Jak wydobyto Dorotę – opis dla wytrwałych

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)
  • Autor
    Wpisy
  • #100578

    pasiasta

    Wspomnienia w przeddzień całego zdarzenia

    Wstęp: Pod koniec lipca, czy na samym początku sierpnia byłam na ostatniej wizycie u swojej ginki, zbadała, stwierdziła, że nie ma szans, że przez 2 tygodnie urodzę, czyli umówiłyśmy się na wywoływanie zaraz po jej powrocie z urlopu około 20 sierpnia.
    Na wszelki wypadek poprosiłam o namiary na kogoś, kogo ona poleca, ale tylko na wszelki wypadek [bo ja na drugie mam ‚wszelki wypadek’].

    Część 1: w środę, 2 dni przed terminem byłam na wizycie u jednego z poleconych przez nią lekarzy, ale tylko dlatego, że dokuczało mi jakieś skórne uczulenie, no i oczywiście chciałam u niego zaklepać swój ‚wszelki wypadek’, zgodził się, omówiliśmy plan działania, zbadał mnie ‚ojojoj, nie ma szans by w ciągu 2 tygodni pani urodziła’

    Część 2: piątek, na dzisiaj mam termin, umówiłam się do rodzinnego po zwolnienie, by nie biegł mi tak strasznie skąpy macierzyński. Lekarka się zgodziła; ‚w końcu nawet ciężarna może się przeziębić’. Zapisałam się na wizytę na poniedziałek by zdiagnozować infekcję i dostać zwolnienie.

    Część 3: sobota, byliśmy nad jeziorem, ja wieloryb siedziałam na przytarganym fotelu [miło, że grean peace nie próbował ratować walenia na brzegu…], rechotałam w najlepsze jak brat z mężem toczyli wojnę na wodorosty… Po dobrej zabawie miałam ochotę zjeść coś niezdrowego, bo w końcu może to być ostatnia okazja na długie miesiące, ale nikt nie chciał ze mną jechać, buuu

    Część 4: noc z soboty na niedzielę, godzina punkt 2; brat wrócił z balangi, a ja ups… leżąc na prawym boku lewą ręką szukam męża, co nie było trudne, bo za łoże małżeńskie służył nam mały tapczan; ‚wstawaj, coś ze mnie wyleciało i boję się zobaczyć co’, mąż zerwał się na równe nogi. Sprawa się wyjaśniła; pękł pęcherz, odchodziły mi wody. Wstałam, poszłam pod prysznic zrobić się względnie higieniczną [bo apetyczną to już dawno nie byłam], punkt obowiązkowy każdej zaczynającej rodzić – mycie włosów. Wychodzę z łazienki i co widzę; mąż z bratem już w blokach startowych. Ja pierworódka mówię ‚spoko loko’. Dołożyłam do torby tylko dowód osobisty [bo reszta była gotowa od 2 miesięcy]. Poszłam wciągnąć kromkę chleba [info dla nie-poznanianek: kromka = dupka chleba, czyli to czym chleb się zaczyna i kończy]. Mężowi prowiant zrobiłam. Odmeldowałam się mamie że jadę i pojechaliśmy: ja, mąż i brat, hehehe

    Część 5: na izbie przyjęć byliśmy punkt 3, kobiety stwierdziły, że dziś mają wysyp, bratu kazały wywiesić na drzwiach ‚dżuma’ celem odstraszenia następnych rodzących. Dostałam koszulę, przebrałam się, przyszła młoda lekarka do badania. Pomacała, nic nie powiedziała, zdjęła rękawiczki, umyła ręce, chciała wyjść. Pytam się co tam słychać ‚1cm rozwarcia’ – to się kobieta nagadała i poszła. Wróciłam załatwić część papierologi i potem na oddział…

    Część 6: zanim trafiłam na oddział mąż zadzwonił do lekarza u którego w środę byliśmy, zdziwił się, bo nie miałam tak wcześnie rodzić. Był daleko za Poznaniem, ale powiedział, że nam kogoś załatwi, załatwiał…*

