kiedy rozpocząć naukę angielskiego?

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 36)
  • Autor
    Wpisy
  • #106490

    mirka1232

    jak myślicie kiedy jest najlepszy czas??? tutaj piszą ze jak najszybciej [usunięty link]

    #4091419

    oliweczka

    Od kołyski to dla mnie ciut za szybko.
    Myślę, że spokojnie można dać dziecku czas do wieku przedszkolnego – lub nawet później.
    My kiedyś zaczynaliśmy naukę jęz. obcych w czwartej klasie podstawówki i wcale nie uważam, że za późno.
    Wiek niemowlęcy to dla mnie zdecydowana przesada.



    #4091420

    bep

    Zamieszczone przez oliweczka
    Od kołyski to dla mnie ciut za szybko.
    Myślę, że spokojnie można dać dziecku czas do wieku przedszkolnego – lub nawet później.
    My kiedyś zaczynaliśmy naukę jęz. obcych w czwartej klasie podstawówki i wcale nie uważam, że za późno.
    Wiek niemowlęcy to dla mnie zdecydowana przesada.

    A mi się wydaje, że to dobry pomysł. Dziecko łapie 2 języki i potem nie musi specjalnie się uczyć tylko rozumienie tego drugiego języka jest jakby naturalne :Hmmm…:
    Wszyscy nasi obcojęzeczni znajomi, a mamy ich trochę, dziwią się, że skoro swobodnie porozumiewamy się w obcym języku to dlaczego nie rozmawiamy tak między sobą w domu? T twierdzi, że to nienaturalne, a ja myślę, że potem byłoby chłopcom łatwiej… Ale to moje zdanie
    Dodam, że moi obaj chodzą w przedszkolu na angielski. Szy od 3 rż. EM ma już prawie 2,5 i też chodzi… Wtedy dzieci łapią melodię języka, uczą się prostych słów.
    Mój młodszy brat był w podstawówce czy w przedszkolu jak na którymś programie w TV leciały bajki po ang. Zbierałam koparę z ziemi jak usłyszałam, że gość nie mając żadnych lekcji coś tam przetłumaczył (przy czym nie było to jedno słowo tylko wypowiedź/zdanie). Do tej pory nie wiem czy to zbieg okolicznpści czy czegoś się nauczył…. :Hmmm…:

    #4091421

    oliweczka

    A ja uważam, że dziś jest straszny pęd do tego, by najmłodszym wkładać do głów jak najwięcej.
    Niedługo wynajdą metodę nauki angielskiego jeszcze w łonie matki – choć już może funkcjonuje coś takiego, nie mam pojęcia.
    Owszem, w dzisiejszym świecie, gdzie jest spora konkurencja i walka o przyzwoite miejsca pracy, a angielski praktycznie No1 everywhere i bez tego ani rusz – rozumiem (choć nie popieram ślepo).
    Wydaje mi się, że jeżeli ktoś będzie miał być dobry, to po prostu będzie – czy uczony od kołyski, czy dopiero od zerówki.
    Moja Tuska też będąc w Stanach „złapała” nieco angielskiego. Potrafiła powiedzieć proste wyrazy, rozumiała je. W Polsce zapomniała i dziś uczy się od nowa.
    Nic na siłę moim skromnym zdaniem 🙂

    #4091422

    bep

    Zamieszczone przez oliweczka
    A ja uważam, że dziś jest straszny pęd do tego, by najmłodszym wkładać do głów jak najwięcej.
    Niedługo wynajdą metodę nauki angielskiego jeszcze w łonie matki – choć już może funkcjonuje coś takiego, nie mam pojęcia.
    Owszem, w dzisiejszym świecie, gdzie jest spora konkurencja i walka o przyzwoite miejsca pracy, a angielski praktycznie No1 everywhere i bez tego ani rusz – rozumiem (choć nie popieram ślepo).
    Wydaje mi się, że jeżeli ktoś będzie miał być dobry, to po prostu będzie – czy uczony od kołyski, czy dopiero od zerówki.
    Moja Tuska też będąc w Stanach „złapała” nieco angielskiego. Potrafiła powiedzieć proste wyrazy, rozumiała je. W Polsce zapomniała i dziś uczy się od nowa.
    Nic na siłę moim skromnym zdaniem 🙂

    Na siłę nie, ale wtedy gdy nauka nie jest wysiłkiem tylko zabawą chyba warto. Potem człowiek jest tak przesycony informacjami, że nauka języka nie jest przyjemnością tylko przykrym obowiązkiem.
    Moi mają w przedszkolu ang 4 razy w tygodniu. I świetnie się bawią. Przynoszą jakieś wyrazy/zwroty/piosenki. Czad. Jak przyjedzie Uncle Kevin to pewnie będą umieli Mu coś powiedzieć 😀 i może zakumają ze 2-3 słowa. Radocha będzie jak nie wiem. Poza tym coraz częściej zdarzają się sytuacje, że fajnie by było jakby coś tam kumali. Przeszliby pewne sytuacje bez stresu 🙂
    Na siłę to się człowiek uczy w szkole – moim zdaniem :Fiu fiu:

