Forum: Szkolniaki

Jak wygląda kontrola nad opuszczaniem przez dzieci szkoły….

Opowiem Wam co przydarzyło nam się w poniedziałek.

Nina w poniedziałki kończy zajęcia po kółku plastycznym, o 16.15.
Przyszliśmy po nią ok 16.17, w szkole pusto, w świetlicy kilkoro dzieci z Niny klasy, Niny nie ma i nikt nie wie gdzie jest. Biegamy po całej szkole, sprawdzamy w szatni. Nie ma też Niny kurtki i butów w szatni. Lecimy do dyżurki woźnej – woźna nie ma pojęcia czy dzieci nie skończyły zajęć wcześniej, na naszą usilną prośbę odnajduje numer do wychowawczyni córki. Dzwonimy, pani na pytanie czy Nina wyszła ze szkoły odpowiada, że nie wie, wiązała jej buty w szatni, a później dzieci jak zwykle wyszły z szatni same. Co się z nimi dalej dzieje pani nie wie bo nie wychodzą całą grupą, każde idzie sobie samo do przedsionka szkoły, gdzie czekają rodzice. Na moje pytanie jak to możliwe, że dziecko, które nie ma pozwolenia na samodzielny powrót do domu (a takie kartki od rodziców były wymagane na początku roku, reszta dzieci miała być oddawana do rąk opiekunom, a w razie spóźnienia opiekuna kierowane do świetlicy na czas dopóki ktoś się po nie nie zjawi), mówi, że ciężko jej ogarnąć 15-ro dzieci wychodząc z szatni…
Widząc, że rozmowa z nią niespecjalnie nam pomoże, obdzwaniamy wszystkie koleżanki córki – nigdzie jej nie ma. W końcu mama jednej dziewczynki mówi, że jej córka, która nie chodzi na kółko plastyczne, powiedziała jej po szkole, że idzie się pobawić do Niny i nie ma jej też w domu (to rodzina, w której normalne jest, że 7-latka sama chodzi po ciemku po ulicach, dzieciaki puszczone luzem wychowują się właściwie same….). Mąż leci więc do domu w razie gdyby któraś się tam pojawiła. Proszę woźną o sprawdzenie na monitoringu z kim Nina wyszła ze szkoły i kiedy – dowiaduję się, że żeby przejrzeć zapis z monitoringu trzeba wezwać dyrektorkę, woźna niespecjalnie się do tego kwapi bo wtedy sprawa robi się problemowa, będą nieprzyjemności…
(Jak się domyślacie szlag mnie trafił już podczas rozmowy z wychowawczynią, dziecka nie ma, szkoła nie pomaga mi w uzyskaniu jakiejkolwiek wiadomości o tym, co się z dzieckiem dzieje….)
W końcu dzwonimy do dyrektorki, czekamy na jej przyjazd. W międzyczasie obiegam jeszcze raz okolice szkoły, szkołę, szatnie.
Po pół godzinie odbieram telefon od mamy koleżanki z ławki, że jej córka zjawiła się z Niną w domu.
Okazało się, że tamta dziewczynka przyszła po moją córkę, zajęcia skończyły się wcześniej więc namówiła Ninę, że pójdą do nas do domu same….
U nas nikogo nie było więc połaziły chwilę po ulicy i poszły do tamtej….
Nie jest to daleko, odległość rzędu 10 minut na piechotę szybkim krokiem, ale było ciemno, po drodze ulice…
Młoda ma szlaban, rozmawialiśmy z nią długo, mam nadzieję że zrozumiała co się stało.
Następnego dnia mąż był w szkole porozmawiać z dyrektorką. Spytać jak to możliwe, że nie jesteśmy informowani, że zajęcia skończą się wcześniej, dlaczego nikt nie kontroluje tego jak dziecko wychodzi ze szkoły. Dyrektorka do odpowiedzialności się raczej nie poczuwa, twierdzi, że wychowawczyni ciężko to wyjście z szatni ogarnąć jak dzieci jest 15 sztuk.
Obiecała rozmowę z dziećmi na temat wychodzenia ze szkoły oraz że postarają się żeby dzieci nie mogące wracać same były odbierane przez rodziców, a nie po prostu wybiegały ze szkoły.
Na temat utrudnionego dostępu do monitoringu w takich sytuacjach jak poniedziałkowa, kiedy liczy się czas, mówi, że przecież nie może być tak, że woźna będzie mogła monitoring sprawdzić….
O to czy i o ile wcześniej pani skończyła kółko plastyczne mamy się sami spytać wychowawczyni….Wychowawczyni ograniczyła się do wklejenia do zeszytów kontaktowych informacji żeby podać dane osób uprawnionych do odbioru dziecka i o tym czy dziecko może wracać samo….
Wczoraj dzieci znów wybiegały ze szkoły luzem, pani nie było widać.
Nie dąży do wyjaśnienia nam całej tej sytuacji.
Wybieram się jutro do niej na rozmowę po zajęciach….