    Część 7: na oddziale czekało mnie proceduralne przesłuchanie.
    *Siedziałam na krześle, obok zadzwonił telefon, poleciano po młodą lekarkę… Dziś już nie pamiętam co dokładnie mówiła, ale wiem, że brzydko się wyrażała, a to dzwonił ‚mój’ gin szukający dla mnie indywidualnej opieki – dobrze, że ona się nie zgodziła!
    Po załatwieniu formalności miałam chwilę wolnego na ‚widzenie’ z mężem, zadzwonił ‚mój’ lekarz z informacją, że znalazł kogoś i ten ktoś zaraz do nas przyjdzie. I przyszła bardzo sympatyczna, drobna lekarka, porozmawialiśmy, zbadała mnie + usg. Odesłała męża do domu, bo to trochę potrwa zanim się rozkręci. Położono mnie na oddziale przed porodowym. Ja na środku, z lewej kobieta w 6 ciąży, z prawej pierwiastka… położne podłączyły ktg, zgasiły światło, powiedziały ‚dobranoc’ i kazały spać. OK., w końcu normalni ludzie o tej godzinie śpią. Długo nie trwało kobieta z lewej zasnęła – szczęściara, z nami było gorzej – ona tak strasznie chrapała, że aż dziw, że wtedy nie zaczęłam rodzić, w przeciwieństwie do kobiety z prawej… Leżałam tak pośrodku między chrapiącą i stękającą z prikazem SPAĆ ? tja… Po jakimś czasie odłączyli ktg, kazali mi chodzić, a nóż coś się rozkręci. To wyrabiałam przez godzinę kilometry. Zrobiła się godzina 8. Poród się nie rozkręcił, decyzja – kroplówka i na salę porodową. Podłączyli dożyłki i ktg, zgasili światło kazali odpocząć… Zadzwoniłam po męża bo strasznie mi było samej, w dodatku inne rodzące strasznie krzyczały… Mąż przyjechał, skurcze się rozkręcały. O 9 zadzwoniła teściowa: ‚zapraszam was dzisiaj na grila, wpadniecie?’ ‚nie mamo, trochę nam nie po drodze, bo leżę na łóżku porodowym’… Do dzisiaj wspominamy z uśmiechem tą rozmowę.
    Potem już nie pamiętam co o której godzinie było. Wiem, że odłączali kroplówkę, kazali chodzić, znowu kroplówka, co chwilę ktoś przychodził, a jak nie to mąż kogoś wołał i opierniczał, że chyba kroplówka za szybko leci bo mnie za bardzo boli;) kochany. Dostawałam coś przeciw bólowego… Raz poszedł zastrzyk, na co zareagowałam z pełną kulturą ‚będę rzygać’ i przechyliłam się przez prawą burtę, o-o ktoś tam obcy jest, ale wstyd! Podobno podano mi toto i położna powiedział, że mogę mieć po tym nudności, które się pojawiły jak tylko skończyła mówić [piszę podobno, bo te rzeczy już do mnie nie docierały]. I tak sobie próbowałam rodzić, helikoptery w głowie, jacyś ludzie, urywany film, rozwarcie na 4 po tylu godzinach… A jak bolało!

    Część 8: Po jakimś czasie zaczęto robić małej gazometrię – pierwsza była w porządku. Potem druga i jak strzała położna wleciała z wynikami, zrobiło się zamieszanie, jakieś papiery do podpisu. Pytałam się czy skarpetki mogę mieć… W tym zamieszaniu jakoś się wgramoliłam na inne łóżko, wieźli mnie jakimś korytarzem a ja wiłam się w bólach z podkurczonymi nogami, jadąc wśród obcych ludzi na korytarzu i wtedy zamiast szybko sklecić jakąś zdrowaśkę patrzyłam na sufit i myślałam ‚o! Rzeczywiście jest jak pokazują w filmach!!! Te lampy na suficie tak szybko uciekają!?’ Pamiętam, że powiedziałam ‚dzień dobry’ wszystkim na sali operacyjnej. Był cewnik, była maska na twarz … zasnęłam.

