Jestem na rozdrożu :-(((((

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 67)
  • Autor
    Wpisy
  • #72893

    pogmatwana

    Drogie dziewczyny!!!
    Postanowiłam edytować tę wiadomość zanim przeczytam dotychczasowych odpowiedzi. Chciałam tylko Wam wyjaśnić, że nie zmieniłam nicku dlatego żebyście Wy nie wiedziały o kogo chodzi, tylko dlatego że mój mąż zna to Forum (mam go w Ulubionych) i mógłby niechcący trafić na mojego posta. A zna również mojego „prawdziwego” nicka.

    Jestem na tym Forum od kilku lat. Ale od razu się przyznaję, że piszę pod innym nickiem. Muszę się komuś wygadać, może któraś z Was coś mi pomoże… Nikomu znajomemu nie mogę o tym powiedzieć… Ale do rzeczy.
    Otórz od 5 lat jestem mężatką, od dwóch mamy dziecko – najukochańszą istotkę pod słońcem. Pewnie pierwszy błąd popełniłam już przy wychodzeniu za mąż. Nie kochałam męża bezgranicznie, ale też nie był mi obojętny, bo inaczej bym za niego nie wyszła. Nie byłam w ciąży, po prostu chcieliśmy być razem. Jednak cieniem na to uczucie kładło się uczucie do Pierwszej Miłości – nazwę Go Piotrem.
    Otóż ja i Piotr bardzo się kochaliśmy. Ale jego matka nas rozdzieliła. Nie będę się wdawała w szczegóły, napiszę tylko że walczyliśmy z nią ponad 2 lata i przegraliśmy. Przy rozstaniu Piotr powiedział do mnie m.in.: „Jeżeli coś mi się w życiu nie uda i będę nieszczęśliwy, to będę miał o to tylko pretensje i żal do matki, bo z tobą mogłoby mi być dobrze i się udać. A tego nie jestem w stanie sprawdzić. Kocham Cię. Żegnaj.”
    Rozstaliśmy się i 10 lat go nie widziałam. W międzyczasie dowiedziałam się, że 2 lata po naszym rozstaniu ożenił się z dziewczyną bo była w ciąży. Po jakimś czasie się rozeszli…
    A teraz o moim małżeńswie.
    Ostanio nie najlepiej dzieje się w moim małżeństwie. Tzn. mąż mnie kocha, a ja? Nie wiem. Ostatnio było tak źle między nami, że nawet powiedziałam mężowi, że gdyby nie dziecko to odeszłabym od niego. Nasze problemy zaczęły się gdzieś w maju tego roku. Gdy było już tak źle że myślałam że chyba wpadnę w depresję, zaczęłam myśleć o Piotrze. Poszperałam troszkę w Internecie i znalazłam jego nr tel. domowego. Dodam, że mieszkamy ok. 120 km od siebie. Zaczęłam jak nastolatka robić mu „głuche telefony”. Dzwoniłam i się nie odzywałam, bo chciałam chociaż usłyszeć jego głos. Gdy pierwszy raz Go usłyszałam, dosłownie aż mi się w głowie zakręciło. Kilka razy dzwoniłam i albo nikt nie odbierał, albo odbierał tylko On. Z tego wywnioskowałam, że chyba rzeczywiście jest sam. Przestałam już dzwonić. Ale cały czas myślę. Bardzo chciałabym z nim porozmawiać. Już nie chodzi nawet o to że chciałabym z Nim być, ale bardzo chciałabym pogadać co u Niego słychać. Jednak wydaje mi się, że nie mam prawa burzyć jego jakoś (a może bardzo dobrze) poukładanego świata i życia. Nie mam prawa tego robić mojemu mężowi i dziecku.
    Pozatym myśląc o moim mężu… Nawet gdyby coś się znowu narodziło między mną a Piotrem, to nie chciałabym budować swojego szczęścia na męża cierpieniu, no i też dziecko by cierpiało. Bo chociaż mąż nie jest idealnym tatusiem, nie poświęca mu tyle czasu co ja bym chciała czy myślała, to jednak dziecko kocha swojego tatusia i to bardzo.
    Jeśli którejś z Was będzie chciało się odpisać, to proszę napiszcie co Wy byście zrobiły w takiej sytuacji. Zadzwoniłybyście?
    Pozdrawiam
    Pogmatwana uczuciowo.

    Edited by Pogmatwana on 2005/11/10 12:08.

