jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)
  • Autor
    Wpisy
  • #17283

    jane

    Termin miałam wyznaczony na niedzielę, 4 maja. Ponieważ moja pani doktor oceniła na ostatniej wizycie, że pewnie przenoszę, nie robiłam sobie z tej daty nic i nawet miałam plany na następny tydzień. W sobotę jednak obudził mnie skurcz. Wstałam, pomaszerowałam do łazienki, a jak już z niej wróciłam poczułam następny. Leżąc więc w łóżku z oczami utkwionymi w zegarek liczyłam dalsze skurcze. Były co 10 min. Uczucia miałam mieszane – z jednej strony była radość, że może to już, a z drugiej niepewność i strach. Po dwóch godzinach leżenia delikatnie obudziłam męża i poinformowałam go, że dzisiaj to już na pewno pojedziemy do szpitala, ale na razie to niech sobie jeszcze śpi, bo mamy czas. He, he, dobre sobie – jak tylko to usłyszał wstał szybciej niż sam by się spodziewał. Na razie czułam się jednak dobrze, na tyle dobrze, że pojechaliśmy sobie do centrum handlowego pospacerować (padał deszcz).
    Pod wieczór moje skurcze stały się nieco silniejsze i według mojego zegarka były co 5 min. Nie było to jednak tak, że przez cały dzień je odczuwałam. Rano były regularne, potem na jakiś czas zanikły i pojawiły się znowu pod wieczór. Zdecydowałam, że jednak pojadę do szpitala – a co mi tam – najwyżej wrócą mnie do domu.
    Na izbę przyjęć dotarłam ok. godziny 19.00 i od razu zostałam powitana przez panią położną o twarzy bez jakiegokolwiek wyrazu. Zbadała mnie i ze stoickim spokojem oznajmiła, że akcji porodowej to ona tu nie widzi. Mnie z wrażenia wszystkie skurcze przeszły jak ręką odjął i już miałam zamiar się ubrać i stamtąd prysnąć, kiedy przyszedł lekarz, powtórzył badanie i oznajmił, iż rozwarcie mam na pół opuszka palca i generalnie to nic się nie dzieje (he, he), ale dla pewności to on mnie zatrzyma na porodówce na obserwacji, a jeżeli dalej nic się nie będzie działo, to na patologię. Na te słowa oblał mnie zimny pot i od razu stanęła mi w oczach wizja tego mojego rzekomego przenoszenia i spędzenia tygodnia co najmniej na tej patologii. Mogłam i owszem, nie wyrazić zgody i uciekać do domu, ale jak znam życie za chwilę byłabym w szpitalu z powrotem, bo pewnie moje złośliwe skurcze pojawiłyby się już w samochodzie. Z duszą na ramieniu udałam się do pomieszczenia obok, gdzie inna już położna (poprzedniej skończyła się zmiana) rozpoczęła procedurę przyjmowania mnie do szpitala. Jednocześnie mąż został oddelegowany do domu po coś do przebrania, bo w rzeczach, które miał na sobie na porodówkę nie zostałby wpuszczony. Robota papierkowa, golenie i lewatywa zabrały ok. godzinę, po czym, już z przebranym mężem u boku, w seksownej szpitalnej koszulce ledwie zakrywającej tyłek i z dekoltem do pasa, udałam się na blok porodowy. Tam nastąpiła dalsza część papierkowych formalności, po czym zostałam umieszczona w przydzielonej mi salce ze ślimakami na ścianach i podłączona do ktg. Dowiedziałam się po drodze, że na razie jestem tu sama i wszystkie położne, zresztą przemiłe dziewczyny (sztuk 4), są do mojej dyspozycji. Uparte urządzenie zamiast konkretnych górek pokazywało zaledwie pagórki, dostałam więc zalecenie spacerku po korytarzu. Fajnie się spaceruje po szpitalnym korytarzu w nocy – atmosfera, powiedziałabym, kameralna. Po jakimś czasie przyjechała druga para, ale jakoś nam się terminy spacerów nie zazębiały J Po mniej więcej godzince łażenia z zegarkiem w ręku i mierzenia częstotliwości i długości skurczów, przemiła pani położna oznajmiła, że dostanę zastrzyk z relanium, który albo ruszy akcję do przodu, albo wszystko się uspokoi i pójdę się przespać na patologię. Po co mam się męczyć. Ta druga opcja mniej mi się podobała, ale na szczęście po zastrzyku górki w ktg zaczęły rosnąć i zostałam wysłana na drugi spacer. Mąż dzielnie mi towarzyszył i nawet humor mi dopisywał do czasu, gdy Sergio zniknął w toalecie, a mnie w tym samym momencie odeszły wody. Towarzyszył temu skurcz gigant, aż musiałam się podeprzeć o łóżko, które stało w korytarzu. Jak łamaga dowlokłam się do mojej ślimakowej sali i krzyknęłam na położną, że u mnie wody poszły. Musiałam położyć się na łóżko i znowu podłączono mnie do machiny. Śmiać mi się chciało mimo coraz boleśniejszych skurczy, bo od razu wszystkie poleciały na korytarz oglądać te moje wody. Zostałam również zbadana, kilka razy robiono mi nawet masaż szyjki, ale nie było to aż tak bolesne, jak się tu naczytałam w niektórych opisach. Dzięki temu rozwarcie mi się ładnie