    Nie pamiętam jak się obudziłam, z czyją pomocą, ale pamiętam, że byłam zakręcona i ręką ruszałam i że dostałam opr od pielęgniarki anestezjologicznej, że mam się nie ruszać, bo jej aparatura wariuje! Następne co pamiętam to słowa męża: ‚Kochanie, mamy śliczną córeczkę!’. Po cc doszłam do siebie szybo, wszystko ładnie się goiło…
    I tyle i tak sobie żyjemy razem i jest nam ze sobą cudownie!

    Poród rodzinny, sprawiedliwy podział ról, ktoś pracuje ktoś odpoczywa

    Nasze pierwsze spotkanie

    I tak nam rosła


    aż urosła

    Lipiec 2011

    #2665979

    yoko

    [QUOTE]Następne co pamiętam to słowa męża: ?Kochanie, mamy śliczną córeczkę!.[/QUOTE]

    co racja to racja;)



    #2665980

    pasiasta

    Brunka, masz hajne foty:Hyhy:

    #2665981

    yoko

    Zamieszczone przez Kasiasta
    Brunka, masz hajne foty:Hyhy:

    dziekuje:)
    nareszcie! bo z eFem ani pół, przez co musiałam zajsć ponownie;):Śmiech:

    #2665982

    chilli

    ijutro 5 lat stuknie 🙂

    Najlepszego. piekne wspomnienie 🙂

    #2665983

    pasiasta

    Zamieszczone przez bruni
    przez co musiałam zajsć ponownie;):Śmiech:

    Heh, powód bardzo dobry by mieć piękne pamiątki

    Szpilki - to jej pierwszy okrąglaczek 😎 za 5 następnych już jej nie będzie tak wesoło 😉



    #2665984

    annamaria84

    Zamieszczone przez bruni
    dziekuje:)
    nareszcie! bo z eFem ani pół, przez co musiałam zajsć ponownie;):Śmiech:

    Bruni super fotki:)Żaluje, że ja takich nie mam.

    #2665985

    annamaria84

    Kasiasta to miałaś 2 cesarki?

    #2665986

    pasiasta

    Zamieszczone przez annamaria84
    Bruni super fotki:)Żaluje, że ja takich nie mam.

    Ja też:Niepewny:

    Zamieszczone przez annamaria84
    Kasiasta to miałaś 2 cesarki?

    Tak:Hyhy:

    #2665987

    magdamal

    Kasia – boski opis, czyta się jednym tchem 🙂
    co cię skłoniło do opisania porodu Doroty po 5 latach?
    a gdzie opis porodu Weroniki?



    #2665988

    pasiasta

    Madzia, zbierałam się 5 lat do tego opisu:Wstyd: a Werkę opiszę za 4 dni:Hyhy: ale nie będzie to już taka pieśń radosna:Niepewny:

    PS: musimy się umówić:Hura!:

    #2665989

    fresz

    Świetny opis i czekamy teraz na historię przyjścia na świat Weroniki !!!!!!!!



    #2665990

    olesia1

    Super się czytało- czekam na drugi opis 🙂

    #2665991

    klucha

    wszystkiego najlepszego dla Dorotki
    w dniu jej urodzin

    #2665992

    mamamaksa

    Zamieszczone przez Kasiasta
    Wspomnienia w przeddzień całego zdarzenia

    Wstęp: Pod koniec lipca, czy na samym początku sierpnia byłam na ostatniej wizycie u swojej ginki, zbadała, stwierdziła, że nie ma szans, że przez 2 tygodnie urodzę, czyli umówiłyśmy się na wywoływanie zaraz po jej powrocie z urlopu około 20 sierpnia.
    Na wszelki wypadek poprosiłam o namiary na kogoś, kogo ona poleca, ale tylko na wszelki wypadek [bo ja na drugie mam ‚wszelki wypadek’].

