Jak wygląda kontrola nad opuszczaniem przez dzieci szkoły….

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 50)
  • Autor
    Wpisy
  • #106589

    vieshack

    Opowiem Wam co przydarzyło nam się w poniedziałek.

    Nina w poniedziałki kończy zajęcia po kółku plastycznym, o 16.15.
    Przyszliśmy po nią ok 16.17, w szkole pusto, w świetlicy kilkoro dzieci z Niny klasy, Niny nie ma i nikt nie wie gdzie jest. Biegamy po całej szkole, sprawdzamy w szatni. Nie ma też Niny kurtki i butów w szatni. Lecimy do dyżurki woźnej – woźna nie ma pojęcia czy dzieci nie skończyły zajęć wcześniej, na naszą usilną prośbę odnajduje numer do wychowawczyni córki. Dzwonimy, pani na pytanie czy Nina wyszła ze szkoły odpowiada, że nie wie, wiązała jej buty w szatni, a później dzieci jak zwykle wyszły z szatni same. Co się z nimi dalej dzieje pani nie wie bo nie wychodzą całą grupą, każde idzie sobie samo do przedsionka szkoły, gdzie czekają rodzice. Na moje pytanie jak to możliwe, że dziecko, które nie ma pozwolenia na samodzielny powrót do domu (a takie kartki od rodziców były wymagane na początku roku, reszta dzieci miała być oddawana do rąk opiekunom, a w razie spóźnienia opiekuna kierowane do świetlicy na czas dopóki ktoś się po nie nie zjawi), mówi, że ciężko jej ogarnąć 15-ro dzieci wychodząc z szatni…
    Widząc, że rozmowa z nią niespecjalnie nam pomoże, obdzwaniamy wszystkie koleżanki córki – nigdzie jej nie ma. W końcu mama jednej dziewczynki mówi, że jej córka, która nie chodzi na kółko plastyczne, powiedziała jej po szkole, że idzie się pobawić do Niny i nie ma jej też w domu (to rodzina, w której normalne jest, że 7-latka sama chodzi po ciemku po ulicach, dzieciaki puszczone luzem wychowują się właściwie same….). Mąż leci więc do domu w razie gdyby któraś się tam pojawiła. Proszę woźną o sprawdzenie na monitoringu z kim Nina wyszła ze szkoły i kiedy – dowiaduję się, że żeby przejrzeć zapis z monitoringu trzeba wezwać dyrektorkę, woźna niespecjalnie się do tego kwapi bo wtedy sprawa robi się problemowa, będą nieprzyjemności…
    (Jak się domyślacie szlag mnie trafił już podczas rozmowy z wychowawczynią, dziecka nie ma, szkoła nie pomaga mi w uzyskaniu jakiejkolwiek wiadomości o tym, co się z dzieckiem dzieje….)
    W końcu dzwonimy do dyrektorki, czekamy na jej przyjazd. W międzyczasie obiegam jeszcze raz okolice szkoły, szkołę, szatnie.
    Po pół godzinie odbieram telefon od mamy koleżanki z ławki, że jej córka zjawiła się z Niną w domu.
    Okazało się, że tamta dziewczynka przyszła po moją córkę, zajęcia skończyły się wcześniej więc namówiła Ninę, że pójdą do nas do domu same….
    U nas nikogo nie było więc połaziły chwilę po ulicy i poszły do tamtej….
    Nie jest to daleko, odległość rzędu 10 minut na piechotę szybkim krokiem, ale było ciemno, po drodze ulice…
    Młoda ma szlaban, rozmawialiśmy z nią długo, mam nadzieję że zrozumiała co się stało.
    Następnego dnia mąż był w szkole porozmawiać z dyrektorką. Spytać jak to możliwe, że nie jesteśmy informowani, że zajęcia skończą się wcześniej, dlaczego nikt nie kontroluje tego jak dziecko wychodzi ze szkoły. Dyrektorka do odpowiedzialności się raczej nie poczuwa, twierdzi, że wychowawczyni ciężko to wyjście z szatni ogarnąć jak dzieci jest 15 sztuk.
    Obiecała rozmowę z dziećmi na temat wychodzenia ze szkoły oraz że postarają się żeby dzieci nie mogące wracać same były odbierane przez rodziców, a nie po prostu wybiegały ze szkoły.
    Na temat utrudnionego dostępu do monitoringu w takich sytuacjach jak poniedziałkowa, kiedy liczy się czas, mówi, że przecież nie może być tak, że woźna będzie mogła monitoring sprawdzić….
    O to czy i o ile wcześniej pani skończyła kółko plastyczne mamy się sami spytać wychowawczyni….Wychowawczyni ograniczyła się do wklejenia do zeszytów kontaktowych informacji żeby podać dane osób uprawnionych do odbioru dziecka i o tym czy dziecko może wracać samo….
    Wczoraj dzieci znów wybiegały ze szkoły luzem, pani nie było widać.
    Nie dąży do wyjaśnienia nam całej tej sytuacji.
    Wybieram się jutro do niej na rozmowę po zajęciach….