    #951007

    Anonim

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Ja bym zadzwoniła i poprosiła o spotkanie. Ot takie zwykłe spotkanie po latach, aby dowiedzieć się „co u Was”. Może to juz całkiem inny człowiek – życie zmienia ludzi. Takie dawne miłosci są często idealizowane. Spotkałabym się z nim, ale nie opowiadałabym mu o mojej sytuacji rodzinnej, nie dała bym po sobie poznać, ze nie jestem szczęsliwa. A co dalej z tym zrobić to zależy od przebiegu tego spotkania…

    Koralka i Dominika (05.03.2005)



    #951008

    claudiac

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    ja bym sie bala zadzwonic, balabym sie spotkania – bo co jesli nadal i w nim cos tkwi?? jesli on tez gdzies w glebi duszy mysli o Tobie??? Na jednym telefonie, spotkaniu sie nie skonczy….

    A moze odwroc sytuacje – Ty nadal kochasz meza, on mysli o starej milosci – chcialabys zeby do niej zadzwonil???
    Nie potepiam Cie, sama miewam glupie mysli czasami… Przede wszystkim jestesmy matkami… Musimy myslec o dzieciach, co innego gdyby Twoj maz byl brutalem, pijakiem, nie kochal Was… Ale w takiej sytuacji – gdy wkradla sie nuda, moze najpierw warto „obudzic” to co bylo u Was???
    Na pewno nie jestem zwolennikiem bycia razem na sile, dla pozoru i wylacznie dla dziecka, ale nie wnioskuje z Twojego postu ze u Was jest bardzo zle, tylko cos wygaslo, wkradla sie nuda i rutyna…
    Zycze powodzenia…

    Claudia i Klaudia (14.10.04)

    #951009

    claudiac

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    ja bym sie bala zadzwonic, balabym sie spotkania – bo co jesli nadal i w nim cos tkwi?? jesli on tez gdzies w glebi duszy mysli o Tobie??? Na jednym telefonie, spotkaniu sie nie skonczy….

    A moze odwroc sytuacje – Ty nadal kochasz meza, on mysli o starej milosci – chcialabys zeby do niej zadzwonil???
    Nie potepiam Cie, sama miewam glupie mysli czasami… Przede wszystkim jestesmy matkami… Musimy myslec o dzieciach, co innego gdyby Twoj maz byl brutalem, pijakiem, nie kochal Was… Ale w takiej sytuacji – gdy wkradla sie nuda, moze najpierw warto „obudzic” to co bylo u Was???
    Na pewno nie jestem zwolennikiem bycia razem na sile, dla pozoru i wylacznie dla dziecka, ale nie wnioskuje z Twojego postu ze u Was jest bardzo zle, tylko cos wygaslo, wkradla sie nuda i rutyna…
    Zycze powodzenia…

    Claudia i Klaudia (14.10.04)

    #951010

    effcia

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    nie dzwoniłabym. też mi czasem głupie myśli po głowie chodzą. ale nie. nie zrobiłabym tego.
    powalczyłabym o to co mam.

    mądrego wyboru życzę.

    Effcia i HANEK 2 latka i 2/12)

    #951011

    kamelia

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Wiem jak ciężko jest zrezygnować z realizacji marzeń…
    Nie zaryzykowałabym jednak rozpadu małżeństwa dla ułudy.
    Zwłaszcza, że piszesz, że „nie wiesz” co czujesz do męża. Może to jednak miłość, tylko taka inna, mniej prywająca, jaka powstaje po latach bycia razem… Spróbuj zakochać się w…mężu… na nowo. Jak? Nie wiem… Sama dopiero się uczę jak podsycać w sobie (i w mężu) uczucie by trwało.

    Michałek 14.08.2003



    #951012

    natinka

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    No własnie i o to chodzi jak komus doradzić czy wesprzecz jesli zachwiklę ktoś to nazwie prowokacją ……………..

    Odemnie tylko tyle zyczę powodzenia …………..

    Nati i Kamilka 05.04.04

    #951013

    asia80

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Wiesz co, czasem tak bywa, ze pamiec o osobach z przeszlosci jest duzo piekniejsza niz to co mozemy zastac w realnym swiecie. Wlasciwie masz dwa wyjscia. Zyc wspomnieniami lub spotkac sie z Piotrem. Wtedy sie okaze czy faktycznie jest tak miedzy Wami jak w Twoich wspomnieniach czy zupelnie wygaslo juz wszystko. No, ale istnieje ryzyko, ze nie wygaslo…. I co wtedy….

    Asia i Oliwierek 14.01.04

    #951014

    magdzik22

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    To samo przyszło mi do głowy . Telepatia ?