    Część 1: w środę, 2 dni przed terminem byłam na wizycie u jednego z poleconych przez nią lekarzy, ale tylko dlatego, że dokuczało mi jakieś skórne uczulenie, no i oczywiście chciałam u niego zaklepać swój ‚wszelki wypadek’, zgodził się, omówiliśmy plan działania, zbadał mnie ‚ojojoj, nie ma szans by w ciągu 2 tygodni pani urodziła’

    Część 2: piątek, na dzisiaj mam termin, umówiłam się do rodzinnego po zwolnienie, by nie biegł mi tak strasznie skąpy macierzyński. Lekarka się zgodziła; ‚w końcu nawet ciężarna może się przeziębić’. Zapisałam się na wizytę na poniedziałek by zdiagnozować infekcję i dostać zwolnienie.

    Część 3: sobota, byliśmy nad jeziorem, ja wieloryb siedziałam na przytarganym fotelu [miło, że grean peace nie próbował ratować walenia na brzegu…], rechotałam w najlepsze jak brat z mężem toczyli wojnę na wodorosty… Po dobrej zabawie miałam ochotę zjeść coś niezdrowego, bo w końcu może to być ostatnia okazja na długie miesiące, ale nikt nie chciał ze mną jechać, buuu

    Część 4: noc z soboty na niedzielę, godzina punkt 2; brat wrócił z balangi, a ja ups… leżąc na prawym boku lewą ręką szukam męża, co nie było trudne, bo za łoże małżeńskie służył nam mały tapczan; ‚wstawaj, coś ze mnie wyleciało i boję się zobaczyć co’, mąż zerwał się na równe nogi. Sprawa się wyjaśniła; pękł pęcherz, odchodziły mi wody. Wstałam, poszłam pod prysznic zrobić się względnie higieniczną [bo apetyczną to już dawno nie byłam], punkt obowiązkowy każdej zaczynającej rodzić – mycie włosów. Wychodzę z łazienki i co widzę; mąż z bratem już w blokach startowych. Ja pierworódka mówię ‚spoko loko’. Dołożyłam do torby tylko dowód osobisty [bo reszta była gotowa od 2 miesięcy]. Poszłam wciągnąć kromkę chleba [info dla nie-poznanianek: kromka = dupka chleba, czyli to czym chleb się zaczyna i kończy]. Mężowi prowiant zrobiłam. Odmeldowałam się mamie że jadę i pojechaliśmy: ja, mąż i brat, hehehe

    Część 5: na izbie przyjęć byliśmy punkt 3, kobiety stwierdziły, że dziś mają wysyp, bratu kazały wywiesić na drzwiach ‚dżuma’ celem odstraszenia następnych rodzących. Dostałam koszulę, przebrałam się, przyszła młoda lekarka do badania. Pomacała, nic nie powiedziała, zdjęła rękawiczki, umyła ręce, chciała wyjść. Pytam się co tam słychać ‚1cm rozwarcia’ – to się kobieta nagadała i poszła. Wróciłam załatwić część papierologi i potem na oddział…

    Część 6: zanim trafiłam na oddział mąż zadzwonił do lekarza u którego w środę byliśmy, zdziwił się, bo nie miałam tak wcześnie rodzić. Był daleko za Poznaniem, ale powiedział, że nam kogoś załatwi, załatwiał…*

