Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej :)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 32)
  • Autor
    Wpisy
  • #11261

    kura-plemienna

    Mam nadzieję, że napiszę choć troszkę, bo Baśka kwęka dziś cały dzień. Na razie śpi, więc mam chwilkę. Napiszę Wam moje kochane jak to wszystko wyglądało u nas.
    Jak większość wie miałam zaplanowane cc z przyczyn powiedzmy okulistycznych (cienka siatkówka, stan wirusowy rogówki, przy krótkowzroczności -6,5).
    Żegnałam się z wami 16 grudnia. 17 grudnia o godz. 8 rano zameldowałam się na izbie przyjęć. Przyjechałam z mamą i z Jarkiem (no, to mój kochany mężuś). Na początku pytania do ankiety nr 1 (założenie karty itp.). Krótkie badanie ginekologiczne, ciśnionko, ktg i windą na górę na trakt porodowy, który jest połączony z oddziałem położniczym lasczek po cesarce.
    Około 9 godziny w koszulce i szlafroczku z torbą wielką pod niebiosa leżałam sobie pod ktg (nie wiem po co, ale chyba tak zawsze) pomimo, że żadnych skurczy nie miałam. Z położną wypełniłam ankietę nr 2 (zawód, adres, i inne takie pierdoły). Następnie przybyło ok. 10 laseczek z wielkimi brzuchami. I zaczęło się przedstawienie. Każda z nich szła za ściankę, gramoliła się na fotel, nogi siup na boki i ok. 20 par oczu zaglądało w cipcie. Nie ma to jak takie powodzenie, co??? I tak jedna laseczka po drugiej na końcu ja. Czułam się jak koń na targu co mu zaglądają w zęby 🙁 Pani ordynator poprosiła mnie o zaświadczenia o planowanym cc, na co ja jej garść zaświadczeń od kilku lekarzy. Potem koło godziny 10.30 wypełniłam ankietę nr 3 (znowu jakieś pierdoły). Po wszystkich tych przejściach poszłam do mamy i Jarka. Przyszła moja pani ginekolog i powiedziała, ze jutro będzie cięcie, wysłała mamę i Jarka do domu biorąc od nich nr telefonów w razie czego.
    No więc czekałam na położną, która miała mnie zaprowadzić na salę, myślałam, że się jeszcze wyśpię, poczytam, odpocznę. A tu widzę swojego mężusia w drzwiach, myślałam, że czegoś zapomniał. A tu się okazuje, że to był spisek. Przyszła moja pani dr i mówi, ze za godzinę będę mamą. A ja myślałm, że oni żartują. Mamę specjalnie wysłali do domu, bo by za bardzo się przejmowała. I podobno zawsze tak robią, bo najgorsze to to jak przy porodzie jest matka (przyszła babcia), bo one to są najgorsze, za bardzo się przejmują. Moja to na pewno jajko by zniosła. No więc ja w szoku, dlaczego tak szybko, dlaczego dzisiaj ?????????????????????????????????????
    No więc dostałm wenflon i kroplówkę i siedzę z Jarkiem i stażystkami, które poznałam w lecie jak leżałam w szpitalu. I tak leciał ten czas, a ja coraz bardziej się denerwowałam. Gdyby nie Jarek to pięć razy bym już uciekła z tej porodówki. O godz. 11,30 przyszła pani anestezjolog i zaprosiła mnie na salę operacyjną. No więc ja, raz, dwa maszeruję i nie wiem czy mam się żegnać czy co robić. Dostałam wielkiego buziaka od mężulka i poszłam. Wielka zielona sala, mnóstwo sprzętu, rurek, zegarów i innych rzeczy robiło wrażenie. Wgramoliłam się na stól i leżę. Musiałam położyć się na bolu i podciągnąć pod brodę kolana. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobic jak ma się brzuch wielkości 20 kg arbuza :))) Dostawałam dokładne instrukcje co pani anestezjolog robi, co się będzie działo i czy to co się dzieje to normalne. Wysmarowała mi plecki na pomarańczowo, policzyła kręgi i siup nie poczułam niczego, NICZEGO, a tu już igła na zewnątrz. Musiałam szybko się odwrócić na plecki, bo znieczulenie szybko zaczynało działać. No i się zaczęło, miałam wrażenie, że jestem na jakimś chaju, albo coś w ten dekiel. Tu czujesz wszystko, ale nie możesz się ruszyć. Tragedia. Po tym odlocie wpadły na salę położne, chyba z pięć. I zaczęły się przekomarzać z anestezjolog, że jeszcze nie założyły cewnika i nie ogoliły i w ogóle czego mnie tak szybko zabrały. Śmiechu co niemiara, na szczęście ominęło mnie czucie zakładania cewnika, goleniem zajął się mój mąż z rana także, to też ominęło mnie całkowicie. Jeną rękę miałam z boku z wenflonem, w którego dostawałam raz co raz cosik, a drugą grabę przywiązali mi do stołu, wzdłuż ciała. Założono mi parawanik na biuście i czekam. Dwie panie dr w tym moja prowadząca ciążę się szykowały, ja żartowałam z ich pieknych nakryć głowy. jena wyglądała jak Marusia, a druga jak kucharz. Atmosfera była super, żarty i żarty. W pewnym momencie na sali było koło 15 bab i się śmiałam, że tyle to przy mnie bab nie skakało. No i się zaczęło………..
