jakie byly wasze poczatki?

moze zdziczalam,zwariowalam albo wczulam sie w role (za bardzo?a mozna tak?) i nie chce przeistoczyc sie w to czego nie lubie,ale jak bylo u was? z mezem jestesmy od kilku lat i zawsze swietnie sie rozumielismy,te same poglady,upodobania, humor itd. nigdy sie nie klocilismy , nie liczac byle jakich sprzeczek, ktore byly zawsze obracane w zart. odkad pojawil sie maly, cos sie zmienilo. byl oczekiwanym malenstwem i ja uwazam ( w czym sie nie zgadzamy, bo… wroce do tego), ze oboje chcemy dobrze i moze jestesmy nadgorliwi, nie zdajac sobie sprawy, ze kazde z nas “wie lepiej” i byc moze stad irytacja, z ktora mi sie ciezko pogodzic, bo jej wczesniej nie bylo , drobne sprzeczki. moja wypowiedz moze sie wydac chaotyczna,ale pisze w mgnieniu oka, bo “zaraz” musze wstac i zmeczenie daje sie we znaki. krotko mowiac klocimy sie i blahostki, jest to uciazliwe dla nas obojga, sa baaardzo burzliwe dyskusje i gdy sie wydaje,ze doszlismy do porozumienia, okazuje sie , ze jakas tam zadra jest. nie chce tak. moze sie nie dotarlismy jeszcze,ale wiem,ze nie chcemy tak zyc. nie chce sytuacji gdzie ” ja wiem lepiej” , bo to niekorzystnie wplywa na dziecko,tym bardziej nie chce,zeby maly wychowywal sie wsrod klotni ( nie chce,zeby mial tak jak ja). nie wiem juz sama czy problem lezy we mnie samej, bo siedze z malym caly dzien,praktycznie w domu jestem caly czas. maz mnie wypycha z 4 scian,ale od jakiegos czasu nie mam po prostu energii i checi (zima?). stad te konflikty? czy moze chcemy za dobrze? moge dodac jeszcze wiele, ale na sama mysl uplywa ze mnie powietrze. to tez mi maz zarzuca, niechec do rozmowy, a ja nie mam sily po prostu… dodam,ze oboje jestesmy zdani na siebie wylacznie, zbyt duzej rodzinki nie mam, kazdy ma swoje zycie przeciez. babcia ” chce odpoczac ( lubi pracowac i bedzie do upadlego, choc nie ukrywam,ze inaczej to sobie wyobrazalam: kochajacy dziadki…nie bawienie dziecka,ale zwykla chec spedzania czasu z wnukiem) i jej nikt nie pomagal wiec ona tez nie musi” ( przykre). tak wiec jestesmy zdani na siebie, doslownie, przemeczeni, zero czasu dla siebie ( gdy sie taki znajdzie to chcemy tylko spac). wiedzialam i liczylam sie z tym,ze z pojawieniem sie dziecka wiele sie zmieni i nigdy tego nie bede zalowac,ale jestem rozczarowana moja rodzina po prostu. oswieccie mnie prosze… w tym problem? bo nie mamy czasu we 2? czy to ja? ( zabiegany swiat , nikt nie ma czasu). zakoncze na moment ten monolog, wypeplalam sie i dzieki za “sluchanie”.

12 odpowiedzi na pytanie: jakie byly wasze poczatki?

monikachorzow2007-01-15 08:50:53

Re: jakie byly wasze poczatki?

musiałabym ci napisać -normalka przy dziecku,każda z nas tak ma….
zmeczenie,brak takiego jak kiedyś kontaktu z partnerem,znudzenie ciagle tymi samymi czynnościami wykonywanymi w domu…..do tego kiepska zima,,,to wszystko daje w kośc…
ale nie możesz się poddawać,dlaczego siedzisz sama z dzieckiem w 4 ścianach???nie lepiej gdzieś z małym pójsc ??nie wiem ile ma ale nawet maluszka wsadzisz do wózka i pojedziesz gdzies wsród ludzi…spotkac się z koleżankami,do cioci na kawe….to na prawde pomaga…
ja jak tylko moglam to brałam marcina zapakowanego do wózka i ruszałam w świat…nie było nas kilka godzin,miałam ze soba mleko pieluchy i wędrowałam…’
w domu już dawno dostałabym kręćka…
jesteśmy w podobnej sytuacji -sami -nie mamy pomocy ze strony dziadków bo teściowie mieszkają daleko , tata pracuje a moja mama nie zyje…
uwierz mi idzie do tego przywyknac …nie mamy sie tak dobrze jak inni którzy podrzucają dziecko dziadkom i jadą sobie np na spokojne zakupy albo na kawe…
my wszędzie w trójke…
ale dzieki temu marcin od poczatku nie bał sie ludzi,lubił markety(dzieci koleżanek się darły i nie potrafiły wyleżeć w wózku 10 minut w markecie a marcin zadowolony oglądał wszystko dookoła i zakupy mogły trwać 2 godziny).
z tym że u nas nigdy nie bylo kłótni,w żadnym temacie a juz na pewno nie w temacje “dziecko”.mój mąz pracuje całymi dniami i pozostawił mi wszystkie decyzje dot dziecka bo to ja z nim cały dzień jestem i to ja większośc rzeczy robie,,,oczywiście ważne sprawy ustalamy razem ale mąż zawsze daje mi wolną rękę…
porozmawiaj z mężem o swoich odczuciach,zróbcie sobie wieczór szczerości i pewnie niedogadania sobie wyjaśnicie….
pociesze cię tym że już niebawem wiosna a wiosną rosna skrzydła -przynajmniej mnie

