jak urodziliśmy Marysię

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)
  • Autor
    Wpisy
  • #20860

    marta76

    Historia zaczęła się w nocy z 3 na 4 lipca. Obudziłam się ok. godz. 3 nad ranem, czując charakterystyczne skurcze w podbrzuszu. Uczucie zupełnie takie jak przy bolesnym okresie. Skurcze pojawiały się i znikały, a ja specjalnie się tym nie przejęłam, bo od jakiegoś czasu miałam już skurcze przepowiadające i myślałam, że to ich dalszy ciąg. Przypominam, że miałyśmy z Marysią termin na 30 lipca, więc było jakby trochę za wcześnie. Jednak ok. 3.30 stwierdziłam, że na wszelki wypadek sprawdzę, czy skurcze są regularne. Po godzinie mierzenia mina mi trochę zrzedła, bo były równiutko co 8 minut. Wytrwałam do ok. 6 rano, skurcze ze mną, trochę jakby mniej regularne, ale za to częściej co np. 10, ale i 5 minut. Ok. 6 wstałam i poszłam do łazienki i wtedy zobaczyłam na papierze toaletowym krew ze śluzem. Ha! Wróciłam do łóżka i obudziłam mojego męża stwierdzeniem, że chyba coś się dzieje i pojedziemy do szpitala. Zebraliśmy nasze pakunki (jakoś tak dziwnie mieliśmy strasznie duzo toreb zamiast jednej dużej i wyglądaliśmy jakbyśmy jechali na handel na stadion) i pojechaliśmy ok. 8. Skurcze były coraz częstsze, tak co 5 minut, a im bliżej szpitala nawet co 3. Mimo to pomna nauk ze szkoły rodzenia, że poród może trwać długo, po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy kiosku Ruchu i kazałam mojemu mężowi kupić Gazetę Wyborczą, bo „w piątek są krzyżówki, to sobie między skurczami porozwiązujemy” ;-))) Hmm, akurat się nie przydały…
    W szpitalu na Solcu znaleźliśmy się o 9.15. Przyjęto mnie na oddział, gdzie okazało się, że o sali do porodu rodzinnego mogę sobie tylko pomarzyć, bo jest okropny tłok (zamknięty szpital czerniakowski). Posiedziałam sobie z 10 minut na korytarzu zanim miła pani doktor poprosiła mnie na badanie. Weszłam na fotel i usłyszałam: „Bardzo ładnie, ma pani 4 cm rozwarcia, główka jest przyparta. Niech pani powie swojej położnej, że pani rodzi”.
    Zadzwoniliśmy z mężem do Krsyi Komosy, z którą byliśmy umówieni na poród, po czym zakwaterowano nas w jednym z boksów na porodówce. Leżałam sobie na łóżku podłączona do KTG, rozmawialiśmy i szczerze mówiąc, nie było tak źle. Ot taki bolesny okres. Nawet się zdziwiłam, jak pani doktor na moje zadane na wszelki wypadek pytanie o znieczulenie powiedziała, że można będzie już niedługo. „Niedługo? ” pomyślałam „Przeciez na razie to bułka z masłem”.
    Przyjechała Krysia, odpięła mnie od KTG i zaprowadziła pod ciepły prysznic, żebym tam posiedziała sobie na piłce i popolewała się wodą („łagodzi skurcze”). Może i łagodziła, ale jakoś przestałam to zauważać. Miałam tam siedzieć do 40 minut, a wytrzymałam 20 i powiedziałam mojemu mężowi, że muszę już coś zmienić, bo chyba nie wytrzymam. Wyszłam spod prysznica, mąż pomógł mi się wytrzeć, wtedy akurat przyszła Krysia zobaczyć, co u nas słychać, no i droga powrotna spod prysznica na porodówkę, to już była droga przez mękę. Zwinęło mnie zwłaszcza raz po drodze, Krysia mówiła mi „Nie daj się bólowi, idź”, ale absolutnie nie byłam w stanie, pochyliłam się przy ścianie i myślałam, że padnę. Na szczęście Krysia pomasowała mi plecy i za chwilę przeszło. Postanowiłam jednak, że już dalej udawać bohatera nie będę i ostrożnie zasugerowałam Krysi, że nie wiem, czy wytrzymam do końca bez znieczulenia. Ona mi na to: „Spokojnie, zaraz będziemy się znieczulać, mam tu specjalny przyrząd do masażu, spróbujemy najpierw tak, a teraz wejdź na fotel to cię zbadam”. Wdrapałam się na łózko porodowe i Krysia mnie zabadała. No i usłyszałam to:
    „O Boże, my tu już mamy pełne rozwarcie. Za chwilę rodzimy”. Była godz. 11, niecałe 2 po naszym przyjeździe do szpitala!!!!
    No i tu się zaczęła jazda. Chyba trochę spanikowałam, bo zamiast oddychać, to się darłam, ale bolało rzeczywiście jak cholera. Nawrzeszczałam się tak, że z pewnością słyszał mnie cały oddział, i cała się przy tym trzęsłam. Zdaje się jednak, że parę poleceń Krysi dotyczących oddychania spełniłam, chociaż chyba bardziej podświadomie. No i parłam, z początku lekko, a potem to już z całej siły. W pewnym momencie osiagnęłam już taki odlot, że mógłby koło mnie tańczyć zespół ludowy z Nikaragui, a i tak byłoby mi to totalnie obojętne. Chciałam to SKOŃCZYĆ!!! W pewnej chwili usłyszałam głos Krysi „Zawołajcie lekarzy” i jakaś lampka w środku mi się zapaliła „Boże, coś nie tak, będą mi ją wyciągać kleszczami!”. Dostałam takiej motywacji, że zaparłam się jak szalona i…
    Potam usłyszałam głos Krysi do mojego męża „Chodź, przetnij pępowinę”, a na moim brzuchu wylądowało małe, czarnowłose, wymazane jasną mazią stworzonko machające łapkami. Była godz. 11.25.
    Nie potrafię opisać moich uczuć w tamtej chwili. Ulga pomieszała się z jakąs taka nieprawdpodobną euforią i zamgleniem logicznego myślenia. Potem Marysię zabrali na badania, a mnie Krysia zeszyła nacięte krocze (to był chyba najmniej przyjemny aspekt porodu – ból, który nie ma już sensu). Moje szczęście sięgnęło zenitu, kiedy usłyszałam, że maleńka mimo lekkiego falstartu (urodziłyśmy się w 37 tygodniu) dostała 10 punktów na 10. Wazyła 2520 g i mierzyła 53 cm. Potem wrócił do mnie mój mąż, który był przy jej myciu i oglądaniu, przytulił się do mnie i rozpłakał.
    Jeszcze dwa słowa o mężu właśnie. Nie wiem, jak bym przetrwała tę próbę bez jego obecności. Fakt, że pod koniec jest się już tak nieprzytomnym, że wszystko wokół znika z Twojej świadomości, ale aż do tamtego momentu był mi niesamowicie potrzebny i był przy mnie MĄDRZE, choć wiem, że był potwornie zdenerwowany. Pomagał mi też fizycznie, ale przede wszystkim widziałam cały czas bezmiar miłości w jego oczach i słyszałam „Kocham Cię, Perełko”. Nie: „Oddychaj, pamiętaj o tym, tamtym, siamtym”, tylko „Kocham cię” i „Jesteś cudowna”. On też był cudowny, bo to nie jest łatwe być przy ukochanej osobie, która cierpi, nie mogąc jej odjąć tego cierpienia.To doświadczenie wspólnego porodu połączyło nas jeszcze mocniej, wspaniałą głęboką więzią, nieporównywalną z niczym innym. Bardzo go kocham.
    To chyba tyle o naszym porodzie. Teraz mój mąż ogląda sobie TV, ja piszę, a Marysia śpi w łóżeczku w pozycji „na łosia”, czyli na plecach ze zwiniętymi w piąstki rączkami przy uszkach, i jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwą rodzinką.
    Życzę wszystkim przyszłym mamusiom tak szybkich i niepołączonych z żadnymi komplikacjami porodów jak mój. Nie powiem Wam tak standardowo, że tego bólu się nie pamięta, ale mogę Wam powiedzieć, że warto.
    Marta, Qba i Marysia ur. 4/07/03