    Część 7: na oddziale czekało mnie proceduralne przesłuchanie.
    *Siedziałam na krześle, obok zadzwonił telefon, poleciano po młodą lekarkę… Dziś już nie pamiętam co dokładnie mówiła, ale wiem, że brzydko się wyrażała, a to dzwonił ‚mój’ gin szukający dla mnie indywidualnej opieki – dobrze, że ona się nie zgodziła!
    Po załatwieniu formalności miałam chwilę wolnego na ‚widzenie’ z mężem, zadzwonił ‚mój’ lekarz z informacją, że znalazł kogoś i ten ktoś zaraz do nas przyjdzie. I przyszła bardzo sympatyczna, drobna lekarka, porozmawialiśmy, zbadała mnie + usg. Odesłała męża do domu, bo to trochę potrwa zanim się rozkręci. Położono mnie na oddziale przed porodowym. Ja na środku, z lewej kobieta w 6 ciąży, z prawej pierwiastka… położne podłączyły ktg, zgasiły światło, powiedziały ‚dobranoc’ i kazały spać. OK., w końcu normalni ludzie o tej godzinie śpią. Długo nie trwało kobieta z lewej zasnęła – szczęściara, z nami było gorzej – ona tak strasznie chrapała, że aż dziw, że wtedy nie zaczęłam rodzić, w przeciwieństwie do kobiety z prawej… Leżałam tak pośrodku między chrapiącą i stękającą z prikazem SPAĆ ? tja… Po jakimś czasie odłączyli ktg, kazali mi chodzić, a nóż coś się rozkręci. To wyrabiałam przez godzinę kilometry. Zrobiła się godzina 8. Poród się nie rozkręcił, decyzja – kroplówka i na salę porodową. Podłączyli dożyłki i ktg, zgasili światło kazali odpocząć… Zadzwoniłam po męża bo strasznie mi było samej, w dodatku inne rodzące strasznie krzyczały… Mąż przyjechał, skurcze się rozkręcały. O 9 zadzwoniła teściowa: ‚zapraszam was dzisiaj na grila, wpadniecie?’ ‚nie mamo, trochę nam nie po drodze, bo leżę na łóżku porodowym’… Do dzisiaj wspominamy z uśmiechem tą rozmowę.
    Potem już nie pamiętam co o której godzinie było. Wiem, że odłączali kroplówkę, kazali chodzić, znowu kroplówka, co chwilę ktoś przychodził, a jak nie to mąż kogoś wołał i opierniczał, że chyba kroplówka za szybko leci bo mnie za bardzo boli;) kochany. Dostawałam coś przeciw bólowego… Raz poszedł zastrzyk, na co zareagowałam z pełną kulturą ‚będę rzygać’ i przechyliłam się przez prawą burtę, o-o ktoś tam obcy jest, ale wstyd! Podobno podano mi toto i położna powiedział, że mogę mieć po tym nudności, które się pojawiły jak tylko skończyła mówić [piszę podobno, bo te rzeczy już do mnie nie docierały]. I tak sobie próbowałam rodzić, helikoptery w głowie, jacyś ludzie, urywany film, rozwarcie na 4 po tylu godzinach… A jak bolało!

    Część 8: Po jakimś czasie zaczęto robić małej gazometrię – pierwsza była w porządku. Potem druga i jak strzała położna wleciała z wynikami, zrobiło się zamieszanie, jakieś papiery do podpisu. Pytałam się czy skarpetki mogę mieć… W tym zamieszaniu jakoś się wgramoliłam na inne łóżko, wieźli mnie jakimś korytarzem a ja wiłam się w bólach z podkurczonymi nogami, jadąc wśród obcych ludzi na korytarzu i wtedy zamiast szybko sklecić jakąś zdrowaśkę patrzyłam na sufit i myślałam ‚o! Rzeczywiście jest jak pokazują w filmach!!! Te lampy na suficie tak szybko uciekają!?' Pamiętam, że powiedziałam ‚dzień dobry’ wszystkim na sali operacyjnej. Był cewnik, była maska na twarz … zasnęłam.

    Nie pamiętam jak się obudziłam, z czyją pomocą, ale pamiętam, że byłam zakręcona i ręką ruszałam i że dostałam opr od pielęgniarki anestezjologicznej, że mam się nie ruszać, bo jej aparatura wariuje! Następne co pamiętam to słowa męża: ‚Kochanie, mamy śliczną córeczkę!’. Po cc doszłam do siebie szybo, wszystko ładnie się goiło…
    I tyle i tak sobie żyjemy razem i jest nam ze sobą cudownie!

    Poród rodzinny, sprawiedliwy podział ról, ktoś pracuje ktoś odpoczywa

    Nasze pierwsze spotkanie

    I tak nam rosła


    aż urosła

    super opis:) usmialam sie:) chce jeszcze:):)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close