powiększyło i z perspektywy czasu oceniając wolałabym, żeby mi położna tę szyjkę tak do pełnego rozwarcia masowała, niż bym miała na nie czekać skacząc na piłce, czy spacerując. Tak, po tej operacji zostałam zaproszona na piłkę, a ponieważ skurcze już naprawdę bolały i sytuacja przestała być przyjemna zaproponowano mi dożylnie dolargan. Ja oczywiście zgadzałam się na wszystko i w ten to sposób doświadczyłam niezłego odlotu na tej piłce. Przede wszystkim zachciało mi się okropnie spać, kręciło mi się w głowie i w rezultacie zamiast skakać, siedziałam na tej gumie jak taka sierota, biedny mąż za mną usiłował zmusić mnie do skakania. Potem stwierdził, że miał niezłą siłownię, bo dźwigać do góry rytmicznie takie 83 kg to nie lada wysiłek, zwłaszcza w środku nocy. Stałam się również marudna – nic mi nie pasowało, wszędzie mi było źle. Z piłki wędrowałam pod prysznic, spod prysznica do wanny, z wanny na piłkę i tak ciągle. W międzyczasie słyszałam postępy akcji porodowej w sąsiedniej sali i w momencie, jak kobieta zaczęła krzyczeć, mnie zrobiło się gorzej. Najwyraźniej tam poród postępował szybciej. Tymczasem u mnie dolargan przestawał działać, a zaczynały się już skurcze parte (odczuwałam parcie na odbyt). To dopiero była jazda… nie można już było podać żadnego znieczulenia ze względu na dziecko, więc pozostało mi tylko wyć do księżyca, jak tamta pani.
    Po ponownym badaniu okazało się, iż rozwarcie mam na 7 cm i muszę wysoko skakać, żeby pomóc główce prędzej zejść do kanału rodnego. Nawet mi się to przez chwilę udawało. Po jakimś czasie jednak zupełnie odmówiłam skakania, stwierdziłam, że będę umierać i uwiesiłam się mężowi na szyi. Biedny, jaki on był dzielny. Nie mniej przerażony niż ja niczego nie dał po sobie poznać. Mówił do mnie mimo że nie odpowiadałam, pocieszał, całował, głaskał po głowie, masował – jednym słowem lepszego oparcia nie mogłam sobie znaleźć. Nad ranem mniej więcej ok. godz. 5.00 moja sąsiadka urodziła syna. Jak ja jej zazdrościłam…. bo sama byłam jeszcze w polu z moimi skurczami, chociaż według mnie przy takim bólu i ich natężeniu sama powinnam już była urodzić nie jedno, a całą gromadkę dzieci!
    Odbyłam jeszcze jedną wycieczkę pod prysznic, gdzie ustawiono mi krzesełko, żebym nie musiała stać. Oczywiście przeszkadzało mi ono, jak wszystko inne dookoła i długo tam nie zabawiłam. Ostatnią godzinę przed wydaniem Małgosi na świat spędziłam więc stojąc i w czasie skurczu wieszając się na mężu. Oczy miałam zamknięte cały czas – bałam się otworzyć, żeby czasem bardziej nie bolało. Kazano mi się położyć na łóżku i kątem oka zobaczyłam, iż pojawił się lekarz, przywieziono kroplówkę, a położne zaczęły ubierać maski i rękawiczki. Nie docierało do mnie, że to już finał. Było mi wszystko jedno. Skurcze postępowały po sobie z częstotliwością, która nie dawała mi chwili wytchnienia, a ja jęczałam już chyba z przyzwyczajenia. Technika oddychania nabyta w szkole rodzenia okazała się do niczego. W końcu lekarz kazał przeć. No to nabrałam powietrza i parłam z głośnym „buuuu”. Lekarz powiedział, że mam nie wydawać dźwięków, to mi powietrza na dłużej wystarczy. Resztkami sił zmobilizowałam się, bo gdzieś w zakamarkach umysłu błysnęła mi myśl o tym biednym dzieciątku, które przecież nie mniej się męczy, a tylko ode mnie zależy, żeby to się jak najszybciej skończyło. Położne zapytały, czy znamy płeć. Mąż odparł, że dziewczynka. Ostatnie parcie pamiętam jak przez mgłę – wydawało mi się, że to nie ja tam leżę i rodzę, że to wszystko sen… Wytrzeźwiałam, jak usłyszałam krzyk. Położna trzymała na rękach moje ciemnoróżowe szczęście mówiąc „Proszę zobaczyć, rzeczywiście dziewczynka ”, po czym umiejscowiła to ciepłe ciałko na moich piersiach i już było dobrze, już nic nie bolało, cała zeszłonocna akcja (a w ogóle jakaś była?) poszła w niepamięć. Była tylko ona – moja Kruszynka, moja Małgosia…
    Zabrali mi ją potem do badania, a ja zauważyłam, że wstał piękny dzień – dzień, który na zawsze zmieni moje życie. Nie ma już Beatki z brzuchem, jest mama z Małgosią J
    Ani rodzenie łożyska, ani szycie nie bolało mnie nic. Małgosia wróciła razem z mężem z badania i leżała przy mnie w łóżeczku. Na sali porodowej spędziliśmy jeszcze godzinkę, w trakcie której przystawiono mi małą do piersi.
    To była ciężka noc, ale jednocześnie najpiękniejsza. Warto się tak nieludzko pomęczyć, bo nagroda jest najlepsza na świecie! I warto to przeżyć z ukochanym człowiekiem – nic nie jest w stanie bardziej pomóc…

