Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #67856

    karola80

    Ja nie wiem skad wam przyszlo do glowy ze chodziki sa nie zdrowe. Moze cos bylo w tv albo w gazecie pisalo??? Nie mozna wszystkich dzieci wsadzac do jednego „wora”. Sa dzieci ktore moga chodzic w chodzikach a sa dzieci ktore nie moga. To ocenia rehabilitant. Nie ktore dzieci maja poprostu predyspozycje do tego ze nie wolno ich sadzac w chodzikach.

    Karolina & Jasiu (17.11.04)

    #866791

    koyaga

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    To tak jak z telefonami komórkowymi. Są niebiezpieczne dla zdrowia a i tak wszyscy noszą je w kieszeni bo funkcjonować bez nich nie potrafią.
    Pamiętam, że ja mimo zakazu ortopedy wsadzałam Tyśkę do chodzika na 15-20 minut. Musiałam. Inaczej nie zjadłabym śniadania. Tyle czasu Tyśce wystarczyło by zwiedzić całą kuchnię. Później już się nudziła.

    Mimo wszystko do chodzików przekonana nie jestem.
    Ortopeda u którego leczyłam Tyśkę odradzał a szczególnie w jej przypadku (dysplazja stawów).

    …ale lekarz lekarzowi…

    Aga i Tyśka **22m-ce**



    #866792

    lilavati

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Boję się, że wątek ten może wywołać burzę ale mimo to napiszę co myślę.

    Jak na mnie obecnie panuje propaganda antychodzikowa, co jakiś czas mod się zmienia, 25 lat temu nikt sobie nie wyobrażał chodzącego dziecka bez bucików z super sztywną piętką-teraz dzieci przecież chodzą boso, takich przykładów mógłby mnożyć,

    Ja nie uważam chodzika za jakiś super pożyteczny wynalazek ale uważam że używany z rozsądkiem nie zrobi krzywdy dziecku.

    Pewnie, że lepiej jak maluch robi wszystko o własnych siłach, lepiej jak sam pobrzuszkuje na podłodze ale nie zawsze tak się da.

    My o brzuszku mogliśmy tylko pomarzyć. Czy miałam swoje dziecko z refluksem rzucić do łóżeczka po karmieniu bo pionowa pozycja jest dla niego nienaturalna. Nie, brałam go od pierwszych dni na ręce pionowo i nosiłam godzinę po każdym jedzeniu , czasami i dłużej a że mały jadł co dwie godziny to często było tak,że tylko do jedzenia leżał a spał w pozycji pionowej, inna sprawiała mu poważny dyskomfor
    t
    Zawsze zastanawiają mnie stwierdzenia że ja nie wkładam dziecka do chodzika bo to takie strasznie złe, za to używam siedziska w kształcie majteczek, z miejscami na nóżki, a niby czym są obecne chodziki jak nie wiszacymi gatkami, bo jak na mnie to jedno i to samo, tylko chodzik ma jeszcze kółka.Zdanie, że w Kanadzie zakazano sprzedaży bo to strasznie złe-dlaczego panuje taki pęd,że u nas wszystko musi być jak w Kanadzie, dlaczego wszyscy uważają,że tam jest lepiej.

    Bez przesady prawie całe nasze pokolenie wychowane jest na chodzikach i jakoś wszyscy nie chodzą na palcach, nie wszyscy mają problemy z kręgosłupem, czy bioderkami.
    Jestem zdania,że ostatnio panuje jakaś chodzikofobia, a moda na na niechodziki jest po części wywołana przez producentów innych chodzikopodobnych wynalazków, które niejednokrotnie są kilkarazy droższe
    Najlepiej niech każdy robi co zechce, wkłada, niewkłada do chodzika swojego malucha, a nie tak jak jedna znana prze ze mnie mama z tego forum zawsze pisze jakie to chodziki złe, jak to ona do chodzika nie wkłada kiedy na własne oczy widziałam jaj dziecko w chodziku spędzało tyle samo czasu co mój Mateusz

    Ale się rozpisałam

    Pozdrawia
    Ania


    Mati 14m-cy

    #866793

    monia26

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Ja zawsze bylam „antychodzikowa”
    I nie ze wzgledu na to co teraz stalo sie naglosnione, ze to niezdrowe itd.
    Po prostu uwazam, ze lepiej jesli dziecko bedzie wlasnymi silami osiagac pewne procesy.