Jak wygląda kwestia odbierania dzieci w Waszych szkołach?
Czy jest nad tym jakaś kontrola? Czy odbywa się to tak beztrosko jak u nas?

Powiem Wam, że nigdy w życiu nie bałam się tak jak w poniedziałek, tak naprawdę mogło stać się wszystko.
Jestem zszokowana podejściem szkoły do tej sprawy.

49 odpowiedzi na pytanie: Jak wygląda kontrola nad opuszczaniem przez dzieci szkoły….

raz-dwa Dodane ponad rok temu,

Vieszka, współczuje przeżyć. Straszne!
U nas jest inaczej, przed wyjsciem ze szkoly siedzi pani i KAZDE dziecko musi się wypisać wychodząc. Pani ma listę z rubrykami i zapisuje codziennie godzinę wyjścia ze szkoły. Dzieci mogą wyjść tylko pod opieką dorosłych. Przynajmniej w klasach 1-3, nie wiem jak jest w starszych.
Min. dlatego nie potrzebujemy zwolnien lekarskich gdy dziecko jest chore. Bo zawsze rodzice przychodzą do szkoły po bieżące lekcje i informują że dziecko jest chore.

asik Dodane ponad rok temu,

Kurczę Vieshack w szoku jestem :Strach::Strach:
dobrze, że Młodej nic się nie stało

kotagus Dodane ponad rok temu,

Wstrząsającą historię opowiadasz! Ogromnie współczuję przeżyć…

U nas działa to tak- dzieci zadeklarowane do świetlicy pani tam po lekcjach sprowadza w drodze do szatni. Resztę do szatki i tam przekazuje czekającym rodzicom. Jak po dziecko nikt nie przyszedł prowadzi z powrotem do świetlicy (nawet jak nie jest zapisane).

ALE:

nauczyciele po kółkach dodatkowych (nie własny wychowawca) wydają dziecko komu popadnie. Mimo iż mielismy na początku wypisac deklarację.
Jeszcze na jesieni moja sąsiadka chcąc mi pomóc (ja byłam w pracy) odebrała swoje i moje dzieci i poszli na plac zabaw. Wzięła je bez problemu. W sumie ok, ale wg mnie szkoła nie powinna się na to godzić, nawet jak zna matke tego drugiego dziecka – nie jest na liście to niestety …

Natomiast na samym początku roku była afera w Marty zerówce. Jedna dziewczynka wyszła ze szkoły sama (jakoś w tumulcie rodziców i dzieci w szatni ubrała się i wyszła, bo myslała, że tak trzeba) i poszła do domu. Wychowczyni zorientowała się że brakuje jej dziecka “do świetlicy” dopiero po jakimś czasie. Z tego co opowiadała to miała po prostu już smierć w oczach…
Na szczęście dziecku się nic nie stało.

Dodane ponad rok temu,

J. jest w drugiej klasie, Pani po zakończeniu lekcji sprowadza dzieci do szatni, po drodze zostawia część dzieci w świetlicy. Nie wiem, jak to wygląda jak w szatni nie ma danego rodzica (bo moje dziecko świetlicowe), ale podejrzewam, że Pani dzwoni – widziałam jak robią to inne nauczycielki.
Mamy domofon, mamy monitoring, chociaż myślę, że jak dziecko by się uparło, to by wyszło ze szkoły…

Współczuję Tobie przeżyć, nawet nie chcę myśleć, co czułaś :(.

vieshack Dodane ponad rok temu,

Avocado, ja milion razy tłukłam mojej ninie do głowy, że nawet jeśli się spóźnimy to ma siedzieć na ławeczce i czekać na nas….
Już raz była taka sytuacja wcześniej, nie poinformowano nas, że kółko plastyczne się nie odbędzie (kółko mają z własną wychowawczynią) i córka godzinę z kilkorgiem innych dzieci siedziała w hallu i czekała.
Teraz namówiła ją koleżanka, która ma na nią kiepski wpływ. Nina jest mało asertywna w tej znajomości – martwiło mnie to już od pewnego czasu, słusznie jak widać. Do tej pory dałabym sobie rękę uciąć, że Nina sama by nie wyszła, zawsze była rozsądna. Wychodzi sama na podwórko i do sklepu pod domem, nigdy nigdzie się nie oddaliła samowolnie…
Nie umniejszam absolutnie winy mojej córki bo ona nie powinna ruszyć się ze szkoły bez nas, ale z drugiej strony to jest tylko dziecko, wszystko jej może strzelić do głowy – wydaje mi się, że kwestia samodzielnego opuszczenia szkoły powinna być jakoś rozwiązana :/

Dodane ponad rok temu,

Vieshack, ja też tłukę do głowy mojej córce różne rzeczy , a ona ciągle jeszcze potrafi mnie zaskoczyć, niestety to tylko dzieci, mają “krótką” pamięć, nie potrafią przewidzieć skutków swojego zachowania.