    Czuć t czułam, ale nie ból. Najlepiej wyobrazić to sobie jak znieczulenie u dentysty, tylko że od piersi w dół. I o godz. 12.20 sobaczyłam łepek na parawanikiem. Moja pani dr powiedziała, że nóżki jeszcze w brzuchu, nie urodziła się cała a kuż zasikała matkę. Łepek taki malutki i zaraz miałam ją całą na cucku. Cała w mazi, troszkę łepek zakrwawiony maminą krwią, wyglądała jak baleronik, taka liszka obślizgła, pomarszczona. Połozna do mnie, że pocałuj ją to twoja córka. A ja w ryk, że nie wiem co mam robić, i nie wiem co mam mówić. byłam w totalnym szoku. Taka kruszyna, cieplutka …………………………… I znów się wzruszyłam……………………………………..
    No i wtedy tam też się chyba za bardzo wzruszyłam, zrobiło mi się słabo, miałam wrażenie, że ktoś mi staną na płucach. Brakło mi tchu. Dostałam zaraz maskę z tlenem i kolejną dawkę w żyłę. Polepszyło mi się zaraz. Basiulę wynieśli z sali, a mnie dalej czyszczono brzuszek. Posszywali mnie i na łóżeczko obok, pyk i już jechałam.Mój Jarek cały czas stał za szybą jak również mnóstwo stażystów. Bo to podobno rzadko która rodząca decyduje się na znieczulenie dolędźwiowe. Dziwne????? Nigdy bym nie chciała narkozy i nie chciałabym przegabić takich narodzin dzidzi.
    No więc 25 minut i już po porodzie.
    Wjechałam na salę, byłam przytomna, ale troszkę naćpana po tym ostatnim wlewie w żyłkę na poprawę samopoczucia. Laseczki na sali w szoku, że jadę przytomna. A ja jak najbardziej rozgadana. Podpieli mi „pikawkę” na palec, kroplówkę, przyszedł Jarek i przyniesli mie zaraz Basiulę. Już umyta i piękna laleczka. Czarne długie włosy, cała łepetynka, buziaczek śliczniutki, długie paluszki i nóżki takie malutkie. Oczka zamknietę i siedziała w swoim kokoniku taka cichutka. Wykapany tatuś. Nikt mi nie powie, ze się puściłam z listonoszem, albo dzielnicowym. Miała 54 cm i ważya 3220 g. A z USG tuż przed porodem waga to 3620 g. Dobre co???
    No i tak patrzyłam na nią jak w obrazek, z tatusiem. Zaraz przyjechali rodzice, oczywiście mama w szoku!!! :)) Dostawili mi Basię do cyca, ale ona nie wiedziała co to? Zabrali ją na noworodki. Kamera, flesze te sprawy, no i oczywiście sms’y. Leżałam taka bidulka na płasko, nie wolno mi było podnosić głowy przez 24 godziny. Nie czułam jeszcze nic przez ok 5 godzin. Potem zaczęły puszczać nogi, no i w końcu bpoczułam brzuch. Ból niemiłosierny, myslałam, ze zjem prześcieradło. Co 30 min. przychodziła do mnie położna zmieniała wkłady, mierzyła ciśnienie a ja płakałam z bólu. Poprostu ból nie do zniesienia. Po zmianie dyżuru przyszła nowa położna i dostałam w końcu coś od bólu i na uspokojenie. Nie spałam całą noc. Rano pokazali mi moją Basieńkę. Po 24 godzinach mogłam podnosić głowę, w końcu, brzuch bolał dalej. Samopoczucie miałam całkiem całkiem, gdyby nie ten ból. Próbowałam przystawiać córę do cyca, ale ona nie umiała uchwycić cyca, a ja nie miałam nawet kropli. Wszystkie mnie pocieszały, że to dopiero 2 dzień. Będzie dobrze. Wytrąbiłam prawie pół poszki HIPPa, i ciągnęłam cycuchy na sucho laktatorem. Po 4 dniach męczarni ja wyprodukowałam mleko a Basieńka przy pomocy jdnej kochanej połoznej załapała o co chodzi. Niestety schudła ponad 300 g i musiano ją jeszcze dokarmiać, bo moje wypociny były marne. Do tego wszystkiego wylazła wielka żółtaczka (spowodowana podopbno tym, że ja mam grupę krwi B rh- a mój mężuś B rh+ i coś tam z tym wspólnego to miało) i z dnia na dzień czekałam na wyniki bilirubiny. Mała cały czas na solarium i co 3 godziny do mnie na karmienie. W sonotę ściągnęli mi szew i w niedzielę miałam być w domu. A tu Basi się chciało jeszcze solarium. Powiedziano, że mogę jechać do domu i przyjeżdąć na karmienie, ale ja nie mogłam jechać wiedząc, że za ścianą leży mój Basiulek. Karmiłam, czekałam, ściągałam i tak w koło. W końcu codziennkie mi mówiono, ze wychodzę i tak z dnia na dzień. Szlag mnie trafiał, lepiej jakby nic nie mówili to bym przynajmniej się nie napalała jak szczerbaty na suchary. No i stało się powiedziano mi, że w Wigilię będę w szpitalu bo Baśce bilirubina nie spadła. I tego tylko brakowało, ja w ryk, płakałam cały dzień, co odbiło się na moich cyckach,nie mogłam nakarmić małej, bo nie miałam kropeleczki. Na nastepny dzień było już lepiej. No i w końcu 27 grudnia byłam w domu. Mój pobyt się przedużył, ale trudno tak bywa.
    No rozpisałam się trochę, ale wiem jak fajnie to się czyta. Sama nie dawno przeżywałam czyjeś porody. A tu chop siup i komanczera została mamą. HIHIHIHIHIHIHI