    Jak wygląda kwestia odbierania dzieci w Waszych szkołach?
    Czy jest nad tym jakaś kontrola? Czy odbywa się to tak beztrosko jak u nas?

    Powiem Wam, że nigdy w życiu nie bałam się tak jak w poniedziałek, tak naprawdę mogło stać się wszystko.
    Jestem zszokowana podejściem szkoły do tej sprawy.

    #4126254

    raz-dwa

    Vieszka, współczuje przeżyć. Straszne!
    U nas jest inaczej, przed wyjsciem ze szkoly siedzi pani i KAZDE dziecko musi się wypisać wychodząc. Pani ma listę z rubrykami i zapisuje codziennie godzinę wyjścia ze szkoły. Dzieci mogą wyjść tylko pod opieką dorosłych. Przynajmniej w klasach 1-3, nie wiem jak jest w starszych.
    Min. dlatego nie potrzebujemy zwolnien lekarskich gdy dziecko jest chore. Bo zawsze rodzice przychodzą do szkoły po bieżące lekcje i informują że dziecko jest chore.



    #4126255

    asik

    Kurczę Vieshack w szoku jestem :Strach::Strach:
    dobrze, że Młodej nic się nie stało

    #4126256

    kotagus

    Wstrząsającą historię opowiadasz! Ogromnie współczuję przeżyć…

    U nas działa to tak- dzieci zadeklarowane do świetlicy pani tam po lekcjach sprowadza w drodze do szatni. Resztę do szatki i tam przekazuje czekającym rodzicom. Jak po dziecko nikt nie przyszedł prowadzi z powrotem do świetlicy (nawet jak nie jest zapisane).

    ALE:

    nauczyciele po kółkach dodatkowych (nie własny wychowawca) wydają dziecko komu popadnie. Mimo iż mielismy na początku wypisac deklarację.
    Jeszcze na jesieni moja sąsiadka chcąc mi pomóc (ja byłam w pracy) odebrała swoje i moje dzieci i poszli na plac zabaw. Wzięła je bez problemu. W sumie ok, ale wg mnie szkoła nie powinna się na to godzić, nawet jak zna matke tego drugiego dziecka – nie jest na liście to niestety …

    Natomiast na samym początku roku była afera w Marty zerówce. Jedna dziewczynka wyszła ze szkoły sama (jakoś w tumulcie rodziców i dzieci w szatni ubrała się i wyszła, bo myslała, że tak trzeba) i poszła do domu. Wychowczyni zorientowała się że brakuje jej dziecka „do świetlicy” dopiero po jakimś czasie. Z tego co opowiadała to miała po prostu już smierć w oczach…
    Na szczęście dziecku się nic nie stało.

    #4126257

    Anonim

    J. jest w drugiej klasie, Pani po zakończeniu lekcji sprowadza dzieci do szatni, po drodze zostawia część dzieci w świetlicy. Nie wiem, jak to wygląda jak w szatni nie ma danego rodzica (bo moje dziecko świetlicowe), ale podejrzewam, że Pani dzwoni – widziałam jak robią to inne nauczycielki. \
    Mamy domofon, mamy monitoring, chociaż myślę, że jak dziecko by się uparło, to by wyszło ze szkoły…

    Współczuję Tobie przeżyć, nawet nie chcę myśleć, co czułaś :(.