Ja teraz na te zimowe dni dałam córce telefon komórkowy do szkoły, boję się, że z pracy nie zdążę po nią dojechać, ona się będzie stresowała, jeszcze coś głupiego zrobi i będzie…

A tak wracając do tematu, Wasza Pani nie mogła dzieci zaprowadzić do świetlicy? Wiem, że u nas w świetlicy czasem przebywają dzieci, które do niej zapisane nie są…

vieshack Dodane ponad rok temu,

Avo, mogła.
z tego co wiem, w świetlicy dzieci, które nie są do niej zapisane też czasami czekają na rodziców.
Nie wiem dlaczego tego nie zrobiła. Nie wiem też dlaczego skończyła kółko plastyczne wcześniej. Pani najwyraźniej nie kwapi się do wyjaśniania czegokolwiek, dyrekcja także niespecjalnie :/

Dodane ponad rok temu,

To ja Ci napiszę historię syna mojej koleżanki z pracy (syn 12 lat). Pani pojechała z dziećmi na wycieczkę do innego miasta (z Gdyni do Sopotu niby blisko), kolejką SKM. Dzieci wróciły do szkoły, koleżanka poszła odebrać syna, a syna nie ma? dzieci mają jego plecak, Pani nie wie, co się stało z synem koleżanki, dzieci też nie wiedzą. Co przeżyła koleżanka to jej? Okazało się, że jej syn pomagał komuś kupować bilet w automacie, a Pani nie licząc dzieci wsiadła do SKM-ki i odjechała. Nawet się nie zorientowała, że dziecka brakuje. Syn koleżanki uprosił jedną napotkaną babeczkę, żeby kupiła mu bilet i pomogła wsiąść do odpowiedniej kolejki. Jakoś dojechał i trafił do szkoły, niby nic się nie stało? Koleżanka próbowała rozmawiać, wyjaśniać, no cóż, Pani całą winę zwaliła na chłopca, do odpowiedzialności się nie poczuwa, Pani Dyrektor też ma to gdzieś ? głupota niektórych nauczycieli poraża, co? Mam nadzieję, że moje dziecko na kogoś takiego nigdy nie trafi, choć jak patrzę, jak ich wychowawca nie radzi sobie z agresją wśród dzieci 8-letnich, nie potrafi sobie poradzić z jedną dziewczynką, która sprawia kłopoty wychowawcze, to ręce opadają?

usianka Dodane ponad rok temu,

:Strach:
o matko, Vieszka, co za sytuacja :Boje się:koszmar jakiś!!

Swoją drogą Nina jest bardzo odwazna…

Zamieszczone przez kotagus:U nas działa to tak- dzieci zadeklarowane do świetlicy pani tam po lekcjach sprowadza w drodze do szatni. Resztę do szatki i tam przekazuje czekającym rodzicom. Jak po dziecko nikt nie przyszedł prowadzi z powrotem do świetlicy (nawet jak nie jest zapisane).

u nas jest tak samo i niema opcji samodzielnego wyjscia dziecka z 1 klasy – przy wyjsciu zawsze dyzuruje nauczyciel i po prostu nie wypusci dziecka

Dodane ponad rok temu,

strasznie mi ten wątek dziś pomógł 😉 w mym stresie
jutro dzieć po raz pierwszy musi sam ze szkoły iść na angielski :Fiu fiu:

reszta za chwilę, ide wyłowić go z wanny 😉

lea Dodane ponad rok temu,

U nas nie ma żadnej kontroli.

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Lea:U nas nie ma żadnej kontroli.
w Twojej szkole? Czy u Matiego?
czy to jedno i to samo? 😉

pytam bo chciałam się z grubsza zorientować jak jest standardowo….czy taki chaos jak u nas czy jest to jakoś ogarnięte…

Usianka – w tym przypadku raczej nie odważna tylko, niestety, totalnie pod wpływem koleżanki… :Niepewny:
Wiele razy mówiła, że do szkoły i ze szkoły na razie bałaby się sama.

frida Dodane ponad rok temu,

o rany vieshack współczuję przeżyc 🙁
dobrze że wszystko się szczęśliwie skończyło…

u nas dzieci świetlicowe po wszystkich zajęciach są odprowadzane na świetlice i tam od razu wpisywane na listę, jeżeli gdziekolwiek wychodzą np. do biblioteki na chór, tańce itp. to albo odprowadza/przyprowadza je jakieś dziecko świetlicowe z 4 klasy albo pan/pani prowadząca owe zajęcia przychodzi po dzieci i przyprowadza je po zajęciach
jak przychodzę po Zu to opiekunowie ze świetlicy zawsze mają zapisane na liście gdzie młoda jest w danej chwili

jeżeli dziecko nie jest zapisane na świetlicę, po lekcjach jest odprowadzane przez wychowawczynię do szatni, gdzie czekają rodzice; jeżeli okaże się że z jakiegoś powodu po dziecko nikt nie przyszedł wraca do świetlicy…

lilavati Dodane ponad rok temu,

Vieśka Współczuję nerwów

U nas każdy odbiera dziecko z klasy ale głowy nie dała bym czy ktoś by zauważył gdyby po zajęciach dodatkowych dziecko nie wróciło by do swojej klasy