    No i na koniec kilka złotych prawd wróżki komanczery:
    1) nie ma mleka ciągnąć cycki na sucho pomaga (niech żyje Avent)
    2) pić HIPPa dla kobiet karmiących pomaga
    3) karminy głową a nie cyckami, nie nerwować się, że nie wychodzi, i ty i dzidzia musicie się tego nauczyć, broń boże się nie załamywać !!!
    4) Bepanhen na cycki rzecz z niebios, nie wiem co to znaczy bolące sutki
    5) nie moczyć szwów i wietrzyć jak najczęściej.

    I chyba według mnie moja złota myśl

    KAŻDY PORÓD BOLI !!! NATURALNY W TRAKCIE I TROCHĘ POTEM, A CESARKA POTEM ALE TEŻ BARDZO……………………………….. JEDNAK SZYBKO PRZECHODZI SIĘ ZAPOMINA PATRZĄC NA NOWE ŻYCIE JAIE DAŁYŚMY NASZYM MALCOM !!!!!
    Całuję wszystkie mausie. Te które nimi być zamierzają, te które sę o nie starają, te które są mamusiami ale nie praktukującymi i te, któr tak jak ja tulą już swoje maleństwa.

    I to by było tyle !!!!!!!!!!!!!!!!

    Buziaki Anka i Basia wyjęta z brzucha 17 grudnia

    #177202

    Anonim

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Ale pięknie to opisałaś… aż się popłakałam, taki poród to spełnienie mpich marzeń… U mnie decyzja o cc. była natychmiastowa, więc poród rodzinny zakończył się szybko… dali mi narkozę i tyle. I ciągle mam żal o to, że nie dostałam córeczki na brzuch…nie mogłam jej przytulić, pocałować, pogłaskać… zabrali ją do inkubatora, samą… bezbronną… przerażoną…

    Asia i Julia (4.5 m-ca)



    #177203

    cat

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Gratulacje! Dzielna byłaś; święta w szpitalu, ból etc.

    #177204

    kafisch

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Bardzo ładnie to opisałaś………..ja też jestem po cc, tez miałam znieczulenie w kregosłup, ale do tego coś na uspokojenie bo cisnienie miałam bardzo wysokie, tak że z samego porodu nie wiele pamiętam, malutką oczywiscie pamietam……………..mnie nie bolało, bo dostawałam zastrzyki przeciwbólowe, mleko miałam od samego początku, ale wiele odczuć podobnych to twoich…………….czytając to co napisałaś przypomniałam sobie siebie wtedy………………….cud narodzin………………..a cała reszta jest tak mało ważna………
    Pozdrawiam i gratuluję!

