Jak Zosieńka przyszła na świat!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 25)
  • Autor
    Wpisy
  • #92860

    marysia

    [LEFT]Dzisiaj mija rok jak wylądowałam na porodówce. Zosia urodziła się po północy!
    Rok temu nie zamieściłam mojego opisu, ale na szczęście spisałam sobie wspomnienia póki jeszcze były świeże w pamięci. Właśnie sobie przeczytałam i się spłakałam.
    Miłego czytania:)

    Dzień rozpoczęliśmy od miłego przytulania. Termin za dwa dni, dzidziuś donoszony, więc nic już nie może nam zaszkodzić. Był wtorek. Do Wielkanocy tylko 5 dni, a u nas cisza, nic nie zapowiadało, że Święta spędzimy już w trójkę. Łukasz pojechał do pracy, a ja dalej sobie leniuchowałam. Zadzwoniłam do położnej czy dzisiaj możemy przyjechać na usg żeby sprawdzić jaka Zosia jest duża no i czy faktycznie to Zosia. Możemy przyjechać. Mówię, że będziemy po 16, po Łukasza pracy – nie ma problemu.
    Przygotowuję obiad, pycha zapiekanka. W zasadzie jestem już głodna, ale zjemy razem jak wrócimy, za maksymalnie 2 godzinki powinniśmy być z powrotem.
    Jadę po Łukasza. Za kierownicą niezbyt mi już wygodnie, więc przesiadam się na miejsce dla pasażera. Dojeżdżamy do szpitala. Dzwonię do pani Lucynki, że już jesteśmy. Położna mówi, że mają mały kocioł, pani dr (ta od usg) jest właśnie przy porodzie, czy możemy poczekać? Możemy. Idziemy na spacer. Wzięłam aparat żeby zrobić sobie zdjęcie na ktg, więc zabieram go ze sobą. Łukasz robi mi kilka zdjęć i wracamy do samochodu bo wieje i jest nieprzyjemnie. Dzwoni pani Lucynka. Jest 16:30. Ona nie może jeszcze do nas zejść, ale mamy iść na izbę przyjęć, powiedzieć, że jesteśmy od niej i tam nas poprowadzą na ktg. Czekamy przed izbą przyjęć, w końcu wchodzę. Coś kombinują, nie wiedzą czy mnie rejestrować czy nie, dzwonią do Lucyny, w końcu już wszystko jasne. Idziemy na górę na ktg. Pielęgniarka wpuszcza nas do pokoiku (łazienkę mam większą), kładę się, podłącza machinę. Bije serduszko, skurczy brak.
    – Za pół godzinki wrócę – mówi pielęgniarka. Jest 17:15.
    Po pół godzinie pielęgniarka faktycznie wraca. Patrzy na zapis.
    – Jeszcze się nic nie dzieje, o tu może jeden mały.
    Wracamy na dół. Pojawia się pani Lucyna. Mam czekać na panią dr, na usg. Więc czekamy.
    W końcu pojawia się pani dr. Idę na badanie. Spisują moje dane.
    – Czy rozwarcie jest?
    – W zeszłym tygodniu jeszcze nie było.
    – Jak w zeszłym tygodniu, to muszę zbadać. Proszę się rozebrać.
    Rozglądam się po pokoju. GDZIE??? W końcu tam gdzie stoję, na środku pokoju, zdejmuję spodnie, majtki, kładę je na ziemi, a sama gramolę się na fotel. Gdybym wiedziała co mnie za chwilę spotka, pewnie bym się na niego nie wgramoliła. Badanie. Pojawia się Lucynka.
    – I co, jest jakieś rozwarcie – pyta panią dr.
    Ta kręci głową, a ja czuję, że chyba chce mnie tą drogą za gardło chwycić. Czuję w środku jakiś trzask, boli jak cholera, a pani dr zadowolona – no, teraz już jest, na jeden palec.
    Wstaję z fotela, ubieram się i wędruję na kozetkę. Pani dr robi mi usg. Rzuca jakieś skróty, nic nie rozumiem. W końcu mówi, że wszystko dobrze. Waga 3200. Nie mam odwagi zapytać o płeć, mam wrażenie, że pani dr bardzo się spieszy, a po tym badaniu to już wolę żeby mnie zostawiła w spokoju.
    Wstaję z kozetki i czuję, że mi mokro. Pierwsza myśl – odeszły mi wody; dotknęłam spodni – to chyba nie wody, krew. Podeszłam do Lucyny i mówię jej, że krwawię. Spojrzała na moje spodnie i powiedziała, że mam je zdjąć. Spodnie, majtki, wszystko we krwi. Jak zdjęłam majtki wypadł ze mnie czop krwi. Zaczęłam się trząść. Lucyna patrzy na mnie i robi wielkie oczy. Jeszcze większe przerażenie u mnie na twarzy. Położna woła panią dr, że coś ze mną nie tak; wyszła z gabinetu, spojrzała na mnie, na podłogę ubabraną we krwi i powiedziała – to pewnie przy badaniu coś się stało – i wyszła. Szok. Lucyna kazała mi się ubrać, chwyciła taką małą trąbeczkę, posłuchała czy u Zosi wszystko dobrze.
    – Idziemy z powrotem na ktg, trzeba się upewnić, że z Małą wszystko dobrze.