Opowiem Wam tegoroczną historie wycieczki klasowej dzieci 11 letnich z Olsztyna do Szczecina (akurat miałam rodzinę mającą dziecko z tej szkoły (nie na wycieczce) u siebie jak telefon dostali)

Przy okazji pobytu dzieci w Szczecinie zaplanowano jednodniowy wypad pociągiem do Berlina.
Dzieci porozrzucana po różnych przedziałach. W pewnym momencie jeden z opiekunów wszedł do przedziału oznajmić że powoli mają się zbierać bo niedługo będą wysiadać.
10 dzieci wzięła słowa bardzo dosłownie i wysiadła na najbliższej stacji. Jak sie zorientowali, że nie wysiedli wszyscy zaczęła się panika. Nikt nie miał numeru do wychowawcy, tylko jedno z dzieci miało roaming i z rykiem dzwoni do rodziców. Nawet nie chcę sobie wyobrażąc co czuje matka do której dzwoni z daleka dziecko z rykiem, które nie wie gdzie wysiadło, które nie zna języka, z którym z powodu kompletnej paniki nie idzie się dogadać – ogromne brava dla matki której udaje się przekonac dzieci by nie ruszały się z miejsca.
Zaraz po rozmowie telefon do wychowawcy który nawet nie zauważył, ze dzieci wysiadły:Strach:, jak się potem okazuje wysiadły dwie stacje wcześniej niż nauczyciel się dowiedział. Pani nauczycielka – “niech dzieci łapią najbliższy pociąg i wracają do Szczecina” – :Strach::Strach::Strach:
Nosz tą mną najbardziej ruszyło, k…a jak dzieci które nie znają języka, które są zestresowane mają same wracać pociągiem masę kilometrów, skąd bedą wiedziały czy to pociąg ze szczecina, czy do szczecina….nic głupszego nie można było zaproponować.
Na szczęście do płaczących dzieci napatoczyła się jakaś Niemka która przetrzymała wszystkie dzieci do powrotu reszty wycieczki
Muszę zapytać jakie konsekwencje ostatecznie ze sprawy wyciągnięto – dla mnie nie tyle samo zajście szokujące co kompletny brak umiejętnosci zachowania się dorosłego opiekuna w sytuacji nadzwyczajnej

vieshack Dodane ponad rok temu,

avocado, aniast koszmarne te Wasze historie :Strach:

kodo Dodane ponad rok temu,

U nas po każde dziecko przychodzi ktoś dorosły do sali i tym samym nie ma możliwości, że dziecko jest samo w szatni. Na początku była deklaracja, kto może dziecko odebrać. Wyjście jest odnotowane na kartce. Tak jest na razie w zerówce, zobaczymy , jak będzie później.

Współczuję 🙁

myślę, że takie sytuacje mogą się powtarzać przy innych dzieciach, jeżeli nie będzie jasnych ustaleń i trzymania się nich
dużo zależy od dobrej organizacji, bo np. jeżeli nauczycielka sprowadza dzieci do szatni i na tej samej przerwie ma dyżur na korytarzu, bo jest to źle ustalone

Dodane ponad rok temu,

u nas podobnie jak u kotagus – dzieci są sprowadzane do szatni przez wychowawczynię, ta sprawdza czyi rodzice są, pozostałych odprowadza na swietlicę; ze swietlicy dzieci są odbierane na zajęcia dodatkowe rpzez nauczycieli prowadzących, potem są tam odprowadzane; aby odebrać dziecko ze świetlicy nalezy iśc do sali osobiście;

w tamtym roku zdarzyło się, że jedna mama odebrała nie swoją córkę (dziewczynki namówiły się, że idą po lekcjach do jednej, mama odbierająca była przekonana, że ta druga mama wyraziła zgodę); po akcji szukania dziecka nie ma możliwości odebrania kolegi/kolezanki z klasy bez wyrażenia kazdorazowo pisemnej zgody przez rodzica;

czujność szkoły sprawdziłam przypadkowo dwukrotnie:
1. odbierałam siostrzenice ze świetlicy (bez wczesniejszej inforamcji pań, że po nie przyjdę); byłam z Krzysiem, którego pani doskonale zna, wie, ze jest bratem dziewczynek, dziewczynki potwierdziły, że jestem siostrą ich mamy, ale pomimo to zostałam przepytana, czy zostałam upoważniona przez siostrę do ich odbioru; dzieci zostały mi wydane 😉
(dodam, ze pań ze świetlicy w naszej szkole jest 16, każda opiekuje się inną klasą, tej akurat wczesniej nie miałam okazji poznać, a nawet widzieć na oczy)