m&m15.01.04

chilli2007-01-15 09:21:42

Re: jakie byly wasze poczatki?

1. wyjdż z domu i daj w tym czasie zając sie dzieckiem ojcu – nie zrobi mu krzywdy
2. wyjdź z domu z dzieckiem
3. pojedźcie gdzie na weekend chociazy, zeby zmienic otoczenie.

jak wg Ciebie objawia sie chce za dobrze? robieniem z domu wiezienia dla małego i jego matki? czym zaszczkodzisz dziecku opuszczajac dom?

kusiolson

2007-01-15 09:23:53

Re: jakie byly wasze poczatki?

pojawienie siię dziecka to nie tylko radość , ale też cała masa stresu… to, że macie różne poglądy na niektóre sprawy to normalne…i normalne jest to, że teraz w tym “chaosie” jaki wprowadził nowy członek rodziny trudno dojść do porozumienia, bo czasami zwyczajnie brak czasu na spokojną rozmowę, bo jestescie zmęczeni, bo….. my przechodziliśmy to samo…ba…nawet chyba gorzej mieliśmt bo wbrew pozorom “pomoc” niektórych członków rodziny wychodziła nam bokiem…każdy miał coś do powiedzenia w temacie opieki i wychowania dziecka…na samo wspomnienie zaczynam sie denerwować… może mi nie uwierzysz, ale ja bym się cieszyła będąc zdala od rodziny (głownie od rodziny męża) jestem samodzielna i wolę liczyć sama na siebie niż wymigiwać się od pseudo-pomocy za którą później trzeba słono zapłacić…. z tego co piszesz jesteście dobraną parą i wierzę, że obecne niedpowiedzenia i żale szybko wyjaśnicie i z tej “próby ognia” wyjdziecie cało i zdrowo … podpisuję się pod radą Moniki… postarajcie sie wygospodarować jakiś wieczór tylko dla siebie i na spokojnie porozmawiajcie ..ustalcie priorytety w sprawie wychowania dziecka i powiedzcie sobie szczerze co Wam leży na sercu.Powodzenia!

W.

ahimsa2007-01-15 19:56:29

Re: jakie byly wasze poczatki?

W odpowiedzi na:


maz mnie wypycha z 4 scian,


Miałam bardzo podobnie jak się mateo urodził. I wiesz co? mąż mnie wypchnął z 4 ścian i pomogło! jak ręką odjął! wszelkie kwasy moje zmęczenie, nasze relacje:) Idź do pracy!:)


lipcowe dziecko

daga-j232007-01-15 21:50:08

Re: jakie byly wasze poczatki?

Nie napisałaś ile ma Wasze dziecko, domyślam się, że nie więcej niż kilka miesięcy. Ma to znaczenia, a dlaczego to napiszę dalej.
U nas było identycznie, żadnych kłótni, czasem drobne sprzeczki – przed dzieckiem. Pojawiła się córcia, wyczekiwana, kochana, a jednak stała się “próbą nerwów” czasami- i na tej podstawie stwierdziliśmy, że dopiero próbą związku jest pierwsze dziecko (może każde kolejne też, nie wiem), nie ma co w słabym małżeństwie myśleć, że np. ciąża scali związek, bo pojawienie się dziecka tak naprawdę powoduje dużo sytuacji stresowych, dużo momentów gdzie ktoś musi mieć rację, a ktoś jest w błędzie – dużo powodów do kłótni. A wynika to ze zmęczenia, z nowej sytuacji, bo nie ma czasu na to co poprzednio było, bo małe płacze a nie wiadomo jak mu pomóc – różne takie.
I właśnie po kilku miesiącach dochodzi do ułożenia sytuacji, wszyscy się przyzwyczajają, obowiązki są podzielone, sytuacja okiełznana. Kłótnie coraz rzadziej, bo już nie ma o co, bo jak dziecko płacze to obydwoje wiedzą czemu i reagują odpowiednio, bo dziecko wiadomo o której śpi, to i można zaplanować swój odpoczynek czy czas wolny – jest łatwiej niż na początku.
Jeśli związek doszedł do tego momentu ot już będzie lepiej – udało się uff 😉 Jeśli kłótni jest coraz więcej mimo ułożenia sytuacji z dzieckiem to już nie moja działka… nie wiem co poradzić.
U nas wszystko się ułożyło szybko i tego i Wam życzę.