    Wyszłam na korytarz i mówię Łukaszowi, że mam krwotok i idziemy jeszcze raz na ktg. Za mną wyszła Lucyna i mówi mu to samo. Patrzy na nas jak na wariatki, co się STAŁO ??? Mówię mu, że pani dr nie była zbyt delikatna przy badaniu.
    Wchodzę na górę i całą się trzęsę. Ponownie ktg. Serduszko bije. Uffff. Jakieś tam skurcze się pojawiają. Po pół godzinie przychodzi po mnie Lucyna.
    – Zbada Cię inna pani dr, z większym doświadczeniem.
    Ok. Idę. Łukasz zostaje na korytarzu a ja idę do jakiejś sali. Bada mnie inna pani dr. To padanie też nie jest Zbyt przyjemne, ale jak się później okazało, żadne nie było. Mówi, że są dwa centymetry. Lucyna pyta, czy to krwawienie to z łożyska, czy mogę iść do domu, a pani dr – Kochana, to już jest poród, zostajemy.
    Dobrze, że leżałam, bo bym się chyba przewróciła. Matko, jak to poród!!!!!
    Lucyna do mnie podeszła, chwyciła mnie za rękę.
    – No to rodzimy…
    Poszła do Łukasza mu powiedzieć. Też zbladł. Pojechał do domu po torby.
    Przebrałam się w koszulinę i pod ktg. Podbrzusze pobolewało tak jak przed okresem. Na zapisie pokazywały się jakieś skurcze, ale bez rewelacji. Nagle poczułam ciepło. Odeszły mi wody. Powódź. Było przed 19.
    Czekałam na salę rodzinną. Właśnie była czyszczona po poprzednim porodzie. W końcu Lucyna przeprowadziła mnie to niej. Wzięłam prysznic. Wreszcie przyjechał Łukasz. Lucyna zrobiła mi lewatywę, na którą czekałam prawie całą ciążę i później mogłam się już wdrapać na łóżko. Znowu ktg. Puk, puk, puk … Cały czas dawała o sobie znać Zosia. Skurcze się nasilały i strasznie długo trwały, 30, 40 sekund. Trochę wstawałam żeby zmniejszyć ból, ale po chwili powrót na łóżko i pod ktg. Rozwarcie powiększało się bardzo powoli. 3 cm, w końcu 4. Lucyna pyta czy chcę ZZO. Zastanawiam się chwilę, bo póki co skurcze są znośne, ich częstotliwość robi się tylko męcząca, ale co będzie za chwilę, czy wytrzymam. Chcę ZZO.
    Anestezjolog przychodzi po jakimś czasie. Każą wyjść Łukaszowi, a mnie wygiąć plecy w koci grzbiet – mądrala, nigdy nie miał takiego brzucha.
    Jest 22:30. Czuję lekkie ukłucie w plecy. Mam się nie ruszać, a tu akurat skurcz. Dobra, przetrzymałam. Czekam, aż przestanę odczuwać ból, ale on cały czas jest. Kurcze, o co chodzi. Lucyna cały czas kontroluje, przychodzi do nas i pyta, czy już działa. – Nie, boli. Już sama zgłupiałam. Może to lepiej nie będzie, no ale przecież nie miało boleć, a boli. Lucyna zadzwoniła do anestezjologa. Powiedział, że jak chcę to może mi podać jeszcze raz. Czy chcę? Od godziny czekam aż zadziała … dawać tego lekarza. Rozwarcie na 5cm. To chyba potrwa jeszcze wieki. Powtórka z rozrywki przy podawaniu ZZO. Koci grzbiet, kłucie w plecy przy skurczu, gotowe. Kładę się i czuję błogie ciepło. No nareszcie. Niestety lepiej podziałało na prawą stronę, więc kładę się na lewy bok żeby i tam znieczulenie dopłynęło.
    Przy badaniu widzę promienny uśmiech na twarzy Lucynki – zgadnij, mówi. Strzelam 7. Nie, 8. Uffff. No nareszcie się ruszyło. Pyta czy czuję już bóle parte. Coś tam zaczynam czuć. Każe m oddychać jak piesek żeby dotleniać Zosię. No wic sapię jak oszalała na skurczu, a potem głęboki wdech i dłuuugi wydech. Lucynka ubiera się w strój porodowy. Przygotowuje moje łóżko, a mnie znowu zaczyna boleć. Podobno to już główka napiera na kanał rodny i już nic się z tym nie da zrobić.
    Zaczynamy. Czuję skurcz i prę. Łukasz stoi koło mnie, trzyma mnie za głowę, pomaga. Kolejny skurcz, i kolejny. Lucynka mówi do Łukasza żeby zobaczył ile włosków ma nasze dziecko bo już zaczyna do nas wyglądać. Miejsce Łukasza zajmuje pani dr, kolejny skurcz i przemy. Znieczulenie spowodowało, że nie czułam prześlizgiwania się mojej kruszynki, ale usłyszałam jej krzyk. Przepłynęła przeze mnie fala radości, wzruszenia. Jednocześnie śmiałam się i płakałam. Mój cud. Boże – dziękuję. 4 kwietnia o 1:40 urodziłam naszą córeczkę. Lucyna położyła mi ją na brzuchu i momentalnie przestała płakać. Moje małe, wielkie szczęście. 3340 i 53cm, 10 punktów w skali Abgar. A później pierwsze karmienie, pierwsze spotkanie z Tatą. I już na zawsze z nami. Część nas, nasza miłość, nasze życie…[/LEFT]