    Magda & Marcia 07.09.04

    #951015

    natinka

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    o napewno telepatia

    Fajniusia fotka ja uwielbiam patrzec jak dzieciaczki spią super

    Nati i Kamilka 05.04.04



    #951016

    qr-chuck

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Jeśli to się tak za Tobą ciągnie i wraca to… ja bym się spotkała… ale nie teraz.
    Teraz kręci Ci się w głowie na dźwięk jego głosu… Pomyśl logicznie: kręci Ci się w głowie na dźwięk głosu OBCEGO FACETA! – bo przecież chłopak (zakładam, że był wtedy młodziutki, skoro jeszcze się nie odpępnił) wyrósł na mężczyznę, z przeszłością, z bagażem dzieci… Nie znasz go. Jeśli teraz się z nim spotkasz i On zauważy Twój stan może to wykorzystać (jeśli będzie wystarczająco cyniczny) i skończy się… różnie: przygodą łóżkową, romansem, rozbiciem małżeństwa… Oczywiście może nie wykorzystać, tylko np. czuć się tym skrępowany… Nie spotykaj się z nim TERAZ!
    Spróbuj naprawić małżeństwo (piszesz, że macie problemy od pół roku – zważywszy, że jesteście razem duuużo dłużej, nie jest to wcale aż tak długo). Nie piszesz na czym polegaja Wasze problemy, więc trudno tu coś powiedzieć (zreszta i tak nie czułabym się na siłach…), ale jesteście dorośli, mąż Cię kocha… Wszystko przed Wami.
    Ochłoń z pomysłu spotkania się z Piotrem i myśli o tym co by było gdyby… i wtedy się z nim spotkaj – po przyjacielsku, spokojnie… Możesz mieć przyjaciela, albo stwierdzić, że to juz nie to. Bo w powrót prawdziwej miłości to ja nie wierzę (tak nawiasem: mama jeszcze żyje?)

    Pozdrawiam,
    Anka i Aśka (29.04.04)

    #951017

    aruga

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Ja bym nie zadzwoniła
    W każdym małżeństwie zdarzają się kryzysy i chyba normalne jest takie znudzenie sobą po latach bycia razem, przewidywalność zachowań, taka rutyna dnia codziennego. Ale to właśnie daje nam poczucie bezpieczeństwa-wiemy na czym stoimy
    Nie możesz mieć pewności co do tego, że gdybyś była z Piotrem po jakimś czasie nie poczułabyś się podobnie jak teraz. A może poprostu wyidealizowałaś sobie jego obraz, może to wszystko podsyciło jeszcze rozdzielenie Was.
    Masz dziecko, kochającego męża i tego powinnaś się trzymać. Za jakiś czas się poprawi, ale musicie oboje się o to postarać
    A co do tamtego związku…niewiem, ale jak dwoje ludzi tak bardzo się kocha to matka nie jest w stanie ich rozdzielić (fakt, nie znam sytuacji, ale tak mi się wydaje)
    Zrobisz jak uważasz. Życzę trafnych wyborów



    #951018

    magdzik22

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    No tak – to sprawę telepatii mamy wyjaśnioną .
    A co do fotki – to ja lubię również jak dzieci śpią (realnie, nie tylko na fotkach) – ileż wtedy można zrobić!

    Magda & Marcia 07.09.04

    #951019

    beatab

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    pewnie można się spotkac, porozmawiać… ale różnie to może się skończyć. dzwoń tylko wtedy jesteś gotowa na ewentualną burzę z piorunami w swoim poukładanym życiu. a po burzy różnie bywa. czasem wyjdzie słońce, a czasem straty nie do opanowania…. taka przenośnia mi się skojarzyła, ale myślę, że dobrze obrazuje ten stan
    powiem Ci, że ja bym nie dzwoniła, gdybym nie była na 100 proc. przekonana co do uczuć do męża. a serce się wyrywa…. ale czasem trzeba przekalkulowac, czy warto. co sie zyska, co straci. i przeszłość zawsze jest bardziej kolorowa….

    Beata&Patryk(03.03.03)

    #951020

    pogmatwana

    Re: Jestem na rozdrożu :-(((((

    Taaaak, mamusia jeszcze żyje i czuje się extra. Wiem tyle, że Piotr się usamodzielnił, bo mieszka w miejscowości oddalonej od mamusi jakieś 20 km.
    I właśnie w sumie do tej pory powstrzymywała mnie ta wizja, że On jest przecież tak jak napisałaś w tej chwili obcym facetem.
    Pozdrawiam

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 67)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close