Dagmara i

eunike2007-01-16 00:01:47

Re: jakie byly wasze poczatki?

Dokładnie, coś takiego chciałam napisać. Jeszcze dodam, że często frustracja jest tym większa, jeśli wcześniej spodziewało się czegoś zupełnie innego – spokojnego dzidziusia który tylko je i śpi…
U nas dosyć długo trwał ten ciężki okres, bo mały był marudny i absorbujący, zwłaszcza dopóki nie umiał się samodzielnie poruszać. Teraz od mniej więcej roczku, kiedy to już chodzi i potrafi się nawet dosyć długo sam bawić, jest zupełnie inaczej, ogromna ulga powiedziałabym… Nie wiem co będzie dalej, czekają nas różne syndromy dwulatka itd., ale mimo wszystko to już chyba nie jest tak stresujące jak przy niemowlęciu…


Cyprianek (listopad 2005)

mamamaksa2007-01-17 04:10:18

Re: jakie byly wasze poczatki?

wiesz,przeczytalam to wszystko i hmmm… masz racje. po pierwsze musze cos zmienic w mojej codziennej rutynie i bardziej sie zmobilizowac do dzialania, co nie jest latwe przy zimowej pogodzie, no ale dla chcacego nic trudnego 😉 jesli chodzi o 4 sciany, to w domu spedzam wiekszosc czasu z powodu braku pojazdu ( mamy jeden i jestem w tym sensie uzalezniona,zreszta my wszedzie razem, ale tak jak powiedzialas chyba moj rycerz potrzebuje odsapnac i zaczne wiecej wypelzac), a odleglosci sa za duze, by sie dostac gdziekolwiek pieszo,chocby do znajomych. a to juz inna beczka, kazdy ma swoje zycie, nie kazdy dzieciaty i nie kazdy ma czas. maz rowniez daje mi wolna reke, ale czasem z igly robia sie widly i tlumacze sobie,ze sie docieramy. moze tez zderzylismy sie mocno z rzeczywistoscia, wczesniej snujac marzenia o sielankowym bobasku , a tu pojawil sie ON:) od samego poczatku byly z nim przeboje , byl i czasem nadal jest dzieciakiem z piekla rodem:) wiem,ze oboje chcemy dobrze,ale maz czasem uwaza,ze mysle,ze mam zawsze racje. i tu mi rece opadaja, bo po pierwsze nie chce,zeby trak sie czul,bo tak nie jest,a po drugie jestem z malym wiekszosc czasu, mam swoje sposoby,ktore dzialaja i “wiem lepiej” w dobrym tego slowa znaczeniu i trach:) czasem sie czuje jakby to byla kompetycja:) wczoraj byl pierwszy etap rozmowy i bylo cudownie. nadal cos wisi w powietrzu i to nie koniec rozmowy.dziekuje ci za chwile i rade

mamamaksa2007-01-17 04:16:36

Re: jakie byly wasze poczatki?

szpilki,
wychodze z domu, ojciec zajmuje sie cudownie dzieckiem i nie obawiam sie go z nim zostawiac ( jedyny mankament to to,ze maly ryczy,no ale trudno musi sie przyzwyczaic)
wychodze z malym z domu,no ale wyglada na to,ze musze sie gdzie zapodziac na dluzej:) wkrotce tez jedziemy na wakacje, nie mozemy sie doczekac, wlasnie, tego chce,zmiany otoczenia,a maz o niczym innym juz nie mysli:) potrzeba nam tego:) co do ostatniego punktu zle mnie zrozumialas, a raczej to ja sie zle wyrazilam. wedlug mnie chce za dobrze ( maz i ja) oznacza, ze cokolwiek ktores z nas nie zrobi odnosnie dziecka, uwaza ze tak jest lepiej:) to az sie prosi o posiadowke i rozmowe! wiesz,zanim dzidzia sie pojawil, wszystko bylo omowione od a do z albo tak myslelismy. teoria jest o wiele prostsza:) dziekuje za otworzenie oczu

mamamaksa2007-01-17 04:18:13

Re: jakie byly wasze poczatki?

