcze zwalniaja troche tempo – pewnie przez znieczulenie. Za jakis czas zaglada pielegniarka. Oglada wykres. Pytam o skurcze, mowi, ze chyba trzeba pomoc troche oksytocyna. To dziala. Skurcze wracaja. Siedzimy razem i czekamy. Ogladamy wykres, odliczamy czas. Kolo 9 zaglada nasza lekarka. Przyjmuje pacjentki u gory a na dol schodzi do porodow. Mamy szczescie, ze rodzimy w jej godzinach przyjec bo inaczej to lekarz z dyzuru.Zamieniamy pare slow. Mowi, ze fajnie byloby sie uwinac do poludnia bo ona wtedy konczy i musi odebrac corke z zajec sportowych. Zalezy mi zeby to ona odebrala porod. Jest konkretna. Oboje to w niej lubimy.
    Czas mija teraz powoli. Wysylam pare SMS’sow, bawie sie Iphonem. Zbliza sie 12. Przychodzi w koncu ktos sprawdzic rozwarcie – jest juz 9 cm. Nasza prywatnosc sie konczy. Przychodza ludzie – nie wiem, kto jest polozna, kto lekarzem, kto stazysta. Zabieraja koniec lozka – pojawiaja sie te slynne helikoptery. Od pasa w dol jestem zupelnie dretwa. D. pomaga mi podsunac sie do gory lozka. Moge sie swobodnie oprzec, nie musze lezec plasko. Prosze ich by trzymali moje nogi w tych strzemionach bo nie mam w nich zupelnie czucia. Jednak czuje skurcze na tyle by wiedziec kiedy przec. Nabieram powietrza, zamykam je w przeponie i pre z calej sily. Po trzech parciach przychodzi nasza lekarka. Jej dyzur juz sie skonczyl ale zostanie z nami. Rodzimy ! To juz ?! Bada rozwarcie i pozycje Julki. Sprawdza zapis na KTG. Mowi, ze swietnie pre. Jednak po chwili mowi cos po francusku, czego ja nie rozumiem. Widze tylko mine D. – w jego oczach strach. Pytam co sie dzieje. „Musimy sie spieszyc.” Mowi to zdecydowanie ale jednoczesnie ze spokojem. „Pomozemy maluszkowi taka mala pompa prozniowa.” Ja mowie, ze nie, ze wypre ja sama , dlaczego? Jednak nie ma czasu na dyskusje. Momentalnie pojawia sie proznociag, ja pre jak szalona by pomoc ile tylko moge. D. mowi, ze widzi juz glowke. Naprawde ? Niedowierzam. Nie widze tego, ale potem D. mowi, ze na chwile pojawia sie glowka. Julia jest oplatana pepowina wokol szyi i ramion. Lekarka przeprasza go, ze nie bedzie mogl sam przeciac pepowiny, szybko przecina ja i zaciska. Glowka cofa sie. Sznur uwalnia maluszka, ktory dopiero teraz moze sie wydostac. Jest 12:46 – 31 Marca.
    Jest ! Widze moje malenstwo. Podobno siusia na mnie, ale ja tego nie pamietam. Owinieta w przescieradlo laduje od razu na moim brzuchu. Zaczyna kwilic a po chwili rozlega sie donosny placz. „Oh my goodness ! Oh my goodness !!!”- tylko to moge z siebie wydusic, glosem podobnym do pisku z natloku emocji.
    Przygladam sie temu malemu, pieknemu czlowiekowi i nie moge uwierzyc, ze to nasza corka. Juz jest z nami ! D. szepcze „I love you. She’s beautiful. Thank you. ” Mi brakuje slow.
    Po paru minutach pytaja czy moga ja zabrac do zwazenia. D. nie odstepuje naszej coreczki na krok. Ja nawet nie zauwazam drobnego kosmetycznego szycia ani porodu lozyska.
    Po chwili Julka w czapeczce i owinieta w polarowy kocyk wraca do mnie. Laduje na moich piersiach golutka – ogrzewam ja swoim cieplem a ona zaczyna pierwsze nieudolne proby ssania. Obsluga szybko znika. Lekarka gratuluje nam. My dziekujemy za to ze zostala. Nie trzeba wielu slow. Nasza wdziecznosc jest ogromna.
    Zostajemy po raz pierwszy we troje na godzinna obserwacje na sali porodowej. Zaczyna sie nowy, upragniony i wyczekany rozdzial w naszym zyciu.

    #3900286

    werbla

    przepiękny poród, aż łezki zaiskrzyły w oczach, ciarki przeszły po ciele



    #3900287

    magdawroc

    Pieknie napisane, wspaniale się czyta:Fiu fiu:

    #3900288

    katarynka

    Dzieki dziewczyny. Dla potomnosci – napisalam po polsku, choc prawie wszystko juz teraz pisze po ang. (tzn. listy zakupow etc. 😉 ) – jakos blizej serca mi bylo i bedzie mnie motywowac by Julka plynnie mowila po polsku, zeby sobie kiedys mogla przeczytac.

    To Ty beciu mnie zmobilizowalas by w koncu usiasc i opisac, Twoim linkiem do postu o porodzie Weroniki.
    A Julka wspolpracowala i przespala cale popoludnie by dac mamie napisac 😉

    #3900289

    zuzel

    Aż mi się łezka w oku zakręciła.

    #3900290

    andina

    Katarynko, przeczytalam jednym tchem.
    A Julinek slicznosci!!!!



    #3900291

    m-ania

    Ladnie napisane:-) A Juleczka sliczna:-)

    #3900292

    agatom

    aż się wzruszyłam 🙂
    śliczny opis :)):Wow!:

    edit: marzyła mi się taka policyjna eskorta :Wow!:

    #3900293

    koleta

    Katarynka cudny opis porodu. A Jula cud, miód ,malina :Wow!: I jestem dumna z twojej postawy,że chcesz nauczyć córę mówić płynnie po polsku- trzymam :Kciuki: ,by się udało 🙂

    #3900294

    aisa-m

    Suuuper :Kciuki::Kciuki:



    #3900295

    wykalaczka

    Katarynko piękny opis!
    i ta eskorta służb mundurowych :Wow!:

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close