    #1787402

    bramkaa

    WIesz co, podeszlam do tego opisu z zwatpieniem ze moze mnie wzruszyc, juz sie tyle naczytalam 😉 ale wzruszylas mnie Marysiu, przeczytalam od poczatku do konca i na koniec mi lzy polecialy 😀 chociaz juz sie o to nie podejrzewalam po dwoch porodach, myslalam ze juz sie uodpornilam, a jednak nie 😀 Chyba sie przekonam i sama tez opisze porod Davida, choc tak naprawde to niektorych zdarzen okolicy porodu wcale nie chce wspominac..



    #1787403

    mumcia

    Zamieszczone przez MarysiaR
    [LEFT]Każe m oddychać jak piesek żeby dotleniać Zosię.[/LEFT]

    Czytałam i do tego zdania uświadomiłam sobie, że czytam na bezdechu:) Ślicznie napisałaś tę historie – taka jakaś ciepła. I tak jak Bramkaa napisała też mi zakręciło w oku na koniec ehhhh

    #1787404

    tusiaaa24

    🙂 – nie rodzilam naturalnie i nie mam o tym zielonego pojecia ale Twoja opowiesc oddaje cala powage i piekno sytuacji … gratuluje zdrowego robaczka …:p

    #1787405

    magdzik22

    Pięknie napisane 🙂

    Jestem kilka dni PRZED, więc wzruszona podwójnie…

    A półtora roku temu też rodziłam z panią, która miała na imię Lucynka… 🙂

    #1787406

    meme

    czytałam jednym tchem 😉
    pięknie 🙂



    #1787407

    lilavati

    Ile razy czytam opisy porodów ryczę jak głupia i chcę znowu to przeżyć
    100 LAt dla Zośki

    #1787408

    daga-j23

    Zamieszczone przez Bramkaa
    WIesz co, podeszlam do tego opisu z zwatpieniem ze moze mnie wzruszyc, juz sie tyle naczytalam 😉 ale wzruszylas mnie Marysiu, przeczytalam od poczatku do konca i na koniec mi lzy polecialy 😀 chociaz juz sie o to nie podejrzewalam po dwoch porodach, myslalam ze juz sie uodpornilam, a jednak nie 😀

    Pomyślałam to samo, a tu oczy mokre na koniec 🙂 Cud narodzin, co nie, a u każdej trochę inaczej przebiega i lubię czytać takie porodowe historie. Moje porody też swego czasu opisywałam na forum 🙂

    #1787409

    marysia

    Dziękuję Dziewczyny:) Miło przeczytać takie słowa. Ja też zawsze się wzruszałam przy opisach porodów, a przy swoim … eh, wzruszona jestem dzisiaj bardzo.

    #1787410

    marysia

    Zamieszczone przez magdzik22
    Pięknie napisane 🙂

    Jestem kilka dni PRZED, więc wzruszona podwójnie…

    A półtora roku temu też rodziłam z panią, która miała na imię Lucynka… 🙂

    Widać Lucynki to dobre dusze:)
    Masz piękne córki i kibicuję przy narodzinach trzeciej;) Powodzenia!!!



    #1787411

    magdzik22

    Ta „moja” była cudna. Urodziłam prawie 4kg w 2,5h, z czego tylko pół godziny było nieprzyjemnie bardzo (był jakiś konflikt w szpitalu i anestezjolog odmówił zejścia do zzo na życzenie…)

    Dziękuję za komplementy i kciuki 🙂 O Zosi mogę powiedzieć to samo – prześlicznej urody dziewczynka 🙂 (mam życzyć kolejnej córki? 🙂 )

    #1787412

    marysia

    Zamieszczone przez magdzik22
    (mam życzyć kolejnej córki? 🙂 )

    oj, tak :):):)
    Dzięki wielkie!!!



    #1787413

    jersay

    Cieszę się że mogłam przeczytać o Twoim porodzie,bo podobnie jak Magdzik jestem na parę dni przed…Piękny opis,łezka się kręci w oku…dziękuje!

    Pozdrawiam i życze wszystkiego co najlepsze dla Zosi

    #1787414

    magdzik22

    Trzymam!!!

    #1787415

    miamia

    łezka się w oku kręci.. piękny opis, cud narodzin zawsze mnie wzrusza, śliczna córeńka i życzę kolejnej 🙂

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 25)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close