nie chce isc do pracy:) ale wkrotce bede musiala. nie tesknie za praca,ale za kontaktem ludzkim tak 🙂 zaniedlugo ide na babskie spotkanie (po wakacjach). boje sie,ze mi sie spodoba:):):)

mamamaksa2007-01-17 04:22:38

Re: jakie byly wasze poczatki?

monia, u nas tez bylo bardzo stresujaco,szczegolnie na poczatku, maly nas zaskoczyl,urodzil sie z wada serca i od razu prawie zabrali go do innego szpitala na operacje, byl tam dwa tyg i nie wiedzielismy przez ponad tydzien czy przezyje. po powrocie do domu zaczely sie upaly,kolki i bol pooperacyjny i dlugo nie mogl sie nauczyc ssac. to nas jeszcze bardziej zblizylo,a odkad zaczal wiecej rozumiec jest taki kofany i wierze,ze wyjdziemy z tego, bo juz beczke soli zjedlismy razem:)

mamamaksa2007-01-17 04:24:44

Re: jakie byly wasze poczatki?

dzieki daga,przeczytam to mojemu:) wlasnie to juz mu mowilam,ale nie tak ladnie jak ty:) moj syn jest jak los na loterii:) wielka wygrana,ale tez nie wiesz co dostaniesz:)

monikachorzow2007-01-17 09:13:24

Re: jakie byly wasze poczatki?

nie ma sprawy -jeśli choć troche pomogłam to ciesze się niezmiernie…
czasami sa takie chwile że wydaje się że wszystko jest bez sensu,nic nie wychodzi i wtedy ręcę opadaja i nie ma sie ochoty na nic…
wtedy trzeba się zmobilizowac,zrobić sobie mała przyjemnosc(ja owego czasu jak miałam zły dzien to szłam….do szmateksu w sąsiedztwie i zawsze sobie albo małemu coś wyszukałam i od razu mi sie poprawiał humor….odkąd uzależniłam sie od kupowania w szmateksach nie bawią mnie zakupy w zwykłych sklepach…najgorsza karą dla mnie jest kupowanie czegos w innym niz szmateks sklepie),odsapnąć od obowiązków,rutyny i 4 ścian….
nie zawsze to jest łatwe siedząc ciągle z dzieckiem w domu ale warto wygospodarowac dla siebie godzinke “wolnego” i od razu się inaczej patrzy na świat…
pozdrawiam .

m&m15.01.04

Znasz odpowiedź na pytanie: jakie byly wasze poczatki??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasze zdjęcia
rowerzystka;)
zdjecia robione..uwaga..6 stycznia..2007 ..gdzie te mrozy?? [img]http://foto.m.onet.pl/_m/78770222f3fa7a8caaf677c37b9f9db8,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto.m.onet.pl/_m/2f9c68778249ce054686c92da79205bf,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto.m.onet.pl/_m/42c85fbb882826249a7e96c9e4e60195,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto.m.onet.pl/_m/297b20db36e4aa52a1fc576091e262e8,5,19,0.jpg[/img] i troche mieszanki [img]http://foto.m.onet.pl/_m/48a123dd4ba26210d0336a1188c756e8,5,19,0.jpg[/img] dzisiejsze popoludniowe [img]http://foto.m.onet.pl/_m/f373b6689bd3dc83f0f2c9460cdc1888,5,19,0.jpg[/img] i poranne [img]http://foto.m.onet.pl/_m/8213c062aaae5a9b3b72b4aafae38fb8,5,19,0.jpg[/img] i znowu..wiosennie-styczniowo;)) [img]http://foto.m.onet.pl/_m/c332e30b14a816bf221c7e932e2dbb11,5,19,0.jpg[/img] pozdrawiamy [img]http://foto.m.onet.pl/_m/60c79cb9dc8ee5d34381cab0fa05781e,5,19,0.jpg[/img]
Czytaj dalej
Nasze zdjęcia
Hubi -mineło już pół roczku :)
Hubcio 12 stycznia b/r skończył pół roczku :) Jest on wesołym , pogodnym i energicznym chłopcem , lubiącym towarzystwo innych osób.Uwielbia brykać na kolanku machając przy tym wszystkimi kończynami (jak na
Czytaj dalej