    Pozdrawiam – Monika

    Roczna Laurcia i tatko

    #866794

    burbus

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Hmmm, nudna będę… z różnych punktów widzenia chodziki są niezdrowe, nie tylko ze względów ortopedycznych. Zaburzają pracę błędnika, który powinien w swoim tempie się rozwijać poprzez upadanie i podnoszenie się dziecka o własnych siłach. Jeśli tego elementu nie ma rozwój jakichś funkcji związanych z błędnikiem, a co za tym idzie z równowagą, może być zaburzony.
    Chodziki nie dają żadnych pozytywnych skutków oprócz wygody i chwili spokoju dla mamy. Dlatego jeśli nie ma pozytywów dla dziecka, a są znaczące negatywy to dla mnie nie ma sensu wkładać dziecka do takiego urządzenia. Dla mnie to tak jak z chipsami: jeśli nie ma wartości, a nawet szkodzi, to dawanie ich dziecku, które jeszcze o nie nie prosi jest bezsensem. Takie jest moje zdanie.
    Nie przekonają mnie zdania mam, które tylko od czasu do czasu wkładają dziecko do chodzika. Po co? Żeby obrać ziemniaki? Cóż, sama znam smak bycia z dzieckiem 24 godzny na dobę bez niczyjej pomocy, nawet przez kilka miesięcy (jestem żoną marynarza :(, nie mamy w Szczecinie żadnej rodziny), i obeszło się bez chodzika! Kacper zaczął chodzić 2 tygodnie przed swoimi pierwszymi urodzinami, a więc w normie, prawda? Ortopedycznie jest wszystko ok. Nie wiem czy dzięki temu, że nie używałam chodzika… nie wiem. I nie chciałabym wiedzieć, co by było gdybym go używała. A zdania ludzi, którzy mówią, że sami byli wkładani i nic im nie jest… no coż, szczęściarze. Ja wolę dmuchać na zimne.
    Pozdrawiam ciepło.

    Agata i Pepe (Kacper) 31.07.03

    #866795

    apolosia

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Też tak uważam. Przede wszytkim CHODZI o to, zeby dzieci chodząc w chodziku, poruszały się na stojąco, a nie siedząc w nim. Tak właśnie robia moje dzieci. Chodzik kupili im moi rodzice, i miałam poczatkowo watpliwosci czy rozsądnie jest je tam wsadzać. Ale nawet nasz ortopeda, wybitny specjalista zachecił nas do jego kupna(!!!!), także nasza pediatra. Dziwne? Nie sadze. Te restrykcje to w dużej mierze kwestia mody. Tak jak te nieustanne rehabilitacje niejednokrotnie zdrowych dzieci.
    Dzieci mają różne predyspozycje,i rozwijają się w przeróżnym tempie.
    Nawet zdrowe dziecko może zacząć chodzić dopiero w wieku 18 miesięcy.I naprawdę, nie jest to dowodem jego opóżnienia w rozwoju.
    Chyba nie pojmą tego mamy pociech które biegają na własnych nogach już od 10 miesiąca życia.
    Teraz jest moda na naturalność. Mleko matki i raczkowanie. Żadnych chodzików.
    Co z tego jeśli są dzieci które gardza mlekiem z piersi, i wcale nie gatną się do przemieszczania się na czworaka.
    Znam dzieci karmione piersią któe co rusz chorują na zapalenie oskrzeli i łapią całe masy wirusów, i takie, które niemal od urodzenia piją mleko sztuczne i nie chorują właściwie wcale.
    Tak jak znam dzieci, które choć chodzily w chodziku, zaczeły wcześnie chodzić na własnych nogach.
    Naprawdę nie ma reguły.
    Wrzucmy na luz.
    Pozdrawiam!



    #866796

    magdasz

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Czesc!!
    Nie chce „bronic” Kanady i nie uwazam ze tu wszystko lepsze. Jesli chodzi o te „nieszczesne chodziki” to tutaj ich nie ma, nie ze wzgledu na kregoslup, biodra czy stopki, ale inne wypadki. A byly to wypadki typu zjechania chodzikiem po schodach, „podkniecie sie” o jakies progi, itp, czyli niedopilnowanie poruszajacego sie dziecka. Jak widzisz zakaz nie ma nic wspolnego z powodami nagonki w Polsce. Moj maly jest noszony pionowo od pierwszego dnia, a nawet sadzany, bo tu jest to normalny sposob, zeby sie dziecku odbilo. A dzieci nie sa tu koslawe.