    Kasia mama Martynki (ur.02.07.2002)

    #177205

    lea

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Gratulacje Komanczero raz jeszcze!
    Wczoraj rozmawiałam z moim lekarzem o typach porodu i powiedział, ze jesli już ktoś niestety musi mieć cc, to wyjście ze znieczuleniem jest najlepsze – tak jak Ty miałaś. Jest wg niego lepsze dla kobiety, dziecka jak i dla lekarzy. Dziękuje za Twój opis, jeśli miałabym cc, to dzięki Tobie zachęciłam się do tej formy, zamiast narkozy.

    Lea i dzieciątko (11.03.03)

    #177206

    kiuik

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej

    anka!!! jestes suuuper babka! 🙂
    swietny opis – taki wzruszajaco-humorystycznie-prawdziwy – jestem pod wrazeniem…zreszta kolejny raz….ale wy jestescie dzielne baby!…
    gratulacje wielkie raz jeszcze z powodu basiulca – daj buziaka od ciotki kasi w brzucha…
    powodzenia w dalszych bojach bo to dopiero poczatek 😉

    i jeszcze pare pyt…
    gdzie rodzilas?
    czy hippa dla karmiacych warto pic przed porodem czy kupic do szpitala?

    pozdrawiamy serdecznie
    kasia i 32-tyg chlopaczek



    #177207

    jagoda

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Witaj
    Ja tez miałam cesarkę trochę bolało ale później zapomina się o wszystkim.
    Gosia mama Piotra i Czarka

    #177208

    edka

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Ja też miałam cesarkę więc przeżycia podobne, ale dziwczyny mnie NIE bolała wogóle. Miałam założony cewnik do ZO w kręgosłup i zostawiony na dwie doby. Leki p. bólowe dostawałam więc przez ten cewnik. Jak tylko coś tam zaczynało mnie pobolewać to doktory siup diałkę do cewnika. Super sprawa. Zero bólu, tak to można rodzić.

    Edzia mama Kingi (31.10.02)

    #177209

    goha

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Cudny opis… ku pokrzepieniu przerażonych serc tych, które jeszcze nie rodziły…
    dziękuję…
    Ucałowania dla Ciebie, Basi i Jarka (trzeźwego już chyba??)

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    mama kwietniowa

    #177210

    helenka

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Anka, jestes wielka!!!!
    Co mam jeszcze powiedziec? Oczywiscie sie poryczalam jak czytalam.

    Helenka – przyszla mamuska
    15. IV. 2003



    #177211

    milda

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Gratulacje z całego serca dla dzielnych dziewczyn. Naprawdę super opis.
    Sama będę prawdopodobnie miała cc już niedługo, bo 21 stycznia 2003 i też chcę takie znieczulenie jak ty miałaś założone.
    Pozdrawiam.

    milda (termin 21.01.2003)

    #177212

    Anonim

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Aniu gratuluję, całuski dla Basieńki

    trzymajcie się zdrowo

    Pozdrawiam

    Ewa i niezwylke żarłoczny Krzyś
    6.12.2002



    #177213

    dorotka1

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Aniu gratuluje. Sama tez chyba bede miala cc, wiec z wypiekami przytalam Twoja opowiesc. Pozdrowienia dla calej trojki.

    Dorotka i Chłopczyk (2.03.2003)

    #177214

    izolda

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Ale sie rozpisałaś!!!!!!!!! Ta Basia to chyba nie jest taka niegrzeczna i kwęcząca……..
    Super opowiadanie!!!!!!!!!
    Gratuluje i pozdrawiam!!!!!!!!

    Izolda i maleństwo w 33 tyg (02.03.03)

    #177215

    shiva

    Re: Jak wyjmowali Baśkę z brzucha i co było dalej 🙂

    Przede wszystkim gratuluję Ci Basieńki,bo jeszcze nie miałam okazji.Bardzo fajny i ciekawy opis porodu Aniu z ciekawością go przeczytałam.Za chwilę zamierzam opisać swoje wrażenia.Popieram Twoje porady,mimo że ja rodziłam naturalnie.Bepanten również był dla mnie darem z niebios a cierpliwość w przystawianiu do piersi naprawdę popłaca.
    Pozdrawiam serdecznie Dominika i Martynka(29.12.2002)

    Dominika(20.12.2002)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 32)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close