2. podczas choroby Krzysia umówilam się z jedną z mam, że od jej córki po skończonych lekcjach wezmę zeszyt do religii, G. pokaze mi co było przerabiane i zadane z podręczników; G. nie chodzi na świetlicę, zawsze po lekacjach odbiera ją babcia; czekalam, aż pani sprowadzi klasę, powiedziałam jaka jest sprawa… pani zostawiła G. pod moją opieką upewniwszy się, że nie zostawię jej samej, dopóki nie przyjdzie po nią babcia, odprowadziła klasę do szatni (”wydała” rodzicom), resztę na świetlicę; po czym wróciła upewnić się jeszcze raz, czy nie zostawiam G. samej – akurat skończyłyśmy i ponieważ babci dziewczynki jeszcze nie było szłam odprowadzić ją na świetlice; pani mi bardzo podziękowała i ”odebrała” G. ode mnie, sama ją odprowadziła;

oby tak dalej

lea Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:w Twojej szkole? Czy u Matiego?
czy to jedno i to samo? 😉


Nie no jak w tym wątku – u niego. Poszedłby jak Twoja z koleżanką i nikt by nic nie wiedział, nawet by nie było pozorów stworzonych, że ktoś to sprawdza, z kim dzieci wychodzą. Szkoła tego nie gwarantuje.

Co więcej, z opinii niektórych rodziców w innych szkołach wiem, że nie każdemu podoba się podsuwanie do podpisu zgody na samodzielny powrót (chodzi o zgodę nieobowiązkową oczywiście, nie o zmuszanie, by tej zgody udzielić). Są rodzice, którzy uważają, że to niewłaściwe czy ograniczające tudzież biurokratyczne, nie wiem, nie bardzo zrozumiałam argumentację. Jak ktoś się zgadza na samodzielne powroty dziecka, to przecież co mu szkodzi podpisać…

Co do mojej pracy, to właśnie wyczytałam, że pani minister planuje wydłużenie pracy szkół, by rodzice mogli spokojnie pracować, a dzieci mieć w szkołach. I tu właśnie nie wiem, jak jeszcze mieliby wydłużyć pracę w mojej szkole… Ja już i tak zwlekam się do domu późnym wieczorem, nie uczestniczę w żadnych szkolnych wydarzeniach u mojego dziecka. Teraz z kolei ono ma być dłużej w szkole, bym ja mogła być dłużej, by inni mogli być dłużej… Za parę lat rodzice przestaną swoje dzieci widywać :/
Autentycznie jakaś 1/3 rodziców moich uczniów widuje swoje dzieci gdzieś w nocy dopiero…

vieshack Dodane ponad rok temu,

No niestety Lea, takie czasy….
Nam szczerze mówiąc przebywanie dziecka w szkole ułatwia kwestię pracy tylko częściowo, oboje pracujemy w bardzo różnych godzinach i nawet starając poukładać sobie godziny pracy wymiennie (tzn. kiedy ja rano to mąż idzie na popołudnie i odwrotnie) to zdarzają się niestety takie dni kiedy oboje wychodzimy z domu ok 15-16 i wracamy późnym wieczorem, w okolicach 21.30 – 22. Nina jest wtedy z którąś z babć, jak wracamy to oczywiście prawie śpi.

kokunia Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Avocado:To ja Ci napiszę historię syna mojej koleżanki z pracy (syn 12 lat). Pani pojechała z dziećmi na wycieczkę do innego miasta (z Gdyni do Sopotu niby blisko), kolejką SKM. Dzieci wróciły do szkoły, koleżanka poszła odebrać syna, a syna nie ma? dzieci mają jego plecak, Pani nie wie, co się stało z synem koleżanki, dzieci też nie wiedzą. Co przeżyła koleżanka to jej? Okazało się, że jej syn pomagał komuś kupować bilet w automacie, a Pani nie licząc dzieci wsiadła do SKM-ki i odjechała. Nawet się nie zorientowała, że dziecka brakuje. Syn koleżanki uprosił jedną napotkaną babeczkę, żeby kupiła mu bilet i pomogła wsiąść do odpowiedniej kolejki. Jakoś dojechał i trafił do szkoły, niby nic się nie stało? Koleżanka próbowała rozmawiać, wyjaśniać, no cóż, Pani całą winę zwaliła na chłopca, do odpowiedzialności się nie poczuwa, Pani Dyrektor też ma to gdzieś ? głupota niektórych nauczycieli poraża, co? Mam nadzieję, że moje dziecko na kogoś takiego nigdy nie trafi, choć jak patrzę, jak ich wychowawca nie radzi sobie z agresją wśród dzieci 8-letnich, nie potrafi sobie poradzić z jedną dziewczynką, która sprawia kłopoty wychowawcze, to ręce opadają?
Jak czytam takie historie to włos się na głowie jeży:Boje się::Boje się::Boje się:

kokunia Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Avocado:J. jest w drugiej klasie, Pani po zakończeniu lekcji sprowadza dzieci do szatni, po drodze zostawia część dzieci w świetlicy. Nie wiem, jak to wygląda jak w szatni nie ma danego rodzica (bo moje dziecko świetlicowe), ale podejrzewam, że Pani dzwoni – widziałam jak robią to inne nauczycielki.
Mamy domofon, mamy monitoring, chociaż myślę, że jak dziecko by się uparło, to by wyszło ze szkoły…