    Magda i Daniel (22.02.05) 4m

    #866797

    lilavati

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Tak Madzi zgadzam się z tym co napisałaś, ja już wczoraj nie miałam sił rozpisywać się dłużej i tak post wyszedł za długi

    Napisałam tak dlatego bo często czytam jak to chodzikowanie jest złe bo w Kanadzie….Po prostu nie mam już sił za każdym razem opisywaćdlaczego w Kanadzie nie ma chodzików, takie wyjaśnienia naprawdę wielu mamą niewiele dają a temat chodzików regularnie na forum powraca

    Tak jak Apollosia słusznie zauważyła najważniejsza jest kwestia mody, tematy takie jak chodziki-raczkowanie, karmienie piersią, mleko krowie, gluten, rechabilitacja często zdrowych dzieci obecnie sa na topie

    Pozdrawiam Ania


    Mati 14m-cy

    #866798

    chilli

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    pozwole sie podpisac zwlaszcza pod stwierdzeniem o rehabilitacji zdrowych dzieci. Chodzikom mówie nie ale uważam że przesada w kazdym temacie jest mocno niezdrowa.

    Wląsnie przeczytałam posta Olinji której neurolog powiedział ze on nie widzi asymetrii u dziecka ale ona widzi i postanowiła ćwiczyc z dzieckiem, bo na pewno to pomaga i ona widzi poprawe jaka dają jej ćwiczenia poza wiedzą lekarza (opis ćwiczeń wzięła z forum)

    Ręce opadają…

    madzia i Wicia (16 miesiecy)

    #866799

    mamagacka

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Mój pierwszy kontakt z modą antychodzikową miał miejsce na studiach. Miałam zajęcia z korektywy podczas których wykładowca mówi, że wsadzanie dziecka w chodzik jest bardzo niezdrowe dla jego układu kostno – mięśniowego. Nie powiem Wam jakie były argumenty, bo jakos niespeacjalnie się wsłuchiwałam, jednak byłam lekko zaskoczona tym, że nie powinno się dziecka sadzać w chodzik, bo pamiętam moje kuzynki, które właśnie w taki sposób uczyły się chodzić, wiem, że ja też w chodzik sadzana byłam i cała rzesza dzieci naszego pokolenia.

    Po porodzie Julki stwierdziłam, że obędę się bez chodzika, co potem potwierdziła nasza lekarka. Zapytała mnie, czy planuję. Powiedziałam, że nie, na co ona – i bardzo dobrze. Zapytałam dlaczego. Powiedziała, że skoro ja nie chcę chodzika kupować to ona nie będzie mi mówiła o konsekwencjach sadzania weń dziecko, bo nam nic nie grozi. Nie drążyłam tematu, bo uznałam, że nie ma sensu. Jednak kryzys przyszedł krótko po skończeniu przez Julkę roczku – moje dziecko umiało chodzić, ale tylko trzymane za rękę i naszły mnie wizje, że kupię chodzik i może dzięki temu pomogę jej w nauce chodzenia, bo już zaczynałam się martwić, że mała ma 13 miesięcy a jeszcze nie chodzi. Odpuściłam jednak (nie wiem co wygrało, ale chyba rozsądek) i doczekałam się – Julka w wieku 13 miesięcy, 3 tygodni i 3 dni podreptała sama.

    Nie wiem jakie spustoszenie sieje wsadzanie dziecka do chodzika, ale piszą o tym w gazetach dzieciowych. Być może faktycznie jest to nagonka, moda itd. Nie analizowałam tego. Intuicyjnie jakoś wiedziałam, że nie szkodzę niczym Julce odbierając jej przyjemność siedzenia w chodziku, a chyba nie zniosłabym myśli, że mogłabym jej zaszkodzić gdybym chodzik kupiła. Oczywiście jest to czysta teoria, bo faktycznie my się w chodzikach chowałyśmy i nie jesteśmy jakieś pokrzywione, my nie jeździliśmy w fotelikach samochodowych – sadzało się dziecko na tylnej kanapie (o ile nie na przednim fotelu) wielkiej Syrenki i zwiedzało się kraj , żyjemy, mamy się dobrze, nikt nie słyszał o ochraniaczach na kolana i kaskach na głowę do jazdy rowerkiem i też nie miało to wpływu na nasze życie.
    Mam wrażenie, że czasami nadmiar wiedzy jest zabójczy – kiedyś chyba żyło się spokojniej, bo nieświadomie zagrożeń, które przecież były od zawsze tylko nikt nie robił z tego propagandy.

    Reasumując – nie krytykuję mam, które sadzają dzieci w chodzik – to ich wybór. Ja wybrałam, że robić tego nie będę, ale wcale nie czuję się w tym lepsza od mam, które na chodzik się zdecydowały.