    #4126258

    vieshack

    Avocado, ja milion razy tłukłam mojej ninie do głowy, że nawet jeśli się spóźnimy to ma siedzieć na ławeczce i czekać na nas….
    Już raz była taka sytuacja wcześniej, nie poinformowano nas, że kółko plastyczne się nie odbędzie (kółko mają z własną wychowawczynią) i córka godzinę z kilkorgiem innych dzieci siedziała w hallu i czekała.
    Teraz namówiła ją koleżanka, która ma na nią kiepski wpływ. Nina jest mało asertywna w tej znajomości – martwiło mnie to już od pewnego czasu, słusznie jak widać. Do tej pory dałabym sobie rękę uciąć, że Nina sama by nie wyszła, zawsze była rozsądna. Wychodzi sama na podwórko i do sklepu pod domem, nigdy nigdzie się nie oddaliła samowolnie…
    Nie umniejszam absolutnie winy mojej córki bo ona nie powinna ruszyć się ze szkoły bez nas, ale z drugiej strony to jest tylko dziecko, wszystko jej może strzelić do głowy – wydaje mi się, że kwestia samodzielnego opuszczenia szkoły powinna być jakoś rozwiązana :/



    #4126259

    Anonim

    Vieshack, ja też tłukę do głowy mojej córce różne rzeczy , a ona ciągle jeszcze potrafi mnie zaskoczyć, niestety to tylko dzieci, mają „krótką” pamięć, nie potrafią przewidzieć skutków swojego zachowania.

    Ja teraz na te zimowe dni dałam córce telefon komórkowy do szkoły, boję się, że z pracy nie zdążę po nią dojechać, ona się będzie stresowała, jeszcze coś głupiego zrobi i będzie…

    A tak wracając do tematu, Wasza Pani nie mogła dzieci zaprowadzić do świetlicy? Wiem, że u nas w świetlicy czasem przebywają dzieci, które do niej zapisane nie są…

    #4126260

    vieshack

    Avo, mogła.
    z tego co wiem, w świetlicy dzieci, które nie są do niej zapisane też czasami czekają na rodziców.
    Nie wiem dlaczego tego nie zrobiła. Nie wiem też dlaczego skończyła kółko plastyczne wcześniej. Pani najwyraźniej nie kwapi się do wyjaśniania czegokolwiek, dyrekcja także niespecjalnie :/

    #4126261

    Anonim

    To ja Ci napiszę historię syna mojej koleżanki z pracy (syn 12 lat). Pani pojechała z dziećmi na wycieczkę do innego miasta (z Gdyni do Sopotu niby blisko), kolejką SKM. Dzieci wróciły do szkoły, koleżanka poszła odebrać syna, a syna nie ma? dzieci mają jego plecak, Pani nie wie, co się stało z synem koleżanki, dzieci też nie wiedzą. Co przeżyła koleżanka to jej? Okazało się, że jej syn pomagał komuś kupować bilet w automacie, a Pani nie licząc dzieci wsiadła do SKM-ki i odjechała. Nawet się nie zorientowała, że dziecka brakuje. Syn koleżanki uprosił jedną napotkaną babeczkę, żeby kupiła mu bilet i pomogła wsiąść do odpowiedniej kolejki. Jakoś dojechał i trafił do szkoły, niby nic się nie stało? Koleżanka próbowała rozmawiać, wyjaśniać, no cóż, Pani całą winę zwaliła na chłopca, do odpowiedzialności się nie poczuwa, Pani Dyrektor też ma to gdzieś ? głupota niektórych nauczycieli poraża, co? Mam nadzieję, że moje dziecko na kogoś takiego nigdy nie trafi, choć jak patrzę, jak ich wychowawca nie radzi sobie z agresją wśród dzieci 8-letnich, nie potrafi sobie poradzić z jedną dziewczynką, która sprawia kłopoty wychowawcze, to ręce opadają?

    #4126262

    usianka

    :Strach:
    o matko, Vieszka, co za sytuacja :Boje się:koszmar jakiś!!

    Swoją drogą Nina jest bardzo odwazna…

    Zamieszczone przez kotagus
    U nas działa to tak- dzieci zadeklarowane do świetlicy pani tam po lekcjach sprowadza w drodze do szatni. Resztę do szatki i tam przekazuje czekającym rodzicom. Jak po dziecko nikt nie przyszedł prowadzi z powrotem do świetlicy (nawet jak nie jest zapisane).

    u nas jest tak samo i niema opcji samodzielnego wyjscia dziecka z 1 klasy – przy wyjsciu zawsze dyzuruje nauczyciel i po prostu nie wypusci dziecka



    #4126263

    Anonim

    strasznie mi ten wątek dziś pomógł 😉 w mym stresie
    jutro dzieć po raz pierwszy musi sam ze szkoły iść na angielski :Fiu fiu:

    reszta za chwilę, ide wyłowić go z wanny 😉

    #4126264

    lea

    U nas nie ma żadnej kontroli.