U nas jest podobnie.

kokunia Dodane ponad rok temu,

Vieshack-współczuję i nawet nie próbuję sobie wyobrazić co musieliście czuć……

Dodane ponad rok temu,

Rany! To niedopuszczalne! O ja to bym rabanu narobiła! Skandal!
Moja jest teraz w zerówce i też się obawiam, co to będzie potem. Kilka razy zdarzyło mi się szukać jej po szkole, bo pani nie wiedziała, gdzie jest. Raz chciała wyjść sama ze szkoły, ale pani ze świetlicy ją przyłapała i jak przyszłam zdenerwowana mi wszystko opowiedziała. Liwia wie, że nie może sama nigdzie wychodzić bez mojego pozwolenia a od jakiegoś czasu nigdzie samej jej nie puszczam, bo się o nią boje. Jest za odważna a to nie jest dobrze 🙁

beasia Dodane ponad rok temu,

Vieshack,przerażająca historia,postawiłam się w waszej sytuacji, bo wiem, że to samo mogłoby sie niestety też zdarzyć w szkole Ani…
W szkole Ani nie ma monitoringu. We wrześniu wychowawczyni sprowadzała po lekcjach dzieci do szatni/świetlicy, przychodziła po nie jak zaczynały lekcje. od października dzieci chodzą same, nikt nie kontroluje tego, czy ktoś je odbiera czy wychodzą same ze szkoły, czy idą do świetlicy 🙁 Raz koleżanki Ani mama odbierała obie dziewczynki, Ania zeszła do szatni i wyszła z nią i nikt nie sprawdzał, nikt się nie interesował, czy jest to osoba upoważniona do odbioru (oczywiście ja o tym wiedziałam). Jedynie w świetlicy bardziej pilnują jak dzieci siedzą. Jak się mąż spóźnił (świetlica do 16.30) i dzwonił że już jest w drodze, to panie pilnowały, czekały z dzieckiem do końca….
Pocieszam się, że Ania by nie wyszła sama, bo ona po prostu sama nie chodzi nigdzie, co innego może gdyby ja jakaś koleżanka namówiła… Widzę, że muszę z dzieckiem poważnie porozmawiać…
U nas na plus jest na pewno to, ze wychowawca zawsze powiadamia o jakichkolwiek zmianach w zajęciach, na tablicy wiszą ogłoszenia,a rodzice, którzy podali maila, dostają wiadomości elektroniczne…

Cieszę się, że u was ta historia się szczęśliwie zakończyła i oby nigdy więcej się nie powtórzyła…

beasia Dodane ponad rok temu,

Ania, Avocado, wasze historie są równie przerażające… teraz to ja będę miała filmy…

aborka Dodane ponad rok temu,

ja swoje odbieram ze świetlicy. w praktyce jest w którejś z 4 sal lub na korytarzu. jakby mu pszyszło do głowy iśc to pewnie by poszedł…. trudno mi ocenic na ile panie nad tym panuja. na szczęscie on sie boi :), do domu daleko, nie wiem gdzie by chciał iśc 🙂

pasiasta Dodane ponad rok temu,

vieshack jak reszta jestem w szoku i współczuję przeżyć! Niewiarygodne, że szkoła się tak “zabezpiecza” a i tak w razie godziny W to o kant d.py roztrzasnąć:Boje się:

Pojęcia nie mam jak to wygląda w przyszłej szkole D, absolutnie nie widzę jej samej wracającej do babci [bo do domu to będzie kilkanaście km;)], ja w jej wieku wracałam sama – ale wtedy to była wiocha i 5 aut w ciągu doby na krzyż, a teraz ruch wielki, osiedle rozbudowane…

ania_st, Avocado :Strach:

Zamieszczone przez Lea: pani minister planuje wydłużenie pracy szkół, by rodzice mogli spokojnie pracować, a dzieci mieć w szkołach.
Nie widzę tego:Niepewny:

usianka Dodane ponad rok temu,

Monika, chcialam Cie jeszcze o cos zapytac w związku ze zmianami w rozkładzie i tym ze nikt Was o tym nie informuje. Nie macie zeszytów do korespondencji, dzienniczka? U nas takie info zawsze jest wklejone z wyprzedzeniem w tym zeszycie.

usianka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Lea:Autentycznie jakaś 1/3 rodziców moich uczniów widuje swoje dzieci gdzieś w nocy dopiero…

Smutne…. takie czasy przyszły…. a raczej sami je sobie sprowadzilismy.
Wychowawczyni Emilki mówi, że w jej poprzedniej klasie było tak samo.

dodiejka Dodane ponad rok temu,

U nas w szkole pani zaprowadza dzieci po lekcjach do szatni, tam zostaja dzieci na które już ktos czeka w holu szkolnym. reszta dzieci idzie z panią na świetlicę. Na świetlicę jest domofon i prosi sie dziecko. U nas jest tak,że ja odbieram córkę i jak raz musiała odebrać ją babcia, to Pani świetliczanka dokładnie się babci o wszystkie dane wypytała. Dziecko wydała.
Moja córka napewno sama ze szkoły by nie wyszła, bo by się bała. do domu ze szkoły jeżdzimy samochodem, bo jest daleko.

Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:
Jak wygląda kwestia odbierania dzieci w Waszych szkołach?
Czy jest nad tym jakaś kontrola? Czy odbywa się to tak beztrosko jak u nas?

Powiem Wam, że nigdy w życiu nie bałam się tak jak w poniedziałek, tak naprawdę mogło stać się wszystko.
Jestem zszokowana podejściem szkoły do tej sprawy.

Wcale sie nie dziwię, ze się bałaś.

U nas jest pełna kontrola nad wychodzeniem dzieci ze szkoły.
Pani wychodzi z klasy z dziećmi, ida do swietlicy i zostawiaja tam swietlicowe dzieci, nastepnie Pani idzie z dziećmi do szatni i wydaje dziecko bezposrednio osobie upowaznionej do odbioru dziecka. jesli na korytarzu jest mlyn, a czest ojest, w chwili gdy dziecko mowi; widzialem na korytarzu mame, moge iśc. Odpowiedz jest – nie, nie mozesz.
Rodzic musi sie pokazac wychowawczyni ze jest. jesli rodzica nie ma – nauczyciel czeka z dzieckiem ok. 15 minut, po czym dziecko odprowadzane jest na swietlice a nauczyciel dzwoni do rodzicow.

Gorzej u nas jest z dziecmi ktore moga wychodzic same.
Mialam taka sytuacje, ze mi Kube puscili samego po wypadku (wbite okulary w powieke) gdy to ja powinnam otrzymac telefon o calym zajsciu i isc do szkoly po dziecko. Nie byla to wychowawczyni bo ona bydo mnie dzwonila – tylko pani od tancow tak go sobie na luzaku puscila…

jane Dodane ponad rok temu,

O rany, strasznie wspolczuje przezyc…
U nas nauczycielka jest na dyzurze do 17-stej, potem dziecko zostaje w szkole “samo” i czeka. Bylismy o tym informowani na samym poczatku. Poza tym jest “bramkarz” przy drzwiach i rowniez monitoring. Malgoska czesto zostaje dluzej i albo czeka w sali gimnastycznej, gdzie zwykle jest jeszcze kilkoro innych dzieci i sie bawia, albo idzie do grupy Martinki (przedszkole i szkole mamy razem). Gdy jest cieplo to zwykle czeka z Martinka i jej grupa na dworze. Wie, ze sama nie moze wyjsc, bo i tak do domu nie trafi. Przyjezdzam po nia samochodem. Z innymi dziecmi nigdzie nie pojdzie, bo po wszystkie przyjezdzaja rodzice, albo odwozi ich busik szkolny.

aborka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Dodiejka:U nas w szkole pani zaprowadza dzieci po lekcjach do szatni, tam zostaja dzieci na które już ktos czeka w holu szkolnym. reszta dzieci idzie z panią na świetlicę. Na świetlicę jest domofon i prosi sie dziecko. U nas jest tak,że ja odbieram córkę i jak raz musiała odebrać ją babcia, to Pani świetliczanka dokładnie się babci o wszystkie dane wypytała. Dziecko wydała.
Moja córka napewno sama ze szkoły by nie wyszła, bo by się bała. do domu ze szkoły jeżdzimy samochodem, bo jest daleko.

u nas domofonu nie ma. szkoła otwarta, właze drzwami i od razu jestem koło świetlicy. ze względów lokalowych dzieci sa na swietlicy (2 małe salki), obok w stołówce albo w jednej z sal lekcyjnych – po zajęciach robi za świetlice. dzieci sa niby przypisani do grup ale czasem za wiedzą pani te grupy zmieniają.. Wiem ze czasem i bez wiedzy bo kiedys przy mnie pani próbowała sie jakiegoś ucznia doliczyć. Często poprostu ganiaja po piętrze na korytarzu a latem są na podwórku. U nas zajęcia dodatkowe są prowadzone przez panie ze świetlicy (SKS) lub nauczycieli ze szkoły. znaja oni zasady.

gosiab Dodane ponad rok temu,

U nas żaden uczeń z klasy 1-3 nie wyjdzie ze szkoły sam. Pilnują nauczyciele i babki w szatni. Jak dziecko czeka bo nie ma nikogo kto ma je zabrać to pani szatniarka dzwoni do domu. U nas też raz tak było jak Kuba nie miał w dzienniczku informacji o tym że trzeba go wcześniej odebrać. W czasie kiedy po niego z wywieszonym językiem jechałam młody napomknąwszy że jest głodny został na stołówce gratisowo nakarmiony zupą. To jest podstawówka państwowa, więc jak widać bywa różnie 🙂

mamajoanna Dodane ponad rok temu,

Vieshack jak sobie pomyślałam o Twojej sytuacji, to aż cisnienie mi skoczyło, tylko ja to straszny krzykacz jestem, a jak się wkurzę to już w ogóle, więc pewnie byłoby sporo dymu
u nas też raczej Pani kontroluje – zauważyłam to jak byłam na macierzyńskim, bo to jedyna okazja była aby Filipa odbierać ze szkoły po lekcjach.
Pani sprowadza dzieci pod śiwetlice – część zostawia na świetlicy, a resztę oddaje w ręce rodziców.