    Duża buźka

    Mama Gacka i Julka (01.03.2004)



    #866800

    joannar

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Właśnie moda:-)
    Właśnie ze względu na to, że wiem, że w każdej teorii są (tak jak pisałam w innym poście) 2 szkoły o ile nie 3. Ja już z większym dystansem podchodzę do „nowoczesnych badań”, bo za chwilę są nowocześniejsze które przeczą poprzednim. Wszystko jest kwestią wyboru rodziców i to na podstawie obserwacji dzieci. Najbardziej wierzę w rodzicielską intuicję. I też nie stronię od „przestarzałych” (zdaniem niektórym mam) rad teściowych, babć i mam. Jest w nich wiele cennych wskazówek i nie trzeba na wstępie bez zastanowienia z nich rezygnować:-)
    A moda? Jedna jest, jutro będzie nowa:-) Żaden rodzic (normalny) nie chce źle dla swojego dziecka:-)
    To dla mnei wyznacznik:-)

    JoannaR i Pawełek 19.09.2003

    #866801

    mamaala

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    W odpowiedzi na:


    my nie jeździliśmy w fotelikach samochodowych – sadzało się dziecko na tylnej kanapie (o ile nie na przednim fotelu) wielkiej Syrenki i zwiedzało się kraj


    jedynie samochodów było zancznie mniej i nie rozwijały takich prędkości jak dzisiaj, wszystko ma własny układ odniesienia…

    Aga i Ala (10.02.2003)



    #866802

    mamagacka

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Ale też nie miały poduszek powietrznych czy kurtyn bocznych, nie miały pasów bezpieczeństwa dla pasażerów siedzących z tyłu więc chyba taka przejażdżka – choć w żółwim tempie (chociaż wiem, że poczciwa Syrenka też potrafiła rozwinąć skrzydła ) do bezpiecznych nie należała – oceniając to z perspektywy czasów współczesnych i obowiązku przewożenia dzieci w fotelikach, które moim zdaniem są bezpieczne lub bezpieczniejsze niż posadzenie dziecka samego, latającego „luzem” bez zapięcia pasów na tylnej kanapie. I chyba nie ma znaczenia, czy zderzenie będzie na pustej drodze, czy pełnej samochodów. Myślę też, że rozsądni rodzice bez względu na czasy w jakich żyją nie szarżują w jeżdzie samochodem. Inną sprawą są pozostali uczestnicy ruchu – wcześniej też zdarzali się przysłowiowi dawcy nerek i też powodowali wypadki, a w takim układzie bezwiedne dziecko bez zabezpieczenia wiadomo czym się stawało. Dlatego faktycznie wszystko ma swój punkt odniesienia i staram się kierować rozsądkiem a nie małpować wszystko, co jest trendy .

    Duża buźka

    Mama Gacka i Julka (01.03.2004)

    #866803

    zagajetka

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Wolnoć Tomku w swoim domku…Chodzik to wolny wybór każdej mamy.Nawet jesli miałabym takowy,to i tak nie skorzystałabym,bo nie wybaczyłabym sobie,gdyby po -nastu latach okazało się, że Marysia ponosi konsekwencje owej zabawki.To nie jest nieodzowny element życia dziecka (zresztą tak jak wiele innych).A skoro tak wiele się o tym teraz mówi,to może jest coś na rzeczy.Sądzę,że lepiej dmuchać na zimne, chociaż nie musze tego robić, bo w naszym przypadku chodzik jest zastrzeżony ze względu na dysplazję stawów biodrowych Marysi.
    Pozdrawiam
    Kasia

    i Marysia,02.02.005

    #866804

    aska27

    Re: Jeszcze raz o tych nieszczesnych chodzikach

    Tak na chłopski rozum biorąc : dziecko do pewnego etapu życia po prostu nie jest fizycznie przystosowane do pionowej pozycji , jego gorset mięśniowo-więzadłowy nie jest na tyle silny , aby utrzymać prawidłową postawę . I predyspozycje nie mają tutaj nic do rzeczy (właściwie o jakich predyspozycjach mówisz ???)Dzieci wsadzane do chodzików przed ukończeniem 6-9 miesięcy życia są narażone na bardzo duże obciążenia stawów kręgosłupa i bioder i dlatego nigdy nie wkładałam mojego synka do tego typu „mechanizmów” , i nigdy nie polecę tego żadnemu z moich pacjentów . Przynajmniej do pewnego etapu rozwoju
    pozdrawiamy
    Aśka i Bartuś

    (24.07.04)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close