    Beata z Małgosią (ur. 04.05.03)

    Edited by Jane on 2003/05/20 09:29.

    #246401

    Anonim

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Gratulacje!!! zapraszamy na forum dla mamuś. Pozdrawiamy. Kasia i Kamilka.



    #246402

    -edyta

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    O rany, ale sie poryczałam!!!
    Gratulacje

    Edyta

    #246403

    magdalenakaz

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Chyba nie powinam tego czytać w pracy. Właśnie się popłakałam i wszyscy w pracy patrzą sie na mnie jak na kosmitkę. Takie posty przywracają mnie do zycia. Wczoraj po ostanich zajęciach w szkole rodzenia stwierdziałam, że jak bym miała podjąc decyzję o ciązy raz jeszcze to na pewno nie zdecydowałaby się. Po tym jednak co przeczytałam zaczynam znowu miło patrzeć na mój już dość spory brzuszek

    G R A T U L U J Ę ! ! !
    Pozdrawiam gorąco

    Magda (+ Oleńka na 03.08)

    #246404

    Anonim

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Gratuluję ponownie narodzin córeczki :-))) oboje z mężem dzielnie sobie poradziliście – jestem pełna podziwu :-)))

    Pozdrawiam 🙂

    Weronka (termin 6.06.03)

    #246405

    Anonim

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Gratulacje:))) ależ wyciskacz łez:)))

    Aba i Okruszek (27.10.03)



    #246406

    carmella

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Piekny opis. Zycze zdrowia i duzo radosci

    Carmella z marzeniami

    #246407

    mygdu

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Jeszcze raz moje gratulacje, i pozdrowienia:)

    Mygdu i trzy aniołki

    #246408

    Anonim

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    ale pieknie napisalas! Mozna czytac i czytac, wcale nie dluuugie! Gratuluje coreczki!

    guciak i Ninka ur. 27.04.2003

    #246409

    cenka

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Na poczatku usmialam sie strasznie tak to zabawnie opisalas, na koncu byly juz tylko lzy. Gratuluje.

    Cenka + majowa Mila



    #246410

    gosik

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Beatko!
    Gratuluję z całego serduszka. Łezki cisną mi sie do oczu i tyklo dlatego, że siedze w pracy nie pozwalam im płynąć. Twoja Małgosia bedzie szczęśliwym dzieciątkiem i wyrośnie z niej fajna kobita – zobaczysz. Wszystkie Małgośki są niesamowite 🙂
    Pozdrawiam
    MAŁGOŚKA

    #246411

    goha

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Piękny opis, piękny poród. Gratuluję Wam z całego serca.

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    02. 04. 2003



    #246412

    dorota27

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    dzielna z ciebie dziewczyna..wszystkiego naj..dla ciebie i malgosi!!
    pozd

    dorota…termin…1 czerwca!

    #246413

    kura-plemienna

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    Brawo, dzielne dziewczynki no i bardzo dzielny mężuś. Gratulacje!!!!! Teraz zacznie się jazdą :))

    Anka i Basiulec (5 MIECHÓW !!!)

    #246414

    zmija

    Re: jak rodziłam Małgosię – uwaga dłuuugie!!!!

    przez cała ciąze czytałam to forum, ale jakos przez cały czas nie rejestrowałam sie, po tym opowiadaniu i po odczuciach jakie przezyłam czytajac Twoja opowiesz doszłam do wniosku ze musze Ci pogratulowac, pieknie to ujełaś dawno tak nie płakałam

    ja jeszcze trzy tygodnie musze czekac :)) na swoja córeczke

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close