    #288653

    gosia28

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    ………ale sie naryczalam
    ciesze sie ze mieliscie wraz z mezem takie piekne przezycie ,ze tak szybciutko urodzilas
    ……….i wogole zycze wam wszystkiego naj……..
    duzo zdrowka dla ciebie i malenstwa

    Gosia z dzidziusiem (31.07)



    #288654

    dorotam

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    Aż mi się oczy zeszkliły, gdy czytałam …….
    Cudowny poród! Gratuluję córci!

    Powiedz, jest jakaś recepta, żeby tak szybko i sprawnie urodzić?

    Dorota mama Mikołaja (26.09.2003)

    #288655

    dorotam

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    Marta, to Ty mi odpisałaś w poście, że rodziłąś z wadą -7 dioptrii! No to jestem całkowicie pod wrażeniem:-)))))))

    Dorota mama Mikołaja (26.09.2003)

    #288656

    marta76

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    Cieszę się, że mogę być takim małym światełkiem dla wszystkich mamuś-kretów (czyli z wadą oczek podobną do mojej). Będę trzymać za Ciebie kciuki Dorotko (a propos co Ci powiedział okulista, bo zdaje się, że miałaś iść?)
    Marta i Marysia

    #288657

    ava131

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    ojejku! znowu sie poplakalam . czuje ze przy porodzie mojej corci bede ryczala jak ten bobr ze szczescia i radosci 🙂
    Gratuluje wiec malutkiej Marysi i zycze powodzenia!!!!

    pozdrawiam
    Ania i wrzesniowa corcia 26.09.03



    #288658

    nika73

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    A juz mysłałam, ze jestem nienormalna, że ryczę przy każdej okazji. Teraz tez nie mogłam doczytać do końca wiadmości, bo mi się obraż zamazal. ja tez się boję jak będę reagowc przy swoim porodzie, skoro przy opisach innych porodów tak mocno wzruszm się.
    Przyszła mamusia i córunia (6,09)

    #288659

    laura1

    Re: jak urodziliśmy Marysię

    Poplakalam sie strasznie ze wzruszenia gratulacje.

    laura (26.10.03)

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close