    #4126265

    vieshack

    Zamieszczone przez Lea
    U nas nie ma żadnej kontroli.

    w Twojej szkole? Czy u Matiego?
    czy to jedno i to samo? 😉

    pytam bo chciałam się z grubsza zorientować jak jest standardowo….czy taki chaos jak u nas czy jest to jakoś ogarnięte…

    Usianka – w tym przypadku raczej nie odważna tylko, niestety, totalnie pod wpływem koleżanki… :Niepewny:
    Wiele razy mówiła, że do szkoły i ze szkoły na razie bałaby się sama.

    #4126266

    frida

    o rany vieshack współczuję przeżyc 🙁
    dobrze że wszystko się szczęśliwie skończyło…

    u nas dzieci świetlicowe po wszystkich zajęciach są odprowadzane na świetlice i tam od razu wpisywane na listę, jeżeli gdziekolwiek wychodzą np. do biblioteki na chór, tańce itp. to albo odprowadza/przyprowadza je jakieś dziecko świetlicowe z 4 klasy albo pan/pani prowadząca owe zajęcia przychodzi po dzieci i przyprowadza je po zajęciach
    jak przychodzę po Zu to opiekunowie ze świetlicy zawsze mają zapisane na liście gdzie młoda jest w danej chwili

    jeżeli dziecko nie jest zapisane na świetlicę, po lekcjach jest odprowadzane przez wychowawczynię do szatni, gdzie czekają rodzice; jeżeli okaże się że z jakiegoś powodu po dziecko nikt nie przyszedł wraca do świetlicy…

    #4126267

    lilavati

    Vieśka Współczuję nerwów

    U nas każdy odbiera dziecko z klasy ale głowy nie dała bym czy ktoś by zauważył gdyby po zajęciach dodatkowych dziecko nie wróciło by do swojej klasy

    Opowiem Wam tegoroczną historie wycieczki klasowej dzieci 11 letnich z Olsztyna do Szczecina (akurat miałam rodzinę mającą dziecko z tej szkoły (nie na wycieczce) u siebie jak telefon dostali)

    Przy okazji pobytu dzieci w Szczecinie zaplanowano jednodniowy wypad pociągiem do Berlina.
    Dzieci porozrzucana po różnych przedziałach. W pewnym momencie jeden z opiekunów wszedł do przedziału oznajmić że powoli mają się zbierać bo niedługo będą wysiadać.
    10 dzieci wzięła słowa bardzo dosłownie i wysiadła na najbliższej stacji. Jak sie zorientowali, że nie wysiedli wszyscy zaczęła się panika. Nikt nie miał numeru do wychowawcy, tylko jedno z dzieci miało roaming i z rykiem dzwoni do rodziców. Nawet nie chcę sobie wyobrażąc co czuje matka do której dzwoni z daleka dziecko z rykiem, które nie wie gdzie wysiadło, które nie zna języka, z którym z powodu kompletnej paniki nie idzie się dogadać – ogromne brava dla matki której udaje się przekonac dzieci by nie ruszały się z miejsca.
    Zaraz po rozmowie telefon do wychowawcy który nawet nie zauważył, ze dzieci wysiadły:Strach:, jak się potem okazuje wysiadły dwie stacje wcześniej niż nauczyciel się dowiedział. Pani nauczycielka – „niech dzieci łapią najbliższy pociąg i wracają do Szczecina” – :Strach::Strach::Strach:
    Nosz tą mną najbardziej ruszyło, k…a jak dzieci które nie znają języka, które są zestresowane mają same wracać pociągiem masę kilometrów, skąd bedą wiedziały czy to pociąg ze szczecina, czy do szczecina….nic głupszego nie można było zaproponować.
    Na szczęście do płaczących dzieci napatoczyła się jakaś Niemka która przetrzymała wszystkie dzieci do powrotu reszty wycieczki
    Muszę zapytać jakie konsekwencje ostatecznie ze sprawy wyciągnięto – dla mnie nie tyle samo zajście szokujące co kompletny brak umiejętnosci zachowania się dorosłego opiekuna w sytuacji nadzwyczajnej

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 50)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close