    #4091423

    medeja

    inna metoda to nauka w konkretnych sytuacjach dnia codziennego bez podkreslania faktu, ze w danej sytuacji zamiast polskich padaja slowa w obcym jezyku. U nas np. pewne sytuacje/czynnosci nazywane sa tylko po niemiecku i corka przyjela to za naturalne i wszystko rozumie a nawet powtarza zwroty.
    Tak najprosciej-robic cos i jednoczesnie nazywac to co sie dzieje-wtedy bez tlumaczenia dziecko rozumie i uczy sie.



    #4091424

    oliweczka

    Zamieszczone przez Bep
    Na siłę nie, ale wtedy gdy nauka nie jest wysiłkiem tylko zabawą chyba warto. Potem człowiek jest tak przesycony informacjami, że nauka języka nie jest przyjemnością tylko przykrym obowiązkiem.
    Moi mają w przedszkolu ang 4 razy w tygodniu. I świetnie się bawią. Przynoszą jakieś wyrazy/zwroty/piosenki. Czad. Jak przyjedzie Uncle Kevin to pewnie będą umieli Mu coś powiedzieć 😀 i może zakumają ze 2-3 słowa. Radocha będzie jak nie wiem. Poza tym coraz częściej zdarzają się sytuacje, że fajnie by było jakby coś tam kumali. Przeszliby pewne sytuacje bez stresu 🙂
    Na siłę to się człowiek uczy w szkole – moim zdaniem :Fiu fiu:

    Przedszkole – rozumiem.
    Od kołyski – nie bardzo 🙂

    #4091425

    bep

    Zamieszczone przez oliweczka
    Przedszkole – rozumiem.
    Od kołyski – nie bardzo 🙂

    Pewnie każdy ma swoje zdanie 😀 Ja tam żałuję, że nie zaczęliśmy wcześniej :Wstyd: Od samego początku… Gadaliby już trochę. Ehh… Teraz nie do nadrobienia więc to przedszkole nas wyręcza :Fiu fiu:
    Mnie też przekonuje argument czysto egoistyczny :Wstyd: Gdybym rozmawiała z nimi w obcym języku nie musiałabym się go uczyć prawie od nowa. Przyszłoby samo. A tak teraz przeżywam katusze… Nic nie umiem :Boje się:

    #4091426

    oliweczka

    Zamieszczone przez Bep
    Pewnie każdy ma swoje zdanie 😀 Ja tam żałuję, że nie zaczęliśmy wcześniej :Wstyd: Od samego początku… Gadaliby już trochę. Ehh… Teraz nie do nadrobienia więc to przedszkole nas wyręcza :Fiu fiu:
    Mnie też przekonuje argument czysto egoistyczny :Wstyd: Gdybym rozmawiała z nimi w obcym języku nie musiałabym się go uczyć prawie od nowa. Przyszłoby samo. A tak teraz przeżywam katusze… Nic nie umiem :Boje się:

    Mam takie samo wrażenie – szczególnie jak mnie ostatnio przepytali z ang. na rozmowie w sprawie pracy.
    Podłamałam się, bo sądziłam, że znam angielski biegle :Wstyd:

    #4091427

    kobietanaksiezycu

    jeśli dziecko to lubi i traktuje jak coś normalnego to dlaczego go nie uczyć ? mój 2,5 umie już sporo literek i kilka słówek po angielsku , ale nikt go nie zmuszał,że ma siedzieć i się uczyć 😉 w zabawie mu je pokazywaliśmy. wiadomo teraz liczy się ‚jakość’, ale czy to znaczy,że mamy zabierać dzieciom radości dzieciństwa ? bez przesady. Poza tym jeśli dziecko trochę później zacznie uczyć się obcego jężyka np. w zerówce to wcale nie znaczy,że się nie nauczy.



    #4091428

    medeja

    tez praktykujemy w domu nauke jezyka przez zabawe lub poprzez nazywanie rzeczy i czynnosci codziennych (bez tlumaczenie-ze to jezyk obcy, a po polsku to jest tak, czy tak-wszystko jest jasne z kontekstu sytuacyjnego)
    dziecko chlonie jak gabka i szkodaby taki czas zaprzepascic

    #4091429

    joa133

    a czemu nie od razuu w ciązy ?mówić do dziecka w brzuchu po angielksu? ha ha ha..przecież słyszy co mówimy…urodzi się i zaraz zapyta o co kaman? prawda?

    Jestem za tym, żeby mówić,czytać dziecku w obcym języku,ale nauka małego 2-3latka daje tyle,co wleci i wyleci z głowy, jeśli nie będziemy tego powtarzać,dzień w dzień to nikłe szanse, że coś będzie pamiętać. …

    Nauka poprzez grę/zabawę w wieku 6 lat.