ja znam historię jakby z innej strony – jest w klasie Filipa jedna dziewczynka, mieszka w sumie blisko szkoły, mamie nie chce się przychodzić po nią codziennie do szkoły (dosłownie nie chce się, bo sama kiedyś przyznala się )
więc dziewczynka ma nakazane, aby wykorzystałą chwilę nieuwagi Pani i czmycnęła do domu, tak więc dziecko kombinuje jak może, ze niby na świetlicę, a jak Pani zostawai na świetlicy to niby do łazienki i ucieka do domu – bo mama tak mówi

kantalupa Dodane ponad rok temu,

czytam i zastanawiam sie, jak bym sie zachowala ja sama w tej sytuacji
adacha trzeba odbierac – konczy lekcje o 16.15 i pani czeka z dzieciakami na korytarzu az ostatnie zostanie odebrane przez rodzica
czasami, ale musimy o tym powiadomic wczesniej, adachu moze zostac dluzej w grupie przedszkolnej z alkiem (taka cicha umowa)

babeczki pilnuja dzieciaki calkiem przywoicie, ale zdarzylo sie juz, ze mojmlodszy ze swojej grupy spylil niezauwazony i pobiegl do adacha na zajecia (ten sam budynek, ale zgubic sie mozna)
pani powiedzial, ze idzie do kolpka
pani zaczela zdrowo panikowac, ze zniknal
na szczescie sie znalazl (adacha nauczycielka go przyprowadzila), nie bylo go moze z 5 minut, a babeczka juz chwytala za telefon, zeby mnie powiadomic

z drugiej strony jak sobie o tym pomysle… matko! jakich my wszyscy z mojeo rocznika mielismy nieodpowiedzialnych rodzicow
mialam 7 lat, klucz na szyi, 15 minut przez osiedle do szkoly, zima troszke po ciemnicy (choc na poczatku rodzice po mnie przychodzili, kiedy konczylam zajecia pozno)
i jakos sie przezylo, nie?

co sie z tym swiatem porobilo…

Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez mamajoanna:

ja znam historię jakby z innej strony – jest w klasie Filipa jedna dziewczynka, mieszka w sumie blisko szkoły, mamie nie chce się przychodzić po nią codziennie do szkoły (dosłownie nie chce się, bo sama kiedyś przyznala się )
więc dziewczynka ma nakazane, aby wykorzystałą chwilę nieuwagi Pani i czmycnęła do domu, tak więc dziecko kombinuje jak może, ze niby na świetlicę, a jak Pani zostawai na świetlicy to niby do łazienki i ucieka do domu – bo mama tak mówi
cudnie
i udaje się, dopóki nic złego się nie stanie
oczywiście w razie czego będzie winna nauczycielka, bo nie dopilnowała:Niepewny:

a wystaczy napsiać karteczkę ze zgodą na samodzielne wyjście ze szkoły;

lilavati Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ewkam:

a wystaczy napsiać karteczkę ze zgodą na samodzielne wyjście ze szkoły;
No ale po co pisać karteczkę i brać odpowiedzialność na siebie 🙁
Wrazie co to ktoś a nie ja będzie miał kłopoty 🙁

lea Dodane ponad rok temu,

Dziś zajęcia dodatkowe zostały odwołane, nikt nas nie powiadomił, dziecko spędziło godzinę pod szkołą.

Dodane ponad rok temu,

a moje dzisiaj wyszło same ze szkoły informując jedynie panią, że musi już iść na angielski;
(pani ze świetlicy inna, jakaś na zastępstwie, nie zapytała o zgodę na piśmie, a że dzieć już był spóźniony, więc nie w głowie mu były papierki – oczywiscie moją zgodą miał w dzienniczku)

Znasz odpowiedź na pytanie: Jak wygląda kontrola nad opuszczaniem przez dzieci szkoły….?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Leczenie niepłodności
Mój problem
Sposób upłynnienia : enzymatyczne ... Mam szansę na dziecko ? :Stres: 70 % żywych plemników ... dzień przed pójsciem na badania schlałem się tak że rano jeszcze dochodziłem do
Czytaj dalej
Nasze związki
moja dzidzia
Witam,mam taka dziwna sytuacje,jestem z dziewczyna ktora jest jeszcze mezatka bo nie wzieli rozwodu i bedziemy mieli dziecko,zastanawia mnie teraz jak bedzie z nazwiskiem dziecka? czy bedzie ono moglo je
Czytaj dalej