    Dodam jeszcze tyle do 6r.ż dziecko w mózgu ma 1 ośrodek mowy w nim są informacje o języku ojczystym i obcym. Po 6 r.ż tworzy się drugi ośrodek mowy, od języka obcego i wtedy informacja przepływa z jednego ośrodka niwy( tego z językiem ojczystym) do drugiego ośrodka mowy (tego z językiem obcym) w mózgu.

    Jak mama / tata ma czas, konsekwencję, to lepiej zacząć z językiem obcym w wieku 2-3-4 lat, czytać książki w języku obcym uczyć podstawowych słów, zwrotów,a dziecko przyjmie to jako naturalne…



    #4091430

    medeja

    to ciekawa teoria z mowieniem w obcym jezyku do brzucha, ale chyba nie dziala. w ciązy czesto zdarzalo mi sie mowic w jeyzku obcym, a moje dziecko po urodzeniu nie mowilo nawet po polsku:Hyhy:
    chyba jednak przyzwyczailo sie do mojego glosu / tonu , bo przez jakis czas zdarzalo sie mi uspic dziecko „na rozmowę telefoniczną”.

    Ale co do nauki przez zabawe i sytuacje „naturalne”, codzienne z podziwem patrze na dzieci moich kolezanek, które maja mężów obcokrajowcow. Ich dzieciaczki od początku sa dwujezyczne, chociaz (jak mi kolezanki opowiadaja) czasem im sie plącze i mowia miesznka jezykow. my natomiast praktykujemy pewne czynnosci ,sytuacje, ktore „odbywaja” sie w jezyku obcym i jest to naturalne. Oczywiscie zgodzę się, że wymaga to konsekwencji i codziennego powtarzania. No ale efekty slychac. Warto sie w to „bawić”.

    #4091431

    bep

    Zamieszczone przez Joa133
    a czemu nie od razuu w ciązy ?mówić do dziecka w brzuchu po angielksu? ha ha ha..przecież słyszy co mówimy…urodzi się i zaraz zapyta o co kaman? prawda?

    Jestem za tym, żeby mówić,czytać dziecku w obcym języku,ale nauka małego 2-3latka daje tyle,co wleci i wyleci z głowy, jeśli nie będziemy tego powtarzać,dzień w dzień to nikłe szanse, że coś będzie pamiętać. …

    Nauka poprzez grę/zabawę w wieku 6 lat.

    Dodam jeszcze tyle do 6r.ż dziecko w mózgu ma 1 ośrodek mowy w nim są informacje o języku ojczystym i obcym. Po 6 r.ż tworzy się drugi ośrodek mowy, od języka obcego i wtedy informacja przepływa z jednego ośrodka niwy( tego z językiem ojczystym) do drugiego ośrodka mowy (tego z językiem obcym) w mózgu.

    Jak mama / tata ma czas, konsekwencję, to lepiej zacząć z językiem obcym w wieku 2-3-4 lat, czytać książki w języku obcym uczyć podstawowych słów, zwrotów,a dziecko przyjmie to jako naturalne…

    A skąd wiesz, że wyleci? :Hmmm…: W końcu jeżeli ma się do czynienia z językiem to się go po prostu używa. W wakacje mieliśmy do czynienia z włoską rodziną. Tam cała trójka (9 latek, 5 latek i 2 latka) rozumieli świetnie po włosku (to jasna sprawa) i angielsku. Najstarszy mówił całkiem płynnie. Mała wykonywała jednie polecenia – ale ogólnie kiepsko mówiła – jak większość dzieci dwujęzycznych. W rodzinie angielski znała tylko matka – ojciec ni w ząb.
    No i jak pójdą do szkoły/wyjadą za granicę (planowali dłuższy pobyt w Kanadzie) to mają jak znalazł. Bez wysiłku, zakuwania, naturalnie… Dlatego myślę, że jeżeli potrafi się mówić w jakimkolwiek języku to należy go wykorzystywać z rozmowach z dzieckiem od samego początku… Z korzyścią dla obu stron. I nie rozumiem skąd te drwiny i śmiechy.
    Każdy uczy swoje dzieci tak jak umie i podpowiada mu intuicja. Ja całkowicie popieram „domową naukę” od kołyski. Natomiast nie zdecydowałabym się na „lekcje” prowadzone przez obcą osobę.

    #4091432

    Anonim

    A ja uważam, że tą kwestie trzeba pozostawić dziecku.
    Młoda jak poszla do przedszkola do 3-latków chciała na angielski, potem zmieniła się pani i już jej się odwidziało i w 4-latkach nie chodziła a potem w 5-latkach znowu. Nauczyła się niewiele, kilka zwrotów, kilkanaście słówek, liczenia, kolory, dni tygodnia i to wszystko.
    Mały od początku chciał, lubił i ładnie wszystko łapał.
    Wszystko więc zależy od dziecka i jego chęci.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 36)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close